Przyjaciele forum Zgłoszenie
FAQFAQ    SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  ProfilProfil
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Ryniu
18-01-2015, 15:37
Czedar - wrośnięty powróz, rany po kolczatce... w domu stałym
Autor Wiadomość
E. Frankiewicz 
EVI07



Mój labrador: Bajka [*]
Suczka urodziła się:
03.07.2004-07.11.2013

Mój labrador: Madera
Suczka urodziła się:
29.04.2014

Mój labrador: Czedar
Pies urodził się:
2013

Wiek: 45
Dołączyła: 16 Sty 2015
Posty: 58
Skąd: Polska, Lublin
Wysłany: 27-06-2015, 17:03   

I stało się... dnia 20 kwietnia roku pańskiego 2015...
O 15 musiałam zawieźć Madę na zabieg podszycia kikuta macicy… :cring: Miałam stresa jak cholera! A psy były śmiertelnie obrażone, bo nie dostały śniadania. ]:) Madera programowo przed zabiegiem, a Czedar przez solidarność z siostrzyczką. Żadne z nich nie rozumiało o co chodzi, chodziły za mną jak cienie, trącały mnie nosami, łapały zębami za palce rąk (mięsa im się chciało, czy co?! :doubt: ) i w ogóle potykałam się o nie na każdym kroku. Tłumaczyłam im, jak komu dobremu, że dzisiaj obowiązuje głodówka, sama też nic nie jem, żeby psiakom przykrości nie robić, ale te argumenty nie wystarczały. ;D

Najlepsze rzeczy w ogóle dzieją się kiedy karmię syna, Mada zasiada po prawej stronie, Czeduś po lewej i oboje czekają na to, co dziecko zgubi lub wypluje z buzi. :greedy: Potem następuje akcja wyżerania sobie spod pyska najlepszych resztek, ruchem jednostajnie przyspieszonym obydwa psy wpadają pod dziecinne krzesełko, wylizując wszystko co jadalne (oraz to, co niejadalne także ;D ). Na koniec wylizują dziecku buzię, śliniaczek, ewentualnie porteczki i bluzeczkę, wymyją dokładnie jęzorami krzesełko i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku zalegają na kanapie. ;*
W ogóle nasze psiury zrobiły się sępy nad sępami. Wyczuły, dranie jedne, że najbardziej można obłowić się żywieniowo właśnie przy dzieciach. :dribble: A dzieci też wyczuły, że jak matka z ojcem nie widzą, to psy mają radochę podwójną… :-P
Najlepsze numery odstawiają właśnie przy karmieniu naszego 16 – miesięcznego Niunia, który zawsze był dzieckiem żertym, ale ostatnio obraził się na jedzenie i woli uprawiać wspinaczkę po meblach. Psy mu wiernie asystują przy każdym kęsie, ale Młody już załapał, że najlepsza zabawa jest wtedy, kiedy się coś wypluwa. Bierze więc do buzi kawałek kanapki, po czym ucieka w drugi kąt pokoju (psy za nim), wypluwa nad psimi mordami i przychodzi po kolejny kęs. 8) Psy wyrabiają maratonową normę za tydzień z góry, kiedy tak latają po całej „salonojadalni”, Mały zyskuje figurę modela, psy zaś – no cóż – dobrze, że sporo biegają, bo przemieniłyby się na tym chlebie w rasowe tuczniki. :haha:
_________________
"Pies to tylko pies, dopóki nie staniesz z nim oko w oko. Wtedy to jest Pan Pies".
 
 
Joanna O. 



Dołączyła: 18 Lip 2014
Posty: 435
Skąd: Warszawa
Wysłany: 27-06-2015, 19:11   

Pozdrawiam całą Czedarową Rodzinę. ;*
Życzę dużo zdrówka dla Madery i Czedara. :)
Ale i tak i tak widzę, że nie można się z Maderą i Czedarem nudzić. :-P :shy:
_________________
Pozdrawiam serdecznie, Joanna O.

Przedmioty na bazarki <> Dom Tymczasowy <> Adopcje i (zgłoszenie)
 
 
E. Frankiewicz 
EVI07



Mój labrador: Bajka [*]
Suczka urodziła się:
03.07.2004-07.11.2013

Mój labrador: Madera
Suczka urodziła się:
29.04.2014

Mój labrador: Czedar
Pies urodził się:
2013

Wiek: 45
Dołączyła: 16 Sty 2015
Posty: 58
Skąd: Polska, Lublin
Wysłany: 27-06-2015, 23:02   

Joanna O. napisał/a:
Pozdrawiam całą Czedarową Rodzinę. ;*
Życzę dużo zdrówka dla Madery i Czedara. :)
Ale i tak i tak widzę, że nie można się z Maderą i Czedarem nudzić. :-P :shy:


Słowo "nuda" nie istnieje w naszym psim słowniku... ;D
_________________
"Pies to tylko pies, dopóki nie staniesz z nim oko w oko. Wtedy to jest Pan Pies".
 
 
E. Frankiewicz 
EVI07



Mój labrador: Bajka [*]
Suczka urodziła się:
03.07.2004-07.11.2013

Mój labrador: Madera
Suczka urodziła się:
29.04.2014

Mój labrador: Czedar
Pies urodził się:
2013

Wiek: 45
Dołączyła: 16 Sty 2015
Posty: 58
Skąd: Polska, Lublin
Wysłany: 28-06-2015, 16:06   

Po operacji Maduś wrócił do domu dopiero następnego dnia rano. :( Zabieg się skończył bardzo późno, po 22 dopiero (podobno robota była koronkowa, na temat efektów będzie można coś powiedzieć za kilka dni :( ) i pan wet (cudowny człowiek :heart: ) zdecydował, że ponieważ ma nocny dyżur, zatrzyma naszą psinę do rana pod przeciwbólową kroplówką i swoją czułą opieką. ;* Z jednej strony byłam zadowolona, bo całą noc bym przy psie warowała, z drugiej – pustka w domu… :cring:
Faktem jest, że i tak całą noc miałam z głowy. Czedar całe popołudnie szukał siostrzyczki, i w ogródku (wykopał chyba z pięć dołków tam, gdzie ostatnio wylegiwała się Mada ;] ), i w całym domu. Wieczorem już dostał szału, chodził za mną krok w krok, wzrokiem mówił mi wyraźnie „no i gdzie ty, babo jedna, mi Maderę wywiozłaś?!” :bad: , czułam się jak sadystka i prawie morderca. Snuł się po całym domu jak smród po gaciach, wskakiwał na kanapę i złaził po kilku sekundach, poprzewracał miski w psim pokoju, z psich kocyków zrobił wielką, skotłowaną górę szmat, na której uwalił się z jękiem tylko po to, by za 2 minuty wstać i znowu patrzeć na mnie jak na wyrodną pańcię. :confused: Jak wyszliśmy na ostatni spacerek o 23 darł pysk na całą wieś, w tonacji wyjąco – sfrustrowanej, obrażony był na mnie śmiertelnie ]:) , w ramach zemsty znokautował kocicy drapak, w gębę wprawdzie od niej dostał, ale wyraźnie miał to gdzieś, wykłócał się zajadle z sąsiedzkim Bouvierem (z którym się w ogóle bardzo lubią) i gryzł wszystko z furią i taką jakąś wściekłą zaciętością. :< Normalnie był zły, że mu siostrzyczkę zabrali!!! ]:)
W nocy urządził sobie trasę wędrówki przez środek naszego łóżka, kręcił się, siadał, wstawał, kładł się, potem zaczął piszczeć, jojczał i marudził do rana. :( A jak już przywiozłam Maderę z kliniki, pierwsze co zrobił do wycałował ją dokumentnie, do tego stopnia, że z niej ciekło. ;D I dopiero potem zaczęło być wesoło…
_________________
"Pies to tylko pies, dopóki nie staniesz z nim oko w oko. Wtedy to jest Pan Pies".
 
 
E. Frankiewicz 
EVI07



Mój labrador: Bajka [*]
Suczka urodziła się:
03.07.2004-07.11.2013

Mój labrador: Madera
Suczka urodziła się:
29.04.2014

Mój labrador: Czedar
Pies urodził się:
2013

Wiek: 45
Dołączyła: 16 Sty 2015
Posty: 58
Skąd: Polska, Lublin
Wysłany: 29-06-2015, 11:53   

Czedar + Madera + szwy na brzuchu = istna masakra! Wbrew wszystkim obiegowym opiniom, iż istota po operacji wymaga rekonwalescencji, Madera uruchomiła całe swoje psie ADHD. ;D Ledwo dojechałyśmy do domu, już wyraziła zapał do skakania, zabawy i ogólnego szaleństwa. Z trudem wyhamowałam psie zapędy, zamknęłam brunatnego łobuza w psim pokoju, licząc (jakże głupio! ;] ) na samoistne uspokojenie zwierza. Szybko dotarło do mnie, że mogę się ugryźć… :-P Psy wyszły z założenia „śnij babo dalej!”, Czedar wył głosem zbolałego kojota pod barierką do psiego pokoju :cring: , zaś Madera natychmiast zaczęła wypruwać sobie szwy z brzucha. ]:) Pognałam biegiem do samochodu po plastikowy kołnierz, który w naszym psio – ludzkim plemieniu istniał już od lat, jeszcze po naszej poprzedniej labce Bajeczce. Ubrałam psa, przerabiając go na lampę i wypuściłam z kojca – nie zdzierżyłam Czedusiowego wycia… Dodatkowo metodą chałupniczą spłodziłam ubranko pooperacyjne dla Mady, z mojej starej bluzki. Madzior oszalał, natychmiast obtłukła kołnierzem dwie ściany :dribble: (pracowicie przed rokiem obkładane ozdobnym kamieniem przez mojego męża – już widzę co będzie, jak wróci on do domu… :beated: ), wylała wodę z obu psich misek, robiąc na środku przedpokoju bajoro, rozdarła poduszkę na fotelu, by w końcu spojrzeć na mnie wzrokiem zbolałej łani. :( Wiedziałam doskonale co chce mi powiedzieć i czułam się jak morderca zawodowy… :matrix: Ale nie było wyjścia (przynajmniej tak sądziłam :confused: )…
Do wieczora zapanował umiarkowany spokój, Madzior nafochowany kołnierzem i kiecką przestał ze mną rozmawiać, Czedar chodził za nią krok w krok i próbował pocieszać. Za to w nocy zrobiło się wesoło. Po ostatnim spacerku (odbytym oddzielnie z każdym psem) byłam przekonana, że spokojny sen to jedyna możliwa rzecz na jaką mnie stać. :| I faktycznie, przez 2 godziny spałam, niekoniecznie spokojnie, bo udeptywana przez Maderę, ale za to martwym bykiem. :girl: Po dwóch godzinach usłyszałam dziwne dźwięki – jakby chrupanie? :< Ocknęłam się z trudem i przyłapałam Czedusia na działalności rozrywkowej – kołnierz Maderowy był zdjęty i zeżarty w połowie!!! :-o Szwy jeszcze były.
Z samego rana wyrwałam się do sklepu zoologicznego, żeby kupić kolejny kołnierz, tym razem dmuchany. Kupiłam, założyłam i… przetrwał do wieczora. :-o Równo z wybiciem godziny 18, wchodząc do domu po spacerze z Niuniem, usłyszałam złowieszczy syk – oczywiście nie miałam specjalnych złudzeń, że w domu wyhodowaliśmy groźną żmiję – raczej groźnego Czedara… ;D Kołnierz był już w dwóch kawałkach i dogorywał, Madera natomiast, cała szczęśliwa, wylizywała Czedarowe ucho (na pewno z wdzięczności :D ).
Kołnierzom dałam spokój. Wywlokłam z szafy kolejną starą bluzkę, ubrałam psa, obszyłam gdzie się dało, dziura na ogon została wycięta i system się sprawdzał przez 3 dni. Dokładnie 3 dnia rano okazało się, że szwy przegrały z Madowym ADHD i rozlazły się, otrzewna wylazła na zewnątrz brzucha. :bad: Ogłosiłam czerwony alarm, psa w samochód i do kliniki z powrotem. :dribble:
W klinice psiura dostała kolejną narkozę, dwie godziny trwało prucie starych szwów, łatanie dziury w środku oraz ponowne zszywanie :cring: , na szczęście pan doktor, na którego padł zabieg (w dzień wolny od pracy – teoretycznie) okazał się profesjonalistą (poza tym zna Maderę doskonale… ;D ), pozszywał piesa skutecznie i podwójnym szwem i zalecił na najbliższe 10 do 12 dni hydroxyzynę dla uspokojenia (dla psa oczywiście, pańcia wolała kielicha! :-P ).
Tym razem piesa została ubrana w profesjonalne ubranko pooperacyjne, mimo prób poszarpania zdjąć się nie dało (świnie te ludzie po prostu! ]:) ), brzuch się drapać nie dał i pies dostał szału! :-> Czedar został na noce oddelegowany do moich rodziców (bo nocami najbardziej pomagał Maderze w rozbieraniu się), wiernie z nimi spał – łeb na podusi, dupcia na ludzkich nogach – mój tatuś był uszczęśliwiony :papa: – Madzior zaś nocami dostawał podwójnego świra, bo nie dość, że Czedusia zabrali, a jej nie, to jeszcze brzuch swędzi i podrapać się nie można, kieckę założyli, świństwo, draństwo i hańba dla psa!!! :doubt:
_________________
"Pies to tylko pies, dopóki nie staniesz z nim oko w oko. Wtedy to jest Pan Pies".
 
 
Barbi 


Mój labrador: Karmel
Pies urodził się:
13.07.2013

Dołączyła: 19 Wrz 2013
Posty: 103
Skąd: Londyn
Wysłany: 29-06-2015, 19:17   

Życzę wytrwalosci w rekowalescencji. To Wam Psia ekipa dostarcza wrażeń .
 
 
E. Frankiewicz 
EVI07



Mój labrador: Bajka [*]
Suczka urodziła się:
03.07.2004-07.11.2013

Mój labrador: Madera
Suczka urodziła się:
29.04.2014

Mój labrador: Czedar
Pies urodził się:
2013

Wiek: 45
Dołączyła: 16 Sty 2015
Posty: 58
Skąd: Polska, Lublin
  Wysłany: 05-08-2015, 13:10   Madery rekonwalescencji ciąg dalszy...

W ramach pierwszomajowego pochodu wybrałyśmy się z Maderką na ostatni wieczorny spacerek przez wieś (przynajmniej taki był plan ;] ). Godzina 23, okoliczne pijaczki już śpią na ciężkiej lub lżejszej bani (w tym ostatnim wypadku z okolicznych chaszczy od czasu do czasu rozlegały się jakieś stęki i pobekiwania :beated: ), sąsiedzkie psy odbywają wypady na atrakcyjne suczki (taka jedna bardzo atrakcyjna na szczęście mieszka na drugim końcu wsi, więc u nas cisza), księżyc daje czadu niczym latarnia morska – żyć, nie umierać! 8)
Madera wypadła z domu, na przydomowym trawniku załatwiła najpilniejsze potrzeby (bo po co zanieczyszczać wsiowe trawniki, pańcia i tak g… posprząta! :-P ) i skierowała się w stronę garażu, z nadzieją, że gdzieś znajdzie naszą kocicę i będzie miała kogo ganiać (ale kota nie taka głupia, żeby się psu pod mordkę podstawiać). W połowie podjazdu nagle ją zastopowało…
Pierwsze pociągnięcie nosem – i zdziwienie – coś pachnie dziwnie, jakby błotnie. :-o Drugi niuch – to samo, nadal błotem śmierdzi. :-o Trzeciego niucha nie było – błotne coś się poruszyło, więc Madzior odbił się wszystkimi czterema łapami i wylądował pod bramą, cały zjeżony, kły wyszczerzone jak u wściekłego zwierza, ogon dla pewności schowany między tylnymi łapami. :dribble:
Z ciekawości podeszłam zobaczyć cóż tam takiego ciekawego i strasznego jest. Co się okazało? Żaba. Wielka, oślizgła, skacząca i w ogóle obrzydliwa, nie dziwię się psu… :|
Kiedy Madera zobaczyła, że podchodzę do tego nieprzewidzianego na trasie wroga, postanowiła również się zbliżyć. Na ugiętych nogach, ze sztywną szczotką sierści od łba do ogona oraz głuchym bulgotem wydobywającym się z gardzieli powoli zbliżała się do żaby. Parę niuchów nosem i kolejny odskok, tym razem pod garaż – żaba znowu ośmieliła się poruszyć (wredne bydlę! :bad: ).
Taka zabawa w kotka i myszkę trwała dobrą chwilę, do momentu, kiedy Madzior przestał się obawiać żabich skoków. Najpierw próbowała ją polizać, natychmiast potem zaczęła rozgłośnie pluć i fukać (mięcho jadalne nie było… :dribble: ), a w końcu oszalała z radości – Czedusia wprawdzie nie ma, za to jest żaba do zabawy. :papa: Przewracała żabę łapą, waliła w nią nosem jak w bęben, poszczekiwała, aż wreszcie złapała ją do pyska i dalejże podrzucać. Żaba w tym wszystkim nie była nawet draśnięta, ni zębem, ni pazurem, ale ze strachu zdążyła pewnie umrzeć na zawał. ;D
Żabio – labowa zabawa trwała ze 40 minut, dopóki Madera nie uznała, iż walka z nieruchomym przeciwnikiem nie daje satysfakcji. :-> Porzuciwszy żabę na rzecz dopatrzonej właśnie naszej kocicy Madusia ruszyła w pogoń i srodze zawiodła się w swoich rachubach, kota bowiem szmyrgnęła pod płotem do sąsiadów, Madzior zaś ćwieknął łbem o siatkę, aż zadzwoniło! Kiedy już minęło ogłuszenie, mogłam wreszcie powlec „rekonwalescentkę” (ha, ha, ha! :D ) do domu. Była niemal 1:00… ]:)
_________________
"Pies to tylko pies, dopóki nie staniesz z nim oko w oko. Wtedy to jest Pan Pies".
 
 
E. Frankiewicz 
EVI07



Mój labrador: Bajka [*]
Suczka urodziła się:
03.07.2004-07.11.2013

Mój labrador: Madera
Suczka urodziła się:
29.04.2014

Mój labrador: Czedar
Pies urodził się:
2013

Wiek: 45
Dołączyła: 16 Sty 2015
Posty: 58
Skąd: Polska, Lublin
Wysłany: 17-08-2015, 11:42   Maderka i jej psie ADHD-c.d.

Zapisane dnia 5 maja roku pańskiego 2015

Ostatnie 12 dni wspominam niczym senny koszmar, z Maderą w roli brunatno – krwawego upiora… :doubt:
Pierwsze trzy dni od ponownego szycia, to było ciągłe babranie się rany, przemywanie wodą utlenioną, zasypywanie Dermatolem, zaklejanie plastrem (który Madera usiłowała zżerać :bad: ), zmiany opatrunku i wizyty kontrolne w klinice. Hydroxyzyna była podawana na grubo, teoretycznie uspokojony pies nieco więcej spał, żarł jak maszyna i na widok ludzi podskakiwał jak piłka, co za każdym razem przyprawiało mnie o dreszcz rozpaczy i paniki, że znowu się szwy sprują :-o (się nie spruły!). Spacerki piesy odbywały oddzielnie, ku oburzeniu Madery, której w udziale przypadły jedynie krótkie wyjścia po wsi (zalecenia lekarskie, psia kość! :cring: ). Czeduszek został na 12 dni (a właściwie nocy) przymusowo zesłany do moich rodziców, obaj z moim tatusiem sypiali razem pysio w pysio (ku obopólnej satysfakcji ;* ), trzeciej kolejnej nocy Czedar zaś był uprzejmy z takim łomotem wskoczyć na wyrko moich rodziców, że je aż zawalił. ;] Mój ślubny dostał pienistego szału, kiedy dowiedział się, że z powodu PSA (zgroza i obłęd w paski!!!) musi naprawiać łóżko, stwierdził, że wszystkiego by się spodziewał, ale nie tego… :confused: Wieczorne spacerki Czedi odbywał z moją mamusią, zasrywając pół osiedla z dziką satysfakcją wizytatora oraz oblewając każde drzewko, słupek i koło samochodu. Wściekle zaprzyjaźnił się z wiekową labradorką sąsiadów, do tego stopnia, że pchał się pod jej drzwi i popiskiwał nagląco. Popiskiwanie miało wydźwięk surmy bojowej i zmuszało właścicieli labki do przymusowych spacerków w okolicach 23:00 oraz 6:00 rano… Ich szczęście nie znało granic. ;D Na szczęście lubią labradory, nawet te zwariowane.
W ciągu dnia wyprawialiśmy się z Czedarkiem na spacerki pod las (nie do lasu niestety, bo kleszczy jest cała masa, a ja mam do tych swołoczy ciężki uraz osobisty! ]:) ), Czeduś nie był zachwycony, że pokłusować po chaszczach nie może, powarkiwał na mnie z niesmakiem, usiłował wlec mnie siłą (przez góry i wądoły) do środka lasu, a kiedy protestowałam, stawiał opór czynny i kładł się na ulicy :< , dając mi do zrozumienia, że i tak w upatrzonym przeze mnie kierunku ani myśli iść. 8) Niestety, uległam i dałam się skorumpować – łapówki żywnościowe zaczęłam nosić po kieszeniach, w przeciwnym wypadku bowiem powrót do domu stawał się marzeniem ściętej głowy i moim pobożnym życzeniem… :haha:
Po każdym powrocie z takiego spacerku zastawaliśmy Madusię ciężko obrażoną, nadętą jak purchawka i w ogóle odwracającą się do nas ogonem. :| W jej ślepiach był taki wyrzut, że ja osobiście czułam się jak średniowieczny łowca czarownic i barbarzyńca w jednym. :beated: Czedar był mniej wrażliwy. I mimo, iż zabierałam brunatnego łobuza na ponowny spacerek przez wieś (w ramach rekompensaty i osobistych wyrzutów sumienia), nadal czułam się jak zwyrodniały hycel. :| Ach, to psie spojrzenie, jego wymowa ma siłę czołgu i odporność podkładu kolejowego… ;D
_________________
"Pies to tylko pies, dopóki nie staniesz z nim oko w oko. Wtedy to jest Pan Pies".
 
 
E. Frankiewicz 
EVI07



Mój labrador: Bajka [*]
Suczka urodziła się:
03.07.2004-07.11.2013

Mój labrador: Madera
Suczka urodziła się:
29.04.2014

Mój labrador: Czedar
Pies urodził się:
2013

Wiek: 45
Dołączyła: 16 Sty 2015
Posty: 58
Skąd: Polska, Lublin
Wysłany: 19-09-2015, 01:08   Madery rekonwalescencji ciąg dalszy...

Zapisane 6 maja 2015

Dzisiaj Madziorowi zdjęto wreszcie szwy. :papa: Pies jednak nadal jest nie w sosie, liczył bowiem na to, że po zdjęciu szwów pozbędzie się również pooperacyjnej kiecki, a tu guzik, pani wet kazała jeszcze 3 dni piesa ubierać, żeby się nie rozlizał. :bad: Normalnie, skaranie boskie z tymi ludźmi, nie dość, że wysyłają psa na operację, fundują narkozę, kroplówki, piguły, szyją, prują, znowu szyją, potem znowu wszystko wypruwają, to jeszcze na dodatek kiecę każą nosić!!! ]:) A won ode mnie pętaki, bo was pogryzę!!! :doubt:
Tak jak wcześniej Czeduszek dawał popisy w klinice wet, to tym razem występy zorganizowała Maderka. Już z samochodu wysiadała lekko nafochowana, ale ogon jeszcze się majtał. Na trasie do gabinetu dwóch robotników siedziało sobie na pustakach (gabinet jest właśnie od nowa tynkowany) i jadło drugie śniadanie. Madzior podbiegł do nich, przymilnie zajrzał im w oczy, ogon wykręcił kilka śmigiełek, co miało sygnalizować: „Masz coś dobrego? Czuję, że masz. Nie bądź świnia, podziel się!”. :dribble: Jeden z facetów złamał się od razu i pies wzbogacił żołądek o kawałek wiejskiej kiełbaski (mniam, mniam!, dobre było, ale mało :-P ), drugi usiłował się opierać, ale jego drożdżówka szybko podzieliła los kiełbasy. :-P Psica zajrzała im jeszcze do butelek z piwkiem, ale tym już się swołocze podzielić nie chcieli, samoluby jedne! :->
Nie było wyjścia, ruszyłyśmy do gabinetu. Pies wlazł rozmerdany, zalizał panią z recepcji i… zobaczył panią wet, która miała zdejmować szwy (skąd Madziora wiedziała, że to właśnie ona, to ja sama nie wiem :confused: ). Pani wet jest bardzo przez Madusię lubiana, ale… nie dzisiaj. ;] Madera spojrzała na nią spode łba, na wszelki wypadek od razu wyszczerzyła kły, zaś z gardełka wydała z siebie subtelny głosik rozwścieczonego niedźwiedzia brunatnego. :bad: Niestety, pani doktor nie raczyła się przejąć psimi humorami, Madura została wepchnięta do właściwego pomieszczenia i z pomocą studentki podjęłyśmy pierwszą próbę przewrócenia piesa na grzbiet. :beated: Próbę nieudaną totalnie, trzeba dodać. Madzior się wyrwał i w te pędy wskoczył na krzesło, a z niego na biurko (chyba chciał na nas popatrzeć z góry… 8) ). Na biurku zapanowało pomieszanie z poplątaniem, klawiatura komputera została (dziwnym sposobem 8) ) wyrwana, osobisty stetoskop pani wet przeistoczył się w smętnie dyndający kawałek plastiku, zaś Madera podjęła próbę wypicia kawy, która sobie na biurku stała i czekała na wolną chwilę pani doktor. :dribble: Kawa była wprawdzie z mleczkiem, ale bez cukru, więc pies zaczął pluć i fukać, a w końcu rozgłośnie i z bezgraniczną obrazą ujadać, sugerując nam jakobyśmy czyhały na jej życie. :bad:
Udało mi się ściągnąć z biurka rozjedzonego i nieźle rozjuszonego psa, po czym nastąpiła kolejna próba zrobienia żuka z labradora. Tym razem dokooptowano drugą studentkę… Pies został przewrócony, ale jeśli miałam nadzieję, że to koniec walki, to wszyscy wiemy czyją nadzieja jest matką… ;D Najpierw Madzior zakrył szwy ogonem. Próba dotknięcia ogona skończyła się lekkim „mięsożerstwem” – jedna ze studentek została dziabnięta. ]:) Następnie ogon odsunęłam ja. Rozległ się warkot, ale bez pokazywania uzębienia. Pierwszy szew został wypruty i… pani wet odleciała od psa jak wystrzelona z katapulty. :beated: Co się okazało? Madera zasunęła jej solidnego kopniaka tylnymi łapami, a że pani doktor jest drobniutka (waży niewiele więcej niż Mada), to trudno nie było. :-P Zeskrobałyśmy panią doktor spod stołu lekarskiego, wkurzonego już do białej gorączki psa wyciągnęłam spod biurka, zawezwałyśmy dwóch silnych stażystów na pomoc (obaj założyli grube rękawice, takie, w których robi się kotom zastrzyki) i ponownie udeptałyśmy Madusię w pozycji żuczka – gnojaka. :cring: Biedny pies stracił już wszelkie złudzenia i poddał się z rezygnacją zabiegowi, płakał jednak głośno i donośnie, skowyczał jak kojot na prerii, tak że wszyscy pozostali psi pacjenci oczekujący na korytarzu dołączyli się do koncertu. :cring:
Szwy zostały zdjęte, pani wet ma siniaki, studentka ma ślady psich zębów, a stażyści wiedzą już po co mają rowki w tyłkach… :D Żeby pot miał im którędy spływać… Wesoło było… :haha:
[/u]
_________________
"Pies to tylko pies, dopóki nie staniesz z nim oko w oko. Wtedy to jest Pan Pies".
 
 
figula1 


Mój labrador: Bono (*)
Pies urodził się:
ok. 13 lat

Mój labrador: Ayla (*)
Suczka urodziła się:
około 10 lat

Mój labrador: Figa, Merlin
Suczka urodziła się:
około 10 lat, około 10 lat

Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 15 Lis 2012
Posty: 349
Skąd: Warszawa
Wysłany: 19-09-2015, 13:32   

:D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D
_________________
pozdrawiamy
--------------------
Krynia & Bono (*) & Ayla(*) & Figa & Merlin
 
 
anna34 
rude szczęście



Mój labrador: Chopper
Pies urodził się:
03.07.2007-24.05.2016

Mój labrador: Biscuit John Cage(Hearty)
14.06.2016

Pomogła: 7 razy
Wiek: 52
Dołączyła: 15 Sty 2008
Posty: 6152
Skąd: Pruszków
Wysłany: 19-09-2015, 15:27   

Prawie posikałam się ze śmiechu :D
_________________
 
 
 
aganica 
Junior Admin



Mój labrador: Hermiona (*)
Suczka urodziła się:
30.08.2003-02.05.2018

Mój labrador: Fiona (*)
Suczka urodziła się:
23.01.2008-12.12.2019

Mój labrador: LOVE STORY Lualaba(*)
Pies urodził się:
14.09.2008-19.06.2022

Pomogła: 17 razy
Dołączyła: 31 Paź 2008
Posty: 9860
Skąd: Warszawa
Wysłany: 19-09-2015, 20:33   

anna34 napisał/a:
Prawie posikałam się ze śmiechu
Bo Ty młoda to..jeszcze trzymasz, ja popuściłam :D :D
_________________

 
 
 
Ryniu 



Mój labrador: Enzo [*]
Pies urodził się:
9.08.2005 - zm.11.01.2019

Mój labrador: Pola [*]
Suczka urodziła się:
4.12.2008 - zm.21.07.2022

Pomógł: 27 razy
Dołączył: 27 Lis 2007
Posty: 27551
Skąd: Włocławek
Wysłany: 20-09-2015, 11:05   

:haha: to mieli ubaw w gabinecie :)
_________________


 
 
E. Frankiewicz 
EVI07



Mój labrador: Bajka [*]
Suczka urodziła się:
03.07.2004-07.11.2013

Mój labrador: Madera
Suczka urodziła się:
29.04.2014

Mój labrador: Czedar
Pies urodził się:
2013

Wiek: 45
Dołączyła: 16 Sty 2015
Posty: 58
Skąd: Polska, Lublin
  Wysłany: 07-01-2016, 14:25   Pamiętnik labiej mamy-Madery i Czedara przygód ciąg dalszy

Zapisane 15 maja 2015 - ciąg dalszy pamiętnika labiej mamy

Nasze psiury zaliczyły pierwszy weekendowy wypad – pojechaliśmy sobie w góry, samochodem wypchanym do granic możliwości (ciekawe kto powiedział, że Audi B4 to pojemny samochód? :( ). Dwoje dorosłych, dwoje dzieci (w tym jedno półtoraroczne), dwa labradory… i 360 kilometrów do przejechania… :dribble:
Wyruszyliśmy o 14:00, przezornie wetknęłam piesom obiad dwie godziny przed odjazdem, bo by nas chyba zeżarły, jeśli miałyby jeść dopiero na miejscu, upchaliśmy graty do bagażnika, dzieci i psy do auta, dla nas samych już prawie nie było miejsca, ale pal licho, co przeżyjemy, to nasze! :-o Samochód wyglądał jak puszka, w której sardynki kisną w swoim własnym sosie. I tak zresztą się czułam… Najlepiej miał mąż, bo wepchnął się za kierownicę (była o to walka, kto by pomyślał, że miejsce kierowcy może być najlepsze? 8) ) i jedyną uciążliwością podczas 5 – godzinnej podróży był łeb Czedusia czule przytulony do jego kolana i skrzyni biegów.
Nasza córka zajęła całkiem niezłe miejsce na przednim siedzeniu (więc Czedi miał możliwość dokumentnego oblizywania jej gołych, kościstych kolan), natomiast ja zostałam skazana na miejsce z tyłu, po prawej stronie mając syna w foteliku, po lewej zaś 30 kilogramów brązowego futra zwanego Maderką (która pracowicie udeptywała mnie przez całą podróż :beated: ).
Niestety, audi mojego męża nie posiada tak wyrafinowanego urządzenia jakim jest klimatyzacja (a temperatura na dworze sięgała 27 stopni… ;] ), więc psiaki szybko wywaliły ozory i zaczęły ziajać. Zacap się zrobił w aucie taki, że siekierę można było powiesić, do tego jeszcze synuś skutecznie i wonnie zapełnił pieluszkę. :bad: Tym sposobem tuż przed Rzeszowem trzeba było się zatrzymać, przewietrzyć auto, odcedzić psy i przebrać syna oraz nakarmić dwójkę dzieci. Po godzinnym „prostowaniu łap” ruszyliśmy w dalszą trasę, już autostradą. Byliśmy już 30 km przed Krakowem, kiedy Czedar zaczął szczekać (a głosik ma donośny jak trąba jerychońska), Madera natychmiast zaczęła piszczeć, syn zaczął się drzeć, a córka wołać, że natychmiast musi do toalety. :(
Nie było wyjścia – zjechaliśmy na najbliższy MOP (dla niewtajemniczonych: Miejsce Obsługi Podróżnych), córka pognała do WC, ja za nią z synem pod pachą (i paczką pieluch, gwoli ścisłości), a mąż miał zostać z psami. Z Maderą owszem, został, natomiast Czedar pognał za nami, wypłoszył wszystkie baby z kibla :D (mieliśmy więc luksus rozpasany), wskoczył łapami na umywalkę i ujadał o wodę. :-P Mimo moich cierpliwych perswazji, że wodę i to mineralną ma pan, w samochodzie, więc niech idzie pyszczyć do pana, Czeduś życzył sobie napić się trucizny z kranu. ]:) Napił się oczywiście, bo jego jazgotu nie wytrzymałam. Liczyłam tylko, że sraczki nie dostanie (i na szczęście nie dostał)… :papa:
W międzyczasie Madera postanowiła zapoznać się ze wszystkimi kierowcami stojących na parkingu TIR – ów, urządziła takie taneczne przedstawienie, że się całe stado ludzi zleciało, obłowiła się oczywiście w resztki kanapek, pieczonego mięska, a nawet i jabłuszko się trafiło. Mój mąż natomiast zapowiedział, że nigdy więcej z Madą sam nie zostaje, bo mu wstyd za psa… 8)
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, psy wyskoczyły z auta, zrobiły rekonesans w ogródku i zapoznały się z beagle`o – podobną suczką naszych przyjaciół, u których mieszkaliśmy. Spotkanie było bardzo miłe, psy znokautowały ogródek totalnie, peonie smętnie zwiesiły podeptane łebki, z mieczyków zostały strzępki, a wśród bratków został wykopany potężny tunel (zapewne w poszukiwaniu kreta…). :dribble:
Potem na trasie biegowej trafił się pierzasty wróg – kury. Psy z łomotem i szczekiem wpadły w kurze stado, kogut ewakuował się pierwszy i prysnął na daszek kurnika, kury rozpierzchły się z gdakaniem, gubiąc po drodze jajka, psy natomiast z dreszczem szczęścia w futrzanych serduszkach wykąpały się w kurzym poidle… Śmierdziały wszystkie trzy straszliwie! :bad:
Po obowiązkowej wieczornej kąpieli pieski zostały udeptane na swoich własnych, zabranych z domu kocykach, sunia rezydentka dopchnęła się do nich także i tak sobie słodko we trójkę spały w kącie pokoju, chrapiąc jak stare traktory przed remontem. :girl:
Następny dzień był dla psiaków ogromną atrakcją – wybraliśmy się na pół dnia do lasu, więc węszenia, niuchania, kopania dołków i podgryzania kory drzewek było mnóstwo, na deser ludzie urządzili ognisko z pysznymi kiełbaskami i było co kraść, nawet pieczone kartofle się trafiły. :-P Tylko browarkiem się swołocze – ludzie podzielić nie chcieli, egoiści psia krew! :-> Psiaki jednak odbiły to sobie wieczorem, włażąc po cichutku do spiżarki i częstując się pyszną, domową szarlotką – zżarły całą blachę. ;D
Na szczęście jedynym ubocznym skutkiem nadmiaru jabłuszek było głośne popierdywanie w nocy i smrodzenie z psich rur wydechowych (wszystkich trzech). :lookdown:
Kolejny dzień to była już niestety podróż powrotna, oczywiście bez atrakcji się nie obyło, bo 150 km od domu nasza wysłużona bryka odmówiła współpracy – alternator diabli wzięli. Dobrze, że moje ciotki i wujek mieszkali blisko, zostaliśmy zholowani, mój mąż – mechanik zajął się reanimacją szczotek alternatora na tyle, żeby dało radę do domu dojechać, zaś ja, dwoje dzieci i dwa psy udaliśmy się do domu jednej ciotki, w towarzystwie drugiej ciotki, natomiast wujek poszedł do siebie do domu, mrucząc coś pod nosem o starych rupieciach (ciekawe, czy miał na myśli nasze audi, czy może mówił o swojej żonie – francy wyjątkowej…? :doubt: ).
Psy oczywiście obwąchały cały dom, potem zrobiły rekonesans w ogródku, a że deszcz lał potężny, wróciły brudne i mokre jak dwa szczury, więc dom ciotki szybko zaczął przypominać skrzyżowanie brudnej stodoły z bardzo zaniedbanym ugorem. :)
O północy udało nam się wyruszyć do domu, dotarliśmy na 3, psy padły jak worki, córka z dreszczem szczęścia nie poszła rano do szkoły, syn marudził do 5 rano, bo ze snu się wybił, a mój mąż o 6 zaczął zbierać się do pracy. :confused: Psy nawet mu na pożegnanie ogonami nie pomajtały, o co się na nie śmiertelnie obraził – no jak to, pan do pracy idzie, zarąbany po nieprzespanej nocy, a jego własne psy ani myślą się pożegnać… Skandal i obraza majestatu! ;]
_________________
"Pies to tylko pies, dopóki nie staniesz z nim oko w oko. Wtedy to jest Pan Pies".
 
 
Ryniu 



Mój labrador: Enzo [*]
Pies urodził się:
9.08.2005 - zm.11.01.2019

Mój labrador: Pola [*]
Suczka urodziła się:
4.12.2008 - zm.21.07.2022

Pomógł: 27 razy
Dołączył: 27 Lis 2007
Posty: 27551
Skąd: Włocławek
Wysłany: 07-01-2016, 16:17   

Ale mi się humor poprawił :) ;*
_________________


 
 
figula1 


Mój labrador: Bono (*)
Pies urodził się:
ok. 13 lat

Mój labrador: Ayla (*)
Suczka urodziła się:
około 10 lat

Mój labrador: Figa, Merlin
Suczka urodziła się:
około 10 lat, około 10 lat

Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 15 Lis 2012
Posty: 349
Skąd: Warszawa
Wysłany: 08-01-2016, 19:59   

Ryniu napisał/a:
Ale mi się humor poprawił :) ;*


mnie też :haha:
_________________
pozdrawiamy
--------------------
Krynia & Bono (*) & Ayla(*) & Figa & Merlin
 
 
E. Frankiewicz 
EVI07



Mój labrador: Bajka [*]
Suczka urodziła się:
03.07.2004-07.11.2013

Mój labrador: Madera
Suczka urodziła się:
29.04.2014

Mój labrador: Czedar
Pies urodził się:
2013

Wiek: 45
Dołączyła: 16 Sty 2015
Posty: 58
Skąd: Polska, Lublin
Wysłany: 08-01-2016, 20:35   

Cieszę się, że moje dwa futra potrafią tak humory poprawiać... :haha:
_________________
"Pies to tylko pies, dopóki nie staniesz z nim oko w oko. Wtedy to jest Pan Pies".
 
 
E. Frankiewicz 
EVI07



Mój labrador: Bajka [*]
Suczka urodziła się:
03.07.2004-07.11.2013

Mój labrador: Madera
Suczka urodziła się:
29.04.2014

Mój labrador: Czedar
Pies urodził się:
2013

Wiek: 45
Dołączyła: 16 Sty 2015
Posty: 58
Skąd: Polska, Lublin
Wysłany: 19-01-2016, 14:40   

19 stycznia 2016
Dziś minął rok. Rok odkąd Czedar zamieszkał z nami. Rok odkąd Madera ma braciszka, a my czwarte dziecko. Rok odkąd nasz ogródek cokolwiek zmienił wygląd, w naszych łóżkach zrobiło się jakoś mniej miejsca, a salonowa kanapa nieco zmieniła barwy na takie… bardziej brudne… :-P
Co mogę powiedzieć po tym wspólnym roku? No cóż… Rodzina brudniejsza, żarłoczniejsza, trochę bardziej kosztowna, zyskująca podwójną warstwę futra, ale… pełniejsza. ;* Dziś wiem, że to była jedna z najlepszych naszych decyzji – nie tylko dla Czedara, który przecież miał naprawdę przerąbane życie przez pierwszy rok. Do dzisiaj mam przed oczami obraz Jego poranionej szyi, w którą wrosła kolczatka (i powróz, gwoli ścisłości). :bad:
Pamiętam pierwsze spotkanie z Czedarem, w Domu Tymczasowym. Stoi mi w oczach biszkoptowa błyskawica, która grubym basem radośnie poszczekiwała na nasz widok. :haha: Widzę wspólną, Czedarowo – Maderową kąpiel w oczku wodnym (przypominam, że był styczeń!), widzę demolkę w mieszkaniu Pani Basi, cudownej Osoby o Wielkim Sercu dla wszystkich zwierzaków. ;* Pamiętam Czedusia, który wlazł mi na kolana, przytulił do mnie łeb, trzymając w pysku wymiętoloną niebieską maskotkę – zupełnie jakby czuł, że od dziś będzie nasz, a my będziemy Jego. :haha:
Kolejne dni zapisały mi się w pamięci pod znakiem mega – sraczki, Czedar ze stresu (teraz już wiem, że z nerwów dostaje sraki, wtedy nie wiedziałam), Madera z zeżarcia czyścika do zębów. Koniec końców mieliśmy przesrany tydzień… ;D
Trudno zapomnieć też o wizytach w klinice weterynaryjnej, bo Czeduś dawał takie popisy, że mózg staje w poprzek – znokautowane stażystki, studenci weterynarii, którym pot spływał po rowkach w tyłku, zeżarty stetoskop pani doktor i pan doktor pod biurkiem, przymusowo posadzony tam przez Czedzika – ot, drobiazgi niegodne wzmianki. :-P
Bilans:
ZYSKI: 50 kg biszkoptowej miłości, czuły, kochający, potężny misiek, którego ogon wykręca radosne świderki na widok wracającego do domu człowieka, lizus pierwszej klasy, ulubieniec mojego tatusia, mistrz żebradorzenia (do tego stopnia, że człowiek dławi się pożeranym właśnie kotletem), piesek kolankowy, który z dziką przyjemnością położy się na człowieku, posapując radośnie i z satysfakcją, pies morderca – zaliże na śmierć, tytan pracy – kopanie dołków 20 godzin na dobę to pikuś, czuły radar ludzkich uczuć – nie odejdzie, jeśli mnie coś boli, albo w jakiś sposób jest mi źle, zazdrośnik – Maderę odpycha z łomotem nosorożca, by samemu uwalić się na ludzkich nogach i pod ludzką głaszczącą ręką, wycieczkowicz – lubi zwiewać, turysta – uwielbia jeździć samochodem, a że go przy tym trochę znokautuje, podnosząc jazgot na widok innego psa, kota, lub krowy – oj tam, nie takie rzeczy się widywało!
STRATY: podlane tuje w ogródku, zeżarte świerki, mniej miejsca w sypialni, kilka siniaków na dzieciach, złodziejstwo żywieniowe, mega ciasnota w samochodzie (dwa dorosłe człowieki, dwoje dzieci, dwa labradory – auto na 5 osób), przerąbane życie kota, rozwalone łóżko rodziców, zerwane 2 smycze, kilka wyprutych i zmamlanych maskotek, jedna pogryziona szczotka do zamiatania, 80 kilogramów utrudnienia w wykonywaniu obowiązków domowych.
SALDO: Było warto! Bo miłość do labradora i miłość labradora do człowieka jest bezcenna. Jak patrzę na tą moją zwariowaną dwójkę, na te dwa majtające się ogony, te ślepia czule śledzące ruch ręki, w której znajduje się kanapka, na to biszkoptowe futro na dywanie i czekoladowe na schodach, to wiem, że Czekolada i Biszkopt są najlepsze na popołudnie! :)

Madera bez Czedara jest smutna, Czedar bez niej zrozpaczony. Kiedy jedno jedzie do weterynarza, drugie czeka w napięciu pod drzwiami i popiskuje. :( Kiedy jedno jest głaskane, drugie spogląda z wyrzutem. :< Kiedy jednemu dzieje się krzywda, drugie gotowe jest zamordować (Czedar ]:) ), albo zapłakać się z żalu (Madera :cring: ). A kiedy jedziemy gdzieś bez nich – solidarnie uznają nas za nieludzkie swołocze, by po powrocie przywitać nas jękliwymi wyrzutami i obłędnym tańcem radości. :-P

I właśnie dlatego to była taka dobra decyzja, żeby Czedar zamieszkał w naszym domu – On potrzebował nas, a my – Jego! :papa:

Labowe love

_________________
"Pies to tylko pies, dopóki nie staniesz z nim oko w oko. Wtedy to jest Pan Pies".
 
 
aganica 
Junior Admin



Mój labrador: Hermiona (*)
Suczka urodziła się:
30.08.2003-02.05.2018

Mój labrador: Fiona (*)
Suczka urodziła się:
23.01.2008-12.12.2019

Mój labrador: LOVE STORY Lualaba(*)
Pies urodził się:
14.09.2008-19.06.2022

Pomogła: 17 razy
Dołączyła: 31 Paź 2008
Posty: 9860
Skąd: Warszawa
Wysłany: 19-01-2016, 16:53   

Aż sobie sapnęłam - tak mi się dobrze zrobiło .. ;*
_________________

 
 
 
Ryniu 



Mój labrador: Enzo [*]
Pies urodził się:
9.08.2005 - zm.11.01.2019

Mój labrador: Pola [*]
Suczka urodziła się:
4.12.2008 - zm.21.07.2022

Pomógł: 27 razy
Dołączył: 27 Lis 2007
Posty: 27551
Skąd: Włocławek
Wysłany: 19-01-2016, 19:00   

Jak ten czas szybko biegnie :)
Czedarek ma jak w niebie :)
_________________


 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group


POMAGAJĄ NAM

POLECAMY


logo portalu - wejdź