Bietka, podpisuję się obiema ręcami i wszystkimi łapami mojej suni.
Zuzka, szkolenie nie załatwia całej sprawy, ale spojrzenie z boku przez osobę doświadczoną, pokazanie chociażby jak macie reagować za skakanie czy gryzienie i wymuszanie uwagi, pokazanie, jak reagować kiedy pies robi coś niepożądanego z naszego punktu widzenia, zobaczenie psa i jego emocji, nauczenie Was jak go traktować i danie Wam takie małej "instrukcji obsługi" może naprawdę bardzo pomóc.
Bo co z tego, że on potrafi proste komendy, kiedy nie wiecie, jak i kiedy je stosować i jak go motywować, żeby chciał je wykonywać z radością, a nie kłapał zębiskami i warczał?
Temu psu trzeba uporządkować świat.
A Wam pomóc na spokojnie i bez nerwów się z nim porozumieć.
I tyle.
Szkolenie nie załatwia do końca problemu i powinnaś o tym coś wiedzieć.
Zaraz będzie że wszyscy na tym forum się na Ciebie uwzięli a Twój pies jest po prostu najbardziej rozbestwionym psem na świecie i nic na to nie poradzisz. Z całym szacunkiem ale szanuj czas ludzi którzy próbują CI pomóc. Klatka nie działa, smaczki nie działają, wizyta na szkoleniu nic nie da, szkolić psa nie potrzeba bo wszystko umie. Po prostu ma taki charakter i nic się z tym nie da zrobić.
"
Zuzka napisał/a:
Taaa... w takim razie Wedel powinien zostać przywiązany do roweru(...)
zasugerowałaś, że jest sterroryzowany, więc Ci napisałam to, co napisałam. Wielki mi terror, serio. (...)
A skąd teza, że nie mam wiedzy na temat tej rasy?A może to była opcja bardzo przemyślana?(...)
Już mi wszystko zwisa szczerze mówiąc, on niszczy więcej, niż wynoszą zarobki.(...)"
Napiszę Ci obiektywnie bo nie do mnie były te odpowiedzi, jakbyś była mężczyzną i zamiast pisania odpowiadała takim tonem stojąc na przeciw mnie to potraktował bym Cię tak samo jak Ty swojego psa ("Skoro nie działa po dobroci, to trzeba go uspokajać kładąc na podłogę i przytrzymywać)".
Jak już było wyżej napisane skonsultuj się z jakąś szkołą to najrozsądniejsze wyjście.
pozdrawiam
Pies urodził się: Pomogła: 1 raz Wiek: 38 Dołączyła: 24 Lis 2008 Posty: 2487 Skąd: z nikąd
Wysłany: 16-02-2011, 20:09
1. Zaproponowana metoda smaczki
Odpowiedż Zuzka
Sikanie na smaczki nie zdało egzaminu,
2.Zaproponowana metoda izolacja
Odp. Zuzka
Próbowałam, uwierzcie mi, próbuję każdej rady, którą dostaję. W jego przypadku izolacja wzbudza jeszcze większą agresję - wyżywa się na meblach, książkach, zabawkach, no wszystkich naszych rzeczach...
3.Zaproponowana metoda, zajęcia psa zabawkami
Odp. Zuzka
AnIeLa, ma "kulę smakulę", ma full różnych innych zabawek, ale on woli porozpieprzać nasze rzeczy.
4.Zaproponowana metoda wymęczenia psa
Odp. Zuzka
Ale niestety... po 1,5 godzinnym "joggingu" z innymi psami, pada na pyszczek i zasypia.Na chwilę niestety. Jak zregeneruje siły, polka zaczyna się od nowa.
5.Zaproponowana metoda – szkolenie u specjalisty
Odp. Zuzka
Szkolenie nie załatwia do końca problemu i powinnaś o tym coś wiedzieć.
6.Zaproponowana metoda nauczenia psa bycia w klatce i tym samym oduczenie go sikania
Odp. Zuzka
Haaa...! Tyle, że on w klatce też sika, jak ma taki kaprys.
7.Zaproponowana metoda kliker i smaki
Odp. Zuzka
Chodzi po prostu o to, że kliker się nie sprawdza i wczoraj próbowałam znowu, ale bezskutecznie.
Ja wiem, że po jednym dniu z klikadełkiem nie powinnam się poddawać, ale jego klikanie nie interesuje, nawet gdy smakołyków nie widzi. Po prostu i już. Dlatego będę go nagradzać bez tego (jak do tej pory). Poza tym musiałabym go nosić cały czas przy sobie, a często zapominam, więc bez sensu, że raz mu klikam, a raz nie.
Cały czas obserwuje moje oczy i rękę, cwaniak jeden. Oczywiście "poker face" i nie daję po sobie poznać, ale on już wie - za dobry nos ma . No i po miesiącu odpuściłam sobie klikanie.
8.Zaproponowanie chowania smaków w metodzie kliker, żeby pies nie wyrywał ich z ręki podczas szkolenia
Odp Zuzka
Czasem nie jest chętny do wykonywania komend, jeśli wie, że nie mam nic dobrego...
Chodziło mi bardziej o to, że jak nie widzi, że coś dla niego mam (a mam ukryte), to nie jest skory nawet do siadania.
Poza tym szukam złotego środka na jedzenie kup...
9.Pokazanie filmiku – szkolenie klikerowe, smaki na stole poza zasięgiem pyska psa.
Odp Zuzka
Odnośnie filmiku pierwszej lekcji klikerem - Wedel byłby przy stole, a nie przy mnie...
Zaznaczam że to NIE SĄ WSZYSTKIE odpowiedzi Zuzki co do podanych metod – np. w temacie zjadania kup skopiowałam tylko odpowiedzi na metode kliker, reszta jest ola Boga!! Z jednego tematu (D.A.P) , po prostu nie chciało mi się już tego wszystkiego kopiować z każdego tematu. Zuzka wszystkie Twoje odpowiedzi na każdą metode są właśnie takie – wymijające, że to nie bardzo, a to próbowałaś, a to nie przejdzie napewno……
przeczytaj teraz sama swoje odpowiedzi do podanych / zaproponowanych metod ...
Czy Ty jesteś pewna , że masz zwykłego psa ? może to jakiś genetycznie zmodyfikowany pies o nadnaturalnej inteligencji - który robi wszystko na przekór, robi na złość i nic na niego nie działa - jest aż tak "odporny" na każde szkolenie ...
bietka1, bardzo dobrze ujęłaś wszystko w swojej wypowiedzi. Szczególnie o wykorzystaniu podanych tutaj rad. Metoda nie zadziała, kiedy używa jej się przez 2 dni a potem zmienia na inną ....
Zuzka napisał/a:
Szkolenie nie załatwia do końca problemu i powinnaś o tym coś wiedzieć.
.
Mój pies jako szczeniak, zjadł dwa dywaniki, balsam do ciała, obrożę, poduszkę, 3 koce, pełno par butów, okleine z płyty przy łóżku , wyrwał 2 drzewka z korzeniami z podwórka i 3 ogromne krzaki porzeczki, wygryzł połowę winogronu, zeżarł 1/4 ławki, spenetrował swoją 'letnią' budę od środka - wygryzł całe ocieplenie, czyli dwie 1 - metrowe płyty pilśniowe plus dwie 1- metrowe płyty styropianu, który w lato fruwał jak śnieg, pogryzł dwa legowiska, kopał non stop pół metrową dziure pod drzewem, właził na ogródek i wyrywał warzywa , zniszczył 3 krzaki ozdobne, takie długoliściaste - kładąc się na nich w lato ( trzeba było powycinać całe i poczekać rok aż liście zupelnie odrosną ) . Mam wymieniać dalej?
I nic, że mam prawie dzień w dzień burę od ojca ile to pies nie zniszczył - już przywykłam, że pogada sobie , pogrozi a na drugi dzień rzuca mu piłkę. Nie tylko Ty masz ciężko z psem, bo ja łatwych chwil w fazie dorastania Nestora też nie miałam - dzień w dzień ręce mi opadały i płakałam nie raz, ale nie dałam się i tyle na ile mogłam i umiałam to szkoliłam go sama.
Jak widzisz Twój pies nie jest wyjątkiem, mój tak samo gryzł boleśnie, baa ile razy zdarzyło mu sie ugryżć dzieciaka, kiedy dostał szału ADHDowca w zabawie, ile razy skakał na ludzi i dostawałam za to opiernicz ( zreszta do tej pory skacze okazując radosć ) Oczywiście zdarzyła się kradzież jedzenia, zjadanie świnstw i kup na ulicy oraz tarzanie się w czymś niezidentyfikowanym itp.
Zuzka To sa właśnie LABRADORY - to jest ich cały , prawdziwy charakter, Twój nie jest wyjątkiem od reguły - absolutnie nie.
Szkoda, że zdecydowaliście sie na labka, a nie np. na mniej energicznego i mniej wymagającego pod względem aktywności psa, bo teraz i Wy się męczycie i ten pies.
oj tak, popieram moich poprzedników. mi zabrakło już sił czytając wymijające odpowiedzi, dlatego też po prostu przestałam udzielać się w wątku.
słowa effcyk,
effcyk napisał/a:
To sa właśnie LABRADORY - to jest ich cały , prawdziwy charakter, Twój nie jest wyjątkiem od reguły - absolutnie nie.
Szkoda, że zdecydowaliście sie na labka, a nie np. na mniej energicznego i mniej wymagającego pod względem aktywności psa, bo teraz i Wy się męczycie i ten pies.
to święta prawda - zdecydowana większość osób z forum przechodziła przez TO SAMO (a nawet gorsze rzeczy), rady każdego użytkownika są na wagę złota, bo są SPRAWDZONE i warto je próbować dłużej niż 2 dni...
to jest psi nastolatek (ba! psie dziecko) więc nie ma się co dziwić - próbuje co mu ujdzie na sucho, a co nie i jak widzi brak konsekwencji w Waszej reakcji, to wychodzi na jego więc nie ma co doszukiwać się winy w jego charakterze, wina leży po stronie złego wychowywania psa (i każda osoba udzielająca się w wątku próbowała wskazywać na błędy i tłumaczyć jak powinno się postępować), więc im szybciej zmienisz obraną taktykę tym lepiej, bo z czasem będzie tylko gorzej...
Mój labrador: Pola
Suczka urodziła się:
27.03.2010
Pomogła: 2 razy Wiek: 37 Dołączyła: 17 Maj 2010 Posty: 5230 Skąd: Pabianice
Wysłany: 16-02-2011, 20:39
effcyk napisał/a:
Zuzka To sa właśnie LABRADORY - to jest ich cały , prawdziwy charakter, Twój nie jest wyjątkiem od reguły - absolutnie nie.
Szkoda, że zdecydowaliście sie na labka, a nie np. na mniej energicznego i mniej wymagającego pod względem aktywności psa, bo teraz i Wy się męczycie i ten pies.
Otóż to. Na to samo zwróciłam uwagę wcześniej. Baaa myślę że każdy kto poczytał ten temat to zauważył.
Mój labrador: Neska
Suczka urodziła się:
25.02.2002
Wiek: 36 Dołączyła: 28 Gru 2010 Posty: 599 Skąd: Kraków
Wysłany: 17-02-2011, 09:29
Czytam ten temat i za głowę się łapię... Nie wierzę, żeby pies sprawiał same problemy i niczym nie dawał na siebie wpłynąć... Może po prostu nie rozumie jakie sygnały mu przekazujesz?
Moja Neska była moze cudownym szczenięciem, bo zniszczyła tylko jedną parę butów, ale gdyby się ja zamknęlo w przedpokoju z butami za karę, zapewne by się sama nagrodziła żując te buty.
Dodatkowo podzielę się swoim doświadczeniem - mamy młodego lisa srebrzystego. To nie zwierzak stadny, ciężko do niego dotrzeć, każda zabawa, ćwiczenie musi być odpowiednio interesujące bo inaczej się w sobie zamyka... A jak widzi zagrożenie - sam straszy. Z zestresowanego, nadpobudliwego i agresywnego zwierzaka stał się teraz wesołym, łagodnym zwierzakiem, szukającym naszego towarzystwa mimo że nie ma jak labek wprogramowanej chęci podążania za człowiekiem.Udało mi się zdobyc jego zaufanie i pokazac że skupiając na mnie uwagę odnosi korzyści. A potem szło jak burza. Czasem udaje ze sika, żeby dostac smaczka, zachodzi mi drogę i pokazuje sztuczki ale dla mnie to nic złego i nawet mnie bawi takie popisywanie się. Co do gryzienia - jak do nas trafił gryzł ze strachu lub broniąc miski. Teraz głaskam go kiedy je (nawet jak dostaje mięsko czy inne pyszności) a grzie tylko w zabawie... Przy czym robi to z ogromnym wyczuciem. Nigdy nie karciłam go za gryzienie w zabawie. Dawałam mu tylko znac kiedy chwycił za mocno... A jak bardzo przesadził po prostu kończyła się zabawa.
I teraz moja refleksja - jak to jest, że ja poradziłam sobie z - jakby nie patrzeć - dzikim zwierzęciem, na dodatek nie stadnym... A Ty nie radzisz sobie z labkiem?
skąd jesteś Zuzka? Moze mieszkasz gdzieś blisko Krakowa? Wtedy mogłabym pomóc... Nie widząc zachowania na żywo niewiele mogę powiedziec...
Jednym słowem: jesteś do dupy.
Dziękuję,
miłego dnia wszystkim!
_________________ Czeko-galeria Wedla <3
http://forum.labradory.or...p=206410#206410
______________________________________
Aby mieć właściwe spojrzenie na własną pozycję w życiu, człowiek powinien posiadać psa, który będzie go uwielbiał, i kota, który będzie go ignorował
Mój labrador: Sara i Nero (nie lab)
Suczka urodziła się:
18.05.2006
Pomogła: 1 raz Wiek: 63 Dołączyła: 21 Cze 2008 Posty: 806 Skąd: prawie Gdańsk
Wysłany: 17-02-2011, 14:43
Zuzka, szybka jesteś w wyciąganiu wniosków
Nikt z nas nie był mądry od samego początku. I tu nie chodzi o wiedzę, tylko o podejście do sprawy. Usiłujemy ci wytłumaczyć kilka spraw. Ty zadajesz pytania, sporo osób ci odpowiada, bo przeżywało podobne sytuacje. A ty z szybkością światła najpierw oceniłaś swojego psa, potem nas, na końcu siebie. Każdy z nas miał i ma "dołki szkoleniowe", popełniamy wiele błędów. Ale nie obrażamy się na życie, tylko staramy się coś z tym zrobić. Ja też niedawno przeczytałam na innym forum, że jestem d... a nie właściciel swojego psa. I na obozie szkoleniowym kilka lat temu usłyszałam od trenera, że na początku nie mógł patrzeć jak pracuję ze swoim psem, bo go telepało . A wcale nie uważałam, że jest ze mną tak źle - przeczytałam mnóstwo książek o szkoleniu i sądziłam, że jednak coś wiem i potrafię . Przełknęłam krytykę, podziękowałam za uwagi i rady i zabrałam się do pracy - najpierw nad sobą, potem nad suką. I pracuję nadal, słuchając ludzi mądrzejszych i bardziej doświadczonych ode mnie. Nie ma się co obrażać, bo co to da?
bietka1, nie obrażam się. Dziś wymęczyłam psa tak, że śpi słodko i ani myśli o zabawie, czy gryzieniu.
Stosuję od wczoraj metodę "smyczkową" (że tak to nazwę) - gryzie, zapinam go na smycz (łańcuszkową, żeby i jej nie gryzł) i wychodzę przed drzwi łazienki, skąd nie może zobaczyć, co dzieje się w mieszkaniu. Za szóstym razem podziałało i dał spokój mojej siostrze, która wpadła dziś do nas z wizytą. Na spacerze ćwiczyliśmy przychodzenie na komendę w rozproszeniu. Czasem się udawało, czasem nie - smakołyki (pyszne paróweczki) dostawał za każde przyjście, a że byliśmy z innym psiakiem też, to obserwował troszkę i sporadycznie przybiegał. Kupiłam też gwizdek - na początku będziemy ćwiczyć w domu, później gdzieś, gdzie nie ma ludzi i innych zwierząt, a na końcu w miejscach typowo pieskich. Zobaczymy, czy to coś da.
Co do sikania się nie wypowiem, bo musiałabym się na nowo zacząć wkurzać, a nie chcę tego robić na wieczór.
_________________ Czeko-galeria Wedla <3
http://forum.labradory.or...p=206410#206410
______________________________________
Aby mieć właściwe spojrzenie na własną pozycję w życiu, człowiek powinien posiadać psa, który będzie go uwielbiał, i kota, który będzie go ignorował
Mój labrador: Asior
Pies urodził się:
27.06.2005 -08.02.2021
Pomogła: 5 razy Wiek: 39 Dołączyła: 18 Wrz 2008 Posty: 7384 Skąd: Nowa Sól
Wysłany: 17-02-2011, 18:45
Zuzka napisał/a:
Stosuję od wczoraj metodę "smyczkową" (że tak to nazwę) - gryzie, zapinam go na smycz (łańcuszkową, żeby i jej nie gryzł) i wychodzę przed drzwi łazienki,
_________________ "Mieszańce chroni więc sama natura, psy rasowe chroni mądry dobór hodowlany, "rasowych bez rodowodu" nie chroni nikt i nic. O tym naprawę nie wolno zapominać!"
Wcześniej widziałam to w "ja albo mój pies" z gryzącym pięciomiesięcznym szczeniakiem, ale nie wiem, kto to linkował. Nie pamiętam. No i wczoraj AnIeLa mi przypomniała
Szkoda, że to na sikanie nie działa. Wczoraj i dziś Wedel pobił wszystko - wszedł pod kanapę i zaczął lać pod siebie, po czym się w tym wytarzał. Ale już nie śmierdzi, bo go TŻ wykąpał Na szczęście.
_________________ Czeko-galeria Wedla <3
http://forum.labradory.or...p=206410#206410
______________________________________
Aby mieć właściwe spojrzenie na własną pozycję w życiu, człowiek powinien posiadać psa, który będzie go uwielbiał, i kota, który będzie go ignorował
Mój labrador: Sara i Nero (nie lab)
Suczka urodziła się:
18.05.2006
Pomogła: 1 raz Wiek: 63 Dołączyła: 21 Cze 2008 Posty: 806 Skąd: prawie Gdańsk
Wysłany: 17-02-2011, 20:21
Fajnie, że pracujesz z chłopakiem
Zuzka napisał/a:
Co do sikania się nie wypowiem, bo musiałabym się na nowo zacząć wkurzać
nie wkurzaj się, jak widzisz to przynosi skutek odwrotny. Ja chyba spróbowałabym zupełnie od nowa -jak z malutkim 8 tygodniowym szczeniaczkiem - na spokojnie i cierpliwie. Wiesz, zdarzali mi się w pracy uczniowie, którzy samą swoją obecnością podnosili mi ciśnienie. I wtedy właśnie stosowałam ten sposób: zaczynałam od nowa, jakby wcześniejszych potyczek nie było. I to przeważnie skutkowało. Spróbuj, w końcu realcje pies-właściciel to prawie to samo co uczeń-nauczyciel
Ja chyba spróbowałabym zupełnie od nowa -jak z malutkim 8 tygodniowym szczeniaczkiem - na spokojnie i cierpliwie. Wiesz, zdarzali mi się w pracy uczniowie, którzy samą swoją obecnością podnosili mi ciśnienie. I wtedy właśnie stosowałam ten sposób: zaczynałam od nowa, jakby wcześniejszych potyczek nie było. I to przeważnie skutkowało. Spróbuj, w końcu realcje pies-właściciel to prawie to samo co uczeń-nauczyciel
Tyle, że jemu ciśnienie się podnosi bardziej, niż mi, jak Wedel broi
Ale, że co mam robić? Znów wychodzić z nim co godzinę/dwie? Myślałam, że niedługo będę mogła znów pracować, a nie siedzieć w chacie...
_________________ Czeko-galeria Wedla <3
http://forum.labradory.or...p=206410#206410
______________________________________
Aby mieć właściwe spojrzenie na własną pozycję w życiu, człowiek powinien posiadać psa, który będzie go uwielbiał, i kota, który będzie go ignorował
Mój labrador: Sara i Nero (nie lab)
Suczka urodziła się:
18.05.2006
Pomogła: 1 raz Wiek: 63 Dołączyła: 21 Cze 2008 Posty: 806 Skąd: prawie Gdańsk
Wysłany: 17-02-2011, 21:58
Zuzka napisał/a:
Znów wychodzić z nim co godzinę/dwie?
ja bym tego spróbowała. Może w ten sposób uda się uniknąć mokrych wpadek w domu i pies lepiej sobie skojarzy, że jest na to miejsce na dworze i jest za to nagroda. Bo mi wygląda na to, że on już ma skojarzenia typu sikanie w obecności ludzia=afera i nieprzyjemnosci. Może dlatego leje np. pod kanapą. Skoro teraz jesteś w domu, to spróbuj. Nic nie stracisz, a może zyskasz (o lepszym dotlenieniu organizmu nie wspomnę ).
Dokładnie - każda nasza uwaga , pozytywna czy negatywna, może być dla psa wzmocnieniem jego zachowania.
Do tego co napisała "bietka" przypomnę to, co wstawiłam kilka stron wcześniej:
Wedel sika w domu kiedy w nim jesteście - no to weź go na "pępowinę", gdzie Ty, tam pies , ale nie chodzi o to, żebyś się nim zajmowała, ma grzecznie leżeć koło Ciebie, tylko o to, że wtedy nie przegapisz jeśli zacznie się przymierzać do siurka.
A jak tylko kuca, komenda NIE i od razu go wyprowadzasz na chwilę na najbliższy trawnik, siknie na dworze - chwalisz, wracacie do domu.
Przestań się denerwować - bo widzisz, że to prowadzi do nikąd.
Pies to nie dziecko, ale pomyśl, gdybyś miała ludzkiego szkraba też musiałabyś się uzbroić w tony, ba! megatony cierpliwości i wykombinować, jak nauczyć go, co jest dobre a co złe. Bo pies, tak jak ludzki niemowlak, nie rozumie polskiego, ani angielskiego ani chińskiego - rozumie nasze gesty, odczytuje emocje, nastrój, ale dobrego zachowania musi się dopiero nauczyć.
Sama widzisz, że kiedy się opanujesz i jesteś konsekwentna, to zaczyna działać.
Ale nie ma cudów, nic nie zadziała od razu i natychmiast na zawsze, bo pies - jak dziecko - przechodzi w swoim życiu etapy od szczeniaka, wymianę zębów, po dojrzewanie hormonalne, etap buntu i wchodzenie w dorosłość, po psa dorosłego i w końcu - co najsmutniejsze dla nas - starość i umieranie.
Zaciśnij teraz zęby, a niedługo będziesz z rozrzewnieniem wspominać, jakim Wedel był rozrabiaką. A za kilka miesięcy nie będziesz sobie wyobrażała życia bez niego.
I nie obrażaj się - jeśli masz w pobliżu kogoś z bardziej doświadczonych psiarzy, skorzystaj z jego pomocy i umów się na spotkanie, naprawdę spojrzenie z boku i wymiana doświadczeń bardzo dużo daje.
Zuzka mnie az wstyd sie przyznac ile przez moje nerwy moglam zniszczyc u Drako,on idealnie wyczuwal moj nastroj:/ jak szarpal a ja zaczynalam psioczyc ciagnal jeszcze bardziej...i tak moglo by byc w koło macieju,na szczescie znalazlam te forum i jak tylko ogarniala mnie zlosc siadalam czytalam,szukalam i tez nie raz czulam sie jak dupa wolowa ,bo ludzie wypisywali tu rozne cuda a ja nic nie potrafilam zrobic z moim psem bo mnie nie sluchal,nawet go chciaalam wykastrowac....za co?za to ze jego pani nie umie panowac nad emocjami?fakt u mnie to bylo spowodowane strachem o kregoslup i o kolejne szkody,szlam do pracy i pol dnia myslalam co zniszczy...az w koncu powiedzialam a w cholere,zniszczy?to zniszczy i tak juz bedzie za pozno ,bo bedzie po fakcie.
Najbardziej jednak jestem wdzieczna Wam za to ze słuzycie radami,za co Wam wszystkim dziekuje
Zuzka posika?to posika:)albo sie wypierze albo...jak w moim przypadku wykladzine zamieniam na panele...a wlasciciel jak sie dowali to mu powiem ze przy wyprowadzce wykladzine poloze mu spowrotem,ale wierze ze facet zrozumie ze ma bardziej ekonomicznie no.
Pozdrowienia dla wszystkich
bietka1, on czasem sika na złość. Jeszcze się chamsko w oczy patrzy z głupawym wyrazem pyska, jakby miał z tego wielką radochę
Gocha2606, ciężko się nie denerwować, jak on psoci cały czas. Na moment go z oka spuścić nie można, a koty mu pomagają, zrzucając różne przedmioty z wyższych półek. On podbiega i rozwala wszystko. Ale będę pamiętać o opanowaniu
Shamalli32, my mamy klatkę, żeby nie niszczył pod naszą nieobecność. Ale zniszczenia, jakich dokonał idą w tysiące złotych Więc nie jest mi wszystko jedno, czy zniszczy, czy nie.
Posika... uhm... najgorzej, że to w panele leci i jak właściciel obejrzy mieszkanie, to się na łopatki przewróci...
Ale za godzinę TŻ zabiera mnie na niespodziankowy wypad w góry (bez zwierząt jakichkolwiek - siostry moje przyjadą, to się zaopiekują kotami i Wedlem) i mam nadzieję, że po weekendzie wrócę z kopem energii, spokojem, itd. Bo już wysiadam w tym codziennym życiu.
Wam też życzę miłego weekendu!
_________________ Czeko-galeria Wedla <3
http://forum.labradory.or...p=206410#206410
______________________________________
Aby mieć właściwe spojrzenie na własną pozycję w życiu, człowiek powinien posiadać psa, który będzie go uwielbiał, i kota, który będzie go ignorował
Zuzka, nie możesz po prostu pochować tych wszystkich przedmiotów, do których mógłby się Wedel dobrać? zanim zamieszkał z nami Logan to mieliśmy różne przedmioty czy to na stoliku, czy na niższych półkach, przecież to normalne, ale jak w końcu poznaliśmy jego niszczycielskie zdolności, to pochowaliśmy wszystko to, co mógł zniszczyć. Jak sam zostawał w domu, to po czasie nie miał po prostu co niszczyć, bo doświadczenie nas nauczyło, że to co zostanie, to pogryzie, więc totalnie wszystko było schowane (zostawał w kuchni, przedpokoju i swoim pokoju). teraz jak są 2 psy i mieszkamy gdzie indziej, to do "dyspozycji" mają pokój, kuchnię i przedpokój (bo problem niszczenia trochę zmalał), jednak jak coś jest zniszczone, to wiem, że tylko i wyłącznie z naszej winy, bo psy miały do tego dostęp, skoro się do tego dobrały (tak jak wczoraj - wyjęły spod stolika etui do okularów i całe pogryzły, ale było pod stolikiem = w zasięgu ich pyska, czyli mea kulpa!)
i też nie raz zdarzy się, że biegają po domu ganiając się nawzajem, bo jeden coś upolował - skarpetkę, która leżała na fotelu, koc, który nie był złożony, ze śmietnika w pokoju, który nie ma przykrywki to notorycznie są wywlekane papiery i opakowania i jazda po mieszkaniu, w berka się bawią. ja się na nie nie złoszczę - jak widzę, że chce coś wziąć to mówię "nie wolno" i zostawia, jak coś już wezmą to spokojnie zabieram po prostu, albo wykorzystuję to, że ma coś w pysku i mówię "przynieś" i jak mi da do ręki, to nagroda za to, pochwała.
wiadomo - mebli nie pochowasz, nie pozabezpieczasz, bo ciężko, ale wszelkie mniejsze przedmioty, książki itd da się schować. po co prowokować malca do takich sytuacji? no i KONG, to naprawdę super opcja, zaopatrz się w niego koniecznie, ja tez się do tego przymierzam
Chciałam Ci napisać, że Twój psiak ma DOPIERO pół roku, niespełna!
A dlaczego o tym piszę? Otóż mój Fadok nie raz doprowadzał mnie do wściekłości, łez, rzucania mięsem etc.
Od 16 lat mam kundelka. Pies historia! Znalazł go mój brat. Adik miał wtedy 2 miesiące. Odkąd go przygarnęłam , RAZ, dosłownie raz zesikał się w domu. I tylko raz obgryzł buty mojej mamy. Nigdy nic więcej nie zbroił. Nic a nic. Nie przyszło mu to nawet do głowy. Ale taki pies to jakieś wynaturzenie
Od zeszłego roku mam Fadoka i mimo, że z góry nastawiłam się na to, że to bardzo wymagająca rasa, to nie raz traciłam nerwy. Do końca 6 miesiąca siedziałam w domu. Pies był ze mną 24 h na dobę. I mimo pełnej uwagi, ciągłego zaangażowania, pies czasami mocno dawał mi w kość.
Wybryków na swoim koncie mój psiak ma wiele. Nawet nie chce mi się tego wymieniać. Wydawało mi się, że baaardzo długo sikał w domu bo do szóstego miesiąca. Ale wiesz co. Rozpytałam ludzi, poczytałam to forum i okazało się, że NIE JEST WYJĄTKIEM. Co więcej, wiele innych psów go przebija w tym temacie. A uwierz mi nie raz byłam załamana bo stosowałam wiele metod. Nie zmieniałam ich często. I jak tylko robił postępy przez 3 dni to potem nagle "cofał się w rozwoju" a mi ręce i wszystkie członki opadały.
Od pierwszych dni kiedy się zesiurał, to jeszcze w trakcie robiłam dużo hałasu np. kluczami a po fakcie brałam natychmiast psa pod pache, ale natychmiast i sru na dwór, tak żeby choć raz się wysikał. Tam nagradzałam go za sikanie.
Niestety robiłam jeden błąd. Nieświadomie ale jednak. Mianowicie sprzątałam po psie w jego obecności. I to przedłużyło cały proces.
Co więcej, musisz pamiętać, że pies nie jest z natury dobry czy zły. Zachowanie psa to odzwierciedlenie naszego postępowania z nim. Jeśli jesteś nerwowa to on to wyczuje. Jak będziesz niekonsekwentna to pies też sobie odpuści jakiekolwiek postępy. I to jest jego naturalny odruch. I jeśli będziesz pamiętała, że nie musisz w każdej dziedzinie nastawiać sie na szybkie postępy, to łatwiej będzie Ci pogodzić się z niepowodzeniem i szybko zregenerować siły i mieć dobre nastawienie do kolejnej próby.
Usiądź dziś wieczorem ze swoim psiakiem. Poprzytulaj go. Pogadaj do niego. Mów w stylu
Cytat:
"wiesz co Wedel, kocham Cię psie najmocniej na świecie ale niedługo będą mnie musieli oddac do wariatkowa Czy ty wiesz czekoladowy draniu, że staram się jak mogę ale czasami mi nie wychodzi i kończy mi się cierpliwość? A Pańcia bardzo nie chce się stresować więc zepnij się chłopie w tej swojej czekoladowości i postaraj a Pańcia Ci to wynagrodzi. Siu-ra-my na dwo-rze. Siu-ra-my na dwo-rze.
I najlepiej, żeby słyszał to Twój chłop Bo Twój facet podejrzewam widzi tylko to, że pies sika ale nie widzi w ogóle Twojego zaangażowania i śmiem twierdzić, że sam nie poświęca psu wiele uwagi. Niech z nim szaleje na dworze i nawiąże więź. A może on okaże się jego samcem L-fa i pies lepiej zareaguje na to jak Pan powie, że "fe! nie wolno!"? Mogłabyś się ździwić jak psy słuchają się facetów, którzy poświęcają im dużo mniej uwagi. A poza tym chłopy są bardziej konsekwentne od nas kobiet No trudno, to trzeba im przyznać.
U mnie na szczęście się udało i Fadok przestał sikać na chwilę przed tym jak poszłam do pracy. A gadane to ja miałam. Normalnie elaboraty mu strzelałam takimi wypowiedziami. Że Pańcia też czasami pospać chce i nie latać z mopem jak czarownica po domu.
Ale chciałam Ci napisać jeszcze o czymś. Miesiąc temu mój ukochany powiedział, że nie daje rady fizycznie zajmować się Fadokiem. Wiesz. Ja pracuję w głupich godzinach 10-18. On do 15. Pies wychodzi 4 razy dziennie. O 5 rano, o 9 rano, 15 i 18. Przy czym o 18 ma polankowe spotkanie z innymi labami. Do tej pory trzy spacery należały do mojego lubego a jeden do mnie. Ja wychodziłam tylko o 9 rano z Fadokiem.
Po tym jak stwierdził, że nie daje rady i powinniśmy pomyśleć o oddaniu Fadoka.
Wtedy mnie wmurowało. Co więcej, powiedziałam mu, że to nieodpowiedzialne wziąsć psa a potem nagle się poddać i zrezygnować. Ale na krytyce się nie skończyło. Przejęłam spacer o 5 rano. I ta jedna zmiana pomogła.
Mój ukochany jest bardziej wypoczęty i mniej go stresuje fakt, że zaraz po powrocie do domu musi biegać z psem, potem ma niewiele czasu i nie wie czy ma sie zabrać za zakupy, obiad czy sprzątanie (bo Fadok lubi nabrudzić w domu np. drewnianym gryzakiem). Co do gryzaka - coś za coś. W mieszkaniu codziennie mnóstwo drzazg ale pies nic innego nie niszczy.
A jak mój luby ogarnie ten bajzel to już jest godzina 18 i trzeba biedz na polanke na spotkanie labowe.
Co więcej, spodobało mi się w tym wszystkim to, że to on przyznał, że nie daje rady. Nie obwiniał ani psa, ani mnie, nikogo. Miał chwile załamania i tyle. Znaleźliśmy rozwiązanie, które pomogło. I mimo, że czasami szlag nas trafia bo Fadok wywinie numer - (dziś pożarł moje notatki do kolokwium skrzętnie tworzone przez ostatnie 2 tygodnie, ale coś mnie tchnęło i w czoraj ni z gruchy ni z pietruchy nagrałam je na notatkę głosową), mimo tych numerów, staramy się jak możemy żebyśmy razem byli szczęśliwi i cytując Tuska : BY ŻYŁO SIĘ LEPIEJ
Widzisz, nie wiem jak to zrobiłam ale Fadok sam daje znać czego mu trzeba i jestem przekonana, że Twoja bestia też taka będzie. I przestanie z czasem sikać tylko musisz uzbrajać się w cierpliwość. Teraz wyjedziesz, nałądujesz akumulatory i z nową energią wrócisz żeby utemperować silny charakter swojego psa.
Do mnie mój Fadok czasami musi się "zwracać" jak do łosia. Bo właził na mnie od poczatku kiedy zaczęłam pisać tego posta. A ja go odganiałam. Po czym zapomniałam że mało miał dziś okazji do szaleństwa. Więc pobawiłam się z nim pół godziny, rzucałąm piłkę w mieszkaniu, potem chowałam piłkę i musiał szukać. Po tym szaleństwie zasnął. Teraz bryka na polance z Panem, który dzielnie znosi moją chorobę (zapalenie oskrzeli) i zaraz po pracy biegnie z psem. (edit: tak długo piszę ten post że już godzina minęła i właśnie wrócili, pies zdechł, Pan jeszcze się trzyma na nogach )
A pies? To cud a nie pies. Normalnie od poczatku sie zachowuje jakby wiedział, że jestem chora. Dobrowolnie ZREZYGNOWAŁ ze spaceru o 5 rano i budzi mnie dopiero o 10 rano żebym go wyprowadziła.
I jeszcze raz podkreślę. Zawsze rozmawiam ze swoim psem. Wygladam wtedy jak idotka ale to nieważne. Najważniejsze, że mówię do niego a on zawsze rozumie mój ton głosu i odpowiednio reaguje.
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i pamiętaj. U Ciebie to chwilowe załamanie, które udziela się Twojemu TŻ. A właściwie, niech mi ktoś rozwinie ten skrót bo wiem kogo oznacza ale rozwinięcia nie znam TŻ? Twój luby wypocznie i cierpliwość mu się zwiększy.
I jeszcze jedna rada: daj swojego chłopa przed monitor i niech chłopina czyta. Jak poczyta, zobaczy, że nie tylko Wam pies się dał we znaki to mu przejdą myśli o oddaniu psa.
A na koniec pytanie: Jaki jest udział Twojego faceta w wychowaniu psa?
POZDRAWIAMY i zapraszamy do naszej galerii gdzie znajdziesz również udokumentowane wybryki naszego Fadoka
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum