forum.labradory.org

Hyde Park - Emigracja

mibec - 14-09-2012, 09:44

katerina napisał/a:
na ulicy na której mieszkają z 80% to Polacy
z doswiadczenia wiem, ze od takich miejsc nalezy trzymac sie z daleka, niestety ale skupiska naszych rodakow to zawsze menelnia :( - najlepiej szukac mieszkania w dzielnicach gdzie nie ma ani Polakow ani "pastowanych".

katerina, probuj, dowiaduj sie, ale tez nie wyjezdzaj na wariata. W jakim stopniu znacie jezyk?

anna34 - 14-09-2012, 09:45

katerina napisał/a:
Ale niestety ten kraj zmusza nas do podejmowania takich wyborów...ale to jest inny temat

Anglia też nie jest takim wspaniałym znów krajem.Moja siostra tam żyje od 5 lat i kokosów nie mają,tak zwyczajnie czasem nawet brakuje do pierwszego.
No,ale może Wam się akurat uda.

katerina - 14-09-2012, 09:54

Oczywiście sprawa o wyjeździe nie jest przesądzona, dlatego staram się dowiedzieć jak najwięcej, właśnie po to żeby nie porywać się z motyką na księżyc. Jeśli chodzi o język to tzw stopień komunikatywny, choć zdaję sobie sprawę że angielski wśród anglików wygląda inaczej niż nasz polski angielski, którego uczyliśmy się w szkołach. Kurcze, jakbym chciała żeby wszystko rozwiązało się samo jakimś fuksem, czemu to wszystko musi być aż tak trudne :confused:
mibec - 14-09-2012, 09:55

anna34, moze to zalezy gdzie kto trafi, co robi - w naszym miescie jesli dwojka ma prace to bez problemow sie utrzyma, chocby my: mamy wielki dom, dwa psy, czasem na zbytki zabraknie, ale na rachunki nigdy, a w Polsce niestety czesto nam brakowalo.
FadGoś - 14-09-2012, 10:00

Prawda jest taka że w UK , tez zaczyna być ciężko o pracę :( A praca w gronie rodaków też nie jest czasami przyjemna :( Inne narodowości bardziej się trzymają "razem " , a polacy niestety patrzą komu większy dołek wykopać :cring:
anna34 - 14-09-2012, 10:02

mibec napisał/a:
a w Polsce niestety czesto nam brakowalo.

nie wiem,bo mimo,że jestem tylko pielęgniarką w państwowej służbie zdrowia i kokosów nie zarabiam,a Mariusz spawaczem to jakoś starcza nam na wszystko,no bez zbytków,ale wyjeżdżamy 4 razy do roku do Polski,mamy większość rzeczy,które chcemy mieć,no może domu nie z ogrodem.
I nie dla mnie żadne wyjazdy z kraju :-P

mibec - 14-09-2012, 10:05

anna34, moze jestescie bardziej obrotni, my pierdoly zyciowe nie potrafilismy sie wydobyc pod pomieszkiwanie katem u mojej mamy.
katerina - 14-09-2012, 10:29

Może już mocno zboczę z tematu ale nie jestem w stanie zapanować nad żalem, który mam sobie do tego naszego kraju. Ja - z zawodu kosmetyczka - od 5 lat pracuję w firmie TRW szyjącej poduszki powietrzne do samochodów, pracuję przez agencję pośredniczącą jako pracownik tymczasowy, od 3 lat mam przedłużane umowy co 2 tygodnie!! wyobrażacie sobie to? kiedy jest mniej pracy odsyłają mnie do domu na przymusowy urlop, teraz w ogóle straszą zwolnieniami, mój mąż inżynier budownictwa, jeden z 3 najlepszych absolwentów politechniki na swoim roku, dostaje wypłatę na raty, nieraz musi się prosić o własne pieniądze a zarabia mniej niż operator koparki. Wzięliśmy kredyt, kupiliśmy mieszkanie, myśleliśmy że będzie już tylko lepiej, w końcu ile można mieć pod górę. A teraz ledwie zarabiamy na rachunki, o życiu nie wspomnę bo to nie życie tylko wegetacja. Nie możemy sobie pozwolić na dziecko, nie umiemy odłożyć na nowy samochód. Naprawdę straciłam już całą wiarę, że coś zmieni się na lepsze. Mam dość walki o każdy kolejny dzień.
A jeśli chodzi o Polaków za granicą, wiem jacy potrafią być. Byłam w Niemczech w pracy i uwierzcie żaden Niemiec nie dopiekł mi tak jak Polak. Jest dobrze póki komuś nie zawadzasz w jego interesach, w naszym narodzie niestety często panuje zasada "po trupach do celu". Przykre ale prawdziwe.

mibec - 14-09-2012, 10:49

katerina, widze ze na prawde Cie dopadlo - wspolczuje, bo sama to przerabialam 5 lat temu. W koncu wyjechalismy, niby na pol roku, zeby popchnac kredyt.... po 3 latach pozbylismy sie mieszkania, ktore wlasnie zostalo wybudowane (TBS- trzeba bylo wplacic pieniazki i poczekac az wybuduja blokowisko), gdyz postanowilismy tu zostac.
Masz odlozone jakies pieniadze albo kogos kto Wam cos pozyczy jesli zdecydujecie sie na wyjazd?

katerina - 14-09-2012, 11:23

Jakieś drobne oszczędności mamy, pożyczyć też jest od kogo. O takie sprawy się nie martwię. Najbardziej boję się o Ami. Nie chcę jej zostawiać nikomu. Jeśli coś dobrego nas tu spotkało przez ostatnie lata to właśnie ona - pies, który rozjaśnia każdy nasz dzień.
mibec - 14-09-2012, 11:27

katerina,jesli masz zaufanych ludzi na miejscu, ktorzy pomoga Wam z mieszkaniem z psem to ok, jesli jednak nie jestes pewna to lepiej niech Ami zosatnie na troche u rodziny.

[ Dodano: 14-09-2012, 10:28 ]
A tak z ciekawosci, gdzie masz znajomych?

nata - 14-09-2012, 11:40

katerina, doskonale rozumiem Twoją sytuację, bo sama czekam aż skończę tylko studia (mam ostatni rok) a że nie zapowiada się na lepszą przyszłość, również rozważamy takie opcje. Bo żeby tu być/zostać, musielibyśmy wygrać mieszkanie w totka, albo dostać je w prezencie ( :D ), lub mieszkać z rodzicami. Chce się żyć! :doubt:

Co do psiaka za granicą, ciężko będzie przyjechać i samemu wszystko od razu załatwiać, by psiak mógł mieszkać z Wami. Zgadzam się z dziewczynami, że rozsądniej będzie najpierw samemu się tam "rozgościć" i dopiero ściągnąć psiaka.
Choć w UK to chyba i tak łatwiej znaleźć landlorda, który pozwoli na psiaka niż w DE :cring:

katerina - 14-09-2012, 13:04

mibec z tego co mi mówili ich miasto nazywa się Upton chyba, tylko że oni niedługo wracają do Polski i nie wiem czy zdążą cokolwiek dla nas zrobić.
nata, szczerze mówiąc rozmawiając z moimi znajomymi, którzy ledwie skończyli zawodówkę i nigdy nie zapowiadało się ze coś z nich będzie jak mi taki mówi że za mniej niż 3000 to on nie pracuje bo ma taki fach w ręku, że może wybrzydzać to ja się zastanawiam czy te wszystkie zarwane noce mojego męża, ten stres i wysiłek włożony w studia, czy to miało jakikolwiek sens.Bo ja w tym momencie sensu nie widzę. Prędzej się w tym kraju garba dorobisz niż czegokolwiek innego, a jeśli nie masz startu w życiu, nie masz układów to chcąc mieć mieszkanie zapomnij o dziecku, chcąc dziecko mieszkaj z rodzicami. Nie ma tak, żeby uczciwy człowiek mógł normalnie godnie żyć.

anna34 - 14-09-2012, 13:07

katerina napisał/a:
którzy ledwie skończyli zawodówkę i nigdy nie zapowiadało się ze coś z nich będzie jak mi taki mówi że za mniej niż 3000 to on nie pracuje bo ma taki fach w ręku, że może wybrzydzać

ja to bym im tak do końca nie wierzyła :-P

katerina - 14-09-2012, 13:30

Może i to są przechwałki ale wiem o tym doskonale, że po prostu nie opłaca się teraz studiować. Co z tego, że jesteś osobą zdolną itd skoro inni mają układy, swojego czasu mój mąż chciał zostać wykładowcą na swojej byłej uczelni, niestety się nie dostał bo jego miejsce zajęła dziewczyna, która...jakimś przypadkiem była narzeczoną jednego z wykładowców.
effcyk - 14-09-2012, 13:34

robota w Polsce to jest tragedia ja jestem po 3 kierunkach - od 3 lat żadnej roboty nie mogę znaleźć . Niestety śmieciowe umowy mnie nie interesują - a teraz głownie tym wykręcają się pracodawcy, wszędzie te śmieciowe umowy, a mieć umowę o pracę to jakiś cud i łaska Boża. Moja przyjaciółka po 3 latach pracy na krzywego, dostała umowę o pracę - dlatego że po 3 latach proszenia się , w końcu powiedziała pracodawcy że jak nie dostanie umowy to odejdzie, a że jest bardzo dobra w swojej pracy i jest pracowita, sumienna oraz godna zaufania i zależało pracodawcy na takim pracowniku , szef kręcąc nosem w końcu dał jej to umowę w tym miesiącu .

Ze stażami jest to samo - ostatnio spotkałam Panią z córką może 20 letnią, któryś raz z kolei składała pismo o przyznanie jej stażu z UP ( swoją drogą oni w ogóle nie pomagają, nie wiem po co oni tam pracują ) - ani stażu ani pracy, wszystko można załatwić, ale jak się ma plecy. Drugiej Pani syn - inżynier - ona jemu ledwo pracę znalazła na produkcji w jakimś magazynie, znalazła - po znajomości i kosztem tego, że ją wyrzucili. Szok po prostu szok, ile się człowiek nasłucha, ludzie są totalnie bezradni, ręce opadają. Mój brat cioteczny mieszka i pracuje w Irlandii kilka lat - widziałam się ostatnio z jego mamą, moją ciocią - chłopakowi żyje się tam bardzo dobrze i nie ma mowy żeby wracał do Polski.
Powiem Wam, że ja jestem załamana, wszędzie zostawiam swoje CV, nawet po kilkanaście razy w jednym miejscu potrafię się pokazać - na pracę w zawodzie oczywiście już nie liczę ( oświata ) więc szukam byle gdzie, obuwniczy, odzieżowy, spożywczy - cokolwiek. Na studia wydałam tyle - że przez rok czy dwa to mogłabym żyć za te pieniądze jak królowa, bo na bardzo wiele rzeczy , o których na dzień dzisiejszy mogę zapomnieć - byłoby mnie stać. Wszystko poszło na szkoły, na czesne, na dojazdy a w tygodniu człowiek przędzie jak może i ima się byle czego żeby mieć na to wszystko.
Już z tej bezradności myślę o założeniu czegoś własnego, ale .... chyba się boję - czy podołam w ogóle z tym finansowo, czy swój biznes jest opłacalny itp. Nie wiem już sama co zrobić ze swoim życiem, bo póki co czarno widzę swoją przyszłość....

[ Dodano: 14-09-2012, 13:35 ]
katerina napisał/a:
nie opłaca się teraz studiować

taka jest prawda, koleżanka po jakimś studium kosmetycznym od paru lat pracuje w sklepie obuwniczym, jak ja po 3 kierunkach studiów znajdę taką pracę to wszystkich po rękach będę całować.....

nata - 14-09-2012, 13:54

katerina napisał/a:
Bo ja w tym momencie sensu nie widzę. Prędzej się w tym kraju garba dorobisz niż czegokolwiek innego, a jeśli nie masz startu w życiu, nie masz układów to chcąc mieć mieszkanie zapomnij o dziecku, chcąc dziecko mieszkaj z rodzicami. Nie ma tak, żeby uczciwy człowiek mógł normalnie godnie żyć.

Ależ zgadzam się całkowicie, bo moje studia również raczej nie przyniosą nczego dobrego w PL ;-) Po prostu szkoda mi rzucić po 4 roku, gdy już tak niewiele zostało, więc ukończę je dla siebie jedynie... Bo posiadanie tytułu w PL obecnie może przynieść więcej szkody niż pożytku jak się okazuje, bo w oczach pracodawców taka osoba jest droższym pracownikiem, a po cóż takiemu dawać pracę, skoro przyjdzie ktoś pracować za psią kasę nie patrząc na nic... Smutne, ale prawdziwe.
Moją pracę zdobyłam zanim zaczęłam studiować i otwarcie przyznaję, że gdyby nie znajomy to by mnie tu nie było. Cóż z tego jednak, jeśli pensja nie pozwala na samodzielne życie a prognozy na awans żadne, wręcz przeciwnie, wszystko chyli się ku upadkowi :bad: Że również nie wspomne o kasie wydanej na studia....bo mogłam zainwestować w mieszkanie czy cokolwiek pożyteczniejszego, ale... mądry Polak po szkodzie, szczególnie gdy miało się ambicje na coś więcej a później dostało się tylko za to po tyłku :matrix:

katerina - 14-09-2012, 14:02

No właśnie. Tak tutaj jest, mój mąż mówi do mnie "Kasia w tym kraju żeby do czegoś dojść to albo musisz kraść albo być megacwaniakiem" a że my 2 pierdoły nigdy nikogo nie chcielibyśmy skrzywdzić to żyjemy tak jak żyjemy, w niepewności czy za miesiąc też zapłacimy rachunki. Moi znajomi, którzy zaraz po liceum wyjechali w różne kąty świata dziś stawiają wielkie wille i jeżdżą takimi samochodami, że widząc ich zbieram szczękę z ziemi. To są ludzie, na których kiedyś zdarzało mi się patrzeć z góry :confused: mam za swoje teraz.W sumie to nie zazdroszczę, ja nie potrzebuję willi, wystarczy mi swój kąt i kochane osoby przy mnie, samochód też nie musi być wypasioną furą ale żebym miała pewność że jak się gdzieś wybiorę to tam dojadę a tutaj nawet na to ciężko sobie pozwolić. Ja nie wiem kto pozwolił na to w tym kraju żeby tak się działo jak się dzieje, żeby młodzi, pracowici ludzie nie mieli tu przyszłości. Nie wiadomo czy się bezsilnie śmiać czy płakać.
mibec - 14-09-2012, 14:13

katerina napisał/a:
"Kasia w tym kraju żeby do czegoś dojść to albo musisz kraść albo być megacwaniakiem" a że my 2 pierdoły nigdy nikogo nie chcielibyśmy skrzywdzić to żyjemy tak jak żyjemy, w niepewności czy za miesiąc też zapłacimy rachunki.
oj jak ja to dobrze znam - myslalam ze przez te kilka lat cos sie zmienilo :(
A z drugiej strony, skoro wiekszosc tych, ktorym zle ucieka to kto ma przec do tych zmian... no ale - zycie mam tylko jedno, wiec chce je przezyc dobrze, a nie poswiecac ...

FadGoś - 14-09-2012, 14:32

Dziewczyny , nie myślcie że w innych krajach jest tak kolorowo , niestety nie jest . Z roku na rok jest coraz gorzej , a nas polaczków traktują jak zwykłe robole :bad: Sami Polacy się nie szanują :cring: I nauczyliśmy Anglików różnych dziwnych przyzwyczajeń :bad: Jak to mówią wszędzie dobrze gdzie nas nie ma . A co do znajomych co to niby tak im dobrze i takie wypasione fury maja jak jadą do PL , to podam przykład moich znajomych .
Rodzina 6 osobowa - wyjazd na 2tyg koszt 3000f :beated: i jeszcze w PL dobierają bo im braknie , po powrocie życie na kredyt bo im na rachunki nie starcza ;] typowi do przysłowia " zastaw się a postaw się " no bo przecież trzeba się pokazać jak to sie nie powodzi :beated:

neravia - 14-09-2012, 14:38

Powiem Wam, że wśród moich znajomych, wszystko zależy jakie kierunki skończyli, są tacy co na pracę (i pensję) naprawdę nie narzekają i mają się dobrze mieszkając w Polsce, część znam takich co przyjechali do Irlandii dorobić się na mieszkanie jakieś, żeby nie brać kredytów, po powrocie do kraju, również mają się dobrze. Ludziom którym nie zależy na powrocie do kraju, albo czeka ich brak pracy to zostają tutaj. Rynek polski jest przesycony pewnymi zawodami, trzeba patrzeć na to wybierając szkołę. Sama zrezygnowałam z nie-przyszłościowego kierunki, bo zorientowałam się, że po nim pracy nie ma i przyjechałam tutaj do Irlandii. Jak dla mnie w Polsce studiowania takich kierunków jak pedagogika sięga apogeum, wiem, że część idzie na to z powołania, ale bardzo duża część znajomych studiowała to, żeby tylko mieć wyższe wykształcenie.

Mogę wypowiedzieć się o pracy w Irlandii. szału nie ma, zwłaszcza od kryzysu. O pracę bardzo ciężko i połowa znajomych siedzi na zasiłkach. Wypłaty co tydzień, wiadomo życie lepsze pod tym względem bo łatwiejsze. Chociaż my narzekać nie możemy bo pracujemy oboje na cały etat, często z nadgodzinami. Wcale nie jest już tak kolorowo gdy tylko jedna osoba pracuje. ale oczywiście wszystko zależy jakim zawodem dysponujemy, i jaką pensję się dostaje. Bardzo dużo Irlandczyków po kryzysie wyjeżdża do Australii, bo o pracę tu ciężko. Tak jak kiedyś wszyscy przyjeżdżali tutaj "w ciemno" i znajdywali po kilku dniach pracę, tak teraz jest to prawie niemożliwe dla tych co siedzą tutaj latami :-o

katerina - 14-09-2012, 14:38

mibec napisał/a:
oj jak ja to dobrze znam - myslalam ze przez te kilka lat cos sie zmienilo


Jeśli cokolwiek się zmieniło to tylko na gorsze, jeszcze te 5 lat temu myślałam, że musi się ułożyć, że nastaną lepsze czasy, że nie warto uciekać, dziś widzę jaka byłam naiwna. Pracodawcy mają w rękach teraz taką władzę nad pracownikiem, że jeśli próbujesz o cokolwiek zawalczyć to ci powiedzą "jak się nie podoba to proszę zmienić miejsce zatrudnienia" bo na twoje miejsce jest 100 osób które zapewne zrobią to taniej i nic w tym momencie nie znaczysz. Namnożyło się tych agencji pracy tymczasowej, że ciężko już znaleźć gdziekolwiek pracę bezpośrednio a oni są mistrzami w omijaniu prawa.Nie dość, że Polska nie słynie z wysokich zarobków to i na tych najniższych półkach znajdzie się pośrednik, który jeszcze na tobie zarobi.W rezultacie stajesz się niewolnikiem we własnym kraju :(

mibec - 14-09-2012, 14:40

FadGoś napisał/a:
" zastaw się a postaw się " no bo przecież trzeba się pokazać jak to sie nie powodzi
coz jak ktos tak robi to ma nie pokolei w glowie ... :beated:

Ja caly czas powtarzam, ze na emigracji mozna sie towarzysko spotkac z rodakami, ale ani praca ani mieszkanie w miejscach gdzie Polakow jest duzo nie wchodza w rachube ... niestety :( inne narodowosci trzymaja ze soba, wspieraja sie... ja przez pierwsze trzy miesiace w UK nauczylam sie zeby rodakow unikac.

FadGoś - 14-09-2012, 14:51

mibec napisał/a:
ale ani praca ani mieszkanie w miejscach gdzie Polakow jest duzo nie wchodza w rachube ... niestety
z tym się zgodzę , niestety mi się tak trawiło :confused: mala miejscowość , a połowa ludności to Polacy :( Tylko gdzie teraz jest mało Polaków ??? Kiedyś żartowałam sobie z moim znajomy Anglikiem , mówię mu , ucz się Polskiego bo wszędzie gdzie nie pojedziesz , to sie po polsku porozumiesz , od słowa do słowa , żarcik , żarcikiem i wyszło " otwierasz lodówkę, a tam Polak "
mibec - 14-09-2012, 14:59

FadGoś, u nas jest sporo Polakow, ale sa dzielnice gdzie ich malo (sa troche drozsze, ale niestety wolalam kupic dom w gorszym stanie, ale w lepszej dzielnicy); a praca? Pracuje sie tam gdzie sie trafi, ale trzeba caly czas szukac - generalnie tam gdzie potrzebujesz dobrze mowic to Polakow malo, bo 3/4 jest zbyt leniwa zeby jezyk rozwiajac.

Btw: wiecie jaka jest roznica w Angli miedzy Polakiem-turysta a rasista? ;)

nata - 14-09-2012, 15:00

Pewnie, że za granicą też dobrze nie jest, pewnie, że "wszędzie dobrze gdzie nas nie ma", pewnie, że nigdzie ma tak dobrze jak w domu, pewnie, że wyjazd to wielkie ryzyko i wyrzeczenia, ale... nie ma się co licytować kto ma lepiej/kto ma gorzej, gdzie jest lepiej/gdzie jest gorzej, bo wszystko ma swoje plusy i minusy... trzeba się z tym liczyć. Nie mniej jednak, taka masowość Polaków w obcych krajach, szczególnie UK, znikąd przecież się nie wzięła. Wskaźniki bezrobocia i płacy minimalnej, mówią same za siebie. :bad:
FadGoś - 14-09-2012, 15:17

się rozpisałam , a tu mi temat przenieśli :D :D :D
Aniela możesz tu dorzucić moją ostatnia wypowiedź ? :)

----------------------
Doklejam mod.

-----------------------

mibec napisał/a:
wiecie jaka jest roznica w Angli miedzy Polakiem-turysta a rasista? ;)
tego nie słyszałam :haha:
nata, Na pewno w PL dobrze nie jest :bad: ale powiem Ci że mi czasami uszy więdną jak przyjeżdżam do PL i słyszę jak to mi sie niby dobrze powodzi :beated: bo ktos tam w jukeju jest i takie kokosy ma , a ile to sie tam nie zarabia :beated: oczywiscie nikt nie mysli o tym że ja tutaj tez mam rachunki do zapłaty i takie same wydatki jak w PL , tylko nie wiem dla czego każdy to przelicza na zlotowki , bo niby pi raz drzwi zarabiam 5000zł bo przecież to jest min w jukeju a gdzie jeszcze mój Marcin . Taaaaa szkoda że rzeczywistość jest inna ;]

katerina - 14-09-2012, 15:19

mibec napisał/a:


Btw: wiecie jaka jest roznica w Angli miedzy Polakiem-turysta a rasista? ;)

jaka?

Widzisz po kilku latach pobytu kupiłaś dom, w Polsce mogłabyś co najwyżej kupić taki dla lalek :-P

Ja też się strasznie rozwinęłam w temacie, tylko czekałam na reakcję mederatora :-P

mibec - 14-09-2012, 15:21

... srednio 3 miesiace pobytu...
wcale nie smieszne, tylko smutno-prawdziwe ;)

nata - 14-09-2012, 15:24

FadGoś, wiem, rozumiem, słyszalam podobne teksty jak wróciłam z Irl po kilku miesiacach... niektórzy, po prostu lubią być naiwni, zamiast pozostać realistami.. A przeliczanie jest śmieszne, bo zarabia się w innej walucie, ale i płaci się też w innej walucie, więc porównywanie jest komiczne :D
FadGoś - 14-09-2012, 15:25

katerina napisał/a:
Widzisz po kilku latach pobytu kupiłaś dom
poprawię , dostaliśmy kredyt na dom :)
mibec - 14-09-2012, 15:27

Ja nie bywam czesto w Polsce, srednio raz w roku, a na teksty o kokosach, ktore zarabiam zawsze odpowiadam: "przyjedz, bo sie tu marnujesz.... " - wiekszosci jednak brak odwagi, ale i glupie komentarze (przynajmniej w oczy) sie koncza.
neravia - 14-09-2012, 15:36

Ja jeszcze dorzucę od siebie.. w Polsce wiem, że jest bardzo ciężko, ale nie można wyobrażać sobie Irlandii czy UK jako utopii
, bo powiem Wam wszędzie jest podobnie, wszędzie decydują o pracy czy awansie znajomości. u nas w firmie pracuje kilka Polaków, na wybicie się nie ma po prostu szans, jeżeli ktoś awansuje to są to dzieci czy znajomi menagerów. Nie wiem czemu ale mam wrażenie, że szefostwo myśli, że my Polacy to powinniśmy cieszyć się z tego co mamy, bo i tak nie jesteśmy "u siebie". tak jest wszędzie. Udaje się złapać dobrą pracę, ale to trzeba być odpowiednio wykształconym w dobrym kierunku, o poziomie angielskiego nie wspomną. Szkoła/ studia tutaj są strasznie drogie! Wyższe szkoły nie są tak dostępne dla wszystkich jak w Polsce, na dobrych uczelniach, np na kierunkach medycznych studiuje tylko elita, za studia dzienne też płaci się i to nie małe pieniądze. Nie ma najmniejszych szans, że zarobisz na nie sama, więc trzeba mieć zamożnych rodziców. To jest jeden z powodów dla których chcę wrócić do Polski, a przynajmniej na jakiś czas.
My mieszkami sami w domu, mamy auto ale staramy się żyć oszczędnie, bowiem wszystko odkładamy co się da. Nie zarabiamy najniższej krajowej ale widzę, że sytuacja zmieniałaby się gdybyśmy zdecydowali się na dzieci. Macierzyński płatny, ale szybko się kończy i potem albo oddaję prawie pół wypłaty na przedszkole albo siedzę w domu. I powiem Wam, że rewelacji finansowej by nie było :-o Dlatego wszystko trzeba przemysleć, na dzień dzisiejszy brakuje mi tutaj wykształcenia, żeby je zdobyć muszę wrócić do Polski no i oczywiście rodziny, gdybym miała tu kogoś albo tż byłoby łatwiej i może wtedy byłby myśli o pozostaniu tu na stałe.

FadGoś - 14-09-2012, 16:04

nata napisał/a:
bo zarabia się w innej walucie, ale i płaci się też w innej walucie, więc porównywanie jest komiczne :D
tylko wydatków nikt nie przelicza ;] tylko sobie zarobki przeliczają :D
Cytat:
Ja nie bywam czesto w Polsce, srednio raz w roku
to tak jak ja (chyba że sytuacja mnie zmusza to jestem 2x do roku ) i kontakt z takimi wszystko wiedzącymi ograniczyłam do "cześć " , mogą sobie myśleć że mi się w d.... poprzewracało , w nosie to mam , nie mam ochoty na słuchanie bzdur o których " zastaw się " naopowiadał ;]
ppaula2 - 14-09-2012, 16:04

Fajny temat :)
U nas też tli się myśl o wyjeździe.
Jak dobrze pójdzie mój mąż wyjedzie w styczniu.
Jak się uda to dołączymy do niego.
Jeżeli nie to wróci do Polski i zacznie szukać pracy.

Najgorszy strach jest taki, że ma stałą pracę którą musi zostawić.
Ale ja podobnie jak katerina marzyłam o tym, że kiedyś skończy się ta farsa.
Ale jak nie widzę perspektyw na życie tu i teraz to trzeba podjąć ryzyko.
Nie ryzykujesz - nie masz nic - niestety :(

neravia - 14-09-2012, 16:13

ppaula2, a mąż nie ma możliwości rocznego bezpłatnego urlopu w Polsce? trochę szkoda faktycznie byłoby zostawiać stałą pracę.
mibec - 14-09-2012, 16:15

ppaula2, a gdzie chcecie wyjechac?

neravia napisał/a:
bezpłatnego urlopu
nie kazdy pracodawca sie na to zgadza - ja przed wyjazdem zlozylam wniosek, ale naiwnie przyznalam sie po co :beated: oczywiscie mi odmowili, wiec decyzja o wyjezdzie byla jeszcze trudniejsza.
neravia - 14-09-2012, 16:17

mibec napisał/a:
bezpłatnego urlopu
nie kazdy pracodawca sie na to zgadza

raczej większość pracodawców się na to nie zgadza ;) ale warto spytać, zawsze to jakieś zabezpieczenie

nata - 14-09-2012, 16:19

Ja też mam właśnie taką rozterkę, czy warto zostawiać stałą pracę... tylko, że skąd wiadomo, czy ona za rok też będzie stała?... :(
neravia - 14-09-2012, 16:21

Ja proponuję rozpocząć poszukiwania i orientować się na rynku pracy przed wyjazdem
ppaula2 - 14-09-2012, 16:22

neravia, nie ma takiej możliwości :(
mibec, Irlandia.

neravia - 14-09-2012, 16:25

ppaula2, trzeba podjąć ryzyko. Pisałam już, że w Irlandii z pracą jest bardzo źle, pracy nie znajdują Polacy mieszkający tu od kilku lat, ale z drugiej strony oni są rozleniwieni i do byle czego nie chcą iść jeśli mają zasiłek. jeśli masz zawziętego obrotnego męża to sobie poradzi ;)
a dowiedziałaś się o jaką miejscowość chodzi? :)
jak już pisałam, czekam na irlandzkie spotkania labradorowe :D

Rysia88 - 14-09-2012, 16:32

Ja pracowałam w UK ciut i tak sobie myślę, że wolałam pakować kiełbasy dla Tesco w UK niż to ciągle być na bezrobociu... ale wyjazd u mnie już nie wchodzi w grę... :-P

Ale powiem też coś od drugiej strony kiedy to wyjeżdża któreś z rodziców... to jest beznadziejna sytuacja... ja jestem dzieckiem wiecznego emigranta - jako dziecko tęskniłam strasznie, płakałam za nim nocami, czekałam na listy... dzisiaj jedynie mogę powiedzieć, że bardzo go lubię - ale szalonej więzi nie ma między nami.... nas w domu jest 4 - mama musiała się ze wszystkim męczyć sama, kasy też nigdy nie było tyle, żeby na wszystko starczało... jedynie jestem pełna podziwu, że związek moich rodziców przetrwał tą wieczną rozłąkę ...teraz na szczęście sobie to rekompensują...

neravia - 14-09-2012, 16:34

Rysia88 napisał/a:
ale wyjazd u mnie już nie wchodzi w grę... :-P

dlaczego?

Rysia88 - 14-09-2012, 16:37

neravia napisał/a:
dlaczego?


nie umiem odpowiedzieć na to pytanie... nie wiem dlaczego - było mi tam w sumie dobrze, to był fajny rozdział w moim życiu - wszystko się układało.. wróciłam na ostatni rok studiów.. i tak coś we mnie się zakorzeniło, że już więcej nie wyjadę.... nie umiem tego wyjaśnić.

Choć w sumie teraz.... że tak powiem droga wolna - ale co zrobić jak się jest tchórzem ;D

katerina - 14-09-2012, 18:52

Ja nikomu nie wyliczam ile kto zarabia, nie twierdzę, że inne kraje są mlekiem i miodem płynące, ale to co się dzieje teraz w Polsce, przynajmniej u nas tutaj to jest tragedia. Dzisiaj zastanawialiśmy się czy się spóźnić z zapłatą rachunku czy mieć na życie na przyszły tydzień...A co będzie dalej?:( Wydawało nam się, że kupując mieszkanie będziemy mieli stały grunt pod nogami, to czego nam od dziecka brakowało, a zamiast tego zbudowaliśmy zamek z piasku, który się rozpada. Przykro mi jest bo lubiłam w gruncie rzeczy swoją pracę, za to nie lubiłam ludzi. Ostatnio miałam taką sytuację, że wróciłam do pracy po operacji, nie było to nic poważnego ale ciężko zniosłam narkozę, długo nie umiałam dojść do siebie. Oczywiście wróciłam za wcześnie żeby nie tracić cennych dni, miałam nadzieję że ktoś ustąpi mi i wpuści na siedzące stanowisko, kręciło mi się w głowie i nie chciałam stać przez te 8 godzin a na siedząco byłoby lżej. W odpowiedzi usłyszałam od koleżanki, że jestem jeszcze młoda dam sobie radę, a ona musi siedzieć bo przecież ma już 40 lat na karku i jest tak przepracowana że pada z nóg :bad:
szalej - 14-09-2012, 20:47

Bardzo fajny temat :)
Ja dopiero skończyłam szkołe i kiedy szukałam studiów od roku to... aż mi się wszystkiego odechciało. Bo po co iść na studia, skoro one nic nie dają? Mój brat poszedł na europeistyke, czy pracuje w zawodzie? Oczywiście że nie, pracuje w kawiarni. Moja mama jest magistrem zarządzania i marketingu i też nie pracuje w zawodzie, a wogóle ostatnio znaleźć prace, jak miała już 45 lat na karku... tragedia. musiała się totalnie prze- branżować.
W tym momencie mam mature i... nie poszłam w tym roku na studia. Odpuściłam to sobie, bo poszłabym - na co właściwie? Na co żeby mieć prace? Na nic. W tym roku dorabiam przedmioty na maturze, i planuje wyjechać na studia do Abeerden. Pojechał w tym roku kolega, a my z koleżanką złożyłyśmy już papiery o poprawianie matury, w styczniu składa się papiery o dofinansowanie etc. No bo co tu robić? Sama już nie wiem. Wcale nie chce na tak długo wyjezdzac - na dwa miesiące - fajnie. ale odrazu na cale studia mi sie nie podoba :( Wolałabym zostać tutaj i ewentualnie kiedyś dla przyjemności się wyprowadzić, ale tak się nie da :(

mibec - 14-09-2012, 20:50

katerina, na niemilych ludzi niestety wszedzie mozesz trafic....
neravia - 14-09-2012, 20:53

Rysia88 napisał/a:
Choć w sumie teraz.... że tak powiem droga wolna - ale co zrobić jak się jest tchórzem

szkoda..
katerina, w takim razie trzymam kciuki, żeby udało się i żebyście nie musieli martwić się o przyszłość. Czy tylko UK Was interesuje czy inne kraje?
Nie wiem jaki typ pracy Was interesuje? Bardzo polecam rozejrzeniem się za pracą w wybranym kraju jeszcze przed wyjazdem. Jeśli chodzi o Irlandię to mogę podać taki "pośredniak" pracy, możesz przykładowo zobaczyć jakie zawody się poszukiwane, jakie wymagania: http://jobseeker.fas.ie/ oprócz tego jest multum różnych agencji, które również ty się zajmują, polecam ;)

[ Dodano: 14-09-2012, 21:00 ]
szalej, ciężka decyzja, musisz rozejrzeć się na rynku pracy, żeby nie zostać kolejnym magistrem bezrobocia :confused: z drugiej strony studia za granicą będę też sporo kosztować. Moim skromnym zdaniem dobrze jest wykształcić się w Polsce (ale rozsądny kierunek), szlifować angielski i potem wyjechać.

katerina - 14-09-2012, 21:01

mibec doskonale o tym wiem, właściwie to wiem już że więcej jest tych podłych niż tych przyjaznych. Ale jeśli mam pozwalać sobie pluć w twarz to nie za te marne 1200, które tam zarobię, o ile jest praca. Jak nie ma zapewniają mi tylko to co muszą czyli 1/4 etatu zapisaną w umowie tj 40 godzin czyli około 600 zł. I weź tu wyżyj, a kiedy wracam do pracy po tygodniu nieobecności to traktują mnie jak ścierkę dosłownie. do tej pory znosiłam to grzecznie bo agencja pracy tymczasowej to miało być coś czasowego, dopóki zakład nie przyjmie mnie do siebie. A tam są już związki zawodowe i panują inne warunki. Ale zakład zauważył, że taki pracownik jak ja jest tańszy w utrzymaniu i zawsze można go bezkarnie odesłać, nie trzeba wypłacać żadnych premii, corocznych zysków, premii na święta. I zostałam w zawieszeniu. Oczywiście mogę zaciskać zęby, być najniżej ale nie za te pieniądze.
szalej Myślę, że jeśli zdecydujesz się wyjechać to na pewno początki będą trudne, ale jestem pewna, że z biegiem czasu się przyzwyczaisz i nie będziesz żałować tej decyzji bo wyjdzie Ci na dobre.
neravia Nie jesteśmy zdecydowani na jeden kraj, jesteśmy zdecydowani uciekać :) byle była uczciwa praca i godne człowieka zarobki a kraj jak kraj, można przywyknąć. Najlepiej byłoby tam gdzie moglibyśmy jechać z Ami, moim bursztynkiem kochanym, ale im bardziej rozwijam temat tym bardziej dowiaduję się że na początku będzie to co najmniej trudne :cring:

nikolajewna - 14-09-2012, 21:35

Powiem Wam, że w Polsce jest taki paradoks, że pracodawcy ciężko jest znaleźć dobrego pracownika (wiem to z perspektywy kierownika salonu sieci komórkowej), a pracownikowi trudno znaleźć pracę, która będzie satysfakcjonująca. Kiedy się z TŻ przeprowadziliśmy do Trójmiasta też nie było łatwo, mimo, że oboje mamy dobre doświadczenie w sprzedaży o obsłudze klienta co teraz jest bardzo pożądane, bo wszystko kręci się wokół konsupcjonizmu. I tak naprawdę zostaliśmy zmuszeni do założenia działalności. Tym którzy się wahają powiem, żeby się nie bać. Odłóżcie sobie najpierw pieniądze na start, aby nie zaczynać od długów.
neravia - 14-09-2012, 21:45

katerina, polecam sposób, niech pojedzie najpierw jedno z Was, jak się uda to dojedzie reszta.. właściwie my i wszyscy nasi znajomi tak robili ;)
szalej - 15-09-2012, 15:32

neravia, w Abeerden ( wgl w szkocji) są studia finansowane z tego co wiem. Ten kolega co teraz pojechał no to jedyne za co musi płacić to akademik. a w polsce jak do innego miasta idzie się na studia to też trzeba akademik zapłacić
katerina - 16-09-2012, 17:32

Dziś wróciłam od rodziców, niestety nie wydaje mi się żebym mogła zostawić tam Ami chociażby na kilka miesięcy. Oni po prostu nie potrafiliby się nią odpowiednio zająć, są jeszcze inne względy, trudne, aż szkoda mówić :( Nie mamy możliwości wyjechać osobno, bo to drugie nie miałoby się gdzie podziać. Jestem coraz bardziej załamana, wszystko przybiera dla mnie coraz ciemniejsze barwy i nie widzę wyjścia z sytuacji. Nie wiem co dalej robić :cring:
ollinko - 16-09-2012, 18:13

katerina, przede wszystkim nic Ci nie pomoze takie emocjonalne podejscie. szczegolnie na poczatku, zaraz po przyjezdzie potrzebne jest mega opanowanie, i bycie przygotowanym na pietrzace sie problemy i niekoniecznie zyczliwych ludzi. oczywiscie nie musi byc to taki czarny scenariusz, ale lepiej zakladac gorsze niz lepsze.
malo kto ma szczescie wyjechania za granice i ulokowania sie od razu w cudownych warunkach i odpowiedniej pracy.
pies na poczatku to problem, i nie ma co sie czarowac. tak jak poprzedniczki pisaly malo kto bedzie sklonny wynajac Ci cokolwiek z psem.
w moim przypadku marzenie o psiurze ziscilo sie dopiero po kupnie domu, choc to oczywiscie nie regula. ale musisz brac pod uwage szczegolnie na poczatku czeste przeprowadzki i problemy... a kiedy sa problemy rowniez pies moze sie takowym stac choc oczywiscie tego nie chcemy.
nie jest cudownie z rynkiem pracy (choc uwazam ze jak ktos serio chce pracowac to pracuje), ogarniecie na poczatku wszystkich spraw latwe nie jest. nie mozesz byc pewna ze sobie zapewnisz dobre warunki, a co dopiero psu.
pomysl dobrze, komu moglabys psa podrzucic, nawet na pare miesiecy. moze w pl, moze w anglii...

na pewno sie nie zalamuj.

katerina - 16-09-2012, 19:44

Wiem, że wyjazd z Ami na początku nie wchodzi w grę. Nie mam nikogo oprócz moich rodziców komu mogłabym ufać w jej kwestii. Niestety oni nie mieszkają sami. Przebywa tam osoba, która mogłaby ją bić bo to osoba złośliwa, zazdrosna i źle życząca mnie i wszystkiemu co moje. Dlatego nie zaryzykuję. Na chwilę obecną muszę po prostu szukać pracy tutaj i starać się to wszystko ciągnąć. Ciężko podchodzić do takich spraw na zimno. No cóż... może jakoś się w końcu ułoży.
neravia - 16-09-2012, 20:06

katerina, w końcu się ułoży ;*
taki wyjazd za granicę niestety również wymaga pokładów finansowych, nawet jakbyście znaleźli coś jeszcze z Polski - dom w którym moglibyście zamieszkać z psiakiem, to na dzień dobry trzeba depozyt zapłacić - w mojej okolicy około 600euro, ale bliżej stolicy tym drożej. Chyba, że chcielibyście tylko pokój wynająć w domu wieloosobowym, to byłaby opcja najtańsza.
Nie poddawaj się, poszukaj ogłoszeń na portalach społeczności mieszkających za granicą, ogłoś się sama. Ja mam znajomych, którzy wynajmują tylko pokój, i w tym pokoju mieszkają z psem. Trzeba tylko napracować się przy poszukiwaniach. Wiem, że trzeba ryzykować, ale naprawdę postarajcie się rozejrzeć się za pracą mieszkając jeszcze w Polsce. Jesli mielibyście pracę, nawet byle jaką kwestia znalezienia lokum będzie łatwiejsza, po prostu trzeba byłoby więcej zapłacić..

Teresa - 16-09-2012, 20:58

my tez w tym roku sie wyprowadzamy za granice a wlascicie do Irlandii... jestesmy w trakcie szukania mieszkania na szczescie prace juz mamy zalatwiona:)
mibec - 19-09-2012, 10:55

katerina, a moze sprobuj poszukac kogos kto za drobna oplata zajalby sie Ami przez jakis krotki czas - kilka dni temu jedna z forumowiczek tez szukala tymczasowej opieki dla psa i znalazla. Zawsze to jakis pomysl, ktory moze pomoze Wam sie urzadzic :)
katerina - 25-09-2012, 18:05

Postanowiliśmy szukać pracy stąd, póki co mąż rozsyła CV i szuka pracy w zawodzie. jeśli uda mu się znaleźć pojedzie chyba sam, może jakoś z miesiąc przebiedujemy same bez niego a jeśli będzie ok to nas do siebie ściągnie. Jeśli nic z tego nie wyjdzie zostaniemy tu i spróbujemy jakoś dalej ciągnąć ten cały majdan. Tak to wygląda na chwilę obecną.
kolorowooka - 25-09-2012, 18:41

katerina to chyba najlepsza opcja. Czesc moich znajomych wlasnie tak robilo. Jak maz ma dobry fach w reku to bez problemu znajdzie prace. Warto przez chwile pomeczyc sie na odleglosc, niz rzucac sie z motyka na slonce. Trzymam kciuki
mibec - 25-09-2012, 18:55

katerina, trzymam mocno kciuki ;*
nikolajewna - 25-09-2012, 19:02

Powodzenia, wszystko się ułoży, bądźcie dobrej myśli. Trzymam kciuki.
katerina - 25-09-2012, 20:50

Fach w ręku to on ma, i wiem, że jest w tym dobry ale martwi mnie jego język, wydaje mi się, że to ten słaby punkt, ale cóż, trzeba ryzykować bo kto nie ryzykuje ten nie ma. Dzięki za wszystkie słowa otuchy. Będę dawać znać jak to się dalej potoczyło. Pozdrawiam wszystkich ;*
FadGoś - 25-09-2012, 21:26

katerina, bardzo dobra decyzja :) Trzymam mocno kciuki aby wam się powiodło :haha:
kolorowooka - 25-09-2012, 23:36

katerina jest mnustwo roznych stron internetowych do nauki angielskiego, moze warto czas poszukiwania pracy poswiecic naszkolenie jezyka http://www.bbc.co.uk/worl...nglish/general/
szalej - 26-09-2012, 14:24

kolorowooka, jezu, ja się najbardziej boje własnie tego języka :(
Andante - 26-09-2012, 17:33

Mój 28-letni syn wyjechał rok temu ze swoją TŻ do Kanady. Mają pozwolenie na pracę. Radzą sobie naprawdę dobrze. Syn pracuje - że się tak wyrażę - umysłowo, nie na budowie czy w barze (co nie znaczy, ze te prace uważam za gorsze. Po prostu wyjaśniam), nawet zdążył już awansować w swojej firmie. A ostatnio wypatrzyli go head hunterzy z Londynu i odbywał nawet wideorozmowę kwalifikacyjną w sprawie pracy w koncernie Mitsubishi. :-P
Jedno małe "ale" - perfekt zna dwa języki: angielski (co oczywista oczywistość) i japoński. :haha:
Kibicuję mu bardzo i nie namawiam do powrotu do kraju, po po jaką cholerę. Tu jego możliwosci pewnie nie byłyby wykorzystane. :|

katerina - 26-09-2012, 21:49

Cytat:
perfekt zna dwa języki: angielski (co oczywista oczywistość) i japoński


Niestety nie dla wszystkich jest to oczywista oczywistość, jak angielski w polskich szkołach wygląda to każdy wie, jak się na własną rękę ktoś nie nauczy to pojedzie "na głąba". W wielu krajach jest tak, że to, że ludzie mówią 2 językami jest całkiem naturalne ale u nas. ..Pamiętam jak ja się uczyłam w podstawówce zaczynałam od "my name is Kasia" poszłam do liceum i znów od początku "my name is Kasia" i tak w kółko wałkowaliśmy ten sam temat zamiast uczyć się rzeczy, które byłyby dziś przydatne. Coraz częściej myślę, że żyjemy w ciemnogrodzie :<

Teresa - 06-10-2012, 21:28

ja od postawowki mialam niemiecki, dopiero w technikum doszedl angielski ktory wygladal tak ze babka dawala nam kartki z zadaniami do domu mielismy je przetlumaczyc i pozniej ocena z tego i tak angelski przez 4 lata :bad: nie wiem czy nauczylam sie 3 slow :| ale teraz sama sie zapisuje na kursy i na necie sie tez ucze i naprawde wszyscy co chca sie naucyc jezyka niech sie nie boja probowac!! macie tyle kursow za darmow w necie ze glowa mala :) codziennie przerabiam po 1 lekcji i chyba nawet juz wiecej umiem po angielsku niz niemiecku :) a co do zycia w tym kraju to kady wie jak jest...:/ w waszych miastach tez sie tak rzucili na przyjmownaie osob z grupa inwalidzka? jak przegladam oglosneia o prace to samych inwalidow chca zatrudniac czasami sie zdarza ze szukaja kierowcy z grupa :beated: ja tutaj nawet na sprzataczke sie nie dostane bo nie mam grupy :bad: :bad: tez nie chcialam wyjezdzac do Irlandii ale widze jak moj tż sie meczy tyrajac od rana do nocy bysmy mogli tutaj godnie zyc... mial dzisiaj miec wyplate ze szef ma dlugi wyplata bedize za tydzien a musialam pilnie z psem do weta to od rodzicow musialam kase pozyczac :( a w Irlandii mam juz przynajmniej prace zapewniona! :)
neravia - 06-10-2012, 21:44

w Irlandii wymowa angielskiego jest bardzo trudna :doubt: ale do nauczenia :)
W Polsce ucząc się angielskiego kilka lat (ale jako drugi język, bo pierwszy był niemiecki) pozwoliło mi tylko na opanowanie tutaj podstaw. Najlepsza nauką będą chyba konwersacje z Irlandczykami albo tutejsze kursy :)

Teresa - 06-10-2012, 21:55

no dokladnie dlatego super jak sie znajdzie prace wsrod obcokrajowcow.. to jest najlepszy sposob na przyswojenie jezyka :)
szalej - 06-10-2012, 22:09

a ja jestem po prostu zawsze zbyt przerażona żeby mówić, nie lubie takich sytuacji :P Więc tymbardziej największym koszmarem byłoby dla mnie specjalnie znaleźć sobie kogoś do gadania po ang :P Chyba, że pisanie.
Ja głównie ucze się języka poprzez czytanie fanficków, mang, oglądanie anime etc :P

Teresa - 06-10-2012, 22:14

ja sobie tez nie wyobrazam rozmowy z prawdziwym irlandczykiem czy anglikiem :D chyba bym zapomniala nawet jak sie nazywam... narie sobie czasam gadam z mezem albo sama do siebie :haha:
mibec - 06-10-2012, 22:15

Teresa napisał/a:
nie wyobrazam rozmowy z prawdziwym irlandczykiem czy anglikiem
:D samo przyjdzie :)
nata - 06-10-2012, 22:15

Teresa napisał/a:
ja sobie tez nie wyobrazam rozmowy z prawdziwym irlandczykiem czy anglikiem chyba bym zapomniala nawet jak sie nazywam...

Na początku jest ciężko, szczególnie ze zrozumieniem przez akcent - w szkołach tak nie uczą, ale trzeba się osłuchać i przełamać, nie myśleć o ewentualnych błędach jakie się popelniło lub ma zamiar popelnić i nie przejmować jak się zapomni jakiegoś słówka, tylko wyjaśnić "okrężną" drogą i będzie dobrze ;-)

/// Tak sobie mówie, choć sama się często załamuje nad sobą w kwestii językow, szczególnie jeśli idzie o niemiecki i dialekty ]:)

neravia - 06-10-2012, 22:19

Teresa napisał/a:
ja sobie tez nie wyobrazam rozmowy z prawdziwym irlandczykiem czy anglikiem :D chyba bym zapomniala nawet jak sie nazywam... narie sobie czasam gadam z mezem albo sama do siebie :haha:

początki nie są łatwe, ale grunt to się przełamać i potem już idzie :)
mibec, zastanawiam się jak tam z akcentem w UK? czy ten angielski jest zbliżony do tego co uczymy się w naszym kraju? bo tak jak wspomniałam wyżej, jeśli chodzi o Irlandię to absolutna inna wymowa.

Teresa - 06-10-2012, 22:20

moze zaczne udawac gluchoniemego? :D a Luna bedzie moim przewodniekiem :-P
mibec - 06-10-2012, 22:24

neravia napisał/a:
zastanawiam się jak tam z akcentem w UK? czy ten angielski jest zbliżony do tego co uczymy się w naszym kraju?
niestety, ma niewiele wspolnego z tym czego uczono mnie w szkole.

[ Dodano: 06-10-2012, 21:24 ]
Teresa, :D w pracy tez? ;)

nata - 06-10-2012, 22:29

neravia napisał/a:
zastanawiam się jak tam z akcentem w UK? czy ten angielski jest zbliżony do tego co uczymy się w naszym kraju?

Ja nie mibec, ale byłam i tu i tu to mogę Ci powiedzieć, że wszystko to inna bajka :D
Na poziomie komunikacyjnym ok- dogada się człowiek, ale jak wymaga od siebie czegoś więcej to i w UK inaczej i w IRL, różni się wymowa.
A co do polskiego nauczania to zależy w jakiej szkole i zalezy od nauczyciela, bo o ile wiem, na filologii angielskiej wybiera się jakiego akcentu chcesz się uczyć - czy ang, czy amerykańskiego, więc później niektórzy nauczyciele mówią tak a inni inaczej..

Teresa - 06-10-2012, 22:30

prace bede miala narazie w domu nikt nie musi wiedziec :D ale dzisiaj rano sie tak zastanawialam bo brat tz szuka nam mieszkania i oczywscie nikt nie chce z psem ( jakby to pies mial pol domu zezrec :bad: ) i tak leze i mysle a jakby mowic ze to pies przewodnik? nie ze odrazu bede niewidoma czy glucha ale np ze mam padaczke, albo mam leki i wpadam w panike... :D :D moze wtedy pomysla ze pies przewodnik jets przeciez wyszkolony napewno nic nie bedzie gryzl w domu itp... oczywiscie t sa tylko moje marzenia :D

[ Dodano: 06-10-2012, 22:32 ]
a tak z innej beczki zapytam oznakowanie ze samica to jest koleczko ze strzalka w gore czy w dol??

nata - 06-10-2012, 22:33

Teresa napisał/a:
a tak z innej beczki zapytam oznakowanie ze samica to jest koleczko ze strzalka w gore czy w dol??

Tak jak masz przy nicku - kobiety mają strzałeczkę w dół :-P

Teresa - 06-10-2012, 22:35

to dlaczego moj pies ma w paszporcie do gory strzalke?! a w rasie ma napisane labLador zamiast labRador... :|
mibec - 06-10-2012, 22:37

Teresa, to chyba trafilas na extra weta :-P
Popros niech Ci to poprawia, bo o ile blad w rasie niekoniecznie jest wazny, to bledna plec moze Ci przysporzyc klopotow.

neravia - 06-10-2012, 22:40

Teresa, :-o musisz iść z reklamacją, lepiej żeby w paszporcie wszystko się zgadzało, bo potem mogą być problemy na granicy :beated:
Teresa - 06-10-2012, 22:49

to napewno przekresli ta u gory a namaluje na dole... masakra ten paszport :cring: miala byc moja wetka a byl jej maz taka slamazara troche z niego... paszport mi wpisal na czerwiec ze zalozony bo powiedzial ze chip ma byc zalozony przed szczepieniem na wscieklizne wiec w paszporcie wpisal date chipa przed wscieklizna... do tego kazal mi w domu naklejki z ksiazeczki zdrowia od lekow co luna brala oderwac i wkleic w paszport
Nikaaa - 06-10-2012, 23:01

Teresa napisał/a:
to dlaczego moj pies ma w paszporcie do gory strzalke?! a w rasie ma napisane labLador zamiast labRador... :|
Ja pier... co za konował! :-o :-o LabLador?! A po cholere on wogóle rysował jakieś symbole, nie można napisać "suka" albo "samica"???
mibec - 06-10-2012, 23:03

Teresa napisał/a:
paszport mi wpisal na czerwiec ze zalozony bo powiedzial ze chip ma byc zalozony przed szczepieniem na wscieklizne wiec w paszporcie wpisal date chipa przed wscieklizna... do tego kazal mi w domu naklejki z ksiazeczki zdrowia od lekow co luna brala oderwac i wkleic w paszport
:-o matko ja bym sie bala pojechac na takim paszporcie...
Nikaaa napisał/a:
po cholere on wogóle rysował jakieś symbole, nie można napisać "suka" albo "samica"???
nie - musi byc symbol.
Teresa - 06-10-2012, 23:22

nie wiem czy isc z tym do jego zony... moze poprostu pojde do innego weta i poprosze o zalozenie nowej, myslycie ze sie zgodzi zalozyc nowa?
neravia - 06-10-2012, 23:38

Teresa, ja bym się nie szczypała i poszła z reklamacją do tego samego, czemu masz po raz kolejny płacić za nowy paszport?
ollinko - 06-10-2012, 23:48

Teresa, paszport zdecydowanie nie moze miec bledow. nie musza ale moga sie przyczepic i kicha jak nie wiem.
co do akcentu, to nie trzeba porownywac irl i anglii, bo w samej angli akcent jest rozny w zaleznosci od regionu w jakim sie znajdujesz. mnie najbardziej poprawny wydaje sie ten londynski - za kazdym razem jak jestem w londku to sie czuje jakbym tasmy szkolnej sluchala ;) tu gdzie mieszkam smiesznie zaciagaja, ale po tylu latach sama tak zaczelam, co mi sie srednio podoba... a pojedziesz do liverpool czy newcastle to poczujesz ze ni w zab angielskiego nie znasz, bo jeszcze zupelnie inny akcent... ale fakt, szkolny angielski dobry na poczatek, ale to jednak zupelnie co innego :)

Nikaaa - 07-10-2012, 10:59

mibec napisał/a:
Nikaaa napisał/a:
po cholere on wogóle rysował jakieś symbole, nie można napisać "suka" albo "samica"???
nie - musi byc symbol.
Aha. Nie wiedziałam, Jesska nie ma jeszcze paszportu. Jakby nie było to wet chyba powinien takie rzeczy wiedzieć.. :-o
Teresa - 07-10-2012, 18:44

tylko sie zastanawiam czy jak nawet ona cyz jego zona dadza mi nowy to co tym wpisem o zalozeniu chipa?? czy on naprawde ma byc przed szczepieniem na wscieklizne?? i te wszystkie lekarstwa jakie luna brala... a najgorsze ejst to ze wpisal dwie daty ze byla odrobaczana w czerwcu a pozniejszych juz nie... przeciez nawet w piatek kupowalam tabletki na robaki i tego tez nie wpisal... zabiora mi psa na granicy bo powiedza ze nie jest odrobaczany :cring:
neravia - 07-10-2012, 19:41

Teresa, nie bardzo rozumiem, czemu chip ma być przed szczepieniem przeciwko wściekliźnie..? tu widzę tylko jeden powód, bo paszport dostaniesz dopiero gdy pies jest zachipowany i wtedy można dokonać wpisu, że była szczepiona przeciwko wściekliźnie do paszportu, co jest niezbędne przy wyjeździe za granicę. ale jeśli takie zaświadczenie posiadasz w innym dokumencie np w książeczce zdrowia to nie rozumiem, czemu weterynarz nie może dokonać wpisu do paszportu na podstawie tego?
Odrobaczanie i tak będzie musiało być przeprowadzone ponownie tuż przed wyjazdem, ale mógł zaznaczyć, że tym razem też została odrobaczona :-o

nigritta - 07-10-2012, 21:03

Teresa, zmień weta :( po 1) nie wolno z książeczki psa odklejać naklejek bo w Anglii do weta będziesz chodzić z książeczką nie z paszportem (albo i z jednym i drugim ale książeczka jest równie ważna jak nie ważniejsza w tym przypadku)
po 2) ja mam wypisane w paszporcie ręcznie na co było szczepienie itp z pieczątką i podpisem nawet to na wściekliznę mimo że wyrabiałam paszport tego samego dnia co była szczepiona, wszystkie naklejki mam tylko i wyłącznie w książeczce :)

Teresa - 08-10-2012, 11:59

ehhh on juz mi poodklejal te nalepki zrywajac pol kartki z ksiazeczki zdrowia luny bo sie odkleic nie chcialy ja jeszcze tego nie przykleilam do paszportu... a co do tego ze ma byc chip przed wscieklizna to powiedzial ze szczepienie na wscieklizne nie bedzie sie wtedy liczyc chyba ze teraz ja zaszczepie na nowo na wscieklizne.... :( ja pierdziele.... ale sie wpakowalam :cring:
Ostaś - 08-10-2012, 12:11

Ja jak wyjeżdżałem na Ukrainę z Harrym to w Powiatowym Inspektoracie Wetrynarii powiedziano nam że w paszporcie nie może być żadnych przekreśleń, czy poprawień.
Nie rozumiem po co przeklejać te naklejki jak można zrobić tylko adnotację + pieczątka.

katerina - 08-10-2012, 14:09

Teresa może wybierz się lepiej do bardziej kompetentnego weta jeśli masz taką możliwość.
Druga sprawa to taka, że suczka czyli samica nie ma strzałki w dół a krzyżyk w dół, żeby Ci znowu strzałki nie namalowali.

U nas póki co cisza, rozsyłamy CV i zostaje bez odpowiedzi. Szczerze mówiąc zaczynam tracić nadzieję na wyjazd i zaczynam mieć podejście "co ma być to będzie". Jutro idę do pracy pierwszy raz po miesiącu przymusowego wolnego i okaże się co dalej ze mną będzie. Nie chciałam już tam wracać,chciałam żeby stał się dla mnie jakiś cud (haha wiem, że to śmieszne) ale znów muszę schować dumę do kieszeni i iść tam mimo wszystko :(

kolorowooka - 08-10-2012, 15:13

neravia napisał/a:
zastanawiam się jak tam z akcentem w UK? czy ten angielski jest zbliżony do tego co uczymy się w naszym kraju? bo tak jak wspomniałam wyżej, jeśli chodzi o Irlandię to absolutna inna wymowa.

Tu nawet nie mozna mowic o akcencie w UK. Wystarczy wybrac dwa rozne miasta np. Edynburg i Glasgow (odleglosc miedzy nimi 40 mil) a juz akcent i wymowa jest calkiem inna. Takze jedynym sposobem na osluchanie zie z wymowa w danym miejscu jest jak najczestrze wychodzenie z domu i sluchanie oraz rozmowa. "Tubylcy" sa na prawde spoko, wyrozumiali jezeli nie porozumiewasz sie idealnie w jez angielskim. Ja na poczatku czesto przepraszalam za moj poziom angielskiego, ale za kazym razem otrzymywalam odpowiedz "nic nie szkodzi, moj polski jest zerowy" :D
Dobrym sposobem jest tez sluchanie lokalnego radia. Mala probka szkockiego ;D http://radioplayer.forthone.com/ - cos dla szalej, choc Aberdeen jest duzo wyzej niz Edynburg.

Tsunami - 08-10-2012, 20:21

Teresa, prawidłowo Ci weterynarz powiedział: pies musi być zachipowany PRZED szczepieniem przeciwko wściekliźnie - musi zostać najpierw zidentyfikowany. Jeżeli został zaszczepiony przed oznakowaniem, szczepienie należy bezwzględnie po zachipowaniu powtórzyć z zachowaniem 21 dniowej karencji.
Po prawidłowym oznakowaniu psa, zaszczepienie p/wko wściekliźnie i tak musicie odczekać 21 dni zanim pies będzie mógł wyjechać do Anglii, a nie później niż 24h przed przekroczeniem granicy musi zostać odrobaczony.
Co do odklejania naklejek - głupota, nie powinnaś się na to godzić.

Teresa - 10-10-2012, 10:01

mhm... czyli musze isc powiedziec ze chce nowy, to jest suka nie pies, krzyzyk na dole, powinna zostac na nowo zaszczepiona, i najlepiej zeby wszystkie daty wpisal prawidlowo... Dzwonilam wczoraj do najwiekszej leczncy w gorzowie maja tam nawet psi szpital, czynna 7/24 pracuje tam chyba z 10 wet, naprawde sa swietni i mi powiedzieli ze jest to dokument urzedowy wiec nie moze zawierac bledow, ale nic nie wspomnieli o szczepieniu a juz sie umowilam z nimi na jutro na wizyte nawet mi koszty podliczyli i w tym nie ma kosztow szczepienia... chyba ze date chca przepisac tego szczepienia a reszte zrobic jak nalezy... Boze gdzie ja mieszkam :cring: wiem ze myslenie typu polska to pieklo reszta swiata to raj, no ale to jets przesada... ide z Luna do parku ludzie sie zalatwiaja pod drzewami pomimo tego ze jest tam toaleta, ktora naprawde jest bardzo czysta i zadbana i codziennie tam przychodzi obluga i ja sprzata i jest BEZPLATNA, na osiedlu przy smietniku, kolo filcharmoni gdzie jest obiekt monitorowany i stoi jedno ogromne drzewo na srodku a zanim mnostwo ludzkich kup przykrytych papirem toaletowym badz chusteczka!!! no szlag mnie trafia jak mam Lune puscic ze smyczy bo nie raz wbiegla w krzaki a wybiegla usmarowana g...em z papierem toaletowym przyklejonym do plecow, albo w to wdepla albo sie najadla :bad: :-> ]:) nosz chryste panie czy Ci ludzie nie maja za grosz sumienia?! albo plac zabaw dla dzieci, stoi jak byk znak zakaz wprowadzania psow, gosciu sie opiera o znak a jego yorczek robi kupe przy piaskownicy :bad: ciekawe czy on by chcial by jego dziecko bawilo sie w g...nie?! ale matki z dziecmi tez sa nie lepsze.. dziecko krzyczy ze chce kupe to dwa metry za piaskownice mama mu sciaga spodenki dziecko zrobi swoje mama przykryje chusteczka dziecko idzie sie bawic a ona na ploteczki na laweczke ]:) a o pracy to juz nie wspomne.. ogloszenie ze zatrudnia sprzataczke z grupa inwalidzka i wymagania: wyksztalcenie wyzsze, bardzo dobra znajomosc oblugi komputera na co to sprzataczce?! i tera same ogloszenia: szukam pracy jestem kierowca z grupa, jestem taksowkarzem grupa, szukam pracy na budowie posiadam grupe, zajme sie dzieckiem posiadam grupe i oni maja prace! a mlodzi, ktory co chwila jakies uprawnienia robia, sa zdrowi silni to nawet nie dostana pracy na sprzataczke, a wczoraj w radiu mowili ze ludzie z Hiszpani, Wloch przyjezdzaja do polski bo jest tutaj mnostwo pracy... przeciez aj nie mieszkam na totalnym zadupiu.. Gorzow to duze miasto ale chyba ludzie tutaj sa 100 lat za murzynami...
katerina - 16-10-2012, 21:52

Pracodawca, który zatrudnia osoby z grupą ma z tego korzyści i tyle. A za młodych silnych i zdrowych to on musi normalne składki płacić, pomijając już to, że młodzi silni mają swoje wymagania. Nie wiem czy tak jest w każdym kraju ale zauważyłam, że w Polsce wszystkie przepisy stworzone niby żeby ludziom ulżyć cwaniacy potrafią tak wykorzystać żeby jeszcze ukręcić na szarą jednostkę bat :->
zaba - 16-10-2012, 21:57

I te umowy "śmieciowe".. To też masakra. Mateuszowi się kończy w listopadzie i szczerze wątpie, czy mu przedłużą.
Ehh myślimy, czy kiedyś nie wyjechać z Polski.

Teresa - 17-10-2012, 09:33

moj tz ma na szczescie umowe o prace.... :shy:
zaba - 17-10-2012, 09:41

Teresa, to bardzo dobrze. Mój niestety złości się na mnie, jak mu mówię, żeby pomyślał o czymś innym, w razie tego zwolnienia. To krzyczy, że źle mu życzę i żebym mu dała święty spokój :(
To dam..

effcyk - 17-10-2012, 10:40

Cytat:

Pracodawca, który zatrudnia osoby z grupą ma z tego korzyści i tyle.

uwierz mi że osoby z grupą też nie mają łatwo. Ja mam orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności, aczkolwiek nie mam przeciwwskazań do wykonywania pracy ( chyba że jest to bardzo ciężka fizyczna praca to odpada ) - mimo tego, już 3 lata nie mogę znaleźć żadnej pracy - żadnej.
Wczoraj byłam nawet u swojej prezydentowej miasta, bo ona przyjmuje interesantów raz w tygodniu , zbiera CV i ponoć pomaga w znalezieniu pracy, stażu. Poszłam tam wczoraj - po przejrzeniu mojego CV ( jeśli chodzi o wykształcenie jest tam co czytać, gorzej z doświadczeniem ) ona zaproponowała mi .... wolontariat. Czyli może załatwić mi "pracę" na takiej zasadzie, że będę zatrudniona jak normalny pracownik ale nie dostanę wynagrodzenia, a może z czasem dany pracodawca mnie zatrudni, ale to też nie jest pewne.
Także jak widać próbowałam u mnie w mieście już wszędzie, zresztą w miastach sąsiadujących to samo. Za kilka mscy kończę mój obecny ( kolejny zresztą ) kierunek i ... jeśli nie będę tu na miejscu miała już zobowiązań związanych ze szkołą, będę szukała pracy w całej Polsce - tam gdzie ją znajdę tam się wyniosę - wiem że początki będą trudne, ale będę musiała sobie poradzić, takie jest życie. Już naprawdę mam dość, depresji można się nabawić przez to szukanie pracy , a niestety z pracą jest coraz to gorzej, zamiast sytuacja się poprawiać to się drastycznie pogarsza.

Aha dodam jeszcze od siebie, że ostatnio byłam na rozmowie kwalifikacyjnej - właściciel Turek ma salon meblowy, szukał dziewczyny do wystawiania faktur , rachunków itp. koleżanka po znajomości załatwiła mi u niego rozmowę. Poszłam Turek ni słowa po polsku - wszystko po turecku, niemiecku i słabo po angielsku - ja z kolei biegle po angielsku. Ale jakoś się dogadaliśmy - proponował 10h dziennie plus soboty 5h , stawka za godzinę około 5,22zł. Żadne kokosy ale lepsze to niż nic, wszystko ok, mogę zaczynać już za kilka dni - mówiłam o studiach zaocznych, że studiuje ale niedługo kończę - ok z tym nie ma problemu, że jest zadowolony że tak dobrze po angielsku mówię, bo te dziewczyny co były wcześniej to ani słowa w obcym języku - nawet mnie do firmy wysłał żebym się ze wszystkim zaznajomiła . Poszłam, wszystko zrozumiałam, zadowolona dzwonię do niego a on do mnie że jeszcze nie zdecydował czy mnie jednak chce na to stanowisko, bo jednak te studia to problem ... zastanowi się i potem oddzwoni. Wieczorem tego samego dnia oddzwania jego pracownik ( miałam okazje go poznać w tej firmie, zresztą ten chłopak powiedział, że ze wszystkich dziewczyn które były wcześniej wysłane do niego, by też poznać program do wystawiania faktur i zaznajomić się ze stanowiskiem pracy, ja byłam jedyna która złapała wszystko w mig) i mówi mi , że turek kazał przekazać że mam jednak nie przychodzić, bo znalazł sobie inną, dyspozycyjną dziewczynę ... :brick: także jak tu się nie załamać ?

Teresa - 17-10-2012, 10:58

a my juz mamy postanowione, ze tz jedzie w grudniu a w styczniu przyjezdza po mnie i po psiute :) w sumie wolalabym we dwojke zebysmy jechali ale mi praca zaczyna sie od stycznia a jemu odrazu jak przyjedzie czyli ja narazie bede siedziec i nic nie robic, a chcemy jak najmniej stracic kasy bo wiadomo ze na pocztek trzeba miec najwiecej, ja narazie mam od kilku dni prace dorywcza to tez troche dorobie, a przynajmniej nie bede musiala Luny zostawiac u rodzicow :shy: z tym to by mi bylo najciezej... ehhh strasznie ciezko tutaj z praca :( szkoda zaba[b] ze twoj sie na Ciebie zlosci... przeciez zalezy Ci by bylo lepiej :(
ollinko - 17-10-2012, 10:58

powiem Wam, ze przerazaja mnie wiesci plynace z Polski. kiedy wyjezdzalam pozad siedem lat temu nie bylo za ciekawie, ale jednak nie tak zle jak teraz. prace po studiach mialam w pierwszym miejscu gdzie sie zglosilam na rozmowe :/
z mojej strony rodziny juz nikogo bardzo bliskiego tam nie mam, ale widze jak sie sprawy maja u rodziny meza, znajomych i wlos siwieje.
powiem wprost, nie wyobrazam sobie powrotu do Polski. mimo wszystko. cenie sobie to moje zycie tutaj, moze nie super zamozne ale spokojne i bez wybojow finansowych na jakie bylam narazona w moim ojczystym kraju.

anna34 - 17-10-2012, 12:08

Kolorowo to nie jest,ale jednak da się żyć moim zdaniem.
Za nic bym nie wyemigrowała do obcego kraju,ale ja mam zawód,który teoretycznie tutaj wymiera,więc o prace się nie boje narazie,zarobki marne,ale stałe.

katerina - 17-10-2012, 12:16

zaba nie dziw się swojemu partnerowi, pewnie jest zestresowany całą sytuacją, może boi się zmian a wiadomo, że najbardziej obrywa ta druga połówka, która jest najbliżej. U nas też często tak bywa, jak nie z jednej to z drugiej strony, ale później wszystko mija.
effcyk ja w cale nie mówię, że to osoby z grupą mają łatwiej, tylko pracodawcy zatrudniający takie osoby płacą mniej bo dostają dofinansowania, być może w miejscu, w którym mieszkasz jest mniej pracodawców, którzy zatrudniają osoby z grupą.
Ogólnie obserwuję jak wiele osób wokół mnie jest zdesperowanych sytuacją jaka nastała, wliczając w to mnie. Czasem tak myślę, jakie to niesprawiedliwe, przecież nie chcę wiele tylko żyć godnie i móc pracować uczciwie, ale w tym kraju to zbyt wiele.
W tym miesiącu przepracowałam 6 dni i do końca miesiąca nie zapowiada się więcej, kiedy poszłam do przełożonego porozmawiać to mi powiedział dlaczego się w ogóle dziwię, przecież swoją 1/4 etatu już wypracowałam i o co mi w ogóle chodzi. Jakby to było normalne kazać człowiekowi wyżyć za 500 zł miesięcznie :cring:

effcyk - 17-10-2012, 14:43

katerina napisał/a:
effcyk ja w cale nie mówię, że to osoby z grupą mają łatwiej, tylko pracodawcy zatrudniający takie osoby płacą mniej bo dostają dofinansowania, być może w miejscu, w którym mieszkasz jest mniej pracodawców, którzy zatrudniają osoby z grupą.

tak, ja rozumiem wiem że nie napisałaś niczego takiego :) ja napisałam ogólnikowo jak to jest z perspektywy osoby z grupą. Natomiast to że pracodawcy mają jakieś korzyści od zatrudnienia osoby z grupą, to wcale nie znaczy że osoby z grupą mogą bardzo szybko pracę znaleźć - nie tylko w mojej miejscowości, ja szukałam też pracy w Częstochowie jak i woj, łódzkim :( . Tacy pracodawcy też nie są uczciwi, spotkałam się kilka razy z tym że ktoś chciał zatrudnić osobę z grupą, a wynagrodzenie za pracę takie, że kot napłakał - nie wiem czy te osoby są w jakiś sposób gorsze, że oferuje im się tak marne pieniądze .... :(

ollinko napisał/a:
W tym miesiącu przepracowałam 6 dni i do końca miesiąca nie zapowiada się więcej, kiedy poszłam do przełożonego porozmawiać to mi powiedział dlaczego się w ogóle dziwię, przecież swoją 1/4 etatu już wypracowałam i o co mi w ogóle chodzi. Jakby to było normalne kazać człowiekowi wyżyć za 500 zł miesięcznie

ehhh .... dokładnie. Moja znajoma pracuje w sklepie z akcesoriami kosmetycznymi, zatrudniona jest teoretycznie na 1/4 etatu właśnie, ale w praktyce pracuje 8h dziennie, a w soboty 4h i ma 1200zł na rękę.

nata - 17-10-2012, 14:56

anna34 napisał/a:
da się żyć moim zdaniem

jak ktoś ma swoje mieszkanie (a nie kredyt czy wynajem) i po wielu bojach znajdzie JAKĄŚ pracę, to może i jakoś pójdzie... ale bez tego...niewiele się da.

Teresa - 17-10-2012, 16:51

dobrze mowisznata :) ale nie wyobrazam sobie wynajmowac mieszkanie w tych czasach... bynjamniej w moim miescie sa naprawde wysokie ceny.. :(
ollinko - 17-10-2012, 16:52

nata, jestem tego samego zdania. ''jakos'', ''da sie zyc'' to jednak dla mnie za malo.
moze w Pl mialam ukonczone wymarzone studia i satysfakcjonujaca prace, ale satysfakcja mnie nie utrzyma, nie zapewni godziwych warunkow mojemu dziecku. jesli chodzi o moja Ojczyzne, nie jestem sentymentalna. nie tesknie, bo i nie mam za czym.

zaba - 17-10-2012, 16:54

katerina, :) Oby. Rozumiem jego złość. I faktycznie.. może nie mieć do tego głowy.
Sama będę szperać po ogłoszeniach, a jemu dam spokój póki nie będzie nic wiadomo więcej :)

Teresa - 17-10-2012, 17:00

ja caly czas szukam pracy i w suemie znalazlam ale bez umowy :( moze w Irlandii tez nie bede jej miala ale przynajmniej zarobki beda wieksze i tak jak mowi ollinko satysfakcji sie nie utrzymamy :( a ja tez nie jestem sentymentalan wiec jakbym mogla to bym i na Antarktydzie zamieszkala
zaba - 17-10-2012, 17:05

ollinko, Teresa, jak ja patrzę, co się dzieje w tej Polsce to... szkoda słów. Jako dziecko zawsze marzyłam, że skończę studia, znajdę pracę i będzie pięknie. A teraz? Wiem, że muszę skończyć studia, ale co dalej? Czy tż się w Polsce utrzyma? Jak później utrzymać rodzinę? :(
Teresa - 17-10-2012, 17:18

rozumiem Cie bo ja mam tez ten problem... w sumie problem z mieszkaniem, dostalismy mieszkanie na wlasnosc w prezencie slubny i teraz nagle sa awantury wypominanie, zalowanie ze strony rodziny ze nam je daja, bo jeszcze nie ejstesmy prawowitymi lwascicielami... po katach dowiedzialam sie ze jedna osoba chce isc do sadu jak my je dostaniemy i strac sie o splate mieszkanie bo jako syn wlasciciela mu sie bardziej nalezy... i z jednej strony jestesmy w swietnej sytuacji bo przy 3 pokojowym mieszkaniu nasze rachunki wynosza 400zl a z drugiej strony zaraz nie bedziemy mieli gdzie mieszkac.. kabaret :D :D ja juz oznajmilam ze nie chce tego mieszkania moga sie nim wypchac...i i to kolejny powod naszej wyprowadzki
Brioche - 17-10-2012, 18:52

Czytając to, co tu piszecie i widząc na własne oczy co się w tym kraju dzieje coraz poważniej myślę o wyjeździe na studia do Niemiec. Języka uczę się od 3 lat w szkole i prywatnie. I chyba zamiast iść na wymarzony profil prawny do LO a później na studia prawnicze, po prostu pójdę na profil z rozszerzonym niemieckim i wyjadę na studia za granicę. To wszystko mnie przeraża. Nawet moi rodzice mówią, że w Polsce będzie mi ciężko.. Mój tata 1,5 r temu wyjechał do pracy do Włoch. Od tamtej pory żyło nam się wszystkim o 1000000% lepiej. Teraz wrócił i niestety cała rodzina widzi różnicę w tym, ile pieniędzy mamy i na co możemy sobie pozwolić. W Polsce jest na prawdę bardzo ciężko.. ;x
nata - 17-10-2012, 21:14

ollinko napisał/a:
moze w Pl mialam ukonczone wymarzone studia i satysfakcjonujaca prace, ale satysfakcja mnie nie utrzyma, nie zapewni godziwych warunkow mojemu dziecku. jesli chodzi o moja Ojczyzne, nie jestem sentymentalna. nie tesknie, bo i nie mam za czym.
Wyjęłaś mi to z ust, bo ja też... ale cóż z tego, skoro dokładnie tak jak piszesz -
ollinko napisał/a:
satysfakcja mnie nie utrzyma
, nie mam jak zamieszkać samodzielnie, mimo dobrej - jak na polskie warunki, choć mało płatnej stałej pracy. I za chwile kończę ostatecznie studia i nie wiem co dalej. Ja się nie załamuję, ja się wściekam na to wszystko! na bycie w takiej..kropce.. :confused:
wynajem - ceny kosmiczne i bezsensowne płacenie
kredyt - 30-40 lat? A kto zapewni, przez tyle lat tutaj, stałą pracę?

zaba - 17-10-2012, 21:16

nata, o to to! Eh ta Polska...
Teresa - 17-10-2012, 21:17

co z ta Polska? :D
Nikaaa - 17-10-2012, 21:17

nata napisał/a:
i nie wiem co dalej
Jak to co? Jesse tęskni za cioteczką :D :*

A tak na poważnie to rozumiem. I nie wobrażam sobie powrotu do Polski. Żałuję, że wyjechałam tak wcześnie, przed zakończeniem studiów, ale żałuję tylko "dla samej siebie", bo wiem, że na niewiele by mi sie te studia przydały i pewnie tak samo jak Wy plułabym sobie w brodę, że straciłam czas...

nata - 17-10-2012, 21:22

Nikaaa napisał/a:
Jak to co? Jesse tęskni za cioteczką

hyhy z Poliną byłyby jak siostry :D

No ale to też ryzyko, jeszcze kilka lat temu pewnie nie miałabym rozterek a teraz znów obawiam się rzucić tutaj pracę bo drugiej takiej tutaj nie znajdę :beated:
Nikaaa napisał/a:
że straciłam czas...

i w moim przypadku - niemałe pieniądze na te studia :-P .. choć Bogu dziękuję że poszłam na zaoczne i jednocześnie do pracy, bo CV puste nie jest, mimo to na nic więcej nie mam co tutaj liczyć :-o

neravia - 17-10-2012, 21:33

Ja wracam do Polski studiować (jak się uda) bo tu nie widzę takiej możliwości a bez wykształcenia nie mam możliwości na rozwój, pracę którą lubiłabym itp. Co będzie po skończeniu studiów - zobaczymy, ale doświadczenia i przepracowanych lat tutaj nie wykreśli mi nikt w cv ;) Nie mówię tu o kierunkach popularnym, po którym pracy brak, polskich socjologów, pedagogów i innych o podobnych specjalizacjach - tu jest masa takich ludzi pracujących w fabrykach, w restauracjach itp..
Patrząc na moich znajomych, którzy przyjechali tutaj z konkretnym, potrzebnym fachem w ręku- weterynarze, lekarze, pielęgniarki - no cóż, słabo wypadam przy nich.. i mimo, że posiadam tutaj stałą pracę, chcę czegoś więcej od życia, i przyszłym celem będzie dobre wykształcenie. (oby się tylko udało..)

nata - 17-10-2012, 21:40

neravia, to jest dobre założenie, o ile... jest taki kierunek który faktycznie nie jest popularny, po którym będą większe szanse na prace (czy to tu, czy to tam) i który Cię pasjonuje ;-) .. bo studiowanie tylko po to, żeby była praca , ale bez pasji, bez zainteresowań, bez chęci w danym kierunku, albo kończy się kiepsko, albo jest po prostu smutne :( Ja bym np nie umiała iść na coś co totalnie mnie nie kręci a tylko po to by mieć po tym szanse na prace - a takich desperatów nie brakuje
neravia - 17-10-2012, 21:49

nata, jasne że mówię tu o kierunku który jest praktycznie mim marzeniem. Ciężko byłby studiować coś, czego się nie lubię :-o
jeśli chodzi o naukę i emigrację, uważam, że te pierwsze warto zrobić w Polsce, studia za granicą są niesamowicie drogie.

nata - 17-10-2012, 21:54

neravia, no to dobrze, trzymam zatem kciuki by się udało ;-)

neravia napisał/a:
studia za granicą są niesamowicie drogie.

Slyszałam własnie jakie są koszta.. jedynie ciekawi mnie jak jest z organizacją, programem studiów, kadrą no i samą renomą uczelni - czyli rzeczami, na które ja osobiście tutaj muszę ponarzekać i to niemało :-P

ollinko - 17-10-2012, 22:09

na pewno od groma kosztowny jest uni, dlatego tez raczej nie patrze w tym kierunku tutaj, poza tym doszlam do wniosku ze jeden taki papier mi wystarczy ;)
ale mysle ze rozsadnym rozwiazaniem jest college - tanszy i daje fach do reki. jestem na etapie szukania czegos co by mnie zainteresowalo, mam nadzieje wykorzystac nieco macierzynski - czy sie uda zobaczymy... college moim zdaniem latwiej takze dopasowac pod katem czasowym, sa zajecia dzienne, wieczorowe, raz czy dwa w tygodniu... a mowiac brutalnie acz obiektywnie anglicy nie sa zbyt chetni do nauki i czlowiek z papierem jest czlowiekiem w cenie. przynajmniej takie sa moje obserwacje.

neravia - 17-10-2012, 22:11

nata, jeśli chodzi o studia w irlandii - tutaj kończy (a właściwie i zaczyna) uniwersytety sama elita , szkół uniwersyteckich jest mało , (nie tak jak w Polsce teraz..) nie ma tutaj studiów bezpłatnych, za dzienne studia na prestiżowych kierunkach płaci się czasami po kilka tysięcy euro za semestr, trzeba mieć zamożnych rodziców oraz mieć bardzo wysokie wyniki w szkole średniej żeby się dostać. Są też inne szkoły - można powiedzieć odpowiedniki politechnik, ale inne zasady panują tam czasami, np rozpoczynając jakiś kierunek, po każdym roku dostaje się certyfikat i można zakończyć naukę ale można też kontynuować i zdobyć po 3 latach tytuł licencjata, potem i magistra. W Irlandii nie ma studiów zaocznych (w weekendy), w trybie niestacjonarnym są tylko wieczorowe i to tylko na niektórych kierunkach.
kolorowooka - 18-10-2012, 15:58

neravia nie wiem w ktorej Irlandi mieszkasz ale tu w Szkocji i jak sie domyslam w calej UK na czesc uniwesytetow mozesz isc za darmo jesli ty lub twoi rodzice (o ile jestes jeszcze od nich zalezna finansowo) macie Working Tax Credit. W innym przypadku mozna strac sie o dofinansowanie z SAAS http://www.saas.gov.uk/ (na terenie Szkocji) a na ternie Anglii https://www.gov.uk/browse...student-finance

nata mialam kontakt z Polakiem ktory studiuje w Edynburgu na wydziale kinematografii. Dostal sie tu na zasadzie wymiany. Mowil mi, ze bardzo sie cieszy, ze mu sie udalo, bo w polskiej uczelni to byla tylko teoria z ogladaniem sprzetu, a tutaj ma do dyspozycji caly sprzet potrzebny filmowcowi i jego nauka polega na kozystaniu z niego. Takze, potwierdza sie to, ze tu klada duzy nacisk na realna prace, doswiadczenia a nie na wkuwaniu informacji co i jak sie uzywa.

szalej - 18-10-2012, 16:38

kolorowooka, U mnie znajomy poszedł na university of aberdeen w szkocji, dofinansowanie ma całe. Sam nic nie płaci, aż tak trudno nie było się dostać, sama teraz robie przedmioty żeby móc się dostać, ale coraz mniej mnie przekonuje... mimo, że studia są darmowe, to jednak trzeba mieć te 10 tys w kieszeni żeby wyjechać, wynająć coś i przeżyć zanim znajdzie się prace...
kolorowooka - 18-10-2012, 18:42

szalej wiadomo, ze trzeba miec kase na poczatek. Mi tylko chodzilo o to, ze nie zawsze studiowanie w UK musi byc platne.
szalej - 18-10-2012, 19:00

kolorowooka, no tak tak, ja tylko właśnie napisałam, że moze byc nie płatne :P
neravia - 18-10-2012, 20:11

kolorowooka, mieszkam w Irlandii (nie w Północnej) , tutaj tez jest jakieś dofinansowanie ale nie na cały okres nauki i zależy też od kierunków, oczywiście trzeba spełniać też pewne kryteria. Myślę, że w UK szkolnictwo jest lepiej rozwinięte, w końcu to tam znajdują się najsłynniejsze uniwersytety ;) tak czy inaczej wyjazd na studia, nawet bezpłatne, jest bardzo kosztowny, a nie zawsze może ktoś połączyć pracę z nauką, na przykładzie Irlandii: pokój w akademiku to koszt min u nas 300 euro za miesiąc, w stolicy będzie więcej, wyżywienie, bilety -na to też dużo pieniędzy trzeba przeznaczyć, nie wspominając już o materiałach do nauki. Ale jeśli ma ktoś takie możliwości to na pewno ejst to szansa :)
katerina - 21-11-2012, 11:12

Ponieważ nasze plany wyjazdu rozpłynęły się razem z naszymi oszczędnościami a trudności i problemy związane z wyjazdem nas przerosły uznaliśmy wyjazd za granicę za nierealny (w tym momencie przynajmniej) i zostaliśmy trzymając się kurczowo tego co tu mamy. W międzyczasie zwolniono mnie z pracy, teraz jestem na zasiłku (około 400 zł) :( znalazłam inną pracę, przy szyciu wózków dla dzieci a tam: praca codziennie po 10 godzin włącznie z sobotami (tu 7 godzin) na akord, brak umowy, brak jakiegokolwiek szkolenia w temacie tego co miałam tam robić, byłam zarzucana jakimiś terminami o których nie miałam pojęcia co znaczą, wytrzymałam 2 tygodnie, zrezygnowałam. Teraz dochodzę do siebie psychicznie i fizycznie. Jestem w szoku, że istnieją takie miejsca, że ludzie pozwalają się tak traktować i pracują w ten sposób po kilkanaście lat ciesząc się, że w ogóle im płacą (wychodząc około 1300 zł za te wszystkie godziny o których pisałam wyżej). Myślę, że żaden Anglik czy Niemiec nie pozwoliłby sobie na to. I właśnie dlatego w naszym kraju jest tak jak jest. Pracodawcy nie szanują ludzi a ludzie samych siebie. Teraz szczerze mówiąc boję się szukać pracy bo odbieram wszystkich pracodawców jako krwiopijców, możesz się starać, pracować uczciwie a oni tylko patrzą żeby wykorzystać. Polska to nie jest kraj dobrych ludzi niestety :( może piszę to pod wpływem urazu ale ręce mi już opadają bo wiem dobrze że gdybyśmy mieli zasadę "ja uczciwie pracuję ty mi uczciwie płacisz" to nasza gospodarka wyglądałaby inaczej. Jestem bardzo rozżalona :cring:
zaba - 21-11-2012, 11:18

katerina, :* Tak to niestety jest w Polsce. U mnie w domu też nie za wesoło, bo mama zwalnia się z pracy bo firma się sypie. Wszyscy "głównodowodzący" zwalali wszystkie sprawy na nią.. I psychika jej siadła, a w dodatku wypłat prawie nie dostają. Odbija się to w domu na wszystkich, bo narzekają, więc i mi odechciewa się tam przyjeżdżać i wysłuchiwać żali, bo ktoś to czy tamto.. Do tego ja i siostra jesteśmy na studiach. Ona ma pracę na pół etatu, ja niestety nie jestem w stanie się sama utrzymać.. Też jest mi ciężko, bo nie wiem jak to dalej będzie...
szalej - 21-11-2012, 11:26

Eh, no ja miałam powiedziane, że odkąd skończe 18 lat to dokładam się normalnie do domowego budżetu, wiec tak czy inaczej musze pracować, tymbardziej że kupiłam sobie psa którego teraz musze utrzymac ( choć to jest ta najprzyjemniejsza część). Czasem ciężko mi jest to wszystko ogarnąć, znajomi też pytają" czemu ci rodzice każą dopłacać do domowego budżetu, bez sensu" no, ale też trzeba jakoś rodzicom ułatwić, nie? Ileż można na darmowym siedzieć, kiedy oni sobie wszystkiego odmawiająbo "dzieci i dzieci" :doubt:
Straaasznie chciałabym wyjechać :(
Poza tym, ja mam ogromny problem wogóle z pójściem na rozmowe kfalifikacyjną! Trzymam się cały czas jednej pracy, którą mam oczywiście bez umowy, za kase nie dużą, ale po prostu wizja pójścia do nowej pracy, pójścia wogóle na rozmowe, zostawienie tego co znane i bezpieczne, a może w tamtej pracy będę musiała więcej pracować za taką samą kase... :(

zaba - 21-11-2012, 11:29

szalej, u mnie jest na odwrót - oni chcą, żebym się uczyła a nie pracowała. Kusi mnie od przyszłego roku wrócić do Sanoka, iść na zaoczne (jakoś bym kasę odłozyla, poza tym mam 2 lokaty) i pracować w domu i zamieszkać z Mateuszem. Ale o tym planie wie tylko on i ja..
katerina - 21-11-2012, 12:11

szalej ja doskonale wiem o czym mówisz, pójście na rozmowę kwalifikacyjną to dla mnie trauma, zupełnie tracę pewność siebie do tego cały poranek siedzę w ubikacji bo mam biegunkę ze stresu. To śmieszne wiem, dorosły człowiek a zupełnie nie radzi sobie ze stresem ale tak mam i gdybym mogła nie odchodziłabym z poprzedniej pracy bo to był dla mnie tak bezpieczny znajomy grunt jak dom ale sami mnie wywalili :( Zmiany to coś czego nienawidzę, jak już sobie wykopię jakąś norkę i się w niej urządzę to siedziałabym tam do końca świata nie wytykając nosa na świat zewnętrzny :-P
Nikaaa - 21-11-2012, 12:37

katerina napisał/a:
Myślę, że żaden Anglik czy Niemiec nie pozwoliłby sobie na to.
I tak i nie. W mojej firmie ludzie pracują ciężko fizycznie za minimalna stawke, po 12 godzin dziennie. Również praca na nockach jest za minimalna stawke. Nie płacą ekstra za nadgodziny, pracujemy zepsutym sprzętem, (teraz w zimie) często 12 godzin na zimnie i przeciągu, a szefostwo odpowiada na to "nie podoba Ci się to idź do domu, my nie możemy z tym nic zrobić".
Próbowaliśmy zawalczyć werbując ludzi do związku zawodowego, ale zapisało się może 3 Anglików, bo każdy się boi. I w sumie mają rację - mojego TŻta zwolnili. Oczywiście pod innym pretekstem, ale każdy dobrze wie, że bali sie związku zawodowego - sprawa o niesłusze zwolnienie toczy sie w sądzie.

Nie wiem jak jest w Niemczech, ale w Anglii dobre lata skończyły się dawno temu i troche wkurza mnie przekonanie, że tutaj ludzie śpią na kasie, zmieniają prace jak rękwiczki, bo jak Ci coś nie spasuje to idziesz sobie do innej. Otóż nie. Tutaj ludzie również płacą czynsz, rachunki (non stop jakieś podwyżki), płacą kuriozalne ubezpieczenia za samochód (nie ubezpieczysz się na mamę czy tatę, którzy mają zniżki i jest taniej - każdy ubezpiecza się na siebie i za każdą kolejną osobę chcącą jeździć danym samochodem trzeba zapłacić), kupują paliwo czy jedzenie, a pracodwacy coraz mniej szanują pracowników, bo niestety ale w obecnych czasach o stałą prace na umowę strasznie ciężko.. Więc "jak nie Ty to ktoś inny.."

Paseczka - 21-11-2012, 12:49

Wiecie co? Ja tego tak do końca nie rozumiem...

Arek Prowadzi swoja firmę
Ja prowadzę swoja firmę
Do tego ja pracuje jeszcze na dwa etaty, Arek teraz na jeden dodatkowy. Płacimy za wielki dom, pomagamy rodzicom i jeszcze nam zostaje kasy na życie i starty. Ja mam średnie, Arek niedokończone wyższe...

cholernie boje sie rozmów kwalifikacyjnych. A zaszę jak na nie idę wyobrażam sobie, że oni wszyscy są nadzy- poprawia mi się humor w ten sposób i jakoś daje radę

A nerwicę mam niezła- dwa razy oblałam egzamin z prawa jazdy tylko przez nią...

Może instruktor jazdy nie był w moim typie, bo nie umiałam go sobie wyobrazić nagiego?

;D

Nikaaa - 21-11-2012, 12:54

Paseczka napisał/a:
Wiecie co? Ja tego tak do końca nie rozumiem...



Arek Prowadzi swoja firmę

Ja prowadzę swoja firmę

Do tego ja pracuje jeszcze na dwa etaty, Arek teraz na jeden dodatkowy. Płacimy za wielki dom, pomagamy rodzicom i jeszcze nam zostaje kasy na życie i starty. Ja mam średnie, Arek niedokończone wyższe...



cholernie boje sie rozmów kwalifikacyjnych. A zaszę jak na nie idę wyobrażam sobie, że oni wszyscy są nadzy- poprawia mi się humor w ten sposób i jakoś daje radę
Mój TŻ ostatnio był na urlopie w Polsce. Wrócił zdołowany, bo wszyscy jego kumple radza sobie lepiej niż on tutaj w UK. Mają fajne samochody, własne mieszkania i do tego czas i kase na wyjście do knajpy.. Większość z nich również z wykształceniem średnim, nieliczni skończyli jakieś 2-letnie studium..
Paseczka - 21-11-2012, 12:56

Czyli można sobie poradzić i być z tego zadowolonym?
Nikaaa - 21-11-2012, 13:17

Ja myśle, że wszędzie jest tak samo i wydaje mi się, że to w dużej mierze zależy (nie oszukujmy się) od szczęścia. Mieszkałam przez jakiś czas z chłopakiem, który wyjechał z Polski (tutaj akurat zmusiła go sytuacja życiowa, nie finansowa). Najpierw był miesiąc w Londynie - dorwał prace przez agencje w okresie przedświątecznym. Popracował 2 tygodnie, po tym czasie mu podziękowali, bo zapotrzebowanie na dodatkowe ręce do pracy się skończyło. Przyjechał w nasze rejony, mieszkał ponad miesiąc czasu kątem u brata mojego TŻ, nie znalazł pracy, potem gościna sie skończyła więc wynajął u nas pokój wydająć ostatnie oszczędności. Dopiero po prawie 3 miesiącach udało mu się znaleźć prace w tej samej firmie co ja. Pracuje na nocki, za minimalną stawkę.

Z koleji kuzyn mojego TŻ znalazł pracę po 2 tygodniach - za moim pośrednictwem. W rozmowie z moim tatą wyszło, ze potrzebują jedną osobę do ekipy na budowę i akurat udało mu sie załapać. Nie zna języka a zarabia więcej niż ja..

Nie ma na to reguły. Ale nie można wierzyć i liczyć na to, że jak się wyjedzie za granicę to skończą się wszystkie nasze problemy. Tutaj wcale nie jest lepiej. Szczególnie dla osób bezdzietnych.. Bo mając chociaż jedno dziecko można liczyć na zasiłki. Podobnie jak niektóre zasiłki, o które można sie ubiegać dopiero po skończeniu 25 roku zycia.

Paseczka - 21-11-2012, 13:25

jak byłam na kursie prowadzenia własnej działalności to spytano mnie co lubie robić... chyba najgorsze pytanie w moim życiu.

Ale jak sobie na nie odpowiedziałam to w kilka miesięcy zaczęły kończyć sie moje problemy. I mam prace którą lubię, do której jestem przekonana, dużo wolnego czasu, więc również czas na psiaki.

Może też warto sobie na to pytanie odpowiedzieć?

zaba - 21-11-2012, 13:30

A ja mam takie pytanie.
Czy wg. Was warto przenosić się z małego miasta rodzinnego do dużego miasta, żeby znaleźć lepszą pracę?
U nas jest taka sytuacja. Mateusz pracuje w Sanoku, fakt faktem zarabia ok. 1500 zł. Ja na razie studiuję.
Ale mamy rodziców na miejscu. Na moich rodziców działce jest naprawdę dużo miejsca na wybudowanie domu. Czy zatem warto uciekać np. do Rzeszowa gdzie teraz jestem za pracą, płacąc za wynajem mieszkania, szukając pracy i nie wiadomo czy się lepszą znajdzie, czy lepiej zostać u siebie?

Nikaaa - 21-11-2012, 13:36

zaba, ciężko odpowiedzieć na takie pytanie. Ale z drugiej strony jeśli przyjdzie Wam płacić za wynajmowane mieszkanie ( a większych miastach czynsz jest z reguły wyższy) to chyba na jedno wyjdzie, czy zostaniecie u siebie za niższą płace czy wyjedzecie. A jeśli nie uda się znaleźć lepiej płatnej pracy to będziecie w tyle ;) Moje zdanie jest takie, że warto się trzymać obecnej pracy, szczególnie w tych niepewnych teraz czasach. Ale ja mam mało przebojową nature jeśli chodzi o takie sprawy :P Niby mówi się, że kto nie ryzykuje ten nie ma, ale trzeba mieć też łeb na karku i mysleć racjonalnie. Najlepiej zestawić sobie plusy i minusy i zobaczyć co z tego wyjdzie ;)
zaba - 21-11-2012, 13:41

Nikaaa, właśnie znajoma usilnie mi wmawia, że w Rzeszowie będzie nam lepiej.
Ok, jej dobrze, bo tu mieszkała od dziecka, mają działkę pod dom i gdzie mieszkać nie płacąc czynszu.
A my? Chcąc wynająć coś dla siebie trzeba liczyć się z kosztami ok. 1000zł za sam wynajem. Plus rachunki i na życie...
A w Sanoku. To co by na start więcej zarobił, poszłoby na mieszkanie. Więc wychodzi na zero. Gdzie ja znajdę pracę, nikt nie wie.
Tak jak mówię. Marzy każdemu się własny dom - w Rzeszowie czy pod kupić działkę, to dobre paręnaście lat trzeba odkładać. A w Sanoku działka tylko czeka. Fakt faktem zaraz obok rodziców, ale.. Tu też są plusy. Jak to Mateusz powiedział: "Przyjdą kiedyś dzieci, babcie czy dziadkowie będą pod ręką". Nawet wynajem mieszkania... Patrzyłam to koszty ok. 600 zł plus media.

Nikaaa - 21-11-2012, 13:48

zaba, macie ten plus, że Twój Mateusz już prace ma. Wyjeżdżając do Rzeszowa oboje będziecie musieli sie starać o nową pracę. A pracy od ręki sie nie dostaje. I tak jak piszesz - macie czekającą działke, odchodzą koszty kupna. A i pomoc rodziców zawsze się przyda :) Co prawda bliskie sąsiedztwo nie zawsze wychodzi na dobre, ale to też kwestia charakteru i podejścia rodziców ;)
mibec - 21-11-2012, 13:51

Nikaaa napisał/a:
Tutaj wcale nie jest lepiej.
moze to zalezy od szczescia, nie wiem... Ja uwazam ze jest lepiej, bo mi i moim znajomym jest lepiej - w Polsce moglam pomarzyc o domu, dwoch samochodach i nie martwieniu sie o rachunki, a tutaj to mam; oczywiscie kazdy wydatek jest przemyslany, nie stac nas na marnowanie pieniedzy, ale w Polsce czesto brakowalo nam na rachunki, a wyjscie zeby cos zjesc zdarzalo sie moze ze 2-3 razy w roku.
Nikaaa napisał/a:
Pracuje na nocki, za minimalną stawkę
mam kilku znajomych pracujacych na nocki - narzekaja, bo srednio zdrowy taki tryb zycia, ale pieniedzy im nie brakuje, wiec nie wiem jakim cudem u Was moga placic tak malo, bez dodatku za prace w nocy.
zaba - 21-11-2012, 13:54

Nikaaa, no właśnie. Fakt, sąsiedztwo rodziców, nie zawsze dobre, ale.. Kwestia podejścia jak mówisz. Nie narzucą nam niczego, a to mogę zapewnić, że są bardzo kompromisowi. Przyjmują nasze racje i nie naciskają. Więc wydaje mi się, że nawet wyszłoby to na plus. Tata miałby z kim mecze oglądać :D
A i kiedyś... jak już rodzice by mieli nawet swoje lata, nie będzie problemu co zrobić, jakby nie daj Boże się pochorowali. A zawsze to jest to, że nie mieszka się RAZEM. Bo na to nigdy bym się nie zgodziła.

Nikaaa - 21-11-2012, 14:06

mibec napisał/a:
moze to zalezy od szczescia, nie wiem...
No tak, napisałam, że to zależy i
Cytat:
mam kilku znajomych pracujacych na nocki - narzekaja, bo srednio zdrowy taki tryb zycia, ale pieniedzy im nie brakuje, wiec nie wiem jakim cudem u Was moga placic tak malo, bez dodatku za prace w nocy.
Nie ma nigdzie przepisu mówiącego o tym, że praca w nocy powinna być lepiej płatna niz ta na dniówce. To jest indywidualna kwestia pracodawcy. Nadgodziny również są liczone po minimalnej stawce. I związek zawodowy nie był w stanie nam pomóc w tym temacie :shy:
No i zgadzam się, że to zalezy od szczęścia. Jak wspomniałam wyżej. Mamy w Polsce, we Wrocławiu, znajomych, którzy nie skończyli żadnych studiów, ale nie mogą narzekać na brak kasy ;)

Chodziło mi tylko o to, że o prace w UK również, tak jak w Polsce, trudno i warunki często nie są idealne ;)

Paseczka - 21-11-2012, 15:07

Z drugiej strony ja mogę na to patrzeć również od strony pracodawcy.
Przez dwa lata zwolniłam 7 osób. Moja firma nie jest duża, to jedyne 11 osób, ale i tak wiem, że niektórzy się mnie boją.

Wielu moich znajomych składało CV z Listem do mojej firmy- nikt nie został zatrudniony, poza 3 moimi byłymi przyjaciółkami, które błyskawicznie po skończeniu okresu próbnego wyleciały na zbity pysk.

nie płace dużo, ale z wypłat ludzie są zadowoleni. Dostają za wykonane zlecenie środki, a nie za godzinę. Więcej papierowej roboty z tym wszystkim, ale tak się bardziej opłaca.

I sama wiem, ze w tej branży nie zatrudniłabym nikogo kto nie jest pewny siebie i na rozmowę przychodzi roztrzęsiony...

To samo ma tż u siebie.

na wczorajsza rozmowę kwalifikacyjna do jego firmy przyszło 6 osób, czyli wszystkie umówione, ani jedna nie została przyjęta.

I czesto się mówi źle na szefów, ale wiem, że gdybym popuściła pasa i była normalną dziewczyna w firmie, to wleźliby mi na głowę, a straty bym miała straszne na koncie...

katerina - 21-11-2012, 15:32

Denerwuje mnie, że gdy tylko napiszę, że za granicą mogłoby być lepiej większość osób mieszkających tam zdaje się być urażona, jak gdybym wmawiała im, ze tylko tu w Polsce jest ciężko a tam manna z nieba leci i wszystko przychodzi samo. Nie jest tak, mam świadomość że wszędzie w pracę trzeba włożyć wysiłek i ja jestem w stanie to robić jednak, tu w Polsce idziesz do pracy niejednokrotnie nie wiedząc czy w ogóle ci zapłacą, bo na okres próbny nie dadzą umowy a jak nie masz umowy to nie masz jak walczyć o pieniądze bo jak udowodnisz że pracowałaś w tej firmie miesiąc? Ja przejechałam się już kilka razy i to właśnie dlatego każda rozmowa każda próba podjęcia nowej pracy wiąże się u mnie z niesamowitym stresem.
Lata tych różnych doświadczeń zamknęły mnie na ludzi a już zwłaszcza na pracodawców i byłam w różnych miejscach a do tej pory żaden pracodawca nie zmienił mojego złego zdania. No cóż, może po prostu mam pecha i jeszcze kiedyś uda mi się trafić w takie miejsce w którym nie będę miała powodów do narzekań.

Andante - 21-11-2012, 15:39

Paseczka napisał/a:
Ja prowadzę swoja firmę
Do tego ja pracuje jeszcze na dwa etaty

Paseczka napisał/a:
mam dużo wolnego czasu

Zdradź sekret, jak to się robi, bo dla mnie praca na dwa etaty znaczy 16 godzin dziennie, do tego prowadzenie własnej firmy. Chyba, że czegoś nie zrozumiałam. :)

Nikaaa - 21-11-2012, 15:45

katerina, zacytowałam Twoje słowa, ale nie kierowałam tego personalnie do Ciebie. Za granicą owszem, MOŻE byc dużo łatwiej, ale nie musi, tak samo jak w Polsce można znaleźć fajną, dobrze płatna pracę i być zadowolonym ;)
Chciałam tylko napisac, że wszędzie jest tak samo i w dużej mierze zalezy to od szczęścia. Znam zarówno szczęsliwych i nieszczęsliwych ludzi tutaj jak i w Polsce. Co chwilę słyszy się o Polakach w UK zbijających żony, dzieci a na końcu siebie, bo siadaja psychicznie z powodu długów i problemów. Ostatnio była sprawa bezdomnych Polaków w Londynie, którzy spłoneli w jakimś opuszczonym budynku..
I tylko nie spodobało mi się stwierdzenie, że Anglik nie zgodziłby się na pracę w złych warunkach, bo z tego co zauważyłam w moim otoczeniu jest całkowicie odwrotnie - to Polacy staraja sie wlaczyć o swoje prawa i poprawić warunki w pracy podczas gdy Anglicy siedzą cicho bo się boją i "i tak to nic nie zmieni".

Paseczka - 21-11-2012, 15:50

Andante,
W jednej firmie jestem zatrudniona na zasadzie 24/48h
w drugiej mam ilość spotkań w tygodniu do odbycia a każde spotkanie dodatkowe to nadgodziny

da się wszystko połączyć.

nathaliena - 21-11-2012, 16:11

Paseczka napisał/a:
da się wszystko połączyć.
nie chcę nikogo urazić, ale po prostu w to nie wierzę. Na kilometr wyczuwam, ze coś tu nie pasuje. I możecie mnie zlinczować, ale... wyrażam tylko swoje zdanie. Mam do tego pełne prawo :lookdown:
Nikaaa - 21-11-2012, 16:12

nathaliena napisał/a:
Paseczka napisał/a:
da się wszystko połączyć.
nie chcę nikogo urazić, ale po prostu w to nie wierzę. Na kilometr wyczuwam, ze coś tu nie pasuje. I możecie mnie zlinczować, ale... wyrażam tylko swoje zdanie. Mam do tego pełne prawo :lookdown:
Podzielam Twoje zdanie :#
katerina - 21-11-2012, 16:30

Nikaaa zdenerwowałam się bo wcześniej były już wypowiedzi typu "wszyscy myślą że Anglia to raj". Pewnie wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Jeśli chodzi o Anglików to wyraziłam taki pogląd bo opowiadał mi o nich znajomy, który pracował w Anglii. Mówił, że Anglik woli siedzieć na zasiłku niż pracować za najniższą krajową, może Ty mieszkasz w jakimś innym rejonie a może to co mówił znajomy było podkolorowane. Mówił też że tam pracujesz tydzień na rachunki a trzy tygodnie po to żeby żyć a tu w Polsce żyjesz żeby pracować. Jeśli chodzi o Niemców to akurat w tym kraju byłam i oni się szanują naprawdę.
Nikaaa - 21-11-2012, 16:38

katerina napisał/a:
Jeśli chodzi o Anglików to wyraziłam taki pogląd bo opowiadał mi o nich znajomy, który pracował w Anglii. Mówił, że Anglik woli siedzieć na zasiłku niż pracować za najniższą krajową, może Ty mieszkasz w jakimś innym rejonie a może to co mówił znajomy było podkolorowane.
Kiedyś i owszem. Teraz rząd się powoli bierze za "beneficiarzy" i już nie tak łatwo siedzieć na zasiłkach i nie pracować. Chociaż przyznam szczerze, że nie mam znajomych Anglików siedzących na befeitach, mówiłam o tych pracujących, którzy biorą to co dają a nie wybrzydzają z robotą ;)
katerina napisał/a:
Mówił też że tam pracujesz tydzień na rachunki a trzy tygodnie po to żeby żyć a tu w Polsce żyjesz żeby pracować.
Myślę, że to była przenośnia.. Bo przykładowo ja tygodniowo zarabiam 200-230 funtów a miesięczne opłaty kosztują 800-900. Więc w pojedynkę ciężko sobie tutaj poradzić. Żyjemy z TŻ we 2, jego miesięcza wpłata w 90% pokrywa rachunki. Do tego min. 100f na paliwo co miesiąc, 60f karma dla psa + zawsze coś wypadnie - czy to naprawa samochodu, przegląd, podatek drogowy 2 razy do roku, wet, czy coś się w domu popsuje..

Na rachunki nie brakuje, ale nie mogę powiedzieć, że nam się przelewa..

nata - 21-11-2012, 16:40

Paseczka napisał/a:
Andante,
W jednej firmie jestem zatrudniona na zasadzie 24/48h
w drugiej mam ilość spotkań w tygodniu do odbycia a każde spotkanie dodatkowe to nadgodziny

Czyli ile faktycznie godzin dziennie pracujesz?

Nikaaa napisał/a:
nathaliena napisał/a:
Paseczka napisał/a:
da się wszystko połączyć.
nie chcę nikogo urazić, ale po prostu w to nie wierzę. Na kilometr wyczuwam, ze coś tu nie pasuje. I możecie mnie zlinczować, ale... wyrażam tylko swoje zdanie. Mam do tego pełne prawo
Podzielam Twoje zdanie

No cóż.. mi też to pachnie bujdą :-P

Paseczka - 21-11-2012, 16:42

co trzci dzień 24 godziny. W pozostałe dni ok. 9-10 godzin.
nata - 21-11-2012, 16:44

Paseczka, i masz jeszcze tyle czasu na prowadzenie domu, firmy i wychowywanie psów, oraz jakieś tam dodatkowe typu - forumowanie się czy spanie chociażby?
Doba ma 24h, raczej nikogo w to nie wkręcisz, że da się inaczej :-P

ollinko - 21-11-2012, 19:56

ciekawa dyskusja.
z mojej strony moge powiedziec ze jest mi znacznie lepiej. podobnie jak Mibec, poziom zycia wzrosl mi ogromnie ;) dom, samochod to nie problem jak w Polsce, rozrywki, nieprzemyslane zawsze zakupy - to nie problem. w Polsce tego nie mialam.
moze tylko zweryfikuje info a propos zasilkow na dziecko ;) nie jest tak slodko niestety, macierzynski jest duzo nizszy niz moja pensja przed urodzeniem dziecka, a te hura zasilki to 20f. tygodniowo na dziecko, poki bedzie sie uczyc. w dalszym ciagu jest to mniej niz zarabialam. ale, fakt faktem w dalszym ciagu nie narzekamy finansowo, jest w porzadku.

i zgodze sie z przedmowcami, ze sporo to kwestia szczescia, jednym sie udaje innym nie... a w Polsce jest jednak ciagle sporo ludzi nie narzekajacych na brak zlotowek... i szczesc im boze :)

Andante - 21-11-2012, 19:56

No cóż, ja pracuję na półtora etatu i ledwo zipię, jak do domu wracam. A tam na mnie czekają dwa stęsknione psy i duży dom do "obróbki". Ale stara juz jestem, więc i wydolność mniejsza. :-P
P.S. To komentarz do wątku Paseczki. Nie dotyczy emigracji.

neravia - 21-11-2012, 19:59

Paseczka, zdradź ten sekret i napisz czym Ty się dokładnie zajmujesz? :) bo chyba masz najlepszą na świecie receptę na życie ;D
katerina, jeśli chodzi o "mój" rejon, to gdy się pracuje, nawet za minimalną, to życie jest łatwiejsze niż za minimalną w Polsce, ale tak jak wcześniej dziewczyny wspominały wszystko zależy od szczęścia..
tu też istnieją pracodawcy, którzy lubią wyżywać się na pracownikach, wykorzystywanie i brak umowy - to też tu jest, chociaż mam wrażenie, że nie na taką skalę jak w Polsce. I też muszę potwierdzić, że moja część znajomych w Polsce radzi sobie całkiem dobrze, są młodzi, znaleźli pracę lub pootwierali firmy i po prostu - poszczęściło się im.
katerina, jeśli masz taki uraz do pracodawców, nie myślałaś o otwarciu własnej działalności, ja po powrocie mam taki zamiar..a przynajmniej spróbować, można starać się o dofinansowanie z urzędu pracy itp nie wiem jaki masz zawód, w czym pracowałaś..ale warto pomyśleć

Paseczka - 21-11-2012, 20:12

Pozyskuje sponsoringi dla sportowców. Tam mam płacone za wykonane zlecenie, godziny i dni spotkań zależą od tego jak się umówię, ważne abym odbyła ich odpowiednia ilość tygodniowo.

Co do 24/48 to jest to służba i tyle. Część z osób na tym forum wie gdzie sie odbywa, więcej mówić nie chce, a zmuszana do tego raczej nie będę.

A moja firma zajmuje się organizacją wyjazdów integracyjnych, obozów, szkoleń itd. kiedyś zajmowała sie organizacja ślubów, ale zamknęliśmy ten dział. Dlatego mam pracowników- ja musze sprawdzić czy wszystkie konspekty, które przepuścili szefowie działów zgadzaja się z kosztorysem i je klepnąć, a oni robią resztę.

katerina - 21-11-2012, 21:46

Oczywiście, że myślałam o czymś swoim, tylko nie bardzo wiem w jakim temacie mogłabym coś zdziałać. Z zawodu jestem kosmetyczką tyle że poza kilkoma incydentami praktycznie nigdy nie funkcjonowałam w tym zawodzie, krotko po skończeniu szkoły kosmetycznej trafiłam do TRW a tam szyłam poduszki powietrzne i kontrolowałam ich jakość. Więc kosmetyka poszła w las. Teraz jestem na tzw życiowym zakręcie i zastanawiam się czy jest coś co mogło by dawać mi satysfakcję i utrzymanie jednocześnie. Ale póki co nic mi do głowy nie przychodzi.
zaba teraz kilka słów do Ciebie, bo jak czytam to co piszesz to tak jakbym widziała siebie sprzed lat. Uciekłam ze wsi od rodziców tu do Częstochowy bo wydawało mi się że tu prędzej znajdę pracę itd. Teraz jest tak, że mieszkamy 60 km od siebie, mam tu mieszkanie na kredyt choć zawsze marzyłam o własnym domu. w razie gdyby przyszło na świat dziecko to jesteśmy z Markiem skazani na siebie bo mamy tylko siebie tutaj i jedno z nas będzie musiało zrezygnować z pracy. Teraz po latach uważam to za życiowy błąd, gdybym nie wyjechała pewnie mielibyśmy już własny domek (pewnie na kredyt ale lepsze to niż 45 metrów w bloku) i mielibyśmy dziecko bo rodzice byliby pod nosem i mogliby pomóc. Oczywiście mieszkanie z dala od bliskich ma wiele zalet ale uważam że więcej jest tych złych stron. Ale czasu nie da się cofnąć i muszę wypić piwo którego naważyłam.[/b]

zaba - 21-11-2012, 21:49

katerina, czyli sądzisz, że warto zostać u siebie?
katerina - 22-11-2012, 09:12

Powiem Ci tak, nie wiem jak wygląda Twoja sytuacja dokładnie, ale gdybym ja mogła cofnąć czas i stanąć jeszcze raz przed tym życiowym wyborem zostałabym na wsi.
Poza tym teraz kiedy jestem już bardziej dorosła niż wtedy widzę jak moi rodzice się zmieniają w 2 siwych dziadków a ja jestem daleko i czuję, że wiele tracę i że kiedyś będę żałować.

Timo - 21-04-2013, 22:59

Wiem ze temat zamilk jakis czas temu ale jako ekspatka I ja sie wypowiem do UK wyemigrowalam ponad dwa lata temu mimo ze mialam dobra prace ale posluchalam serca a nie rozumu I nie zaluje nie mowie ze bylo genialnie na poczatku bylo ciezko ale dalam rade:-) mam super prace ktora kocham za jiedlugo wracam na uniwerek ;-) pol roku temu kupilismy dom w razie w jakbym stracila prace Tz jest w stanie bez problemu nas utrzymac, w koncu doczekamy sie psiaka :-) ale wiadomym jest ze zalezy jak sie trafi I czy jest sie gotowym na dosc radykalna zmiane stylu zycia :-)
Nikaaa - 22-04-2013, 09:43

Timo napisał/a:
do UK wyemigrowalam ponad dwa lata temu
Jak tak patrzę po Twoich postach to widzę, że po tych 2 latach zapominasz powoli polskiego języka :P Nie obraź się ale to taki syndrom Dżoany Krupy i raczej śmieszy a nie imponuje :P
Timo - 22-04-2013, 09:58

Wybacz literowki ale posty pisze glownie z komorki bez polskich liter a co za tym idzie nie jestem w stanie pisac poprawnie jesli zdazylo sie uzywac blednych liter to przez pospiech pisalam na przerwie w pracy.


A co do zapominania jezyka bardzo mozliwe z czasem gdy nie obcuje ani w miejscu pracy ani w domu z Polakami.

Nikaaa - 22-04-2013, 11:37

Timo napisał/a:
Wybacz literowki ale posty pisze glownie z komorki bez polskich liter a co za tym idzie nie jestem w stanie pisac poprawnie jesli zdazylo sie uzywac blednych liter to przez pospiech pisalam na przerwie w pracy.


A co do zapominania jezyka bardzo mozliwe z czasem gdy nie obcuje ani w miejscu pracy ani w domu z Polakami.
Nie, nie chodziło mi o polskie znaki, bo każdy czasami w pośpiechu zjada ogonki, chociaż ja też często piszę z telefonu i staram się tego pilnować. Chodziło mi o używanie angielskich słów zamiast polskich. Bo nie uwierzę, że używając ojczystego jęsyka przez 26 lat, w 2 można go zapomnieć :D Sama jestem w UK 5 lat i nigdy mi się nic takiego nie zdarzyło, może poza miejscem pracy gdzie łatwiej mi nazwać rzecz po angielsku niż szukać polskiego odpowiednika.

Zresztą nieważne, nie chcę roztrząsać tego tematu, bo każdy sam sobie stwarza swój wizerunek i tak go odbierają inni ludzie :)

Timo - 22-04-2013, 12:09

Szczerze to ja jakos nigdy opinia innych ludzi sie nie przejmowalam a co do zapominania jezyka wyobraz sobie ze od dwoch lat po polsku rozmawiam tylko czasem na skypie z przyjaciolmi lub z rodzina przez telefon co ma miejsce jakis raz w tygodniu okolo 15 minut przez reszte czasu uzywam tylko jezyka angielskiego nie mam tutaj znajomych polakow a moj Tz jest Anglikiem w pracy jestem jedyna Polka wiec sila rzeczy mam braki jezykowe nawet moja mama zauwaza ze czasem ciezko mi znalezc polskie slowo. Do tego szkole sie z anglojezycznych ksiazek przed powrotem na uniwerek. Jezeli cie to tak bardzo razi to przepraszam.
Nikaaa - 22-04-2013, 12:33

Timo, nie razi mnie to, raczej zdumiewa. Ale naprawdę, personalnie nic do Ciebie nie mam, poprostu za każdym razem jak spotykam się z czymś takim nie mogę się nadziwić i nie mam bladego pojęcia co ludzi mają na celu tak się zachowując ;) a że ja już taka jestem, że co myślę to mówię to mam nadzieje, że kiedyś się dowiem jak to jest zapomnieć języka w tak krótkim czasie. I może by mi to było lepiej zrozumieć gdybym była w Polsce, ale że sama jetem na emigracji to wybacz, ale chyba nikt mnie nie przekona, że można zapomieć ojczystego języka w 2 lata :D

Ale tak dla ścisłości mam nadzieję, że się nie gniewasz, bo nie miałam na celu Cię urazuć :)

Timo - 22-04-2013, 14:22

Alez nie musisz mi wierzyc ze moje zachowanie nie jest celowe jednakze na prawde jezeli obcujesz z jezykiem 24/7 I w zasadzie jedyny kontakt z mowa ojczysta to okolo 1 h raz w tygodniu (sumuje moje wszystkie rozmowy po polsku) to uwierz mozesz zapomniec jezyka ;-)


A co do gniewania sie w zadnym wypadku sie nie gniewam po to jest publiczne forum by pisac co sie mysli ;-)

ollinko - 22-04-2013, 14:37

Hej Timo, widze ze plan podobny jak i ja mialam, kupno domu, potem psiura ;) mnie sie ziscilo, Tobie tez tego zycze :)
Ja na psiura bylam napalona i wczesniej, bo pare lat juz w uk siedze, ale doszlismy z mezem do wniosku ze swoje to swoje zaden landlord nie bedzie pyszczyl na zwierze :D
Powodzenia jeszcze raz :)

Timo - 22-04-2013, 14:43

Olinka ja tez od dawna marze o psiaku zwlaszcza ze z psami sie wychowywalam :-) ale dla nas warunki byly trzy pierwsze to wlasny dom, drugie duzy ogrod w ktorym moze sie bawic :-) no I unormowanie sie moich godzin pracy abysmy byli pewni ze psiak nie bedzie dluzej sam niz 2-3h co udalo sie osiagnac gdyz mam wreszcie stale dyzury :-) wiec teraz tylko musze znalezc rodzicow idealnych I kupic psiaka ;-)
ollinko - 22-04-2013, 14:52

Dwa pierwsze warunki mialam dokladnie takie same ;) a co do godzin pracy niekoniecznie, ale teraz moja sucz ma raj bo ja w domu na macierzynskim z moim baby boy ;D
Mam nadzieje ze szybko znajdziesz wymarzonego labusia, szczerze kibicuje :)

Timo - 22-04-2013, 15:11

Wiem ze zdania w kwestii czasu w jakim psiak moze przebywac sam sa podzielone ale nie mialabym serca zostawic go samego na wiecej niz 4 h a ze moja praca jest mobilna to w przerwach moge wpadac do domu I sie z nim pobawic czy wyjsc na spacer :-) zreszta teraz juz nawet koty rozbestwilam ze wracam do domu w ciagu dnia :-)


Twoja sunia to ma radoche ze pancia jest tyle czasu w domu :-) ciekawe czy jak wrocisz do pracy to szybko to zaakceptuje....


Dziekuje za kciuki przydadza sie :-) bo wybor jest bardzo wazny

ollinko - 22-04-2013, 15:43

Zobaczymy, na razie jeszcze o tym nie mysle... Nawet jak juz wroce to na pol etatu planuje, wiec nie powinno byc zle. Na razie Bezka dostala pare bonusow zeby wynagrodzic jej czas jaki poswiecamy mlodemu. Staram sie zeby miala dobrze, skoro nie jest juz nasza jedynaczka :)
Timo - 22-04-2013, 22:22

Ollinko chyba Twoje kciuki pomogły bo zakochałam się w potencjalnych rodzicach :) miot ma się pojawić około 15 maja ale już przyjmują zapisy na maluchy :) na razie napisałam do nich z zapytaniem o wiele rzeczy ale wyniki mają imponujące więc jeśli dobrze pójdzie w połowie lipca może będziemy mieli swojego malucha trzymaj kciuki ;)


A co do Waszej Bezki pewnie nie jest zbyt szczęśliwa z małego piszczącego dziecia które zajmuje czas jej rodziców :) ale jak jej staracie się zrekompensować to pewnie nie odczuwa odsunięcia aż tak bardzo :)

Ja mam teraz mnóstwo rzeczy w głowie jak wprowadzić psa do domu dwóch dorosłych kotów ;) no i jak przeprowadzić kwarantannę mając koty wychodzace no ale na to mam jeszcze czas jak już pojawi się konkretny szczeniaczek na horyzoncie to będe gruntowniej analizować temat a tymczasem ide czytać wątek o kotach i psach :)

ollinko - 22-04-2013, 22:39

Timo, bardzo sie ciesze i trzymam dalej :D :D te kciuki :D

Bezoslawa otrzymala znaczne przywileje, plus ona uwielbia malego, raczej tylko trzeba pilnowac bo instynkt macierzynski kaze jej dbac o dziecko jak o swoje szczenie ;)

a z kotami coz, uwazam ze sporo bedzie zalezalo od tego, jak kociury przyjma rozentuzjazmowane szczenie. kotka moich rodzicow nigdy nie zaakceptowala psicy, nawet jak ta byla szczeniakiem. widac bylo ze gowniara ja wnerwia na maksa i bylo po zawodach. niestety dawala jej to odczuc i efekt jest taki tych podchodow ze Bezka po dzis dzien nie trawi kotow. a jako szczenie bardzo lubila ;)

Timo - 22-04-2013, 22:49

Jeśli się uda z psiakiem przeraża mnie jeszcze podróż z nim 70 mil no ale damy radę przy odrobinie szczęścia nie będzie miał choroby lokomocyjnej jak oba moje koty :)


Będę pytała o rady jak i my zdecydujemy się posiadać dwunożne dziecko :d


Co do kotów starszy kotek jest i tak męczony przez mlodszego młodszy ma aktualnie 10 miesięcy :) więc wydaje mi się że jakoś przetrwa napady szczeniaka a jak chce uciec to chowa się na wysokich półkach :) musze tylko zainwestować w krytą kuwetę :) Moje koty uwielbiają psy tylko psy ich nie lubią i na nie skaczą więc liczę że może jakoś uda się psiaka zaaklimatyzować :) I trzymaj te swoje magiczne kciukasy :)

missy - 08-05-2013, 14:59

Nie wiem czy to dobry temat, ale chciałam zapytać o wyjazd z psiakiem do Polski.

Dzisiaj bylismy u veta, młoda została zaszczepione przeciw wściekliźnie i dostała paszport.
Vetka powiedziała żeby dowiedzieć się czy są jakieś wymagania jeśli chodzi o wjazd psiaka do Polski , wiemy tylko , że już w Polsce na 24-48 godzin przed powrotem do UK powiennismy udać się do veta na odrobaczanie i chyba jakieś szczepienie.

Czy mógłby ktoś napisać jakie sa jeszcze wymogi?

mibec - 08-05-2013, 15:12

missy, nie ma zadnych wymogow co do wjazdu psa do Polski; w razie "w" musisz miec tylko potwierdzenie ze pies ma wazne szczepienie na wscieklizne ( w Polsce szczepi sie raz w roku).

Co do powrotu do UK to tu masz wszystkie informacje:
https://www.gov.uk/take-pet-abroad

missy - 08-05-2013, 15:17

mibec, dziekuję bardzo. Dzisiaj jak zobaczyłam rachunek po wizycie to słabo mi się zrobiło , prawie 160 funtow :-o
evecious - 08-05-2013, 17:49

Coś obiło mi sie o uszy, że pies powinien byc zaczipowany żeby z nim podróżować ?

Missy sporo... :O ja za szczepienie na wściekliznę płaciłam 30zł :) paszport dla pieska w PL chyba 20-30zł kosztuje :P

mibec - 08-05-2013, 17:51

evecious napisał/a:
pies powinien byc zaczipowany
zeby mogl wrocic do UK musi miec chip ew tatuaz, ale te ostatnie sa coraz mniej popularne; choc spotkalam szczeniaka z tatoo.
missy - 08-05-2013, 18:17

evecious napisał/a:
Coś obiło mi sie o uszy, że pies powinien byc zaczipowany żeby z nim podróżować ?


zgadza się , Lexi była czipowana 2 tygodnie temu.
A dzisiaj jak szczepiła ją na wściekliznę, to tak się wydarła że aż mi ciary przeszły... i po wyjęciu igły skomlała tak przeraźliwie, że słabo mi się zrobiło !! Nie wiem czy trafiła na jakiś nerw, czy ona taka delikatna :shy:

evecious - 08-05-2013, 22:44

missy napisał/a:
evecious napisał/a:
Coś obiło mi sie o uszy, że pies powinien byc zaczipowany żeby z nim podróżować ?


zgadza się , Lexi była czipowana 2 tygodnie temu.
A dzisiaj jak szczepiła ją na wściekliznę, to tak się wydarła że aż mi ciary przeszły... i po wyjęciu igły skomlała tak przeraźliwie, że słabo mi się zrobiło !! Nie wiem czy trafiła na jakiś nerw, czy ona taka delikatna :shy:


Rico przy mnie był dwa razy szczepiony...i dosłownie zero reakcji... luzik. Może się zestresowała, albo wet faktycznie w coś trafiła? biedna Niunia
A zaczipowany był jeszcze w hodowli :)

FadGoś - 09-05-2013, 00:22

missy napisał/a:
prawie 160 funtow :-o
a czy wiesz za co tyle ???
Bo czip około 20f
szczepienia max 50f
a co by bylo do 160f :beated:

missy - 09-05-2013, 00:56

FadGoś napisał/a:
a czy wiesz za co tyle ???


czipowana była już 2 tygodnie temu.

Dzisiaj za wizyte ok 150 funtów , rachunek gdzieś schowałam ale było:
sama konsultacja: 15 funtów,
ok 45 funtów za paszport,
ok. 18 za Certifect (na kleszcze i pchły - 3 pipetki),
27 za szczepienie na wściekliznę,
5 za odrobaczanie,
i ok. 20 za krople do uszu i oczek (bo coś nam za dużo spiochów się pojawia w jednym oczku..) i jedno uszko też nieładnie wyglądało.. :-o


i tak się nazbierało :confused: , ale mam nadzieję że to ostatni taki większy wydatek...

FadGoś - 09-05-2013, 02:21

missy, na kleszcze i na odrobaczanie kupuj w necie , zawsze to taniej :)
Myslałam ze sam paszport wyniósł was 160f , dlatego byłam lekko zdziwiona , bo Ja robiąc w czasach kwarantanny płaciłam okolo 200f ( sama krew 140f) . No ale cóż , kosztowne sa tutaj nasze pieski :bad:

Nikaaa - 11-05-2013, 16:29

Ja zamawiam Frontline i Advantix na pchły na animeddirect.co.uk, maja najtaniej :)
Co do paszportu to w zeszłym tygodniu koleżanka zapłaciła u naszego weta 69,00 funciaków na wszystko (bez czipa, bo pies był juz zaczipwoany)
Ja muszę do końca sierpnia też zrobić paszport :shy:

Quaddo - 13-08-2013, 22:23

oj, nie wiedziałam, że tyle sób z emigracji. ja w krainie deszczowców- północnej Szkocji.
jest tutaj może ktoś z okolic?
dzięki za info o paszporcie. ;*
przyznam się, że nie przeczytałam jeszcze całej dyskusji.

mibec - 13-08-2013, 22:25

Quaddo, witaj w emigracyjnym kaciku :)
Quaddo - 13-08-2013, 22:51

:D tak cos podejrzewałam, tylke tu czekoladek :D

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group