forum.labradory.org

Hyde Park - Uroki życia w bloku

katerina - 12-09-2013, 18:58
Temat postu: Uroki życia w bloku
Zakładam ten temat, ponieważ chciałabym się dowiedzieć jak mieszka wam się w blokach? Czy może jesteście szczęśliwi czy dusicie się i czuje cie jak w klatce?
Ja mieszkam w bloku od kilku lat, od 3 we własnym i powiem szczerze tęsknię za domem, domem w sensie fizycznym jako budynkiem. Tutaj co chwilę ktoś remontuje, wierci, stuka, puka, nad głową mieszkają zabawowi studenci. Czasem brakuje mi cierpliwości. Uciekam wtedy na długie spacery z Ami i tak chodząc po mieście oglądam domki i myślę "jak ja wam ludzie zazdroszczę". A teraz jesteśmy jeszcze w 3 ja Ami i Marek ale za pół roku przyjdzie na świat dziecko i nie wiem jak będziemy znosić te wieczne hałasy.
A jak to wygląda u was?

tenshii - 12-09-2013, 19:06

katerina, ja od zawsze mieszkam w bloku i wiele razy myślałam nad tym czy lepszy domek czy mieszkanie i serce mówi domek - bo ogród, bo więcej pomieszczeń, taras, psy mają większą swobodę, wychodzisz i robisz grilla itp.

Ale rozum mówi jednak blok, mieszkanie. Wiadomo - bywa głośno, i są niefajni sąsiedzi, ale są też fajni, którzy pomogą, usłyszą ewentualne wołanie o pomoc. Zainterweniują gdy coś będzie się działo.

I koszty utrzymania mniejsze.

A może to tylko przyzwyczajenie? W sumie nigdy w domku nie mieszkałam :)

Cziko - 12-09-2013, 19:14

ja mieszkam w bloku od urodzenia, czyli już przeszło 19 lat. i tak jak kiedyś mi to nie przeszkadzało, tak 4 lata temu rodzice kupili działkę rod i coraz bardziej podoba się jednak perspektywa domu własnego. jak byłam młodsza to mi tak blok nie przeszkadzał, bo wiadomo, w mieście, szkoła pod nosem, wszędzie blisko. ale od ponad roku mamy nad sobą nowych sąsiadów, którym w lipcu ubiegłego roku urodziły się bliźniaki, a do tego mają 3 letnią córkę. i już mnie coś strzela, bo bliźniaki kładzione są spać o 19 (takie zasady domowe) i o 24 zaczyna się koncert płaczu, tak mniej więcej do 3 nad ranem. a rodzice w tym czasie się kłócą które ma się ruszyć do dzieci. a dzieci wyją i wyją. ale na szczęście rodzice przymierzają się do budowania na przyszły rok, co mi bardzo odpowiada. wiadomo, mieszkanie w bloku ma swoje plusy, o których pisała Ania, ale jak się trafi na kiepskich sąsiadów, to szkoda gadać..
tenshii - 12-09-2013, 19:19

Cziko, u nas z sąsiadami też nie najlepiej :P
Generalnie cała moja brama to zbiór różnych osobowości od alkoholików, przez dealerów po jeszcze ciekawszych ludzi. Ale mamy też fajnych sąsiadów. Czasami jest wyjątkowo głośno ale i wesoło bywa :P
Kiedyś jedni sąsiedzi średnio 2-3 razy w tygodniu, dokładnie między 23.30 a 1.00 nie powiem co robili, sąsiadka się darła jak orangutan, ze ściany to im się chyba tynk sypał od tego czegoś co tak o nią stukało i nie powiem - to było irytujące. Odkąd się wyprowadzili bywają tylko awantury :P :D Ale czasami to się człowiek pośmieje jak się matka z synem kłócą kto dopił ostatnie piwo :P

Milena - 12-09-2013, 19:26

Ja również całe swoje życie mieszkam w bloku i w sumie nie jest mi źle. Wiadomo sąsiedzi są różni, akurat obecnie mam trudnego sąsiada, ale nie daje mu sobie uprzykrzać życia.
Teściowie parę lat temu się wybudowali, często ich odwiedzamy więc już od dłuższego czasu przyglądam się temu wszystkiemu, owszem domek z ogrodem to cudowna swoboda, możliwość wyjścia do ogrodu, zrobienia grilla czy po prostu wyłożyć się na leżaku. Gdybym miała domek to miałabym też więcej niż 1 dużego psa i 1 małego - i bardziej o tym marzę, niż o tym domku ;) Bo posiadanie domu to też duże koszta i dużo pracy w około (szczególnie z tytułu posiadania pięknego ogrodu). Obecnie mieszkam w mieszkaniu dwupoziomowym i przestrzeni mi nie brakuje (130m2). Wcześniej mieszkałam w 60m2 i kiedy tam wracam to rzeczywiście wydaje mi się takie maciupeńkie.
Patrząc na swoje potrzeby i upodobania bardzo chciałabym mieszkać w starej kamienicy, w mieszkanku 3-4 pokojowym. Mam słabość do kamienic :)
A domek, cóż - poczeka, albo na dobrą okazję albo na emeryturę :)

katerina - 12-09-2013, 19:27

Ja mieszkam w bloku z lat 70, takim długi "jamniku" jak ja to nazywam, 4-piętrowy, 6-klatkowy, na każdym piętrze są 3 mieszkania a ściany z wielkiej płyty i ktokolwiek robi remont na którymkolwiek piętrze czy w mojej klatce czy obok słyszę wszystko jakby było za ścianą, mało tego kiedy zabawowi studenci chodzą po swoim mieszkaniu u mnie w meblach drżą naczynia. Więc myślę że mieszkanie w bloku jest dobre dla studenta lub człowieka w takim wieku kiedy chce się bawić, bo wszystko ma rzeczywiście pod nosem, zawsze jest jakaś pizzeria, bar czy kino, jak się upije to taksówka do domu takiego przywiezie. Na wsi jak się upije to może wpaść do rowu, przespać się do rana i być tematem do plotek starszych pań przez jakiś czas :D
Ale wracając do tematu, zauważyłam, ze z wiekiem coraz bardziej cenię własną przestrzeń i spokój a tego mi tu w bloku brakuje.
A i dodam jeszcze że moja przesrzeń życiowa to około 46m2 :(

Pattina - 12-09-2013, 19:29

Ja też całe życie w bloku ... najpierw u mamy teraz z Tż.
Co by tu mówić nie jest to szczyt marzeń, bo sąsiedzi różni, typowe blokowisko więc i od rana do wieczora ekipa nawalona stoi pod blokiem i imprezuje ale co zrobić
Nie stać nas na coś lepszego,może na stare lata się dorobimy domku pod miastem chociaż szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie siebie tam :P

Milena - 12-09-2013, 19:30

Chyba czułabym się trochę samotna w takim domku...
Almathea83 - 12-09-2013, 19:35

hmm ja przez 19 lat mieszkałam w domu, od 11- w przeróżnych mieszkaniach we Wrocławiu. Dopiero od niedawna zaczęłam doceniać spokój i ciszę na wsi, ale na razie nie chciałabym tam wrócić. Na weekendy jest fajnie, ale wolę jednak mieszkać w mieście. A że w bloku- trudno, wszystkiego mieć nie można :)

dom mogę mieć, ale jak się "samo" wykosi, "samo" napali w piecu i "samo" ogarnie ogród itp, strasznie dużo przy tym pracy jest, jak ktoś nie mieszkał w domu to może nawet sobie nie zdaje sprawy, jak dużo :)

Karoola - 12-09-2013, 19:37

A ja z kolei od zawsze mieszkam w domu, na obrzeżach najbardziej wieśniackiej dzielnicy miasta, między dwoma cmentarzami, wielkim parkiem i lasem. Cisza i spokój... A czeka mnie przeprowadzka do akademika, czyli trochę hardkor. Trzymajcie za mnie kciuki!
Ryniu - 12-09-2013, 19:42

Wiele osób ucieka na wieś. Tam można często kupić starsze ale tanie domki. Ja do bloku już bym nie wrócił nigdy.
tenshii napisał/a:
ale są też fajni, którzy pomogą, usłyszą ewentualne wołanie o pomoc. Zainterweniują gdy coś będzie się działo.

Na pewno w tych starszych blokach, gdzie ludzie są rzeczywiście zżyci. W nowych to jak w Internecie, każdy jest anonimowy i nic go nie obchodzi.
Ja mieszkam od niedawna w domku, gdzie wszyscy sąsiedzi mówią sobie dzień dobry. Pomagają sobie w razie potrzeby, tacy fajni normalni ludzie.

tenshii - 12-09-2013, 19:46

Ryniu napisał/a:
Na pewno w tych starszych blokach, gdzie ludzie są rzeczywiście zżyci. W nowych to jak w Internecie, każdy jest anonimowy i nic go nie obchodzi.

To raczej kwestia tego jacy to ludzie. Ja tutaj mieszkam 10 lat, niektórzy sąsiedzi są od niedawna i jestem pewna, że by pomogli. A w bloku, w którym mieszkałam lat 18 a moja mama całe życie były osoby, które by palcem nie kiwnęły gdyby się coś działo.

milka4 - 12-09-2013, 19:52

Ryniu napisał/a:
Na pewno w tych starszych blokach, gdzie ludzie są rzeczywiście zżyci. W nowych to jak w Internecie, każdy jest anonimowy i nic go nie obchodzi.
Ja mieszkam od niedawna w domku, gdzie wszyscy sąsiedzi mówią sobie dzień dobry. Pomagają sobie w razie potrzeby, tacy fajni normalni ludzie.


a ja tutaj się nie zgodzę, są jeszcze młode osiedla gdzie każdy zna każdego i nie pozostaje tylko na etapie "dzień dobry", u mnie na osiedle wiele osób sobie pomaga, szczególnie psiarze - często wychodzi się nie tylko ze swoim psem ale ze sforą psów :D :D
i jak trzeba pomocy to zawsze znajdzie się kilka osób chętnych ;D

iness8@o2.pl - 12-09-2013, 19:54

Ja od zawsze mieszkam w bloku. Blok ma 10 pięter i na każdym z nich jest 9 mieszkań.
Sąsiedzi rzeczywiście bardzo różni ja swoich nie lubię bo to straszni zazdrośnicy i plotkarze.
Przed blokiem mamy takie podwórko z ławeczkami gdzie przeważnie siedzą starsi ludzie (duo starszych ludzi!) i jak tylko ktoś wychodzi z klatki to od razu wzrok na niego i zaczyna się obgadywanie ;]
Oprócz tego wkurza mnie ,że muszę z psami zjeżdżać windą z 6 piętra i czasem ktoś wpakuje mi się do windy no ale wiadomo winda jest dla każdego. Wolałabym po prostu otworzyć drzwi i wypuścić psy albo wziąć je na spacer do lasu :) ale dom to naprawdę duże koszta więc trzeba się przemęczyć w bloku :bad:
oprócz tego mam okna na stronę zachodnią gdzie w lato przy upale nie da się wyrobić :bad:

Milena - 12-09-2013, 19:56

Dokładnie, wszystko zależy od ludzi :) U mnie w bloku, jedni w ogóle "dzień dobry" nie powiedzą, a od drugich otrzymasz pomoc bez mrugnięcia okiem.

milka4 napisał/a:
psiarze


no i to lubię w osiedlach, wychodzisz do parku i spotykasz innych psiarzy, psy się bawią a i my możemy spędzić miło czas na pogawędce

Mistycom - 12-09-2013, 20:03

Przez 7 lat mojego życia mieszkałam w jednym wielkim pokoju, w hotelu pracowniczym, ale na uboczu od miasta, w budynku otoczonym pięknym parkiem. Niestety z dala od koleżanek i kolegów. Potem, przez 14 lat mieszkałam w bloku. W miejscu gdzie miałam raz koleżanki i kolegów, potem wrogów. To było miejsce pełne zawistnych ludzi, ale póki miałam swój pokój było ok. Do szkoły blisko, wszędzie blisko - tramwaj, poczta, sklepy, rynek. Do centrum 5 minut tramwajem. Teraz mieszkam kilka ulic dalej - w kamienicy. Mieszkanie niby ogromne (72m2), ale wystarczające dla 3 osób, gdyby miało pojawić się jeszcze jedno dziecko już byłby problem. Na razie tylko na tyle możemy sobie pozwolić. Często myślę o domku z ogródkiem, ale w mieście takowego nie dostaniemy, a poza miastem juz jest problem z dojazdami. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić jak wcześnie musielibyśmy wstawać, żeby odwieźć młodego do przedszkola a nas samych do pracy. Oboje chodzimy na 7, z czego moja praca jest w centrum a męża na obrzeżach.

Tu gdzie teraz mieszkamy, przechodzę na druga stronę ulicy i synek jest juz w przedszkolu. Wychodze za róg kamienicy i mam rynek, obok rynku poczta i masa sklepów. Do pracy - 6 minut rowerem :) Wszystko pod ręką. Niedaleko park do którego moge z Luną wyjść. Nie mogę sobie wyobrazić, że mieszkając poza granicami miasta nie mogłabym niemal w laczkach wyjść po brakujące mleko czy cukier. Pomijając kwestię finansową, to mojego wygodnictwo bierze górą :P

Milena - 12-09-2013, 20:07

Jeśli chodzi o lokalizację to mieszkam w idealnym miejscu - do centrum nie daleko (10km), a miejsce między lasami, 10 minut piechotką na plażę :) To też jakaś odskocznia od krzyków i tłumów turystów mimo, że blok :)
aganica - 12-09-2013, 20:52

Ja mieszkam w bloku .. w betonach ..nienawidzę tego .. smogu wielkiego miasta.Nigdy nie lubiłam ale życie się tak ułożyło.
Chociaż mam fajnych sąsiadów, nie przeszkadzają im psy ..właściwie to nic im nie przeszkadza. Na pola nie daleko /psy mogą się wybiegać/ ale.. tęsknie za przestrzenią, lasem, ciszą i swobodą. Od wiosny zaczynam budowę, małego domku całorocznego na działce by na emeryturze/ jeśli dożyję/ przenieść się tam na stałe.
Mam pełno wątpliwości bo ..zimą jak śnieg napada to kto odśnieży bym mogła się dostać do sklepu?, czy nie zamarznę jak w kominku wygaśnie :-P , czy ktoś mi pomoże jak poczuję się gorzej.. nie wiem ale ... jak nie spróbuję to się nie dowiem :beated:

Małgosia35 - 12-09-2013, 21:43

aganica napisał/a:
jak nie spróbuję to się nie dowiem

i to jest właściwe podejście :haha:
Ja całe życie mieszkałam w bloku ,dopiero jak osiedliliśmy się w NL prawie 3 lata temu mieszkam w domu takim z kawałkiem ogródka. I chociaż mieszkanie w bloku nigdy mi jakoś nie przeszkadzało to teraz nie wyobrażam sobie powrotu do blokowiska.
Przedtem jakoś specjalnie nie tęskniłam do domku z ogródkiem ( być może dlatego ,że nie wiedziałam co tracę ) a teraz zero tęsknoty za blokiem :-P

neravia - 12-09-2013, 21:58

Moim marzeniem jest domek z własną działką, zieloną przestrzenią dookoła ale musiałoby to być w miarę blisko miasta, mieszkanie na wsi jest super ale w zimę już nie koniecznie.. a nie każdy z domowników ma własne auto, żeby dojechać na czas do pracy czy szkoły, a jak np PKP funkcjonuje chyba nie trzeba mówić :-P W bloku też bywa fajnie, jeśli ma się super sąsiadów, którzy zawsze jak coś pomogą, no i zazwyczaj nie ma problemu z ogrzewaniem czy z bardziej poważnymi remontami. tak czy inaczej marzy mi się dzień, w którym o poranku w szlafroku popijając kawkę na tarasie będę obserwować jak mój pies hasa (znaczy wtedy już psy :haha: )
mibec - 12-09-2013, 22:24

Mieszkalam w bloku w Polsce, potem juz w UK wynajmowalismy mieszkanie w kamienicy, od dwoch lat mamy swoj dom ze sporym ogrodem i .... mam nadzieje, ze zycie nigdy wiecej nie zmusi mnie do mieszkania w bloku.
Czasem narzekam po co mi taka wielka chalupa, bo mnostwo sprzatania, koszenie trawy itd ale posiadanie swojej wlasnej przestrzeni wynagradza i szybko przegania te mysli.

aganica - 13-09-2013, 08:26

mibec napisał/a:
mam nadzieje, ze zycie nigdy wiecej nie zmusi mnie do mieszkania w bloku.
Piszcie tak ... piszcie.. te słowa utwierdzają mnie w przekonaniu o słuszności mojej decyzji.
Ciężkie miesiące przed nami bo ..budowa, borykanie się z wykonawcą ale... by coś mieć, najpierw trzeba pocierpieć :D :D

katerina - 13-09-2013, 08:31

A to ciekawe co piszecie bo te prace wokół domu zawsze sprawiały mi frajdę. Pamiętam jak wszyscy razem zbieraliśmy ziemniaki (rodzice mieli niewielkie gospodarstwo) a później robiliśmy ognisko albo mama robiła pyszną kolację dla wszystkich, jak wiosną razem siedziałyśmy w ogródku, a zimą fakt, czasem śnieg taki że trudno się było wydostać ale widok pobliskiego lasu z oszronionymi gałęziami albo wycieczki na pobliską górkę żeby pozjeżdżać na worku wypchanym sianem. To są takie wspomnienia, które ogrzewają do końca życia. Jakieś prozaiczne zajęcia typu rozpalenie w piecu czy odśnieżenie chodnika wręcz cieszyły.Teraz w bloku niestety takie rzeczy się nie zdarzają. Mam takie wrażenie, że ciągle muszę chować tą potrzebę własnej przestrzeni do kieszeni, ustępować, znosić hałasy. Czuję się jak zwierzę, które kiedyś żyło na wolności a teraz zostało złapane w klatkę. A już nie wspomnę o Ami, która na codzień jest już raczej stateczną damą a kiedy wyrwiemy się na wieś to biega jak dziki byk na rodeo :-P
Sarrai - 13-09-2013, 08:34

Ja też całe życie mieszkałam w bloku, ale pierwsze 20 lat w takim ze sporym podwórkiem, gankiem itd. nie było to typowe blokowisko, można było wyjść na dwór, posiedzieć. Potem rodzice postanowili zmienić mieszkanie i trafiłam do prawdziwego 'pekinu' - nowe budownictwo, w którym wszystko słychać, mnóstwo ludzi, dzieci drące się pod oknem itd itp.. Mieszkałam tam jednak tylko półtorej roku. I teraz od roku mieszkam w innym miejscu, też w bloku, nie jest źle, i tak się cieszę, ze mam gdzie mieszkać sama z tż, zamiast z rodzicami, albo jeszcze gorzej - z teściami :-P
Ale moim marzeniem jest domek, chociażby z malutkim ogródkiem;) Segment chociaż! ;D
Też często chodzę z psem i oglądam te domki innych ludzi i też im zazdroszczę w duchu:)
Może kiedyś... może zrobię oszałamiającą karierę i będzie mnie stać :P

mibec - 13-09-2013, 09:32

aganica, dacie rade - choc mnie przerazala budowa, dlatego kupilismy stary dom; za to mamy duzy ogrod, a nowe dzialki budowlane w naszej okolicy z reguly sa malenkie ;)

katerina napisał/a:
te prace wokół domu zawsze sprawiały mi frajdę
ja tylko czasami narzekam, ale chyba kazdy ma takie momenty, generalnie lubie sobie pogrzebac w ogrodku, skosic trawke, poprostu robic cos dla siebie - po calym tygodniu spedzonym w biurze, milo popracowac na swiezym powietrzu :)

Marzeniem na przyszlosc jest farma, tylko ze to juz spory naklad finansowy i nie wiem czy sie uda, ale caly czas wracam do rozmyslan o moich owieczkach, kozkach i wielkiej gromadzie psow - moze kiedys.... :)

Milena - 13-09-2013, 09:34

mibec napisał/a:
ale caly czas wracam do rozmyslan o moich owieczkach, kozkach i wielkiej gromadzie psow


Fajnie :) Ja gdybym miała ogród to oprócz psów miałabym też kury :-P

effcyk - 13-09-2013, 09:48

ja od dzieciństwa mam swój dom i ogród, no i piękne okolice do długich spacerów. Tylko jeziora jeszcze brakuje :-P . Nie wiem czy dałabym się namówić do mieszkania w bloku. Moja siostra 23 lata mieszkała w domu teraz od 5 lat mieszka w Kołobrzegu w bloku. Stwierdza że życie w bloku jest dużo wygodniejsze. Nie trzeba się martwić o palenie w piecu zimą żeby ciepło było, czy nagrzaniu wody w junkersie, tak samo nie trzeba kosić trawy , odśnieżać chodnika zimą itp - czyli znalazłoby się parę plusów. Ja chyba mimo wszystko wolę swój plac, koszenie czy odśnieżanie to sama przyjemność :) .
Co do sąsiadów w bloku siostra miała takich że w głowie się nie mieści. Jedna Pani była chora psychicznie, zapukała kiedyś do mojej siostry, ona jej drzwi otworzyła a Pani stoi pokazuje że podcięła sobie nadgarstki i żeby jej pomóc. Dobrze że szwagier zachował spokój i szybko zawiózł kobietę do szpitala bo by się wykrwawiła. Normalnie historie jak żywcem wyciągnięte z horroru.

evecious - 13-09-2013, 09:48

Sarrai napisał/a:
Ja też całe życie mieszkałam w bloku, ale pierwsze 20 lat w takim ze sporym podwórkiem, gankiem itd. nie było to typowe blokowisko, można było wyjść na dwór, posiedzieć. Potem rodzice postanowili zmienić mieszkanie i trafiłam do prawdziwego 'pekinu' - nowe budownictwo, w którym wszystko słychać, mnóstwo ludzi, dzieci drące się pod oknem itd itp.. Mieszkałam tam jednak tylko półtorej roku. I teraz od roku mieszkam w innym miejscu, też w bloku, nie jest źle, i tak się cieszę, ze mam gdzie mieszkać sama z tż, zamiast z rodzicami, albo jeszcze gorzej - z teściami :-P
Ale moim marzeniem jest domek, chociażby z malutkim ogródkiem;) Segment chociaż! ;D
Też często chodzę z psem i oglądam te domki innych ludzi i też im zazdroszczę w duchu:)
Może kiedyś... może zrobię oszałamiającą karierę i będzie mnie stać :P


Mam to samo z planach ;D ;D

Dzieciństwo mieszkałam w domku, ale był wynajmowany więc potem przeprowadzka do własnego już mieszkania w bloku. Jako dziecko nie widziałam różnicy, teraz jako osoba zdałoby się dorosła widzę różnice. W sumie w bloku wygodnie, choć faktycznie dobijające są ciągłe remonty gdzieś :/ jednak często chciałoby się wyjść w lato na ogródek... postawić dmuchany basen, leżak, poopalać się, a wieczorkiem na własnym podwórku zrobić grilla, wypić do tego piwko :) piesek by miał kawałek swojego terenu :) no fajnie, no ale właśnie... może kiedyś jakaś gwiazdka z nieba spadnie i pozwoli na spełnienie marzenia :D

edyta9119 - 13-09-2013, 09:55

Ja z kolei od urodzenia mieszkam w tym samym domu rodzinnym - w najmniejszej, najspokojniejszej dzielnicy miasta i nie zamieniłabym tego na mieszkanie w bloku nigdy. Bardzo sentymentalnie podchodzę do tego domu, bo buowali go moi pradziadkowie i dziadkowie własnymi rękoma. Nie potrafiłabym ot tak go opuścić czy sprzedać i mam nadzieję, że sytuacja życiowa nigdy mnie do tego nie zmusi. To prawda, że mając dom ciągle coś trzeba robić w nim lub na zewnątrz ale to wszystko wynagradza widok łąki za oknem i lasu na wzgórzu zaraz po przebudzeniu, wyjście latem w pizamie, kapciach i z filiżanką kawy na ogród, własne grządki warzywne i to poczucie swobody - dla mnie i teraz dla psa :) - bezcenne. A co do odległości i konieczności dojazdów wszędzie to fakt, bez samochodu byłoby ciężej ale też dało się przeżyć. Wiosną i latem półgodzinny spacerek i jestem w centrum miasta :)
effcyk - 13-09-2013, 10:01

edyta9119 napisał/a:
To prawda, że mając dom ciągle coś trzeba robić w nim lub na zewnątrz ale to wszystko wynagradza widok łąki za oknem i lasu na wzgórzu zaraz po przebudzeniu, wyjście latem w pizamie, kapciach i z filiżanką kawy na ogród, własne grządki warzywne i to poczucie swobody - dla mnie i teraz dla psa - bezcenne. A co do odległości i konieczności dojazdów wszędzie to fakt, bez samochodu byłoby ciężej ale też dało się przeżyć. Wiosną i latem półgodzinny spacerek i jestem w centrum miasta

od razu wyobraziłam sobie siebie :) Dokładnie jest tak samo.
Pies chyba też jest szczęśliwy że ma swój ogród, nie wyobrażam sobie teraz go w bloku. Wiem, że po tylu latach spędzonych na własnym placu byłby nieszczęśliwy zamknięty w 4 ścianach z wyjściem 2 czy 3 razy dziennie. To już jest kwestia tego gdzie pies się wychował. Mój napewno nie zaadoptowałby się teraz do mieszkania w bloku. To już taki charakter wolnego ptaka :-P

mibec - 13-09-2013, 10:06

Milena napisał/a:
Ja gdybym miała ogród to oprócz psów miałabym też kury
ja nie lubie ptactwa; na pewno jaja od takiej kurki chodzacej po wlasnym ogrodku lepsze, ale i tak wole te ze sklepu :-P

effcyk napisał/a:
Nie trzeba się martwić o palenie w piecu zimą żeby ciepło było, czy nagrzaniu wody w junkersie
ja sie nie martwie - ogrzewanie i wode mamy na gaz; jeden klik i cieplo w domku :) choc marzy mi sie prawdziwy kominek w salonie, ale niestety poprzedni wlasciciel zamurowal komin i wstawil kominek gazowy.
justynamalina - 13-09-2013, 10:08

Ja całe życie mieszkałam w domku jednorodzinnym pod Warszawą. Po skończeniu studiów licencjackich przyszedł czas aby wyprowadzić się od rodziców i.... nie mogę się do mieszkania w bloku przyzwyczaić.

Owszem w domu z ogrodem było dużo do roboty - ale praca w ogródku była przyjemnością, szczególnie jak robiło się to z psem ;) zawsze okazja do zabawy ;)

nie ukrywam, że łatwiej było też psa uczyć czystości i zapewnić mu zajęcie (znoszenie szczeniaka z 6 piętra - bezcenne :D ).

W bloku przeszkadza mi to, że wielu ludziom nie odpowiada posiadanie zwierzaka, ciągle ktoś się o to czepia. No i o inne rzeczy - że radio głośno, że drzwi do windy zamykam głośno etc. Słychać też innych ludzi (jak krzyczą na dziecko :-o ).

także ten.. zwolenniczką nie jestem :-P

zaba - 13-09-2013, 10:31

Ja od dziecka mieszkam w domu. Teraz w trakcie studiów w bloku.
Faktycznie, mieszkając w domu, jest ten plus, ze nie trzeba martwić się sąsiadami, żeby ktoś nie miał o coś pretensji, grill czy ognisko kiedy się chce itp.
Ale dla mnie wyjazd na studia i mieszkanie w bloku, było uwolnieniem się od zasad panujących u mnie. I sama nie wiem, w tym momencie, gdzie mieszka się lepiej.
Marzy się kiedyś swój dom, szczególnie mojemu tż, który od dziecka mieszka w bloku.
Ale mamy działkę zaraz obok rodziców, więc ja podchodzę do tego z dystansem.

effcyk - 13-09-2013, 10:31

mibec napisał/a:
ja sie nie martwie - ogrzewanie i wode mamy na gaz; jeden klik i cieplo w domku choc marzy mi sie prawdziwy kominek w salonie, ale niestety poprzedni wlasciciel zamurowal komin i wstawil kominek gazowy.

jasne że można mieć na gaz. Wodę też ogrzewamy latem włączając junkers, i za 5 -10 min jest wrzątek. Zimą jak w piecu się pali to woda automatycznie też jest gorąca. Natomiast mieszkamy w bardzo starym aczkolwiek bardzo ładnym domu, który trzeba zimą opalać w piecu. Myśleliśmy o ocieplaniu gazem bo wygodniejsze, ale wychodzi to dużo drożej jak zakupienie węgla i drewna na okres zimowy.
Ale mimo to i tak wolę domek :-P .

edyta9119 - 13-09-2013, 10:46

Milena napisał/a:
Ja gdybym miała ogród to oprócz psów miałabym też kury


my mieliśmy 2 kury i koguta jak byłam mała :D ale teraz przy psie to nie chce wiedzieć co by się działo :D pewnie instynkty łowieckie wzięłyby górę.

katerina - 13-09-2013, 11:00

Fajnie mieć kury ale przy dużym podwórku, żeby można było je odgrodzić bo zostawiają takie niespodzianki na trawniku że jak się wdepnie to buty do prania i smród nie z tej ziemi :beated:
Fromena - 13-09-2013, 12:19

Ja całe życie mieszkam w dużym domu z wielkim podwórkiem. Jestem tak przyzwyczajona do dużych przestrzeni, że dłużej jak tydzień w ciasnym bloku nie wytrzymuję. Od października do czerwca studiuję, więc wtedy w domu nie mieszkam. Obecnie w akademiku, ale to takie małe mieszkanko- 2 pokoje, kuchnia, łazienka, wc i korytarzyk maleńki. Ciężko mi sobie wyobrazić na takiej małej przestrzeni psa. No chyba, że z małych ras, ale labek by się pewnie też udusił. Praktycznie na każdy weekend przyjeżdżam do domu. Głównie z tęsknoty za Sarą. Wokół jest wszystko co jej do szczęścia potrzebne. Pola, gdzie nikt nie chodzi, lasy i całkiem niedaleko stawy. No i ten podwórek po którym turlają się niezliczone ilości plastikowych butelek, bo to jedno z ulubionych zabaw Sarenki :-P
W dużym domu mogłam sobie pozwolić na wygospodarowanie pomieszczenia gdzie ubrudzona i niekiedy mokra psina czasem sobie schnie, albo czeka przed kąpielą. Nie zawala już całego domu tylko tam może przeczekać w wygryzionym przez siebie samą legowisku :haha:

Weronika_S - 13-09-2013, 12:33

A mi się tam podoba mieszkanie w bloku :) niczym się nie martwię poza płaceniem rachunków,mam duży taras i tam namiastkę ogrodu,mogę rano wyjść z kawą i napić się jej wsród roślin,mam fajnych sąsiadów,na których mogę liczyć,jest komu podlać rośliny,przypilnować mieszkania jak nas nie ma.A imprezy blokowe jak się lata z piętra na piętro na kielicha czy rozbijanie biwaku łącznie z namiotem na tarasie bezcenne :D
Milena - 14-09-2013, 10:10

mibec napisał/a:
na pewno jaja od takiej kurki chodzacej po wlasnym ogrodku lepsze, ale i tak wole te ze sklepu


co swoje to swoje, przynajmniej wiadomo, że te jajka od kur co mają godziwe życie ;) Ale to nie wątek na ten temat :)

edyta9119 napisał/a:
ale teraz przy psie to nie chce wiedzieć co by się działo :D pewnie instynkty łowieckie wzięłyby górę.


Tak, to prawda, że byłoby ciężko, ale nie ma rzeczy niemożliwych :-P A przy okazji zapytam, czy to prawda, że przy kurach jest dużo wszy?

katerina napisał/a:
że jak się wdepnie to buty do prania i smród nie z tej ziemi


gorsze niż kupsztylce psów karmione karmą z supermarketów? :-P :-P

edyta9119 - 14-09-2013, 20:37

Milena napisał/a:
czy to prawda, że przy kurach jest dużo wszy?


gdy mieliśmy kury miałam kilka lat ale nie przypominam sobie, żeby były wszy i pierwszy raz słyszę taką teorię więc nie wiem :)

Fromena - 14-09-2013, 23:46

edyta9119 napisał/a:
Milena napisał/a:
czy to prawda, że przy kurach jest dużo wszy?


gdy mieliśmy kury miałam kilka lat ale nie przypominam sobie, żeby były wszy i pierwszy raz słyszę taką teorię więc nie wiem :)


Tak to prawda, że są. Ostatnio słyszałam od pewnego gościa, który ma yorka i kury :-P że mu ciągle podaje jakieś preparaty na pchły, wszy itp. Mówił, że wystarczy aby ten pies przebiegł się po trawie gdzie chodzą kury i znów jest to samo.

Kurze wszy są chyba bardzo malutkie i mają jasno brązowy kolor.

aganica - 15-09-2013, 08:34

K woli uściślenia ..kury posiadają wszoły .. :D
deadend - 15-09-2013, 10:16

a nie można takim kurom zastosować jakiejś profilaktyki? jakieś frontline chicken line ;)
agusia1974 - 18-09-2013, 00:10

ja mam kury i psy i nic się nie dzieje :D mało tego w tym roku doszły nam następne małe bo sie wylęgły,mało tego przechodzą na drugi plac, i psy siedzą i patrzą na nie nic im nie robiąc :-P :D Całe życie mieszkałam w bloku ale teraz poznałam co znaczy mieszka w domku. Fakt że więcej obowiązków ale jak zimno to sobie napalę a w bloku czekasz,aż łaskawie włączą ogrzewanie :-P
katerina - 18-09-2013, 09:12

Dla mnie kurza kupa jest najgorsza, gorsza niż jakakolwiek psia, gorsza jest jedynie chyba ludzka, Ami niestety jak jesteśmy u mamy to lubi podjadać kurze kupy. Ostatnio była taka sytuacja, siedzimy wszyscy w kuchni popijając herbatkę a ja czuję ze zalatuje kurzą kupą, więc nakazałam wszystkim po kolei oglądać buty ale wszyscy mieli czyste i wtedy podeszła do mnie Ami i sapała mi w twarz i wszystko się stało jasne. Posiliła się na podwórku kurzą kupą, śmierdziel jeden :-P
donia457 - 18-09-2013, 09:20

agusia1974 napisał/a:
zimno to sobie napalę a w bloku czekasz,aż łaskawie włączą ogrzewanie

wlasnie dlatego wolałabym mieszkać na wsi ;D z reszta mam dosyc zakreconych sasiadów :beated:

Weronika_S - 18-09-2013, 10:31

agusia1974 napisał/a:
ale jak zimno to sobie napalę a w bloku czekasz,aż łaskawie włączą ogrzewanie

a to zależy gdzie się mieszka :-P moje osiedle ma własne ogrzewanie,jak Ci zimno możesz nawet w lato się dogrzewać :)

Elazar - 18-09-2013, 10:47

Cytat:
jak zimno to sobie napalę
ogień płonący w kominku w zimne wieczory jest po prostu bezcenny... jakiś atawizm chyba bo mogę patrzeć w płomienie jak zahipnotyzowany ;D
W standardowym bloku takie możliwości raczej nie istnieją. Mieszkam w domku od 5 lat i już nie wrócę do blokowiska ...

Fromena - 18-09-2013, 17:28

Elazar napisał/a:
W standardowym bloku takie możliwości raczej nie istnieją. Mieszkam w domku od 5 lat i już nie wrócę do blokowiska ...

Istnieją istnieją :) zawsze można zainstalować biokominek, w którym także pali się ogień.

katerina - 18-10-2013, 13:55

Moją ostatnią zmorą spędzającą mi dosłownie sen z powiek są studenci mieszkający mi nad głową. Moje nerwy są przez z nich mocno nadszarpywane non-stop. Ciągłe imprezy, posiadówki, rozmowy do późnej nocy i słuchanie muzyki tak, że jestem zmuszona słuchać też. Właścicielka mieszkania wynajęła im to mieszkanie, oczywiście bez remontu, za małe pieniądze. Więc podłogi są tak liche, że kiedy chodzą to u mnie naczynia w szafkach drżą. Ale najgorsze, że oczywiście szczęśliwa pani wyprowadziła się na wieś nie zostawiając żadnego kontaktu do siebie, umyła ręce i zadowolona że bierze kasę pewnie żyje sobie w spokoju a ja muszę się użerać z tymi gnidami. I nie pomagają ciągłe wizyty, prośby, tłumaczenia że jest środek tygodnia, że mąż wcześnie wstaje, że jestem w ciąży i potrzebuję spokoju, przecież oni są młodzi i muszą się wybawić. Przez tych ludzi znienawidziłam własne mieszkanie i odechciewa mi się żyć. Nie wiem już co robić :(
Chelsea - 18-10-2013, 14:05

katerina, ja bym notorycznie dzwoniła na 112 ;D
Jerry - 18-10-2013, 18:19

katerina napisał/a:
Nie wiem już co robić :(

Trzeba być cierpliwym... Poczekaj do porodu, a wtedy w czasie sesji na pewno będą w 7 niebie słuchając płaczu dziecka i usiłując jednocześnie ogarnąć cokolwiek z podręczników. Nie bardzo jest wyjście z sytuacji. Tzn możesz iść do studentów po 2 dniach spokoju i powiedzieć, że potrzebujesz zgody właściciela w związku z pracami remontowymi i wymianą rur - wtedy pewnie dostaniesz numer właścicielki a wtedy Kill em ;)
Z 2 strony co zrobisz jak Ci dziecko będzie płakało 3-5 h w nocy bo będzie miało kolkę (nie to żebym Ci życzył, ale się zdarza) a studenci będą przychodzili i prosili o uszanowanie ciszy nocnej?
Grunt wg. mnie to nie eskalować.

Aha odrobinkę offtopując - wszedłem w ten temat bo myślałem że będzie tu coś o labkach w bloku. Czy jest może na forum taki temat? z góry dziękuję

katerina - 21-10-2013, 17:39

Myślę, że co innego kiedy dziecko płacze bo ma kolkę inną sprawą są też remonty a całkiem inne jest świadome i celowe zakłócanie ciszy nocnej. Bo kiedy dziecko płacze to dorosły może jedynie próbować je uspokoić i jest to wg mnie tzw sprawa losowa a kiedy ktoś słucha głośnej muzyki lub imprezuje po nocach to jest jego własne zachowanie i wybór przede wszystkim.
Widzisz Jerry, to jest tak, że coś co jest dla studentów mieszkaniem na chwilę dla mnie jest moim domem na całe życie, więc chciałabym czuć się komfortowo w tym miejscu i móc odpocząć.
Ja też kiedyś żyłam na wynajmie, ale cisza nocna to była dla nas świętość, jeśli chcieliśmy się pobawić i poimprezować to wychodziliśmy bo mieliśmy świadomość, że pod nami żyją ludzie z 2 dzieci, którzy pracują i mieszkają w tym miejscu na stałe. Więc chyba jest to kwestia posiadania pewnej kultury...

tenshii - 21-10-2013, 18:25

katerina napisał/a:
Myślę, że co innego kiedy dziecko płacze bo ma kolkę

a ja uważam, że nie - każdy potrzebuje spokoju i każdego drażni co innego.
Ja nie lubię jak naokoło płaczą mi dzieci - niezmiernie mnie to irytuje i przeszkadza w pracy.

Nie znaczy to oczywiście, że chodzę po sąsiadach i na każde chlipnięcie ich dzieci robię awanturę.
Niemniej jednak kiedy córka sąsiadki płakała, a właściwie darła się z każdej możliwej okazji bo jest maksymalnie rozpieszczonym dzieckiem to zwróciliśmy im uwagę.

Nie znaczy to też oczywiście, że masz tolerować nocne hałasy, i jeśli zdarzają się między 22 a 6 rano to najzwyczajniej dzwoń na policję i tyle.

Na skrzypiącą podłogę też raczej nie mają wpływu.

Takie uroki życia w bloku - oni będą musieli żyć z płaczącym dzieckiem za ścianą, a Wy z nimi. Jakiś tam kompromis trzeba wypracować.

Ja osobiście nie lubię bardzo podejścia "ja i moje dziecko potrzebujemy ciszy, a jak im się nie podobają hałasy u nas to niech się wyprowadzą".

Takie uroki życia w bloku, niestety.

Milena - 21-10-2013, 18:41

A ja mam za ścianą chorych umysłowo ludzi (dorosły syn wraz z matką) i życie z nimi jest cholernie ciężkie. Ktoś powie, ale przecież są chorzy, więc można im to wybaczyć. Znosiłam wiele z ich strony na początku kiedy się wprowadzili - krzyki wraz z przekleństwami, histeryczne nocne śmiechy, zbyt głośną muzykę itp. Później sprawa poszła do przodu, na klatce schodowej mamy skrzynkę z korkami, oni zakradali się i wyłączali nam i innym sąsiadom z piętra wszystkie korki - nie było to przyjemne gdyż wiadomo, że w ten sposób sprzęt elektroniczny się psuje przy takich częstotliwościach, a poza tym raz straciłam przez to ważną pracę z komputera podczas której byłam pisania i nie zdążyłam jej zapisać... przez długi czas mówiłam sobie "to chorzy ludzie, potrzebują pomocy"... ale na dłuższą metę tak się po prostu nie da tego tolerować. Ostatnio miarka się przebrała, robiliśmy mały remont w łazience i zmienialiśmy m.in toaletę, starą wystawiliśmy na 1 dzień na korytarz bo musieliśmy poczekać na robotników, którzy go zabiorą i wywiozą. Późnym wieczorem ok. 23 wystraszył mnie bardzo głośny huk na korytarzu, od razu wyjrzałam - mamy światło na czujnik ruchu (zainstalowany specjalnie przez spółdzielnie po naszych zgłoszeniach sprawy z korkami) i zobaczyłam, że to Oni chowają się do swojego mieszkania... na korytarzu wszędzie walały się szczątki zdemolowanej toalety ! nie wytrzymałam już i od razu zaczęłam pukać do ich drzwi, na początku nie chcieli mi otworzyć, ale uparta ze mnie istota i w końcu wyszła Matka, kazałam jej to sprzątać i ogólnie przyznam, że nie zachowywałam się miło, ale nerwy puściły. Do kobiety nic nie docierało co do niej mówie, to wszystko jak walka z wiatrakami. Policja już nie raz tam była, dostali przymusowe leczenie, ale jak widać bez skuteczne... mogłabym posądzić ich o zniszczenie mienia na Policji, ale przecież nie będę walczyć o stary kibel... :beated:
katerina - 21-10-2013, 20:31

Ja jednak będę upierać się przy swoim, dziecko które ma kolkę zazwyczaj nie ma jej dlatego, że jest rozpieszczone, dzieje się to przez kilka miesięcy po narodzinach kiedy dziecko ma jeszcze powiedzmy mały kontakt ze światem. I nikt mi nie wmówi, że noworodka można postawić na jednej szali z rozbrykanym 20-latkiem!!! Poza tym wcale nie jest powiedziane, że skoro spodziewam się dziecka to będzie się ono drzeć dniami i nocami przeszkadzając biednym studentom w życiu. Nie mam też takiego zdania, że skoro ja tu mieszkam na stałe a oni wynajmują to ja mogę wszystko a oni nic. Ale trzeba się zachowywać jak człowiek, jeśli ktoś zwróciłby mi uwagę, że robię coś co mu przeszkadza to zwykła przyzwoitość nie pozwoliłaby mi powtarzać tego zachowania. A tutaj sytuacja jest prosta, mówię jak do słupa soli a oni swoje.
Obym kiedyś mogła się wyprowadzić w spokojniejsze miejsce.

Jerry - 21-10-2013, 21:09

tenshii napisał/a:
a ja uważam, że nie - każdy potrzebuje spokoju i każdego drażni co innego.
Ja nie lubię jak naokoło płaczą mi dzieci - niezmiernie mnie to irytuje i przeszkadza w pracy.
100% zgody!

Nie można do tematu podchodzić na zasadzie Kalego i tego ze moja racja jest mojsza niz Twoja.
Ja od zawsze mieszkam w bloku - faktem jest ze w wyjątkowo cywilizowanym więc pewnie niektóre problemy są mi obce. Ale były i płaczące dzieci i skomlące psy i balety tydzień w tydzień u kumpli i ktoś robił imprezy w najmniej dla mnie dogodnym momencie do zakłucania mi ciszy i rozpraszania mnie i zdarzyły się jakieś imprezy u mnie. Fakt faktem nigdy nie robiłem imprez w tygodniu - zawsze w dodatku w piątek, bo wiedziałem że sąsiedzi zdążą się wyspać jeszcze w niedzielę przed męczącym tygodniem. Ale zasada jest taka, że nikt na żadną policję nie dzwoni, a jak już jest skrajna przeginka to idzie się osobiście do sąsiada i się sprawę załatwia spokojną rozmową.

tenshii - 21-10-2013, 21:56

katerina, co innego noworodek z kolkami, a co innego wymaganie, aby zawsze było cicho tak, żeby Twoje dziecko mogło spać. Sorry, ale chociaż Twoje dziecko jest dla Ciebie Twoim całym światem inni nie mają takiego punktu widzenia.
Wiadomo, że dziecka z kolką się nie uciszy, i to inni mieszkańcy powinni mieć na uwadze - pisałam o kompromisach.
Nie fer jest jednak prezentowana przez Ciebie postawa pt: " mojego dziecka nie da się uciszyć bo je boli i płacze - powinni to zrozumieć i być cicho, żeby dzidzia mogła pospać". Ja raczej preferuję coś w deseń tego: "co prawda moje dziecko boli i nie jestem w stanie temu zapobiec, i super, że się nie skarżą, ale skoro muszą tego słuchać, to ja rozumiem, że i oni mają prawo czasami zrelaksować się słuchając głośnej muzyki czy przyjmując gości..." - wszystko oczywiście w granicach rozsądku, nie non stop, o odpowiedniej porze itp. Ja też słucham muzyki głośno od czasu do czasu pomimo tego, że w bloku są maleńkie dzieci.
Rozumiem, że nie masz ochoty słuchać tego non stop, więc w razie nadmiaru dzwoń na policję i tyle. Jeśli historia będzie się powtarzała policja znajdzie właścicielkę mieszkania i to jej zostanie zwrócona uwaga.
Na chwilę obecną mam wrażenie, że wymagasz od kogoś ciszy, a w razie hałasu u Ciebie nic się nie dzieje. Takie odnoszę wrażenie - może jest mylne, no ale tak to odczuwam.

katerina - 21-10-2013, 22:20

Źle mnie rozumiecie i mam wrażenie, że linczujecie. Nie ma u mnie czegoś takiego jak "w razie hałasu u mnie" bo tego hałasu nie ma, zdarzało się, że sąsiedzi pytali czy żyjemy. A prawda jest taka, że mam świadomość, że za ścianą mieszkają żywi ludzie i kiedy chcę posłuchać głośnej muzyki zakładam słuchawki. Oczywiście nie wymagam żeby wszyscy żyli pod moje dyktando, dzień to dzień, jeden remontuje drugi słucha muzyki trzeci odkurza i ok. Ale ja tu nie piszę, że chcę żeby panowała idealna cisza przez cały czas tylko że imprezy u moich sąsiadów potrafią zdarzać się w 3 z 5 pracujących dni tygodnia a nocne rozmowy potrafią trwać do 4 nad ranem. A policji jeszcze nie wzywałam z tego prostego powodu, że się boję co będzie następnego dnia czy moi kochani studenci nie będą się mścić bo zdarzały się już z ich strony teksty "i co mi zrobisz" a jakby nie było nie znam ludzi. Za to znam podejście prewencji do pewnych rzeczy...
Jerry - 21-10-2013, 23:06

Ok teraz troszkę inaczej przedstawiłaś sprawę.
Pisałem gdzieś wyżej, pierwszy lepszy sposób na zdobycie danych właścicielki - wydaje się dość skuteczny byle nie po imprezie bo mogą skumać że nie o wymianę rur idzie...
Co do wzywania prewencji - jak zadzwonisz na straż miejską, to mandaty mają niewyjęte z tymi dogadać po ludzku się po prostu nie da.
Co do "a co mi zrobisz" - w tym lepsi od kobiet są chłopaki, narzeczeni, mężowie ;) i nie chodzi o robienie czegoś - ale w ludziach da się szybko wyrobić świadomość, że Wy jesteście "z tąd" a oni są tu gośćmi czysta psychologia. Jak z psem - systematyczność i zaskakiwanie.
Czasem też jeśli stosunki są napięte warto pogadać i spróbować "ten ostatni raz" - na spokojnie nie wylewanie żali tylko konstruktywne pogadanie że do pracy chodzicie, że impry spoko i nawet chętnie do nich z flaszką wpadniecie* na kolejną byle nie w środku tygodnia i że tupanie słychać ;)
Pamiętam jak zacząłem być częstym gościem u mojej lepszej połówki. Z chłopakami w bloku bardzo szybko byliśmy w dobrych stosunkach. Za to pewnego ranka gdy odpaliłem motocykl (tłumiki fabryczne nic nie tuningowane nie jest jakiś szczególnie głośny choć od samochodu na pewno głośniejszy) podszedł starszy pan z pieskiem i zaczął się na mnie prawie drzeć że tu pod blokiem o 7 rano dzień w dzień muszę odpalać i że hałas. Zamiast się z gościem pokłucić (i zrobić aferę, że jego pies systematycznie leje mi na pokrowiec od motocykla co widziałem przez okno) uśmiechnąłem się i powiedziałem że przykro mi że mu ten dźwięk przeszkadza, że przepraszam, ale nie jestem w stanie odtoczyć 250 kg motocykla 2 przecznice dalej żeby go odpalić i że jak tylko się zagrzeje to odjeżdżam. Facet był nadal zły, co widziałem. Od tego dnia zawsze jak go widziałem grzecznie mówiłem mu dziń dobry i jak podbiegł piesek to go głaskałem. Facetowi było zwyczajnie w świecie głupio że tak na mnien askoczył i widziałem to za każdym razem przez około miesiąc. potem sam sie zaczął uśmichać i mówić pierwszy dziń dobry. Psychologia bloku jest zawsze podobna czy to blok z patologią czy z porządnymi ludźmi. Można prowadzić wojny, można i chamów uczłowieczać. Każdy jakiś tam wstyd ma... trzeba go tylko w ten wstyd trafić ;)

* Z tym wspólnym piciem flaszki nie chodzi mi o to żebyś z nimi faktycznie flaszkę piła(choć gdyby się stosunki poprawiły to wspólny drink z sasiadami czemu nie ;) ), tylko o to żebyś do nich dotarła, stała się swojakiem.

katerina - 22-10-2013, 12:57

Z tym swojakiem nie będzie łatwo, na początku podchodziliśmy bardzo delikatnie, tłumaczyliśmy oni "dobra, dobra" po czym następnego dnia powtarzało się to samo. Nie mam ochoty już podchodzić do nich jak do dzieci bo najwyraźniej brakuje im kultury. Jeśli chodzi o właścicielkę to próbowałam zdobyć jej numer ale żaden z sąsiadów ponoć nie ma (choć myślę że nie chcą dać i tyle). Według mnie jeśli chce wynajmować mieszkanie takim rozrywkowym ludziom niech przynajmniej założy jakąś podłogę z wyciszającym podkładem, która choć trochę zniweluje te wszystkie dźwięki . Moim zdaniem nie może być tak, że każdy kto wynajmie tu mieszkanie będzie wprowadzał swoje zasady i bardzo mnie drażni kiedy ktoś zdaje się nie być świadomy że jego podłoga jest czyimś sufitem "bo ja tu mieszkam to sobie mogę a reszta niech się nauczy mojego trybu życia na pamięć".
nikolajewna - 22-10-2013, 13:06

katerina, powiem Ci, że mieliśmy studentów pod sobą jakieś 2 miesiące. Pierwszego dnia przeszli się po sąsiadach i uprzedzili, że będzie impreza. Pomijam, że trwała ona non stop 1,5 dnia, wszystko mi się w chacie trzęsło, bo to stary budynek, ale uprzedzili, więc ok. Ale te imprezy były niemal non stop, muzyka, darcie mordy, kłótnie, cuda. Sąsiad nam powiedział, że właściciel został przez niego poinformowany i wyprowadzili się niemal natychmiast. Teraz mieszka tam para, która spodziewa się dziecka i jest spokój. Osobiście uważam, że nie ma co z nimi dyskutować skoro próby już były. Można iść do spółdzielni/zarządcy, powiedzieć, że jest taka sytuacja, niech się skontaktują z właścicielem, albo przekażą numer.
heher - 03-12-2013, 10:43

Nowe budownictwo jest tak okropne, że naprawdę wszystko słychać zza ściany. Naprawdę jest to strasznie słabo tłumione, materiały są kiepskiej jakości...
Ewelina - 03-12-2013, 11:13

heher, zgadzam się u nas słychać wszystko :bad:
katerina - 07-12-2013, 18:43

U nas już "wojna" na całego. Po kilku następnych imprezach zadzwoniliśmy w końcu do właścicieli mieszkania, poprosiliśmy o spotkanie, naświetliliśmy sprawę, oczywiście wysłuchali nas z uwagą powiedzieli coś w stylu "dobrze, dobrze, zwrócimy im uwagę" po czym sytuacja stała się jeszcze gorsza. W końcu zadzwoniliśmy do właścicieli późnym wieczorem, oczywiście oburzeni że ich budzimy, po wyjaśnieniach obiecali że imprezowiczów uspokoją. Podziałało na ten jeden wieczór. Mam naprawdę dość tych ludzi, wynajmujących i właścicieli. Kiedy wracam do własnego mieszkania to nie mam pewności czy będę mogła spokojnie spać. Czuję taki gniew że wyprułabym im flaki żywcem :cring:
mibec - 07-12-2013, 18:49

katerina, to zacznij dzwonic na Policje jesli halasuja po 22 ... albo wycisz mieszkanie ;) Probowalas po dobroci, probowalas z wlascicielami - bez skutku, wiec chyba pora na bardziej radykalne kroki.
katerina - 08-12-2013, 21:12

Fakt, powinnam już dawno zadzwonić na policję. Ale przyznam się, że się po prostu obawiam że będą się mścić a ja większość czasu spędzam sama. Dziwi mnie, że właściciele tego mieszkania mają takie podejście, ja chyba spaliłabym się ze wstydu w takiej sytuacji a oni mi potrafili powiedzieć "ale wie pani tu jest blok trzeba się czasem ugiąć, oni są przecież młodzi, nie mają świadomości" A o wyciszeniu mieszkania przejrzałam chyba wszystkie fora jakie się da i wszędzie piszą, że niby da się wyciszyć ale jest to drogie trudne i często nie spełnia oczekiwań. Bo niby dźwięki słychać słabiej ale jednak słychać, a na dźwięki które nas denerwują jesteśmy wyczuleni więc denerwują nas one nawet kiedy słychać o połowę ciszej :( Poddałam się już chyba, nienawidzę tu mieszkać.
donia457 - 09-12-2013, 00:26

katerina, dzwon na policje,jest to najlepsze rozwiazanie,bo naet jak zaczna byc zlosliwi to mozna im sprawe w sadzie zrobic,potwierdzeniem na hasaly i na te wszystkie sytuacje beda notatki u policy ze zglaszalas

w bloku w ktorym mieszkalam dalej sa libacje i imprezy na klatce schodowej,sasiedzi ktorzy mieszkali pod nami na policje nie dzwonia :-o a wiesz czemu ?? bo to ich dorosłe wnuki!! :bad:

katerina - 09-12-2013, 11:45

No i chyba teraz tak będzie się to kończyć, że będą interwencje. Tylko się boję żeby mi coś na balkon nie rzucili i Ami nie otruli. Bo chyba wtedy zabiłabym gołymi rękami. Najbardziej mnie wkurzają chyba Ci właściciele z takim podejściem, nas tu nie ma to nie słyszymy a wy sobie radźcie. Ja wiem, że im to nie na rękę bo pieniążki płyną ale wszystko ma jakieś granice. I najbardziej nienawidzę tego w blokach, że nigdy nie wiesz kto za rok będzie twoim sąsiadem i czy nie zatruje ci życia.

[ Dodano: 31-12-2013, 13:33 ]
Witajcie, to znów ja i moje problemy z sąsiadami. Nie wiem czy to nie zasługuje już na odrębny temat pt. uciążliwi sąsiedzi ale potruję jeszcze tu. Potrzebuję pomocy kogoś kto może orientuje się w Prawie bardziej niż ja. Otóż moi studenci z góry cały czas mordują mnie głośną muzyką, tupaniem, głośnym chichotem od rana do wieczora. Fakt, hałasy kończą się po 22 ale do tej godziny "hulaj duszo...". Zadzwoniliśmy do właścicielki mieszkania prosząc aby wpłynęła na zachowanie swoich lokatorów, jednak ta pani najwyraźniej jest zmęczona naszymi prośbami o spokój i dziś powiedziała że możemy sobie dzwonić na Policję. Po kilku minutach zbiegł do nas jeden ze studentów i wykrzyczał nam w twarz że teraz dopiero on nam pokaże głośną muzykę, że jesteśmy nienormalni a jeśli jestem w ciąży i mam kłopoty ze zdrowiem powinnam leżeć w szpitalu, że Policja nam nie pomoże i wlepi jeszcze nam mandat za zawracanie d... a jeśli spotkamy się w sądzie to oni powiedzą, ze nasz pies za głośno szczeka (choć tak naprawdę prawie nie szczeka) i że mają uczulenie na psią sierść i będziemy musieli się psa pozbyć ( co ciekawe sami mieli labradora przez rok ale chyba obowiązki ich przerosły i pies wylądował u rodziców). Tutaj pojawia się moje pytanie, czy naprawdę nie mogę nic zrobić? Właścicielka się nie poczuwa a oni wprowadzają swoje zasady wyraźnie śmiejąc mi się w twarz i robiąc na złość. Jestem załamana sytuacją, nie mam możliwości się wyprowadzić. Nie wiem co robić :cring:

katerina - 01-01-2014, 22:34
Temat postu: Uciążliwi sąsiedzi
Witajcie, do tej pory o swoich perypetiach z sąsiadami pisałam w temacie "Uroki życia w bloku" jednak sprawa tak u mnie narosła, że postanowiłam założyć oddzielny temat. Otóż studenci są coraz bardziej bezczelni, grożą że będą się mścić robić na złość (opisałam ostatnią potyczkę w "urokach...") Właścicielka mieszkania natomiast ma to wszystko gdzieś, kiedy dzwonimy do niej jest wręcz oburzona że jej przeszkadzamy. Więc zastanawiam się co mogę zrobić w tej sytuacji? Czy jakiekolwiek prawo mnie chroni? Może ktoś z was miał bądź ma podobny problem i może coś doradzić? Lub orientuje się dobrze w przepisach prawnych. Dodam, że wątpię aby właścicielka odprowadzała podatek od wynajmu, jednak nie chcę póki co wyciągać aż tak ciężkich dział, daleko mi do tego żeby na kogoś donosić. Ale jeśli będzie trzeba...
Póki co jestem chodzącym strzępkiem nerwów w 7 miesiącu ciąży :cring:

Mistycom - 01-01-2014, 23:13

Nie do końca wiem jak to wygląda więc napisz proszę - ci sąsiedzi mieszkają w mieszkaniu obok, czy zamieszkujecie jakby jedno mieszkanie?
donia457 - 01-01-2014, 23:19

katerina, czytałam i szczerze współczuje :shy:
ja przechodziłam ze swoimi sąsiadami również "bal murzyna" doszło wkoncu do tego ,że wyprowadziliśmy się z tamtego mieszkania,i nie żałuje
różnica w sąsiadach jest taka ,że Ty masz studentówa ja mialam 2 starszych ludzi-co nie znaczy ze mielismy lepiej :shy:

z całym szacunkiem do starszych osób,ale podam kilka przykładów
1.drugie urodziny Kubusia,jest tort,jest Kuby chrzestna,babcia ,my rodzice(w tym ja w ciazy ) i Julka,Kuba zdmuchnał swieczki,zaspiewalismy mu 100 lat kuba poklaskał w dlonie ,po poł godzinie pukanie do drzwi,tz otwiera a tam panowie policjanci,"była skarga z dolu ze jest u mnie libacja alkoholowa :bad: wpuscilismy ich do mieszkania ,specjalnie zeby zobaczyli co sie u nas dzieje,Policjanci zeszli na dól i stwiedzili ze jak jeszcze raz zadzwonia do nich aby byl wysłany patrol bedą płacic ;]

2 sytuacja była taka,było to latem,okna otwarte,my bylismy u rodzićów tż ,zdązylismy co wrócic,kuba psał,Julka siedziala z tż przed komputerem,ja bylam w kuchni robilam kanapki i pies przeszedl po mieszkaniu,nagle slyszymy jak z dołu idzie wiącha"ty ku***o itd..itp..chora starsza pani po udazre mózgu,po wylewie,ponoć cieżko chora ;) wyzywała mojego mężą ponoć za glośno słuchal muzyki( wtym samym pokoju spał malutki Kubuś)


walka z sąsiadami trwala ok 3 lat,mielismy dosyć

Andante - 02-01-2014, 05:47

katerina napisał/a:
Dodam, że wątpię aby właścicielka odprowadzała podatek od wynajmu, jednak nie chcę póki co wyciągać aż tak ciężkich dział, daleko mi do tego żeby na kogoś donosić. Ale jeśli będzie trzeba...

Chyba już wytoczyłabym takie działa. Nie ma co liczyc, że będzie lepiej. :|

Chelsea - 02-01-2014, 08:37

katerina, a byłaś w spółdzielni mieszkaniowej? Jeżeli wiesz , że
Andante napisał/a:
Dodam, że wątpię aby właścicielka odprowadzała podatek od wynajmu

napisz anonim do Urzędu Skarbowego zapewne się tym zajmą ;D

katerina - 02-01-2014, 08:55

Sytuacja wygląda dokładnie tak, że oni zajmują mieszkanie nade mną. Podłoga zwłaszcza w dużym pokoju u nich prawdopodobnie jest z paneli bez podkładu bo akustyka jest taka, że tragedia. Ale do rzeczy, w skrócie zaczęło się 2 lata temu. Oni mieli psa, też labradora, więc nasze stosunki były dobre, nawet od czasu do czasu wybieraliśmy się razem na spacer. Sytuacja się zmieniła kiedy wrócili po wakacjach już bez psa. Widocznie uznali, że nie muszą już dbać o dobre relacje. Zaczęły się codzienne imprezy do późna. Mąż wstaje o 6 rano do pracy więc kilka razy zwrócił im uwagę i wtedy stali się złośliwi, leciały już teksty typu że mamy sobie korki do uszu kupić. W końcu zdobyliśmy numer właścicielki ale ona wyraźnie stoi po ich stronie, powiedziała że to są młodzi ludzie i ona nie może im ograniczać wolności. Owszem sytuacja po 22 doszła do normy ale do tej godziny oni są wobec nas złośliwi. Słuchają bardzo głośno muzyki, kiedy chodzą to talerze w szafkach mi się trzęsą, do tego do 20-21 siedzą u nich znajomi i bardzo głośno się śmieją. Nie jesteśmy w stanie oglądać telewizora, odpocząć jak normalni ludzie. Ostatnio znów rozmawialiśmy z właścicielką, która zareagowała wręcz gniewem że zawracamy jej głowę a jakakolwiek próba odwoływania się do ludzkich uczuć skończyła się tak że usłyszałam że skoro jestem w ciąży to może powinnam leżeć w szpitalu. Ze strony studentów poleciały pogróżki że teraz będą nam robić jeszcze bardziej na złość i że pozbędziemy się swojego psa bo oni mają uczulenie a Policję możemy sobie wzywać to jeszcze my dostaniemy mandat za to że zawracamy im d... Co najgorsze nie mogę się wyprowadzić bo mieszkanie jest na kredyt a nie stać mnie żeby spłacić go z dnia na dzień, choć najchętniej uciekłabym gdzie pieprz rośnie :cring:
Mistycom - 02-01-2014, 09:25

katerina, no więc fakt, że od 22 obowiązuje cisza nocna, ale z tego co wiem, UCIĄŻLIWY hałas już od godziny 20 jest pewnego rodzaju wykroczeniem. Skoro szanowni sąsiedzi straszą Cię to działaj właśnie policją. Ty mandatu za to nie dostaniesz. Jeśli panowie policjanci się pojawią, a na pewno najpierw odwiedzą Ciebie, to zaznacz im, że dostajesz pogróżki, że sąsiedzi będą się mścić. Na pewno zostaną pouczeni za pierwszym razem i jeśli mają choćby minimalny respekt do władzy, to powinni się wyciszyć.

Ja miałam kiedyś taka sytuację, że pewna nieżyczliwa osoba męczyła mnie smsami, i kiedy pisałam jej, że ma przestać bo podbiega to już pod nękanie, to wyśmiała mnie, że za dużo filmów się naoglądałam. Zmieniła zdanie, kiedy wydrukowałam wszystkie SMSy i zaniosłam na policję. Wysoka grzywna skutecznie ja uciszyła :)

Znalazłam do tego Twojego wypadku odpowiedni artykuł, i bez względu na godzinę:
http://pl.wikipedia.org/w...B3canie_spokoju

Zatem jeśli będą hałasować dalej, wezwij dzielnicowego czy tam Straż Miejską poinformuj o sytuacji. Najpierw będzie ostrzeżenie dla nich. Za kolejnym razem będzie mandat. Możesz jeszcze wystosować OFICJALNE pismo, do właścicielki mieszkania o interwencję. Piszesz dwa pisma - jedno za pobraniem wysyłasz do niej, drugie zatrzymujesz dla siebie. Jeśli to nie pomoże, wtedy w jakichkolwiek dalszych krokach np. skarżąc już właścicielkę mieszkania masz podpórkę, że działałaś polubownie.

I nie bój się działać - prawo stoi po Twojej stronie :)

katerina - 02-01-2014, 09:40

Właśnie tego czy prawo stoi po mojej stronie nie jestem taka pewna, dziś przeglądałam różne fora (problemów typu jak moje ludzie mają mnóstwo) i większość dochodzi do wniosku że jedyny skuteczny sposób to się wynieść. Czy oni mają respekt do władzy... wątpię. Przy ostatniej kłótni powiedzieli mi, że mieli już kiedyś w innym mieszkaniu problem z sąsiadami, którym przeszkadzała muzyka i Policja im nie pomogła. Fakt, że studenci mieszkają teraz tu a nie tam, więc widocznie i tamci sąsiedzi nie pozostawali bierni. Jednak jak widać nie przestali robić bydła, po prostu robią je gdzie indziej.
Do szału mnie doprowadza, że człowiek uczciwie płaci co miesiąc czynsz a praktycznie każdy może przyjść i zrobić mu piekło nad głową a dojście tutaj swoich praw jest trudne. Do tego bardzo boję się co będzie kiedy dziecko już się urodzi i będzie miało wieczne umca umca nad głową :(

Chelsea - 02-01-2014, 09:49

katerina, idź do spółdzielni i porozmawiaj
donia457 - 02-01-2014, 09:55

katerina, idz do społdzielni i złoż skarge,tak byc nie może :-o
z reszta wzywanie policji nawet w ciagu dnia ,jest możliwe skoro zakłocają spokoj

jakas nieżyciowa ta włascicielka :beated:

katerina - 02-01-2014, 10:48

Nieżyciowa to mało powiedziane. Wyobraźcie sobie sytuację kiedy wynajmujecie komuś mieszkanie i dostajecie skargi od sąsiadów, że ci ludzie zakłócają im spokój. Ilu z was byłoby w stanie tak olać sprawę? Ja nie byłabym. Dostaliby ultimatum, albo się dostosują do pewnych zasad albo pakować manatki i znaleźć inne miejsce żeby robić chlew. Ale widać pieniądze tutaj liczą się bardziej, nieważne od kogo. A ona mieszka sobie w domku na wsi wiec jej to nie rusza bo ona ma spokój. A oni są młodzi i "muszą się przecież wyszaleć"

Co do Policji w ciągu dnia to dzwoniliśmy zapytać jakie mamy prawa w takiej sytuacji. Pan policjant powiedział, że po 22 owszem dostaną mandat jednak w dzień sprawa jest utrudniona bo hałas musi przekraczać jakieś normy. Czy przekracza? nie wiem. Wiem tylko że nawet gdyby ktoś jedynie tupałby nogą w podłogę ale robiłby to 12 godzin na dobę to nawet taki dźwięk potrafi skutecznie wykończyć psychicznie.
A właścicielka... ostatnio dzwonimy do niej że jest głośna muzyka, po czym ona dzwoni do studentów, za pół godziny my znów do niej a ona nam mówi "dzwoniłam i żadnej głośnej muzyki tam nie słyszałam" :-o

donia457 - 02-01-2014, 10:51

wyszaleć sie mogą na miescie ;)
Mistycom - 02-01-2014, 11:59

katerina, nic nie robiąc nic nie osiągniesz. Zacznij działać. Pisz pisma do kobiety, zgłaszaj na policję studentów. I jeśli hałas jest nieustanny i uporczywy, nawet przed 22 to można to zgłosić.
katerina - 04-01-2014, 16:58

Wczoraj podjęłam ostatnią próbę normalnej rozmowy z właścicielką mieszkania powyżej. Dzwoniłam, nie odbierała. Jednak zaskoczyła mnie i przyszła osobiście. Kiedy zobaczyła mnie z wielkim brzuchem i ze łzami w oczach trochę zmiękła i zmieniła ton. Obiecała porozmawiać raz jeszcze ze studentami no i dowiedziałam się że prawdopodobnie w czerwcu będzie chciała sprzedać to mieszkanie. Mam nadzieję że studenci odpuszczą mi w końcu i przestaną robić na złość i że to mieszkanie kupi jakaś normalna rodzina i w końcu będzie spokój. No zobaczymy...
Mistycom - 04-01-2014, 17:42

trzymam kciuki :)
Ewelina - 04-01-2014, 17:43

katerina, Żeby tak było, niestety ciężko z sąsiadami :shy:
Chelsea - 04-01-2014, 17:47

katerina napisał/a:
że to mieszkanie kupi jakaś normalna rodzina i w końcu będzie spokój

trzymam kciuki

katerina - 06-01-2014, 08:27

Dzięki za wsparcie. Czasami nawet zwykłe "wygadanie się" bardzo dużo daje ;*
fredi - 07-02-2014, 09:39

Na szczęscie nigdy nie mieszkałem w bloku i jest to ostatnie miejsce gdzie chciałbym mieszkać.
wicollo - 22-10-2016, 15:55

Nie jest źle, ale wszelki hałas się unosi dość szybko. Uważać trzeba na sąsiadów po prostu.
Albercik55 - 02-11-2016, 13:35

Jak się ma sąsiadów z dziećmi to na pewno jest to uciążliwe.
katherine87 - 04-11-2016, 11:19

No kwestia hałasów i tego, że masz sporo sąsiadów :D . A mogą się trafić jacyś wścibscy :D
nikodem342 - 03-01-2017, 20:58

Moim zdaniem mieszkanie w bloku nie ma za bardzo sensu...
Paulinna - 14-01-2017, 22:02

Mieszkanie w bloku ma swoje zalety:
- nie trzeba palić w piecu, odkręcasz kaloryfer i masz ciepło
- nie trzeba kosić trawy
- nie trzeba grabić liści jesienią
:)

A co do kiepskich sąsiadów to równie dobrze można mieć takich mieszkając w domu z podwórkiem.

basia25 - 23-06-2017, 11:09

Ja nie potrafiła bym mieszkać w bloku, lubię spokój, ciszę, nie lubię ciągle przebywać z ludzmi.
Dekolo - 13-11-2017, 16:36

A ja mieszkam w bloku - bardzo cenię sobie dogodną lokalizację. Ale zgodzę się z tym, że mieszkanie w bloku ma swoje duże wady.
DorobowskaAleks - 21-12-2017, 08:52

Mnie wczoraj zalali. Takie plusy życia w bloku ;/

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group