| |
forum.labradory.org
|
 |
Hyde Park - Opowiadania
Tomi - 06-11-2008, 23:44 Temat postu: Opowiadania Zapraszam do przeczytania opowiadanka
Wycieczka
Dom rodzinny? Muszę przyznać, że słabo pamiętam jak to było u mamy. Właściwie to chyba nie pamiętam nic poza tym, że byłem tam krótko. Aaa... i ciepło, tak, jeszcze pamiętam ciepło. Takie zwyczajne, matczyne, cudowne. Jak przez mgłę widzę rodzeństwo. Smutno mi, że nie mogłem z nimi zostać, że nas rozdzielono. Nie wiem nawet, gdzie teraz są, co robią i jak wyglądają. Ale cóż, taki świat widocznie.
Wspomnienia czasami powracają i wtedy tęsknię za ciepłem mamy. Ale co tam, teraz też nie mogę narzekać. Nie mam źle - ciepły kąt, miska z jedzonkiem, a i mój pan za uchem poczochra od czasu do czasu. Mmm... uwielbiam to! Aaha..., zapomniałem się przedstawić. Wołają na mnie Burek. O czym to ja mówiłem? Już wiem, o moim panie. Tak więc należy on do gatunku "człowiek". Zresztą ja się na tym nie znam, tylko kiedyś usłyszałem jak jego żona coś na ten temat mówiła. No chyba, że coś pokręciłem.
Fajni są i mają dwójkę równie fajnych dzieci. Bawię się z nimi na podwórku. Rzucają gumową piłeczkę i krzyczą "aport", a ja błyskawicznie im ją przynoszę. Tylko..., no właśnie, jest coś co mnie niepokoi. Ostatnio zauważyłem, że mój pan chodzi dziwnie zdenerwowany. Rzadziej mnie czochra za uchem. Wczoraj, podczas obiadu, wygonił mnie nawet z kuchni. A przecież zawsze mogłem leżeć pod stołem. Nie wiem, co się stało. Może mają jakieś problemy? Wydaje mi się, że powinni być raczej zadowoleni niż smutni - usłyszałem, że jutro jedziemy na wyjątkową wycieczkę do lasu. Byliśmy już nie raz i było cudownie. Pamiętam bieganie brzegiem jeziora, mmm... i później jeszcze kopanie dziur między przewróconymi sosenkami. Wycieczki zawsze były super.
Jutro planują podobno tylko taką krótką, ale podsłyszałem jak coś mówili o wczasach dwutygodniowych na jakiejś...zaraz, jak to było... Majorka? Chyba dobrze zapamiętałem. Nie wiem co to, może jakieś jezioro, albo lasek? Byle nie hipermarket. Ale tam mamy jechać dopiero w przyszłym tygodniu. Na pewno też będzie fantastycznie. Zrobiło się późno, idę spać, bo jutro przecież wyjątkowa wycieczka. Odezwę się rano.
*****
Hurra! Nareszcie! Już jadę z moim panem na wycieczkę. Co prawda pada deszcz, ale taki kapuśniaczek to dla mnie dodatkowa frajda. Nie wiem dlaczego, ale pojechaliśmy sami, bez żony i dzieci. Może nie miała czasu? Nieważne, już nieraz robiliśmy wspólne wypady. Tylko ja i mój pan. Teraz nic się nie odzywa, jest bardzo zamyślony. Udaje, że mnie nie widzi. To na pewno przez ten deszcz. Jak dojedziemy na miejsce to przejdzie mu zły humor. A jak już odetchnie świeżym powietrzem... mmm.
O! Skręcamy do lasy! Jak fajnie, jak fajnie!
- No Burek, wyskakuj! - oj, mój pan ma jakiś dziwny ton głosu. Dlaczego nie uśmiecha się. Rety, co on tak się patrzy na mnie? Co jest? Co się dzieje? Chwyta mnie... tak nieprzyjemnie, źle mi sie robi. To boli! Rzucił mnie na ziemię i wsiada do samochodu... ojjej... moje serce...
- Spieprzaj zasrany kundlu! - mój pan odjeżdża... Dlaczego, co ja zrobiłem nie tak? Pobiegnę za nim, szybko! Dogonię, niech mnie zabierze, już nie będę wchodził do kuchni, będę posłuszny. Jedzie coraz szybciej, uchylił okno.
- Wynocha! Spieprzaj kundlu! Jeszcze mi, k..wa, psiun na Majorce potrzebny!
Nie zdążę... za szybko, dla...dla...dlaczego.
prawa autorskie zastrzeżone
labi - 07-11-2008, 07:58
Tomi, wzruszające, życiowe (niestety ) itp. Nobla z literatury jednak ode mnie nie dostałbyś
Lorena - 07-11-2008, 08:03
Tomi, piękne tylko bardzo smutne niestety taka jest nasza rzeczywistość , która zapewne nigdy się nie zmieni.
gusia1972 - 07-11-2008, 08:38
moja siostra znalazła latem w lesie takiego pieska była z mężem w lesie na rowerach, taki kundelek niewielki do nich się przypałętał i przybiegł za nimi parę km
ten miał szczęście, bo siostra ze szwagrem zabrali go do domu i Kala ma teraz "kuzyna"
Lorena - 07-11-2008, 08:49
| gusia1972 napisał/a: | | bo siostra ze szwagrem zabrali go do domu i Kala ma teraz "kuzyna" | wspaniale czytać takie informacje! szacuneczek dla siosstry!:)
gusia1972 - 07-11-2008, 09:22
| Lorena napisał/a: | | szacuneczek dla siosstry!:) |
dziękuję w imieniu siostry i szwagra
i dodam taką ciekawostkę że u siostry wczesniej były sama większe psy ostatnio dog a teraz ma takiego małego który pod Kalą przelatuje
i taki "wdzięczny" że tak powiem, na 1 gwizd przylatuje
Jagnes093 - 07-11-2008, 09:28
Smutna historia Ale wielu "ludzi" porzuca psy w lesie i to jest najgorsze. Ja jeszcze nie spotkałam żadnego błąkającego się psa w lesie i całe szczęście.
zaradna - 07-11-2008, 11:22
Nic tylko od wczoraj płacze jak bóbr.
Najpierw na końcówce książko Marley i ja, a teraz te opowiadanie.
Historia smutna, a najbardziej przykre jest to, że prawdziwa
U mnie w mieście bardzo często się słyszy o takich historiach.
Raz pisali w miejskiej gazecie, że jakiś facet przyjechał z Warszawy i wypuścił psa w okolicy naszego miasta. Pies został wywalony z całym dobytkiem. Z budą, a pies był przywiązany do łańcucha. czekał aż w końcu jakieś małżeństwo przejeżdżało i pomogło psiakowi.
Innym razem pisali, że gdzieś w dole bagnistym ktoś wywalił rotka. Dół był tak ogromny, że policja miała problemy z wydostaniem go. Pies spędził dość sporo czasu w schronisku w końcu ktoś usłyszawszy jego historie postanowił się nim zaopiekować.
niestety coraz więcej jest tak okrutnych ludzi i sytuacji w których znajdują się te niewinne stworzenia
Ryniu - 07-11-2008, 11:51
Samo życie Może zmienisz temat na "opowiadania" i będzie ich więcej?
Tomi - 07-11-2008, 14:30
Ryniu - zmienione Zaradna, pozwoliłem sobie na edycję Twojego komentarza, oczywiście bez ingerencji w treść.
Dziękuję wszystkim za wizytę
zaradna - 07-11-2008, 14:36
| Tomi napisał/a: | | :) Zaradna, pozwoliłem sobie na edycję Twojego komentarza, oczywiście bez ingerencji w treść. |
spoko
effcyk - 20-06-2009, 16:05
ładna historia o czarnym labku ( szkoda że smutna )
Mój i nie mój labrador Graf
Admin, ndz., 2007-09-09 00:14 Opowiadania Labrador retriever
Znalazłam Waszą stronę i postanowiłam wreszcie podzielić się z kimś moim smutkiem. Od stycznia 2002 roku nie mogę spojrzeć na czarne labradory. Niestety to nie jest łatwe, bo rasa ta jest coraz bardziej popularna. Widzę w nich mojego psa, który nie mógł być moim.
11 lat błagałam rodziców o psa, marząc o tej właśnie rasie. Z małego miasteczka przeniosłam się do Krakowa do liceum, zamieszkałam z siostrą. Widząc, że moja pasja to nie chwilowe widzi mi się i że wiązę swoją przyszłość ze zwierzętami, po prostu dała mi 1500zł i w ciągu 2 dni zdecydowała się pojechać do hodowcy - ok. 150km.to był sierpień 2001, a ja byłam wniebowzięta. Kiedy wracałyśmy z małą, piszczącą czarną kuleczką, nie liczyło się nic - nawet to, że jego babka i matka miały tytuł championa. Ważne, że był moj i nikt mi go nie zabierze. Tak mi się przynajmniej wtedy wydawało...
Rodzice (mieszkający poza Krakowem) nie byli zbyt zachwyceni, ale mama jakoś przekonała ojca, że muszę mieć psa. Inne dzieci chcą rower albo komputer. Ja chciałam psa. Ojciec nienawidził go, nie wiem czemu - Graf nie przebywał z nim, on nie musiał chodzić z psem na spacery, ba! nawet nie dawał mi pieniędzy na jego utrzymanie. Sama kombinowałam jak zdobyć kasę na legowisko, zabawki itd.
Moje czarne szczęście rosło, już przymierzałam się do wymiany metryczki na rodowód, kiedy niespodziewanie w Wigilię 2001 wybuchła wielka wojna. Wkurzony ojciec zaczął wygadywać niestworzone rzeczy, doprowadziło to do kłotni między wszystkimi domownikami i dziadkami. Najboleśniej przeżyła to moja siostra. Z różnych przyczyn (do tej pory nie znanych mi bliżej) musiałam pożegnać się z moim przyjacielem. Nie rozumiałam dlaczego, to było niesprawiedliwe.
Znajomy polecił mi pewnych ludzi w Suchej Beskidzkiej, którzy kochają zwierzęta, mają już jednego małego pieska. Góry, dom z ogrodem. Nie chciałam tego słuchać i próbowałam jakoś ratować sytuację, ale to nic nie dało. 12 stycznia 2002 w mroźną sobotę, razem ze wszystkimi zabawkami, legowiskiem i smyczami moj kochany Graf odjechał. Nie pozwolono mi jechać z nim. Miałam 15 lat. Jakże chciałam być dorosła i móc postawić na swoim! Oddałam go za darmo, a właściwie oni go oddali. Pojechał do ludzi, którzy go pokochali. Czy tak mocno jak ja? Nie wiem. On nawet nie piszczał pierwszej nocy u ludzi, którzy teraz mieli zastąpić mu mnie. Wiedział, że tak musi być. Wtedy gdy odjeżdżał widziałam po raz pierwszy psi łzy. Czy dostawał swój ukochany biały ser i banany? Nie wiem. Nie wiem jak się nazywają i gdzie mieszkają. Gdy pytam siostrę i tego znajomego, odwracają głowę. Zapomnieli. Ona też to przeżyła, ale uznała, że tam mu lepiej i pogodziła się z tym. Ja do tej pory słyszę kąśliwe uwagi, że niby kiepsko się uczyłam bo biegałam z psem po parkach. To oczywiście nieprawda,ale są rodzice, których nie zmieni nawet krzywda jaką wyrządzili własnemu dziecku.
Ci ludzie dali mi przez znajomego kilka zdjęć Grafa - dorosłego, dumnie wyprostowanego i zdrowego psa, którego oczka błyszczą w kierunku obiektywu, czarna sierść lśni.
Nie mogę go zobaczyć, bo nie wiem jak ich znaleźć - ludzi o takim nazwisku jest w tamtym mieście wielu. Jeździłam kiedyś od domu do domu, ale nie znalazłam. Wiem, że nie mogę go zabrać, bo wyrządziłabym mu wielką krzywdę.
Niektórzy mówią, że psy zapominają, ale ja mam nadzieje, że mnie pamięta. Że wie, że jego niebieski kocyk był mój jak byłam niemowlakiem. Że te kostki i gryzaki które mu dawali były ode mnie. Że za nim tesknię mimo że mijają prawie 3 lata. Że nie ma dnia, kiedy bym o nim nie myślała. I że jego zdjęcie stoi u mnie na półce, a w każde jego urodziny wyciągam mój pogryziony sweter i długo płaczę.
Ojcu nie przebaczę nigdy. Jeżeli jestes kimś z Suchej Beskidzkiej i masz pieknego czarnego labradora o imieniu Graf, to ... przytul go mocno ode mnie.
Grażyna
orlosia - 20-06-2009, 16:27
az mi sie serce zacisneło
ja bym tego nie przezyła
jesteś dzielna
zaradna - 20-06-2009, 16:41
O ja aż mi łzy w oczach staneły, biedna dziewczyna.
Ewelina - 20-06-2009, 17:03
Grażynko smutna historia.Pozdrawiam!!!!!!!!!!!
gusia1972 - 20-06-2009, 17:20
straszne poryczałam się
jednak niektórzy dorośli to debile i w ten sposób pozbyli się nie tylko psa ale i dziecka, które będzie dążyło do samodzielności aby znów mieć kochającego psa
zaradna - 20-06-2009, 18:02
Ja bym nigdy nie wybaczyła czegoś takiego. Odebrali jej marzenie, kogoś kogo bardzo kochała. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić jakim trzeba być rodzicem, aby robić coś takiego własnemu dziecku
effcyk - 20-06-2009, 18:04
kolejna historia która powinna dać ludziom wieeele do myslenia
Psia Wigilia
Polis, śr., 2007-12-26 11:07 Opowiadania
24 grudnia 2007 roku . Wigilia. Wspaniale zapowiadał się ten dzień. Wracałem do domu, aby spotkać się z najbliższymi.
Piękny słoneczny dzień, choć trochę chłodny. Na zewnątrz auta były 4 stopnie poniżej zera. W aucie grało radio. Jakaś stacja puszczała kolędy.
Jak co roku w polskich domach okres Świąt Bożego Narodzenia, to czas spotkań rodzinnych, czas okazywania miłości, czas dawania prezentów. W kościołach przystrojone są żłóbki, do nich ciągną mamy ze swoimi pociechami, aby zobaczyć Pana Jezuska w otoczeniu zwierzątek. Wszyscy się uśmiechają do owieczek, krówek, osiołków. Maluchy wrzucają pieniążek aniołkowi, który kiwa główką.
Przede mną kilka samochodów. Wszyscy jadą do rodzin, do najbliższych, aby za parę godzin przełamać się opłatkiem, złożyć życzenia, śpiewać kolędy.
Wyprzedziło mnie i pojazd przede mną szare BMW. Jakiś nowy wypas. Jechało bardzo szybko. Po obu stronach drogi las. Nagle przez okno coś wyleciało na jezdnię. Kierujący przede mną gwałtownie zahamował. Ja też odbiłem i zjechałem na pobocze. I wtedy zobaczyłem. Mały amstaf! Jak oszalały biegł środkiem drogi za oddalającym się BMW. Wkrótce auto zniknęło za wzniesieniem, a pies dalej biegł. Biegł... ale niestety kres jego biegu zakończył się na wzniesieniu. Kierujący TIR-em nie miał żadnych możliwości, aby ominąć psa.
Za parę godzin Wigilia. Jadący BMW na pewno zasiądą do stołu wigilijnego i będą śpiewać kolędy...
mTa22 - 20-06-2009, 18:21
jejku nie mogę, czytam i płaczę
zaradna - 20-06-2009, 18:38
o ja szkoda, że chłopak niezdąrzył zabrać psa z ulicy
qAulinkA - 20-06-2009, 21:00
Aż mnie serce boli .. jak współczuję że zabrali jej psa ... którego tak kochała ... jeju no nigdy bym nie wybaczyła ojcu
|
|