forum.labradory.org

Hyde Park - Moja przygoda...

BlueDiego - 29-01-2009, 22:58
Temat postu: Moja przygoda...
Opiszę tu w skrócie to co spotkało mnie w niedzielny wieczór..
Wyszedłem z domu na wieczorny spacer z Kają, ubrany w buty gumowe (kalosze), gdyż panowała "jesienna" pogoda, było błotko pośniegowe i dodatnia temperatura.. :)
Ponieważ po osiedlu jeszcze kręcili się różni przechodnie, postanowiłem przespacerować się przez wąwóz (obecnie zaorany i "oddrzewiony"). Tam było cicho, ciemno i ani żywej duszy... :)
Kaję spuściłem ze smyczy i dałem komendę "biegaj" (którą ona doskonale zna i uwielbia, bo oznacza ona dla niej "złotą wolność"). Kaja pobiegła do przodu. Ja podążyłem za nią idąc mniej więcej trasą dawnej ścieżki. Po kilkudziesięciu metrach poczułem pod nogami błoto, ale szedłem dalej. W pewnym momencie moja lewa noga szybko zapadła się w gliniaste błoto a w chwilę później to samo stało się z nogą prawą. Ponieważ nie mogłem "wyciągnąć" lewej i prawej nogi z błota, przewróciłem się do przodu na wyciągnięte ręce, które zagłębiły się w tą błotną "melasę" po łokcie. :bad:
Zostałem praktycznie unieruchomiony. Zacząłem szarpać rękami aby wstać, ale okazało się to niemożliwe. Po wielu próbach i wysiłkach, opadłem z sił i położyłem się na brzuchu w to błoto.Nogi mi prawie wyszły z kaloszy. Chwilę się zastanowiłem, odpoczywając. Mogłem tak tu leżeć przez całą noc i nikt by mi nie przyszedł z pomocą. Telefon komórkowy zostawiłem w domu. Krzyczeć o pomoc nie chciałem, wolałem tu zczeznąć niż wywołać sensację na osiedlu... :bad:
Zebrałem sie do działania i po godzinie, wydostałem się z pułapki. Po prostu wyciągnąłem nogi z kaloszy i przewracając się w bok całym ciałem, na plecy, na brzuch i tak dalej aż dostałem sie do "normalnego" błota. Ale w jakim byłem stanie! Cały oblepiony kilogramami błota, bez butów, powoli doczłapałem w jednej skarpetce do domu. Szanowna małżonka mało nie zemdlała, gdy mnie zobaczyła. "Że też tobie zawsze się coś musi przydarzać!" powiedziała, jakby to była moja wina.. Ile bylo mycia, prania, trudno opisać... :bad:
Jedynie Kaja jak zawsze wróciła ze "spaceru" zadowolona! :-P
P.s. W tym miejscu spychacz (podczas prac w wąwozie) przesunął dużą warstwę ziemi...

zaradna - 29-01-2009, 23:25

BlueDiego, no kurcze jaka przygoda nie zazdroszcze hehe
Bora - 29-01-2009, 23:31

BlueDiego, wiem, że w momencie kiedy tak leżałeś w tym błocie do śmiechu Ci nie było, ale... możesz te historie opowiadać znajomym wywołując salwy śmiechu :D

Dobrze, że nic Ci sie nie stało. :haha: bo musiało to poważnie wyglądać.

p.s. też noszę kalosze na "psie" spacerki

BlueDiego - 29-01-2009, 23:44

Bora ja teraz sam sie z tej "przygody" śmieję, szczególnie gdy opowiadam ją znajomym. :D
Szyszunia - 30-01-2009, 10:35

BlueDiego, nie zazdroszcze zonie prania tych ubloconych ciuchów :-P
Ziemo - 30-01-2009, 10:44

BlueDiego ... Historia z przysłowiowym jajem :) ... I happy endem.
Musisz jeszcze tylko pomyśleć o uzupełnieniu wachlarza komend dla Kai... :D
Mnie osobiście nasuwa się jedna ... "Biegaj i pilnuj Pana" :-P
Pozdrawiam

labi - 30-01-2009, 10:51

Szyszunia napisał/a:
nie zazdroszcze zonie prania


Ziemo napisał/a:
Musisz jeszcze tylko pomyśleć o uzupełnieniu wachlarza komend dla Kai...
Mnie osobiście nasuwa się jedna ... "Biegaj i pilnuj Pana"


Może jeszcze być: "Pierz go" :D

Szyszunia - 30-01-2009, 11:03

labi, :D :D
gusia1972 - 30-01-2009, 12:39

Bora napisał/a:
BlueDiego, wiem, że w momencie kiedy tak leżałeś w tym błocie do śmiechu Ci nie było, ale... możesz te historie opowiadać znajomym wywołując salwy śmiechu

dokładnie ;D z jednej strony nie można się opanować ze śmiechu a z drugiej .... noo groźnie było

BlueDiego - 30-01-2009, 12:49

Szyszunia napisał/a:
BlueDiego, nie zazdroszcze zonie prania tych ubloconych ciuchów :-P

Gderanie przy praniu było niemożebne do wytrzymania, całe szczęście że opanowałem do perfekcji, niezbędną każdemu mądremu mężczyźnie, umiejętność przepuszczania tych "informacji" z jednego ucha do drugiego ("przecież ty nie możesz być jak inni, pochodzić po alejkach i wrócić jak człowiek...") itd.itp. Przed praniem musiałem nadmiar błota usunąć "ręcznie.. :bad:
Ziemo, Labi dziekuję za dobre rady i Wam również życzę "urozmaiceń" w podobnym stylu.. :D :D
Raz się żyje! :D

gusia1972 - 30-01-2009, 13:09

labi napisał/a:
Może jeszcze być: "Pierz go"

"ociec prać?" :D

Ziemo - 30-01-2009, 13:14

BlueDiego napisał/a:
Ziemo, Labi dziekuję za dobre rady i Wam również życzę "urozmaiceń" w podobnym stylu..
Raz się żyje!

Ja tam jeszcze sobie tak myślę, że aby Szanownej Małżonce się nie narażać ... Powinieneś brać ze sobą latarkę :D
... A bo to wiadomo, gdzie następnym razem... Noga poniesie ? :-P
Za rady nie ma co dziękować... Trzeba się przecież, jak to mężczyźni - solidaryzować.
Zrewanżujesz sie kiedyś. :)

labradorciaaa - 30-01-2009, 15:42

BlueDiego, ja bym umarła z przerażenia ...
szczególnie, że ostatnio oglądałam taki horror... ;P

AnTrOpKa - 31-01-2009, 15:16

BlueDiego, mam nadzieję, że maseczka błotka kojąco podziałała na skórę :P U nas w uzdrowisku robią okłady z borowiny :P
BlueDiego, ale miałeś przygodę... z nutką dramatyzmu... ale jak przeczytałam finał, że wszystko dobrze się skończyło to cała historia mnie mega-rozbawiła :P :P hehehe. WIem, że Tobie do śmiechu nie było... ale jak to sobie wyobraziłam :D :D no przepraszam, że się śmieję :shy:

aganica - 31-01-2009, 16:28

Mało nie umarłam ze śmiechu ..wiem wredna baba jestem....
Szkoda że fotek nie zrobiłeś , ale jak tu cykać foty turlając się w błocie i szukając ratunku na przetrwanie.
Ty się ciesz że Kaja nie pomyślała , że to taka zabawa .. :D :D i nie przeciągnęła Cię po tym błocie. :D

Ziemo - 31-01-2009, 16:52

aganica napisał/a:
Ty się ciesz że Kaja nie pomyślała , że to taka zabawa .. i nie przeciągnęła Cię po tym błocie.

... I że po publiczność nie poleciała :)

labradorka - 31-01-2009, 22:02

Dobrze, że Kaja sie nie zatopiła w tym błocie.
Historia...Niecodzienna :D

benia - 01-02-2009, 13:05

BlueDiego, poproś żonę żeby następnym razem chwyciła za aparat i pstrykała foty bo chcemy zobaczyć jak wygląda Jożin z Bażin w Twoim wykonaniu!!! :-P :D :D :D
aganica - 01-02-2009, 13:28

Jejku , byobraziłam sobie jak błoto zasycha w trakcie powrotu do domu i powstaje pomnik .."mój wierny pan".. :D :D :D
gusia1972 - 01-02-2009, 19:20

aganica napisał/a:
pomnik .."mój wierny pan".. :D :D :D

dobre :D :D

BlueDiego - 02-02-2009, 00:56

AnTrOpKa napisał/a:
BlueDiego, mam nadzieję, że maseczka błotka kojąco podziałała na skórę :P

A ja mam nadzieję, ze odmładzająco... :)
Benia napisał/a:
chcemy zobaczyć jak wygląda Jożin z Bażin w Twoim wykonaniu!!! :-P :D :D :D

Dobre! :) Muszę zmienić nick na "BlueJożin"... :D
aganica napisał/a:
Jejku , byobraziłam sobie jak błoto zasycha w trakcie powrotu do domu i powstaje pomnik .."mój wierny pan".. :D :D

Byłbym jedynym forumowiczem (przynajmniej "na teraz") mającym swój pomnik... :D :D

AnTrOpKa - 02-02-2009, 01:04

benia napisał/a:
bo chcemy zobaczyć jak wygląda Jożin z Bażin w Twoim wykonaniu!!!

:D :D :D :D :D :D :D

Ziemo - 02-02-2009, 06:57

BlueDiego napisał/a:

Byłbym jedynym forumowiczem (przynajmniej "na teraz") mającym swój pomnik...

Poświęcilibyśmy się dla Ciebie, robiąc to samo.... Żeby szybko mieć też i swoje :) :-P

aganica - 02-02-2009, 08:51

Ziemo napisał/a:
Poświęcilibyśmy się dla Ciebie
No nie wytrzymam , jeszcze troszkę a padnie propozycja ...rajdu z kąpielami błotnymi ..
Ja jestem zaaaa.. :-P

papisia - 02-02-2009, 16:54

BlueDiego, pozwolisz, że podepnę się pod Twój wątek o tym "co się wydarzyć może..."

O godzinie 12ej wyszłam w centrum Częstochowy z gabinetu weterynaryjnego z psami. Mój TZ prowadził Nelę, ja Sabusię z Chillinką....
Nie wiem dlaczego zaparkowałam w innym miejscu niż zwykle. Przeważnie parkowałam za gabinetem i dochodziliśmy kawałeczek, a dziś zaparkowałam tuż przed wejściem...

Po wyjściu dziewczynki tradycyjnie wyrwały na kawałek "trawniczka" celem obwąchania drzew, słupów etc. I co??
I huk!! nagle wielki huk za mną... psy się po prostu przewróciły i przylgnęły do ziemi... Ja nie wiedziałam co się dzieje. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że kawałek za mną na chodnik wjechał jakiś rozpędzony idiota samochodem...
Najpierw zerwał łańcuchy, potem skosił znak drogowy i z tym znakiem na masce rozwalił jeszcze słupki.... Ja stałam po środku tego oniemiała. Nawet nie zdążyłam zauważyć tego auta... Widziałam jak uciekał chodnikiem ze znakiem wgniecionym w maskę.
Zadzwoniliśmy na policję... zgubił tablicę rejestracyjną więc tyle łatwiej. Policja zapytała tylko czy jesteśmy poszkodowani jakoś i olała sprawę :| Po 10 minutach zjawili się "sprawcy" w dresikach, zabrali tablicę rejestracyjną i uciekli... :-o

Mniej więcej wyglądało to tak:





Przy tym drzewie stałam... Gdybym zaparkowała na "starym" miejscu - stałabym koło kosza na śmieci... Dosłownie kilka metrów, a gówniarz skosiłby mnie razem z moimi psami :cring:

Szyszunia - 02-02-2009, 17:17

papisia, dobrze, ze Wam sie nic nie stalo.
To ze zaparkowalas gdzie indziej, to jakies przeczucie. 6ty zmysl :-P

iwonsia - 02-02-2009, 17:19

Normalnie aż strach pomyśleć co by było gdyby ....
AnTrOpKa - 02-02-2009, 17:31

papisia, jejku! Jednym słowem... przesada... :|
BlueDiego - 02-02-2009, 18:27

papisia, jak dobrze że Wasz Anioł nie odpoczywał. :)
W tym zdarzeniu nie było już nic zabawnego, mogłoby być tragicznie. Oby nam się takie "przygody" nie przydarzały... ;] :confused:

gusia1972 - 02-02-2009, 18:43

masakra :( zamarłam jak to czytałam :(
zaradna - 02-02-2009, 19:07

papisia, całe szczęście, że nic się Wam niestało
papisia - 02-02-2009, 19:31

BlueDiego napisał/a:
jak dobrze że Wasz Anioł nie odpoczywał


Ja się po fakcie po prostu rozryczałam jak dziecko... :( Mógł mi psy pozabijać idiota jeden :cring: Najgorsze jest to, że pewnie i tak nic mu nie zrobią... Kto wie czy ktoś się pofatyguje do niego. Dostali numery rejestracyjne, ale co z tego? Po kilku godzinach podjechała straż miejska zobaczyć co się stało i tyle.... Wkopią nowe słupki, postawią nowy znak i tyle... Nikt nie zginął, nie jest poszkodowany więc policja miała sprawę w nosie.

Ryniu - 02-02-2009, 21:55

Szkoda że Kaja nie zrobiła też fotorelacji ;)
Ale nie zazdroszczę Wam niczego, ani błotka ani szalonego kierowcy.

BlueDiego - 16-10-2009, 17:47

W nocy z 13 na 14 października (2009) zdarzyły się w Lublinie i okolicy, duże opady śniegu. Drzewa wciąż były "ubrane" w szatę z zielonych jeszcze liści, więc osadziło się na nich bardzo dużo "mokrego" (a więc "ciężkiego") śniegu. Tego dużo młodych drzew nie mogło wytrzymać i łamały się, a ze starych odłamywały się konary. Niektóre z nich zostały "kikutami" bez gałęzi! Byłem rano (14.10.2009) w lesie, nawet zrobiłem fotki. Co kilka minut słychać było wielkie trzaski i huki opadających odłamanych konarów i wierzchołków drzew . Jeden z nich (wierzchołek świerka) upadł w odległości 2m ode mnie (a około 0,5m od Kaji). Tego zdarzenia nigdy nie zapomnę.. Szybko wróciłem do domu, nie chcąc prowokować nieszczęścia, po takim "ostrzeżeniu".
Zdjęcie fragmentu lasu przed opadami:

A tu ten sam fragment po opadach:

Jeszcze kilka fotek:



iness8@o2.pl - 16-10-2009, 18:50

BlueDiego, u nas jest to samo :(
Lily - 16-10-2009, 21:17

o kurdee... :( dobrze,że nic Wam się nie stało..
gusia1972 - 16-10-2009, 21:44

ooo matko jak po tajfunie :(
Huberto - 16-10-2009, 22:44

uuu, ale dobrze że z wami jest wszystko dobrze :)
Katrinaxxl - 17-10-2009, 15:57

Ja miałam też ostatnio nieciekawa przygodę...
Nasza trasa spacerowa przebiega wzdłóż rzeczki która maksymalnie ma 2 metry głębokości. Tego dnia wracaliśmy już ze spaceru i spotkaliśmy luźno puszczonego labka niestety bez właściciela (taki samopas). Pieski zaczęły się bawić a ja nawet sobie pomyślałam że to fajni bo Figo się jeszcze bardziej wybiega :) No i tak się bawiły bawiły namiętnie że tamten(grubszy) popchnął niechcący Figusa że wpadł do wody!! wzdłóż rzeki są zejścia gdzie psy mogą wskoczyć popływać ale akurat wtedy Figus wpadł w miejsce gdzie była pionowa ściana a nie łagodny brzeg... dodam iż nie zauważyłam że sa tak blisko lini brzegowej bo zasłaniały ja dość obfite krzaczory wyrastające nad rzekę. Próbowałam małego przywołać zżeby zaczął płynąć ale najbliższe wyjśći było z 10metrów od nas i musiałby płynąć pod prąd a jak próbował to utrzymywał się tylko w tej samej pozycji, tzn. nie płynął do przodu tylko stał w miejscu bo prąd był dośc ostry. Kiedy Figo zaczął piszczeć z przerażenia zebrałam sie w sobie i zsunęłam sie trzymająć sie gałezi z pół metra do wody. Zakryło mnie po pachy, wzięłam Figusia naręce żeby sie uspokoił a potem pozwoliłam mu płynąć trzymając go za obrożę żeby go nie zniosło. Szliśmy w wodzie chyba z 10 minut w mule, ja trzymając sie zwisających z brzegu krzaków. Ja bym się jakoś wygrzebała, wspieła po ściance ale musiałam kombinować tak żeby psa wyciągnąć, bo był za ciężki żeby go podsadzić na pół metra w góre. Nadomiar złego ten drugi pies zaoferowany sytuacją wskoczył za nami do rzeki!!! A Figo nawet się ucieszył że wszyscy są już w wodzie- tto dopiero frajda!! Mi nei było do śmiechu bo akurat był pochmurny dzień i pustki na dworzu a ja umiem pływać tylko troche pieskiem..;/ w końcu pogłowkowałam i przypomniałam sobie że niedaleko powinna być drabinka prowadząca na brzeg. Ale po drodze natrafiliśmy na kanał o średnicy możę niecałego metra wychodzącego po drugiej stronie ścieżki. Wiec wgrzebałam sie do kanału Figa wciągnęłam za sobą i wyszliśmy na ląd cali mokrzy, w glonach, śmierdzący i podrapani tzn. ja bo musiałam przedrzeeć się przez jeżyny żeby wyjść na drogę. Nie udało mi się tylko przywołac tego drugie psa ale naszczęśie przypadkiem płynęli tamtędy kajakarze i podsadzili go żeby wyszedl na brzeg. Mówie Wam to była najgorsza przygoda która mi się przytrafiła! a najlepsze jest to że nikt na ulicy i w domu nie skapnął sie że coś mi się stało bo nawet nie było widać że jestem cała mokra bo miałam czarne dresy. Ciężko jest mi oddać teraz powagę sytuacji ale uwieżcie mi że nawet teraz jak czuję zapach rzeki to mam takie dziwne uczucie.... Ogólnie uważam że nie była to niczyja wina tylko właścicieli tego psa.. nie dość że jemu może sie coś stać to jeszcze innym. incydentu nigdzie nie zgłosiłam ale jak spotkam jeszcze raz tego psa bez opiekunów ide prosto na policję.

poprawiłam :) pozdrawiam

Huberto - 17-10-2009, 19:04

No niezła przygoda muszę przyznać :) i jeszcze w taką pogodę
zaba - 17-10-2009, 20:18

Katrinaxxl, o matko.. No to musiałaś się naprawdę sporo strachu i nerwów najeść. Ale dobrze, że udało wam się z tego wyjść ;)
mTa22 - 17-10-2009, 23:04

no ja też nie zazdroszczę przygody... całe szczęście, że wyszliście z tego cało :)
Katrinaxxl - 18-10-2009, 03:25

Za moim maluchem w ogień bym skoczyła ale najpierw muszę się nauczyć pływać :)

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group