forum.labradory.org

Archiwum - Brutus - pies - czekoladowy - 6 lat

Chelsea - 24-09-2013, 17:38
Temat postu: Brutus - pies - czekoladowy - 6 lat
WIEK: 6 lat
STAN ZDROWIA: dobry, zaszczepiony na wściekliznę, leczony na świerzb i zapalenie śródstopia w łapach.
RODOWÓD, TATUAŻ: tak
CHIP: tak
STERYLIZACJA: nie
ZACHOWANIE W DOMU I PODCZAS TRANSPORTU: w domu spokojny, posłuszny, w samochodzie bez problemów.
POSŁUSZEŃSTWO: posłuszny, zna podstawowe komendy.
STOSUNEK DO INNYCH ZWIERZĄT: toleruje koty, wobec innych psów zainteresowany, wobec suczek natarczywy, ale nie agresywny.
STOSUNEK DO DZIECI: lubi dzieci, mieszkał z dziećmi.
MIEJSCE POBYTU PSA: Racibórz
DANE KONTAKTOWE DO OSOBY, KTÓRA ZAJMUJE SIĘ PSEM: . tel. 793 690 401, e-mail: jola.klicka@vp.pl
Historia Brutusa:
" Szukam domu dla Brutusa, 6-cio letniego pięknego labradora czekoladowego.
Brutus jest psem rasowym, posiada tatuaż w lewym uchu. Ma również czip, który wszczepił mu
poprzedni właściciel, gdy brał go ze schroniska w 2011 roku. Nie wiadomo jak pies tam trafił. Gdy
odnalazłam hodowczynię i poprosiłam , aby sprawdziła, czy nie zgubił się dawnym właścicielom,
nie wykazała odrobiny inicjatywy. Do mnie Brutus trafił dwa miesiące temu. Był w opłakanym stanie. Ludzie, którzy mieli zapewnić mu dom zawiedli. Pies był wychudzony, miał zaawansowany świerzb, krwawiące rany na łapach, był brudny, cuchnący, pazury miał długie i zakrzywione jak haki, ledwo chodził, drapał się nieustannie, skomląc przy tym żałośnie. Zdecydowałam się wziąć go do siebie, bo groził mu powrót do schroniska, co przy jego stanie równoznaczne było z uśpieniem.
Nie mogłam na to pozwolić, gdyż wiedziałam jak wspaniały charakter ma ten pies i jak bardzo
zasługuje na dobre życie.
Obecnie Brutus kończy leczenie, jest odkarmiony i wypielęgnowany. Po okropnej przeszłości pozostało mu źle zrośnięte żebro, niewielkie blizny na łapach i łysiny na łokciach, ale te drobiazgi w niczym nie umniejszają jego wyjątkowej urody. Brutus jest psem pokojowym. Uwielbia wylegiwać się na wykładzinie, ale gdy tylko się ruszę podąża za mną jak cień. Myślałam, że jest oazą spokoju, ale im jest zdrowszy, tym bardziej jest wesoły i energiczny. Lubi się bawić, ganiać z zabawką w pysku, aportować. Gdy przychodzę z pracy wita mnie szalonym tańcem radości. Jest grzeczny, posłuszny, wytrzymuje w domu nawet 10 godzin, nie brudzi. Zna podstawowe komendy, nie ma w sobie cienia agresji. Kocha ludzi, lubi dzieci, toleruje koty, wobec suczek jest nieco zbyt namolny. Na spacerach jest grzeczny, jedynie gdy widzi inne psy potrafi pociągnąć, ale reaguje na stanowcze „nie wolno”. Nie jest psem dla osób aktywnych., wystarczają mu niezbyt długie spacery. Ma jeszcze osłabione łapy i szybko się męczy.
Nie mogę zatrzymać go u siebie na stałe. Mam już trzy zwierzaki, którym
muszę poświęcać swój czas i skromne zasoby finansowe. Dla Brutusa zrobiłam tyle, ile mogłam.
Jest wspaniałym psem i wiem, że da komuś dużo radości"
Numer kontaktowy: 793 690 401
e-mail: jola.klicka@vp.pl
Brutus i weterynarz.
Gdy pierwszy raz brałam Brutusa do weterynarza nie przypuszczałam, że u mnie zamieszka. Był psem moich sąsiadów, ale widywałam go rzadko. Wychodził tylko na krótkie spacery. Czasami dzieci bawiły się z nim na podwórku, a wtedy drażnił mnie, bo zaczepiał moją suczkę, a dzieciaki nie umiały utrzymać go na dystans. Tak było ponad rok. Dopiero tego lata
zauważyłam w jak kiepskiej jest kondycji. Zaproponowałam, że zabiorę go do weterynarza na
konsultację. To był odruch. Z trudem załatwiłam transport. Wiedziałam, że nie jest agresywny, ale
nawet moje kolejne psiaki u weterynarza dostawały amoku ze strachu. Pojechałam. W poczekalni
ludzie odsuwali się z obrzydzeniem i strachem. Tłumaczyłam, że to nie mój pies. Pani weterynarz
zaordynowała zastrzyki, powiedziała, że bolesne i kazała przytrzymać łeb. Trzymałam, a psisko
zachwycone zainteresowaniem wokół siebie siedziało i merdało ogonem. Potem jeszcze przytrzymałam łapy, żeby można było obciąć długaśne pazury. Dopiero po powrocie do domu
dotarło do mnie, że dałam radę. Wszystkie następne wizyty to już była bułka z masłem.
Brutus i kąpiel.
Jedyną rzeczą, o którą prosiłam właścicielkę Brutusa nim zniknie z jego życia było,
aby wykąpała go, gdyż nie wyobrażałam sobie wsadzenia obcego dużego psa do małej wanny w małej łazience. Nie wykąpała i zniknęła. Wprowadziłam więc Brutusa do łazienki, popatrzyłam mu głęboko w ślepka i powiedziałam ostro: „Jak będziesz się stawiał, to pójdziesz do schroniska”.
Potem pokazałam wannę, powiedziałam „hop” i…. Brutus zaczął się do niej gramolić. Wprawdzie
musiałam wtaszczyć tam jego zad, ale potem stał w niej spokojniej, niż moja pinczerka. Wyjście z wanny wyglądało podobnie. Kiedy już otrzepywał się na dworze, a ja zmieniałam przemoczone ciuchy i wycierałam łazienkę, wiedziałam, że poradzę sobie z tym obcym, dużym psiskiem.
Wszystkie moje kolejne psy miałam od szczeniaka, bo wydawało mi się, że tylko
takiemu psu można w pełni zaufać. Brutus diametralnie tę opinię zmienił. Nie ważne w jakim wieku pies do nas trafia, ale jaki jest .
Przykro mi, że muszę go oddać, ale moja pinczerka źle znosi obecność drugiego psa,
w domu jest za dużo zamieszania. Do tego psy mają różne potrzeby, więc na spacer wyprowadzam je oddzielnie – Brutusa na krótszy, Roksanę na dłuższy, aby mogła pobiegać luzem. Do tego mam dwie chimeryczne kocice, które mają swoje przyzwyczajenia. Mieszkam za miastem , nie mam samochodu, każda wizyta u weterynarza to problem z transportem, każdą pakę karmy i każdą puszkę muszę jakoś dotaszczyć do domu. Nie wspomnę o finansach. Pół dnia spędzam w pracy. Nie mam ani tyle sił, ani możliwości , aby wszystkiemu podołać"

[URL=www.fotosik.pl]




figula1 - 24-09-2013, 18:06

Ależ piękna czekolada ;* Jola wykonała wspaniałą robotę :)
Małgosia35 - 06-10-2013, 23:45

Brutus znalazł dom :)

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group