| |
forum.labradory.org
|
 |
Choroby - Guz śledziony
Anna4242 - 04-03-2013, 14:37 Temat postu: Guz śledziony Witam serdecznie
U mojej 7 letniej labradorki wykryto ogromnego guza śledziony rozchodzącego się praktycznie na cały brzuch. Podobno jest silnie unaczyniony i nikt nie chce się podjąć operacji twierdząc że pies jej nie przeżyje. Miała robione dokładne usg, jest możliwość że nie ma przerzutów, miałam rtg klatki piersiowej i też jest ok. Badania krwi są dość dobre, ma jedynie lekką anemię. Guz nie dawał wcześniej o sobie znać z żaden sposób, sunia była (i jest do tej pory) wesoła, ma apetyt itd,zaledwie tydzień temu zaczął jej w szybkim tempie rosnąć brzuszek,zrobił się twardy i ma w tej chwili z dwóch stron dwie gule, napięte i twarde.
Podobno zostało jej niewiele czasu. Czy ktoś może mi polecić jakiegoś dobrego weterynarza który podjąłby się takiego zabiegu?(jestem z Częstochowy) Słyszał ktoś może o podobnym przypadku?
Bardzo proszę o wszelkie porady i wskazówki!
Ewelina - 04-03-2013, 17:06
Anna4242, My 3 lata temu poddaliśmy naszą sunie operacji wycięcia śledziony. Niestety po zabiegu przez tydzień była w agonii. Musieliśmy pomóc jej i przerwaliśmy cierpienie, ale Hera miała złe wyniki krwi. Później Nerki przestały funkcjonować. No i miała już 11 lat. Twoja sunia jest w dużo lepszej kondycji i jest dużo młodsza. Dziwię się, że weterynarze nie chcą podjąć się operacji.
Tola - 04-03-2013, 17:40
Anna 4242, wysłałam Ci pw
Maleńka - 04-03-2013, 17:46
http://forum.labradory.org/viewtopic.php?t=2689
Moze tu cos znajdziesz?
Tola - 06-03-2013, 20:48
[b]Anna4242[/b], jak się czuje Sara? udało Ci się skontaktować z lekarzem?
labforever - 06-03-2013, 21:04
Witam
Moja suczka w tym samym wieku miała też bardzo dużego guza śledziony. Lekarz powiedział mi, że raczej nie ma szans na przeżycie operacji i na udany zabieg. Podjął się jednak operacji dla własnego doświadczenia, lepiej spróbować niż uśpić. Operacja się udała, lecz powiedział że pożyje może 3-5 miesięcy, suczka żyje do dzisiaj i ma się dobrze. Czasem warto spróbować
www.veticus.com.pl
Anna4242 - 08-03-2013, 15:52
Witam Wszystkich i bardzo dziękuję za wszelkie porady i słowa pocieszenia.
Niestety mojej kochanej suni się nie udało. Umarła 6 marca w nocy. Dzień wcześniej, po namowie pani weterynarz i kilku innych lekarzy zdecydowaliśmy się na operację, argumenty były mocne, guz miał w niedługim czasie pęknąc co przyniosłoby masę cierpienia, poza tym trzeba dac jej szansę i nie można jej zostawiac w takim stanie. Jedynie dwoje weterynarzy po badaniach stwierdziło żeby tego nie ruszac bo po otwarciu będzie koniec poniewaz guz jest ogromny i silnie unaczyniony. Lekarka która przeprowadzała operację dała nam 70% szans na udany zabieg!!!!
Wszystko trwało 3 godziny, po przyjezdzie do kliniki zastalismy Sarunie w dramatycznym stanie, w zasadzie półżywą, jeszcze w jakiejś narkozie, chyba nie miała świadomości tego co się dzieje. Była juz zaszyta, przetaczano jej krew, lekarka powiedziała że nie wszystko poszło dobrze, guz został wycięty (ważył 4 kg) ale był jakby zespolony z żołądkiem i trzustką i musiała wyciąc trochę tych narządów, za chwilę naszym oczom ukazała się dramatyczna scena, z mordki nieprzytomnej Saruni zaczęła wyciekac krew! Spytaliśmy czy to normalne, powiedziała że tak,że organizm się oczyszcza i że przeciez miała szyty żołądek!
Zaczęła ją pośpiesznie wycierac. Wzięliśmy Sarunie do domu, na drugi dzien miała przyjechac na kroplówki, jak wieźliśmy ją autem to była dziwnie zimna. Nie miała również drenu w brzuszku (chyba powinna miec)?
Leżała nieprzytomna 5 godzin (była bardzo czyms naszpikowana), ulewało jej się krwią, ciężko oddychała, po czym zauważyliśmy że zaczęły wypływac wraz z krwią ogromne skrzepy!!!
Wycieraliśmy jej mordeczke z tej okropnej krwi, nie wiedzielismy co robic, zadzwonilismy do tej lekarki która stwierdziła że to wszystko jest NORMALNE !!!
W pewnym momencie przestała oddychac i cichutko odeszła...
Miała 7 lat, tylko 7... Co ja mam z tą sprawą zrobic? Dlaczego ta weterynarka nas okłamała i zwodziła, naraziła psa na dodatkowe cierpienia? Nurtuje mnie jeszcze czy Sara cierpiała, mam nadzieje że nie czuła bólu bo podobno nafaszerowała ją przeciwbólowymi lekami.
To co się stało to jest dla nas dramat. Gdybym wiedziała jak to się skończy nie oddawałabym ją na żadną operację!
Czy popełniliśmy błąd? Chyba nigdy sobie tego nie wybaczę. Chcę tylko wiedziec że nie cierpiała ale jak się tego dowiedziec?
Tola - 08-03-2013, 19:39
Tak mi przykro :'(
troskliwa - 08-03-2013, 20:09
Anna strasznie mi przykro , pani weterynarz - no cóz trafiliscie po prostu fatalnie , wydaje sie ze sunia dostała krwotoku a ona mówi ze to normalne .Trzymajcie sie
Agir - 08-03-2013, 20:17
Anna4242, bardzo mi przykro
iness8@o2.pl - 08-03-2013, 23:37
Dwa miesiące temu odeszła od nas nasza kochana sunia ,która miała dopiero 6 lat. Z tym ,że my mieliśmy świetnego weterynarza ,który robił wszystko co było możliwe byle Pumcia tylko nie cierpiała.
Cokolwiek bym nie napisała i tak nie pocieszy bo strata psiego przyjaciela jest ogromna
Według mnie trafiliście na fatalnego weterynarza, wyciek krwi z pyszczka o niczym dobrym nie świadczy. Ciężko stwierdzić czy cierpiała czy nie bo suni na żywo nie widziałam...
Nie obwiniajcie się, chcieliście dla niej jak najlepiej. Nie wiedzieliście ,że traficie na takiego ''fachowca''.
Trzymajcie się.
orlosia - 09-03-2013, 00:04
to bardzo przykre co piszesz, ale wydaje mi się (jestem niedoświadczona w tym) ale z takim ogromnym guzem nawet u wyśmienitego weta miała by może z 10% szans duży guz nie ma co ukrywać:( życie jest za kruche
trzymajcie się cieplutko
nikolajewna - 09-03-2013, 08:46
To, że operacja się nie udała to jedno, zdecydowaliście się na nią znając ryzyko. Ale dlaczego psiak został przez weterynarza wydany do domu w takim stanie? To brzmi jak jakiś horror Współczuję Ci bardzo, bo nie chciałabym być świadkiem czegoś takiego. Moim zdaniem weterynarz powinien umieć ocenić sytuację i albo ulżyć w cierpieniu albo pozostawić psa u siebie w gabinecie na obserwacji.
Ewelina - 09-03-2013, 11:25
Anna4242, Strasznie mi przykro. Nie popełniliście błędu dając Sarunie na operację. Chcieliście jej pomóc. To co się stało to nie jest absolutnie wasza wina. Wetka no cóż może zostawie to bez komentarza. Trzymajcie się ciepło. Jedno jest pewne Sarunia biega za Tm i jest szczęśliwa
bietka1 - 09-03-2013, 23:37
Anna4242, ogromnie współczuję....
Nulcia1 - 10-03-2013, 17:34
współczuje
niki-for - 10-03-2013, 18:47
Bardzo bardzo współczuję ,żadne słowa nie ukoją bólu tylko czas pozwoli trochę złgodzić stratę przyjaciela.Pociechą może być tylko to że,że ona już nie czuje bólu.
Anna4242 - 11-03-2013, 15:00
Bardzo Wszystkim dziękuję za słowa pocieszenia. Wydaje mi się, że ta operacja była z góry przegrana, tylko weterynarz nas o tym nie powiadomiła. Mam nadzieje tylko że Sarunia nie cierpiała...bardzo nam jej brakuje, jest tak pusto w domu, brak słów
|
|