Znalazły dom - Linka - najbardziej przerażona sunia
Ryniu - 05-03-2016, 12:32 Temat postu: Linka - najbardziej przerażona suniaSunia będzie miała event na fb
na razie jest wpis na stronie
Podkulony ogon, przygięte ciało, jakby chciała być mniejsza, niewidzialna. Nie interesuje się światem, nie wącha. To, co labradory mają we krwi – łakomstwo, beztroska i chęć do zabawy – u Linki nie istnieje.
więcej: http://adopcje.labradory....-pseudohodowli/
Lama - 05-03-2016, 13:03 W głowie mi się to nie mieści anna34 - 05-03-2016, 13:29 Biedna niunia AnIeLa - 05-03-2016, 14:50 Skopiuję ze strony gdyby komuś się nie chciało wchodzić:
Cytat:
Pod naszą opieka trafiła kolejna kupka psiego nieszczęścia – Linka. Spokrewniona z labradorem biszkoptowa ośmiolatka, która według informacji podawanych przez schronisko trafiła za kraty pod koniec 2008 roku jako 8-miesięcznę szczenię. Dzięki zaangażowaniu wielu osób odsiadkę ponad siedmioletniego wyroku zakończyła wczoraj. Co Linka przeżyła w tym czasie? Sama nigdy nam nie powie, ale jej smutną historię zdradza jej ciało i zachowanie.
Obwisłe gruczoły mlekowe z obecnym mlekiem wyraźnie wskazują na przebyte ciąże. Ile ich było? Tego możemy się tylko domyślać, ale jedno jest pewne: do wszystkich musiało dojść na terenie schroniska. Czy może to miejsce zasługuje już na nazwę pseudohodowli? Bo jak wyjaśnić fakt, że sunia wielokrotnie rodziła w placówce, która zgodnie z nazwą chronić istniejące bezdomniaki – i nie dopuszczać do narodzin kolejnych? Co się stało ze szczeniakami, skoro według naszych informacji do adopcji trafia z tego miejsca znikoma ilość psów? Dlaczego jej samej nie znaleziono domu, gdy była tylko słodkim szczeniakiem? Czy miała być tylko maszynką do rodzenia, a na swój wyrok zasłużyła byciem w typie rasy? Dlaczego schronisko przez siedem lat nie zadbało o sterylizację wielokrotnie rodzącej suni, ale gdy zawalczyliśmy o jej adopcję – nagle zorganizowało zabieg w jeden dzień? Bez wcześniejszych badań, bez aktualizacji szczepień innych niż przeciwko wściekliźnie – bo nie ma po nich śladu w naprędce założonej i właściwie pustej książeczce zdrowia? Dlaczego odrobaczono ją i zabezpieczono przed kleszczami dopiero w dniu odbioru przez nowych opiekunów? Czy ktoś chciał w 48 godzin zamaskować ślady wieloletnich zaniedbań, fundując Lince ogromny stres tuż przed trzygodzinną podróżą samochodem? Dlaczego została wydana po operacji bez antybiotyku, środków przeciwbólowych, ubranka? Mnóstwo pytań bez odpowiedzi.
Kolejny fragment smutnej historii opowiadają też pokrywające ciało Linki ślady po dawnych ugryzieniach czy skaleczeniach. W oczy rzuca się zwłaszcza pyszczek z ciemnymi szramami i łapki z niepokrytymi futrem miejscami – łapki we wszystkich kolorach tęczy, wylizane pewnie z bólu i stresu. Choć ogólnie Linka nie jest wychudzona, to po latach siedzenia w boksie jej tylne łapki są chude i słabe – zanik mięśni?
Również psychika Linki wskazuje, że spotkało ją wiele złego. Podkulony ogon, przygięte ciało, jakby chciała być mniejsza, niewidzialna. Nie interesuje się światem, nie wącha. Zamiast po trawie woli przemykać po twardym betonie, najlepiej tuż pod ścianą budynku, tak aby choć z jednej strony coś osłaniało ją od niebezpieczeństwa. A najchętniej znajduje sobie kącik przy klatce, w którym może przycupnąć i udawać, że nie istnieje.
Strach na dworze to jednak pestka w porównaniu z dramatem, jaki przeżywa w mieszkaniu. Schody są przerażającą barierą, której pokonywanie ostatecznie kończy się na rękach opiekunów. A gdy uda się już przekroczyć próg… Po siedmiu latach w boksie, na powietrzu, wśród brudu i smrodu schroniska, ujadających psów, a nawet harcujących szczurów, Linka przeżywa rewolucję. Przeżywa ją jednak głęboko w sobie. Nie obchodzi mieszkania, aby sprawdzić nowe zapachy. Nie interesuje się sunią rezydentką, a nawet woli ją odstraszyć. To, co labradory mają we krwi – łakomstwo, beztroska i chęć do zabawy – u Linki nie istnieje. Linka nie wie, jak wziąć do pyska psie ciasteczko, nawet porcji mięsa z ryżem nie jest w stanie zjeść do końca. Pierwsze godziny nowego życia spędziła skulona pod krzesłem, zanim odkryła, że jeszcze lepiej przytulić się w kącie do ściany. W mieszkaniu Linkę trzeba na razie z miejsca w miejsce przenosić…
Czeka nas dużo pracy, ale będziemy walczyć o to, aby jej życie już nigdy nie było takie, jak to wcześniejsze, zgotowane przez okrutne miejsce niezasługujące, by nazywać się schroniskiem. Będziemy śledzić jej postępy w domu tymczasowym i mieć ogromną nadzieję, że ktoś z Was zakocha się w Lince i wynagrodzi jej te wszystkie lata cierpienia. A Linka się odwzajemni ogromną miłością, bo wiecie co – ona po tym wszystkim nadal lubi ludzi! Choć jest przerażona otoczeniem, na widok człowieka i jego ciepły ton głosu reaguje szaleńczym merdaniem ogonka. Na razie tylko ten ogonek jest wesoły, ale nie spoczniemy aż wesoła stanie się cała Linka.
Bardzo dziękujemy Marcie z Warszawy za pomoc i poświęcenie przy ratowaniu suni.
c.d.nRyniu - 27-03-2016, 00:12 Małgosia35, dziękuje halinaness18 - 02-04-2016, 12:52 Dla mnie cos niewyobrazalnego, co bidula przezyla.
Gdzie to schronisko, ktore z niej zrobilo psychiczna i fizyczna kaleke?
Naglosnic, zamknac, ukarac. To sie nie miesci w glowie.
Wydawac by sie moglo, ze juz do wszystkich wrednych i strasznych historii dotyczacych psiakow, jestem przyzwyczajona ale okazuje sie, ze nie!
Gdyby nie fakt, ze mieszklam na IIIpietrze i to, ze moja Ness konczy 12 lat, jest niesprawna wiec i wymagajaca specjalnej troski, druga sunia Lusia lat 17 to osobna histora, wziela bym ja do siebie. Mamy tyle milosci dla takich okaleczonych przez zycie , ze byla by z nami szczesliwa.
Wielkie uznanie dla tych, ktorzy ja uratowali i dali druga szanse na normalnosc.Ryniu - 02-04-2016, 20:37
Cytat:
Wczoraj Linka była zdrowa jak rybka, dzisiaj nagle pojawiła się żywa krew w moczu!!!
"Dotarłyśmy do domu. Wyniki wyszły bardzo dobre - nie ma żadnego punktu zaczepienia do babeszjozy. Temperatura też ok. Udało mi się zebrać parę kropel moczu, żeby pokazać kolor i wet powiedziała, że to "żywa" krew, a nie brunatna, rozłożona jak przy babeszjozie. Leczymy więc zapalenie pęcherza. Dostała zastrzyki na miejscu i leki do domu, i jutro kontrola."
Trzymajcie kciuki za Lineczkę. Bardzo prosimy o pomoc finansową w leczeniu suni.
FUNDACJA PRZYJACIELE CZTERECH ŁAP
ROKITNO 2
74-304 NOWOGRÓDEK POMORSKI
PayPal: fundacja@przyjacieleczterechlap.pl
PKO BP 39144011850000000017295136
z dopiskiem: Linka
Ryniu - 07-04-2016, 20:20 Linka zamieszkała na stałe w domu stałym w Nakle k. BydgoszczyRyniu - 23-05-2016, 15:01 Linka wraca z adopcji, potrzebujemy domu stałego lub tymczasowego. Domu bez małych dzieci i bez innych psów.
Tak po za tym wszyscy co mają i mieli z nią kontakt ją kochają. Wspaniały pies po przejściach.
Linka nie potrafi poprawnie funkcjonować bez swojego ludzia, kocha go nade wszystko. Nie je, nie pije, nie wstaje i nie wychodzi za potrzebą kiedy go nie ma w bliskiej odległości.Ryniu - 24-05-2016, 13:09 Prosimy o udostępnianie: http://adopcje.labradory....-naszej-pomocy/
Olga47 - 16-09-2016, 18:05 Hej co tam u Linki? Nadal do adopcji?Ryniu - 28-09-2016, 22:40 Ostatnie badania Lineczki, najważniejsze są próby na alergię pokarmową. Gdyby były pozytywne to można byłoby przez specjalną dietę zmniejszyć drapanie suni i polepszyć jej komfort psychiczny. Czekamy na wyniki
Linka jeszcze ma objawy strachu przed wszystkim co nie znane.
Dom tymczasowy podjął mimo to decyzję, że będzie walczyć o sunię aby zrozumiała, że świat nie jest dla niej niebezpieczny.
Ryniu - 28-09-2016, 22:46 Gdyby ktoś chciałby wesprzeć opłacenie faktury za leczenie Linki to prosimy o wpłatę:
FUNDACJA PRZYJACIELE CZTERECH ŁAP
ROKITNO 2
74-304 NOWOGRÓDEK POMORSKI
PayPal: fundacja@przyjacieleczterechlap.pl
PKO BP 39144011850000000017295136
z dopiskiem: LinkaRyniu - 03-10-2016, 21:01 Ryniu - 03-10-2016, 21:01 Ryniu - 03-10-2016, 21:02 Oficjalnie mogę poinformować, że Linka zostaje na stałe w domu tymczasowym.
Trzymaj się sunieczko.Ryniu - 03-10-2016, 21:40 http://adopcje.labradory.org/linka-2/ zdjęciaRyniu - 07-10-2016, 20:11 Wyniki badań: