forum.labradory.org

Archiwum - PIES POD CHOINKĘ? TYLKO PLUSZOWY! Adoptuj starszego psa!

Ryniu - 11-12-2010, 15:56
Temat postu: PIES POD CHOINKĘ? TYLKO PLUSZOWY! Adoptuj starszego psa!



Był piękny, mroźny wieczór. Zza okien ustrojonych migającymi lampkami dobiegały wesołe odgłosy rozmów. Gdzieniegdzie można było usłyszeć fragmenty kolęd, przerywane radosnym piskiem dzieci rozpakowujących swoje prezenty. Wigilia, ten szczególny dzień w roku, kiedy wszystko jest jasne, spokojne, radosne – dzień, w którym wszyscy powinni się cieszyć. Spacerując, jak zwykle o tej porze pobliskimi leśnymi ścieżkami i rozmyślając nad wyjątkowością tych świąt, nawet nie zauważyłem zniknięcia mojego psa. Zdziwiło mnie to, bo zazwyczaj nie gubił się z zasięgu mojego wzroku.

"No tak, pewnie przypomniały mu się młodzieńcze czasy" – uśmiechnąłem się w myślach, wołając go głośno.

- Co się tak drzesz ? – powiedział Tofik wyłaniając się zza wielkiej sosny.

Zdębiałem. Mój pies … mówił do mnie.

- No przecież jest Wigilia, co nie? Co tak wytrzeszczasz gały – Wyraźnie MÓWIŁ do mnie Tofik.

Nie potrafiłem wydobyć z siebie głosu. "To na pewno sen", pomyślałem.

- Jeśli uważasz, że to jest sen to mogę cię uszczypnąć, choć właściwie powinienem raczej powiedzieć ugryźć hehehe – powiedział, jakby czytając w moich myślach, Tofik. – Nie patrz tak, mamy dziś sprawę do załatwienia.

- Ja … jaką sprawę? – udało mi się wydukać.

- Widziałem ten twój rozmarzony wyraz pyska – odpowiedział Tofik. – Zabiorę cię w jedno miejsce, które powinieneś dziś zobaczyć.

- Co to za miejsce? – powoli zaczynałem się oswajać z tą dziwną sytuacją.

- Miejsce, które pozwoli spojrzeć ci na te święta z trochę innej strony – odpowiedział Tofik.

Szliśmy przez las dobrych kilkanaście minut, aż wreszcie wyszliśmy na leśną polankę. Na środku stał duży budynek, a na jego dachu mrugał połamany neon "M G ZYN N EC CI YCH P Z N ÓW" Zanim udało mi się rozszyfrować, jaką krył w sobie nazwę, weszliśmy do środka. Światło wewnątrz było bardzo słabe, udało mi się jednak dostrzec szereg regałów, których półki uginały się pod ciężarem różnych przedmiotów.

- Chodź ze mną ! – powiedział Tofik.

Idąc za moim gadającym psem spoglądałem na półki. Leżały na nich nieprawdopodobne ilości rękawiczek, szalików, skarpetek, pidżam, koszul i koszulek. Trochę dalej stał regał cały załadowany różnego rodzaju kosmetykami, perfumami, dezodorantami itp. Po dłuższym marszu stanęliśmy przed szklanymi drzwiami.

- Idź ! – powiedział Tofik i delikatnie popchnął mnie nosem.

Przeszedłem przez drzwi i poczułem przeraźliwe zimno. Znalazłem się na wielkim placu otoczonym wysokim żelaznym płotem, przy którym, co kilka metrów, przywiązane grubymi łańcuchami, siedziały przeraźliwie smutne psy. Podszedłem szybko do pierwszego z nich. Duży czarny pies rozpłaszczył się na ziemi, kiedy chciałem go pogłaskać i patrzył na mnie z przerażeniem.

- Misiek – zza moich pleców usłyszałem głos Tofika – Rok temu, o tej samej porze był rozkoszną małą kuleczką przewiązaną czerwoną kokardką. Wydawało mu się, że jest w raju. Ciepły dom, dwójka maluchów ciągle się z nim bawiąca, smakołyki podsuwane na każdym kroku, uśmiechy ludzi odwiedzających właścicieli. Miał wszystko.

- Dlaczego dziś jest więc tutaj? – zapytałem.



- Trzy miesiące później nie był już małym Misiem. – odpowiedział Tofik – Nikt nie pomyślał, że Misiek potrzebuje spacerów, opieki, zainteresowania, szkolenia. Był przecież taki malutki i rozkoszny. Miał być małym sympatycznym Misiem, a wyrosło z niego wielkie bydlę. Dzieci były za małe, rodzice ciągle pracowali, a pies siedział całymi dniami zamknięty w łazience. Z tęsknoty o mało co nie pękło mu serce. Samotny i opuszczony wył całymi dniami, prosząc choć o odrobinę zainteresowania. Nikt go już nie przytulał, nikt nie mówił słodkich słówek. Zamiast tego doczekał się nowego miejsca i nowych właścicieli. Budy, łańcucha i resztek ze stołu u wiejskiego gospodarza. I traktowania kijem kiedy tylko wydał z siebie tęskną skargę. I tak siedzi wspominając te krótkie chwile szczęścia i czeka z gasnącą w oczach nadzieją na swoje lepsze dni.

Oczy Miśka patrzyły błagalnie na mnie , gdy go mijałem i podchodziłem do kolejnego psa. Myślałem, że pęknie mi serce. Kolejny pies był średniej wielkości. Kiedy tylko do niego podszedłem wskoczył na mnie, brudząc całe ubranie i liżąc mnie wszędzie, gdzie tylko mógł.

- Lucky – zaanonsował Tofik – pies dogoterapeuta.

- Kto? – zapytałem zaskoczony.

- No pies dogoterapeuta – powtórzył Tofik. – Rok temu znalazł się w domu rodziców autystycznego dziecka. Przeczytali, że taki pies doskonale nadaje się do dogoterapii i sprawili sobie szczeniaka, który miał być psem terapeutą. Po miesiącu byli bardzo zaskoczeni, że pies zamiast leczyć biega, zamiast leżeć szczeka, zamiast ostrożnie podchodzić do ich dziecka wpada na nie z całym impetem. Jakże to tak. Oczywiście pojęcia nie mieli, że nie każdy pies może być dogoterapeutą, że na szkolenie trzeba poświęcić mnóstwo czasu, że jak każde zwierzę Lucky ma swoje potrzeby. Uznali, że trafił im się jakiś wadliwy egzemplarz i tak Lucky wylądował na łańcuchu.

Lucky wyraźnie zgasł, kiedy go zostawiliśmy. Przy następnej budzie siedziała sunia. Kiedy tylko nas zauważyła, szybko się do niej schowała.

- Tola, wyjdź – zawołał ją Tofik. Tola jednak nie wyszła.

- Tola jest psem wycofanym, żyjącym w swoim świecie. – wyjaśnił mi Tofik – Była wykorzystywana w pseudohodowli do masowej produkcji szczeniaków. Szczeniaków takich jak Misiek, jak Lucky i inne, które tutaj widzisz. Rodziła szczeniaki co cieczkę, dostawała ochłapy do jedzenia, a za mieszkanie miała kojec na podwórku, z błotem zamiast posłania. Ma 4 lata, a wygląda na 10. Kiedy nie mogła już rodzić przywiązano ją, wrzynającym się w jej szyję, łańcuchem do drzewa w lesie. Przestała być produktywna to trzeba było się jej pozbyć. No, ale tak to już jest, jest popyt to jest i podaż.

- Ale o czym ty mówisz? – zapytałem Tofika

- O czym? Popatrz przed siebie – gniewnym głosem odpowiedział Tofik. – Misiek, Lucky, Perełka, Szarik, mogę tak wymieniać do rana. Chcesz podchodzić do każdego? O każdym mam ci opowiadać? Pomyśl trochę, te wszystkie psy łączy jedna wspólna cecha. Nie zauważyłeś napisu nad wejściem?

Przez moją głowę przebiegało tysiące myśli. Misiek, wigilia, Prima, dogoterapia, rękawiczki, szalik, krawat, Lucky. Czyżby to … ? Sama myśl o tym, co zaraz usłyszę przyprawiła mnie o drżenie.



- Widzę że zaczynasz rozumieć. – z satysfakcją w głosie odezwał się Tofik – Tak, te wszystkie psy tutaj okazały się nietrafionymi świątecznymi prezentami. Jesteś przecież w magazynie niechcianych prezentów. Każdy z tych psów rok, dwa, trzy, cztery lata temu był włochatą kulką zawiniętą we wstążkę i położoną pod choinką. Popatrz na to i uświadom sobie ilu jest na tym świecie ludzi, którzy traktują żywe stworzenia tak samo, jak rękawiczki czy szaliki. Dla których wyrzucenie niechcianych skarpetek jest równie łatwe, jak przywiązanie psa do drzewa, czy też wyrzucenie go z samochodu. Popatrz ilu jest na świecie ludzi, którym wydaje się, że nie ma nic weselszego niż słodki szczeniak dla dziecka. Pies nie jest dla dzieci, pies potrzebuje swojego pana i musi nim być dorosła osoba. Pies nie może być kaprysem, decyzja o tym, że znajdzie się w domu musi być świadoma i podjęta przez wszystkich członków rodziny. Pies to najgłupsza niespodzianka jaką można wymyślić. Dzieciom zaś, co najwyżej, można kupić pluszowego pieska, który nie będzie cierpiał, gdy się znudzi i zostanie ciśnięty w kąt. Co rok do tego magazynu trafia mnóstwo psów, które okazały się niepotrzebne. Czy ktokolwiek kupując psa jako prezent zastanawia się nad tym, że zwierzę też czuje ból, smutek, cierpienie? Zwierzę nie jest rzeczą, nie zapominajcie o tym. Pies nigdy nie powinien być prezentem. No chyba, że jest pluszowy … uszowy … szowy … owy …

Otworzyłem oczy. W kącie pokoju jaśniała duża piękna choinka. Z kuchni dochodziły cudowne zapachy. Obok fotela, na którym się zdrzemnąłem leżała otwarta "Opowieść wigilijna". Popatrzyłem na Tofika, chrapiącego spokojnie na legowisku. "Uff, to tylko sen" pomyślałem uradowany. Tofik w tym samym momencie podniósł głowę i popatrzył na mnie długo i wymownie. Albo mi się wydawało, albo mrugnął do mnie okiem…

Wstałem z fotela, włączyłem komputer i zacząłem pisać … "Był piękny, mroźny wieczór …"


żródło: Fundacja Prima



Ryniu - 11-12-2010, 18:53


DRUGA SZANSA


Zziajany Hektor położył się na swoim legowisku. Obchód Tęczowej Krainy był jednym ze stałych punktów jego planu dnia. Dziś w trakcie spaceru towarzyszyła mu Leila, urocza suczka owczarka niemieckiego, i całą drogę pokonali szybkim biegiem. Wszystkie psy które spotkali z zapamiętaniem oddawały się szalonym gonitwom i wspólnym zabawom. Uśmiechnął się do siebie i nagle gwałtownie podrapał się po uchu. Bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby uciszenia swędzenia, w psim raju nie może przecież być pcheł. Napił się krystalicznie czystej wody i zjadł kilka kęsów ulubionego jedzenia ze swoich stale-pełnych-misek. Przyjemne zmęczenie rozlewało się po jego ciele. Nie mógł sobie jednak pozwolić na rozłożenie się na swoim super-wygodnym-legowisku, bo czekał na niego jeszcze jeden obowiązek: przywitanie nowych mieszkańców Tęczowej Krainy. Pobiegł więc radośnie do Tęczowej Bramy i siadł w oczekiwaniu na nową grupę. Pierwszy pojawił się duży golden Rocky. Hektor przywitał go intensywnym machaniem ogona. Rocky wyglądał na mocno oszołomionego i zdezorientowany rozglądał się wokół.

- Wiem, że jesteś zaniepokojony, mój przyjacielu, ale zapewniam cię, na ma powodów do obaw. Nie przejmuj się tym, że niewiele pamiętasz. Na każdego psa, który przechodzi przez bramę Tęczowej Krainy, spływa Czar Zapomnienia. Pamiętasz tylko, ile masz lat i jak się nazywasz. Jesteś młody i zdrowy i niczego Ci tutaj nie zabraknie, ani jedzenia, ani picia, ani zabawy w doborowym psim towarzystwie – powiedział Hektor, po czym uśmiechnął się szeroko i klepnął Rockyego łapą.

- Witaj w psim raju przyjacielu – zawołał wesoło Hektor.

Za Rockym pojawiały się kolejne psy różnych ras, maści i wielkości, każdy z nich witany był

tak samo wesoło i uprzejmie.

- A teraz idziemy pozwiedzać. – powiedział Hektor, kiedy przywitał ostatniego psa, małego

drobnego kundelka.

Już po chwili cała grupa radośnie brykała po pagórkach i łąkach Tęczowej Krainy. Szczęście malowało się na każdym psim pysku. Doszli w końcu do miejsca, które pobudzało serce każdego psa w Tęczowej Krainie do mocniejszego bicia.

- To Tęczowy Most – powiedział do grupy zadumany Hektor. – Pewnego dnia na tym moście pojawi się Wasz Człowiek. Kiedy was zawoła, to Czar Zapomnienia przestanie działać i przypomnicie sobie wszystkie chwile spędzone na ziemi. Przypomnicie sobie, dla kogo byliście najlepszym przyjacielem, kto był waszym najlepszym przyjacielem i razem przejdziecie przez most do krainy, w której już zawsze będziecie razem.

Wszystkie psy aż podskakiwały z emocji patrząc na Tęczowy Most. Hektora, jak za każdym razem, gdy odwiedzał to miejsce, ogarniała niesamowita tęsknota. Nie potrafił powiedzieć ile czasu upłynęło od momentu, gdy zobaczył most po raz pierwszy. Wiedział tylko, że czeka już długo, bardzo długo. Bywał tutaj codziennie. Przychodził, patrzył i ze spuszczonym ogonem odchodził. Co ciekawe, ostatnio coraz więcej psów zaczynało zachowywać się tak, jak on. Ich oczy, zazwyczaj beztroskie i wesołe, przy moście były pełne łez. I wszystkie te psy nadal czekały. Codziennie przez most przechodziło wiele psów, ale nie było wśród nich żadnego z "tęskniących", jak nazwał siebie i swoich mostowych współtowarzyszy.

Oprowadzenie można było uznać za zakończone, Hektor przekazał swoim podopiecznym już wszystko co powinni wiedzieć. Wesoła grupka nowych mieszkańców psiego raju pobiegła w szaleńczym pędzie przez zielone wzgórza i doliny. Hektor wrócił do siebie, jednak tym razem jego super-wygodne-legowisko jakoś mocno go uwierało. Wstał więc i poszedł na nocny spacer nad rzekę, której szum pozwalał mu ukoić tęsknotę, którą czuł tak mocno po każdej wizycie przy Tęczowym Moście. W jego ulubionym miejscu siedział jakiś olbrzymi pies.

- Mogę usiąść obok ciebie? – zapytał.

- Siadaj – usłyszał w odpowiedzi. Usiadł więc obok i aż stęknął kiedy zobaczył, obok kogo usiadł. Był to we własnej osobie Król Leon, władca Tęczowej Krainy. Po chwili zaskoczenia Hektor postanowił skorzystać z okazji i opowiedzieć mu o tym co czuje.

- Królu – powiedział – od dłuższego czasu zadaję sobie coraz częściej pewne pytania. Nie potrafię znaleźć na nie odpowiedzi. Może ty mi pomożesz?

- Pytaj – odpowiedział Król Leon.

- Zastanawiam się, dlaczego tak długo czekam na moment ,gdy na tęczowym moście pojawi się Mój Człowiek. Czasami mam wrażenie, że moje serce pęknie z tęsknoty. Dlaczego jest coraz więcej psów, które tak samo jak ja nie przechodzą przez most, pomimo tego że przebywają już tutaj naprawdę długo. Dlaczego mam wrażenie, że ten moment nigdy nie nastąpi? – powiedział drżącym głosem Hektor – I dlaczego w takich momentach mam wrażenie, że pęknie mi serce. Przecież jestem w psim raju – zakończył już ze łzami w oczach.

Król Leon popatrzył na siedzącego obok niego psa swoimi wielkimi mądrymi oczami.

- Masz wielkie serce mój przyjacielu – powiedział Król łagodnym i smutnym głosem. – Nawet Czar Zapomnienia, który ma wielką moc, nie potrafił sprawić, byś zapomniał o tęsknocie, którą czułeś prawie zawsze. Chodź, pokażę ci coś – powiedział łagodnie Król. Machnął ogonem i nagle znaleźli się na dużej zaśnieżonej polanie.

- Gdzie jesteśmy? – zapytał zaskoczony Hektor.

- Z powrotem na ziemi. W czasach kiedy na niej żyłeś. – powiedział Król – Nie powinienem cię tutaj zabierać, ale myślę, że powinieneś znać prawdę. Patrz uważnie – i swoim łbem wskazał skraj polany.

Przy ogromnym drzewie siedział, a właściwie leżał przywiązany do drzewa olbrzymi bernardyn. Sznur wżarł mu się w szyję i spowodował olbrzymie zaropiałe rany. Pies był przeraźliwie chudy i było widać, że trzyma się życia resztkami sił. Rozpaczliwie rozglądał się wokół czekając na jakąkolwiek pomoc. Nie miał już nawet siły wyć.

- To Brutus – powiedział smutnym głosem Król – Ma 8 lat, całe życie spędził w kojcu prawie nie znając, co to znaczy bliskość człowieka. Miał tylko odstraszać intruzów. Całkiem niedawno okazało się, że jest chory. Właściciel stwierdził, że nie będzie wydawał pieniędzy na starego psa. Nawet nie próbował szukać dla niego nowego domu. Bo kto weźmie do siebie starego, schorowanego psa. Lepiej niech pies umiera w samotności.

Podszedł bliżej nachylił się nad uchem cierpiącego psa i szepnął cichutko:

– Już niedługo mój przyjacielu. Już niedługo będziesz szczęśliwy.

Oczy bernardyna nagle zabłysły i zaczęły powoli gasnąć. Król machnął ogonem.

Znaleźli się na podwórku prywatnego domu. Przy budzie przywiązany do niej grubym łańcuchem leżał owczarek.

- To Sara – powiedział Król. – Ma 7 lat i powoli umiera. W brzuchu zrobił jej się olbrzymi guz, a od kilku dni sika krwią. Właściciele nie zrobią nic, by ją wyleczyć. Stwierdzili, że za pieniądze przeznaczone na jej leczenie kupią nowego psa. I mało ich interesuje jak strasznie Sara cierpi i jak bardzo potrzebuje ludzkiej bliskości.

Król podszedł do Sary i nachylił się nad nią. Ból wyzierający z jej oczu jakby zelżał. Znów cichutko szepnął do jej uszu te same słowa, które powiedział Brutusowi. Odsunął się powoli i znów machnął ogonem. Po obydwu stronach wybrukowanej alejki na której się znaleźli znajdowały się duże klatki, a w nich pełno psów. Hektor ruszył powoli za królem.

- To schronisko dla zwierząt. Na ziemi to najgorsze miejsce, w którym może znaleźć się pies. Popatrz, ile jest tutaj starszych psów. Niko, 8 lat, wyrzucony z domu, bo nie potrafił już wchodzić po schodach, Maja 9 lat wyrzucona, bo zaczęła tracić wzrok, Kajtek 7 lat -wyrzucony z domu, bo zaczęły mu się psuć zęby i z jego pyska wydobywał się nieprzyjemny zapach – Król mówił cały czas, ale do Hektora powoli przestawały docierać szczegóły tej wyliczanki. Doszli do końca alejki. W ostatniej klatce pod murem siedział wielki biszkoptowy labrador. Wyglądał jak posąg. Prawie w ogóle się nie ruszał, a jego wzrok wbity był w koniec alejki. Tak jakby cały czas czekał, aż ktoś wyjdzie zza rogu. Tęsknota bijąca z jego wzroku przeszywała serce na wylot.

- Ten pies został kupiony jako prezent pod choinkę. Dzieciom, dla których został kupiony szybko się znudził, a rodzice nie mieli czasu i ochoty by zajmować się psem, tym bardziej ze pojawiły się problemy ze zdrowiem. Wylądował w tej samej pseudohodowli, z której został kupiony i kilka następnych lat swojego życia spędził w kojcu. Kiedy przestał być przydatny został wywieziony i wyrzucony z samochodu. Kiedy próbował biec za samochodem, z którego został wyrzucony został potrącony przez inny samochód i wylądował w schronisku. Teraz ma 7 lat i z ciągle czeka, aż ktoś po niego przyjdzie. Czeka i za każdym razem kiedy ktoś podchodzi do jego klatki jego serce bije jak oszalałe. Niestety, jego wiek odstrasza wszystkich. Kiedy ludzie odchodzą, wydaje mu się, że pęknie mu serce. Niedługo zresztą pęknie naprawdę.

Podeszli bliżej. Hektorowi wydawało się, że skądś zna tego psa …

Król machnął ogonem. Znów siedzieli nad rzeką. Po chwili milczenia Król zaczął mówić:

- Wiesz Hektorze, ludzie mają takie powiedzenie, że ich starość nie udała się Panu Bogu. My możemy chyba powiedzieć, że psia starość nie udała się ludziom. Stary pies to tylko kłopot, którego ludzie coraz chętniej się pozbywają. Przywiązują do drzewa, wyrzucają w lesie, w najlepszym przypadku oddają do schroniska. Sam widziałeś do czego są zdolni. Nie wiedzą, że samotność to najgorszy los, jaki mogą zgotować psu. A ci, którzy szukają psa, wolą małego szczeniaczka niż starszego psa. I nawet nie wiedzą, jak mocno może kochać starszy pies. Nie wiedzą o tym, że stare serca kochają najwierniej. Psy przestają być przyjaciółmi, stają się zabawkami. Niestety, na ziemi jest coraz więcej psów i coraz mniej miłości dla nich. I dlatego w Tęczowej Krainie jest coraz więcej tęskniących psów. Tutaj są młode i zdrowe, ale ich serca są samotne. Jak można być szczęśliwym w psim raju pamiętając, że na ziemi nie miało się swojego Przyjaciela? Jak mają być tutaj szczęśliwe inne psy widząc, że ich koledzy płaczą z tęsknoty? I jak można być szczęśliwym w psim raju wiedząc, że nigdy nie przejdzie się przez Tęczowy Most? Właśnie dlatego przy przechodzeniu przez Tęczową Bramę rzuca się na psy Czar Zapomnienia. By mogły tutaj poczuć się szczęśliwe. By poczuły to, czego nie poczuły na ziemi. Bo tęsknota jest znośna, jeśli jest nadzieja na to, że kiedyś się skończy. I te wszystkie samotne psy nie mogą wiedzieć, że ona będzie trwać wiecznie. Tęsknota to jednak silne uczucie. Czasami potrafi przebić się nawet przez Czar Zapomnienia. I właśnie dlatego tak często przychodzisz pod Tęczowy Most. Czujesz straszną tęsknotę, bo na ziemi byłeś samotny.

- Ten biszkoptowy labrador … - nie dokończył pytania Hektor.

- Tak, to byłeś ty. - potwierdził niedokończone pytanie Król.

- A ty … ? - Król tylko skinął głową.

- I co teraz? – zapytał Hektor po dłuższej chwili milczenia.

- Powinieneś zostać tutaj.– powiedział Król. – Ale dam ci wybór. Jeśli zechcesz, rzucę na ciebie jeszcze raz Czar Zapomnienia i zapomnisz o tym wszystkim, co dziś widziałeś. Tęsknota jednak powróci. Wcześniej czy później, ale powróci. Nie dowiesz się już jednak dlaczego tęsknisz. A przyznasz, że nawet z tą tęsknotą da się tutaj żyć szczęśliwie. Możesz jednak wrócić na ziemię. Do tego schroniska, do tej klatki, do tego zimna, do tego prawie beznadziejnego oczekiwania na to, że w końcu przyjdzie ktoś, kto nie wystraszy się twojego wieku. Do oczekiwania na kogoś, kto zobaczy tę tęsknotę w twoich oczach i powie chodź ze mną. Widziałeś, jakie masz na to szanse i ile starszych psów umiera w cierpieniu i samotności. Możesz przeżyć to po raz drugi. Pamiętaj o tym dokonując wyboru.

- Ja już wybrałem – powiedział Hektor.

- Jesteś tego pewien? – zapytał Król patrząc pięknemu młodemu labradorowi prosto w oczy.

Ten odwzajemniając spojrzenie powoli pokiwał głową.

- Zatem niech się stanie – powiedział Król. I machnął ogonem.



*************





W miejskim schronisku, na końcu alejki w ostatnim boksie siedzi starszy pies. Prawie się nie rusza i można by pomyśleć, że to posąg. Jeśli podejdziesz bliżej, to zobaczysz jego oczy. Piękne, brązowe i przeraźliwie smutne oczy. Wpatrujące się w Ciebie z nieopisaną nadzieją. Możesz być dla tego psa całym światem. Możesz sprawić, że znajdzie się w psim raju. A on odwdzięczy się miłością, jakiej nie da Ci żaden człowiek. Pamiętaj o tym dokonując wyboru.

Nie kupuj.

Adoptuj.

Adoptuj starszego psa.


żródło: Fundacja Prima



inkapek - 11-12-2010, 21:33

Wzruszyłam się :cring:
Pattina - 11-12-2010, 22:11

Bardzo wzruszające, ale to czysta prawda.
Wystarczy wejść na allegro gdzie roi się od nagłówków typu " pies idealny prezent pod choinkę" i inne beznadziejne zachęty na które niestety wiele ludzi się decyduje nie przemyślając swoich decyzji i później się kończy tak a nie inaczej :(
Chciałabym aby kiedyś taka durna moda się skończyła,aby każdy człowiek podchodził poważnie do chęci posiadania psa i jakiegokolwiek innego zwierzęcia. Aby przemyślał wszystkie za i przeciw, liczył się,że takie zwierzątko może zachorować, że trzeba mu zapewnić godziwe życie.
Żeby żadne stworzenie nie było traktowane z pogardą, nie było bite, nękane, wiązane i ciągane za autem i innych okrucieństw.
Amen.

karmellina - 19-12-2010, 13:37

bardzo wzruszające, czytałam na głos i nawet Karmel tak jakby się smutny zrobił :cring:
Ostatnio weszłam na allegro bo poszukuję goldena dla siostry (nie jako prezent tylko rodzice jej kupują i poprosili mnie żebym poszukała w "rozsądnej cenie" xD! I widziałam tam takie nagłówki typu "idealny prezent na święta", "rozkoszne maleństwa dla dzieci" itp.
A tak w ogóle skąd wytrzasnęłaś te fotki?? :)

tenshii - 20-12-2010, 11:46

karmellina napisał/a:
żebym poszukała w "rozsądnej cenie" xD
:beated:
Demo(nek) - 21-12-2010, 14:28

wzruszające bardzo, szczególnie ta pierwsza opowieść... sama prawda, niestety :confused:
witch - 10-01-2011, 00:16

Wogóle sprzedaż zwierząt na allegro powinna byc zabroniona.Chory kraj ta nasza Polska!
labisiek - 02-05-2011, 17:58

Wzruszające :cring:
Chciałabym adoptować psa ze schroniska, ale mam już jednego psa...

Madzialenka - 02-05-2011, 19:59

Bardzo smutne i bardzo prawdziwe :cring: Bardzo sie wzruszylam :cring:

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group