I znów dostane po dupie za nie moją winę....
Dosia byłaby już dawno po sterylce ale...
1. Dostaje telefon, cytuje "kogoś ze schroniska przysłali na kontrol" i obiecał pomóc ze sterylką. Więc "pani Kasiu prosze nie kłopotać się w ciąży i nie płacić z własnych pieniążków". Zdziwiona próbowałam wypytać kto do państwa wydzwaniał i przyjeżdżał.
Nie byli Mi w stanie powiedzieć kto bo sie nikt nie przedstawił, uzyskałam tylko odpowiedź, że dziewczyna z chłopakiem.
Rozmawiałam jeszcze dwa razy z Panem Mariuszem. Ciagle pytając co ze sterylką. ( stale ta sama odpowiedź, że obiecali pomóc)
W styczniu przyznaje byłam zajeta porodem, urzadzaniem pokoju i szykowaniem sie na dzidzie.
W lutym poród. Na poczatku marca wróciłam do tematu. Nie mogac sie dodzwonić chodziłam pod wskazany adres by spotac Państwa. Udał o mi się za trzecim razem i co... nikt sie do Nich już nie odezwał. Pan Mariusz nie chciał za duzo rozmawiac o tych ludziach ale był poddenerwowany wiec cos sie musiało wydarzyć.
Natalko wysyłałas kogoś do Państwa? Bo nikt inny nie przychodzi Mi do głowy a chciałabym zrozumieć co sie tam wydarzyło...
Pan Mariusz zmienił numer telefonu i próbował sie ze Mną skontaktować ale ja do końca lutego nie byłam w pracy stąd tez Mnie nie zastał.
No nic znów procedura od poczatku rozpoczata:
Wizyta u dr Kubiny ze Świdnicy ( wg Mnie najlepszego weterynarza, któremu nie zalezy na pieniądzach tylko na dobru zwierzecia).
Od marca Dosia miała diete bo troszkę Jej sie przytyło ze względu na zajadaną szyneczkę i kiełbaski
Potem cieczka, miesiąc odczekalismy i teraz Dosia przechodzi ciażę urojoną przez co Pan dr nie podejmie sie sterylki. Dopiero jak wyjdzie z tego. Kolejna wizyta i badania za 2-3 tygodnie czy juz mozna spkojnie wykonac zabieg.
Sterylka miała sie odbyć na poczatku czerwca. Niestety wszystko się przeciaga.
Ale uważam, że zdrowie i dobro suni najwazniejsze.
Pan Mariusz ma teraz dobra pracę i sami opłacą sterylkę. Prosili tylko o wybór weterynarza, ponieważ o Naszych wetach chodzą niezbyt dobre opinie i bez badania psa potrafia go kroić nie chcieli na takiego trafić, choć na kontrolnej wyzycie juz u takiego byli.
Nie wiem jak to może trwac tak długo i tłumaczyc sie nie bedę bo dawno juz by było po temacie gdyby nie nagła "kontrol ze schroniska" i obietnice, rozmowy i cisza....
Nie wiedziałam jak Wam napisać by wyjasnic całą sytuację
Co u Doni? Zdjęć nie mam za duzo bo przez tą "kontrol" Państwo są uczuleni na samo słowo zdjęcia.
Sunie widziałam, głaskałam, całowałam.
Fakt, troszeczkę klucha sie zrobiła. Poza Panem świata nie widzi. Gdy Go niema w domu na spacer trzeba ja wynosic na rekach, ponieważ tak Pan nauczył
Sierść błyszcząca, widac, że zdrowa.
Nauczyła się jak typowy labiszon spać w łóżku i wylegiwac się na każdej kanapie.
Postaram się zrobić zdjęcia w dniu zabiegu przed i po sterylizacji oraz przedstwaic skan potwierdzający sterylkę.
Na koniec usłyszałam od DS-u, że Oni już nie bedą wpuszczać nikogo obcego do domu pod pretekstem kontroli warunków zyciowych Dosi.
Musieli sie sparzyć skoro tak są anty.
Obiecali Mi, że na Moją prosbe będą informowali o Dosi, beda przychodzili na spacer do Mnie z sunią aby pobawiła się z moimi suczami.
Ze swojej strony prosiłabym o powściagliwość w ostrych komentarzach
Bo Ja po części czuje się winna, że nie dołozyłam starań by dowiedzieć się kto był i wydzwaniał do państwa
A oto zdjęcia Dosi:
( zdjęcia po cieczce przed ciażą urojoną)
Mój labrador: Bari (Waldi Niewierskie Łąki)
Pies urodził się:
20.12.2001
Mój labrador: Goya
Suczka urodziła się:
01.03.2012
Pomogła: 5 razy Dołączyła: 12 Gru 2010 Posty: 2513 Skąd: z labusiowej doliny
Wysłany: 25-06-2014, 13:00
Kilka miesięcy temu u Dosi była moja przyjaciółka ze swoim znajomym. Ale to było w 2013 roku, a mamy połowę 2014, dla mnie to nie jest żadne wytłumaczenie.
Nikt nie obiecywał, że schronisko zapłaci za sterylizację- Adam z własnej woli zaproponował, ze gdyby potrzebowali, by dołożyć się do sterylizacji, to on dołoży. Ale Państwo się nie odezwali - a nr telefonu mieli. Gdy była wykonywana tam wizyta poadopcyjna nie wyglądało ciekawie- Państwo oboje niepracujący, małe dzieci, Dosia na najtańszej karmie i resztkach, a przecież pies to duży wydatek... Nie oceniam nikogo, bo w życiu są różne sytuacje, ale może to być okres przejściowy, a od adopcji Dosi minęło 1,5 roku i wciąż bez sterylizacji....
Mam nadzieję, że teraz naprawdę zostanie wysterylizowana.
Kasiu, nie wiem,czy Państwo wiedzą, jak postępować z sunią, w przypadku ciąży urojonej - może podpowiedz im, co i jak.
Co do wetów - Baryłka byłą sterylizowana w Dzierżoniowie, wszystko raz dwa się zagoiło
Mój labrador: Bari (Waldi Niewierskie Łąki)
Pies urodził się:
20.12.2001
Mój labrador: Goya
Suczka urodziła się:
01.03.2012
Pomogła: 5 razy Dołączyła: 12 Gru 2010 Posty: 2513 Skąd: z labusiowej doliny
Wysłany: 25-06-2014, 13:06
kimsi_3 napisał/a:
Bo Ja po części czuje się winna, że nie dołozyłam starań by dowiedzieć się kto był i wydzwaniał do państwa
Nikt do Państwa nie wydzwaniał. Gosia dzwoniła tylko, by umówić się na wizytę poadopcyjną, ponieważ miałam duży nacisk od wielu osób, by zainteresować się tą sprawą. W umowie ze schroniskiem jest napisane, że odbędzie się wizyta poadopcyjna- zawsze ją przeprowadzamy.
Nie wiem, co tych Państwa tak zabolało/zdenerwowało, że ktoś odwiedził Dosię?
Natalko ja nie wnikałam. sytuacja finansowa była przejściowa. kazdy moze prace stracić choć nikomu tego nie życze. jednakże wszystko sie poprawiło. Dosia zaczeła jeść kiełbaski i szyneczki i utyła deczko. po odchudzaniu wróciła jej linia. państwo zostali pouczeni przeze mnie i weta jak maja z sunia postępować.
W tym tyg byli na wizycie. Brak mleka ale nadal ma urojona. Czekamy. Najważniejsze,ze jest lepiej.W przyszłym tyg kolejna wizyta.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum