Wysłany: 02-12-2009, 10:13 Wolontariat - czy jesteś wolontariuszem?
Witam.
Wiem,że wielu z was uczestniczy w wolontariatach różnego typu. Niekoniecznie nawet związanych z psiakami. Jakie to są wolontariaty? Gdzie? I co należy tam do waszych obowiązków? Opowiedzcie o tym jeśli chcecie. Wkońcu to powód do ogromnej dumy
Moja koleżanka dowiedziała się,że w naszym gorzowskim schronie brakuje osób do pomocy. I jakże inaczej by to było postanowiłyśmy pomóc Ciekawa tylko jestem na czym ta nasza pomoc będzie musiała polegać. Dużo osób mi to odradza...Twierdzą,że to bardzo drastyczne widoki itp.Mówią,że nie dały by rady bo zamiast pracować płakały by.... Ale ja myślę,że płakanie w niczym nie pomoże tym zwierzakom. Co innego choć krótki spacer i chwila uwagi poświęcona akurat jednemu psiakowi. Chciała bym uśłyszeć jak np wygladał wasz pierwszy dzień po zetknięciu się z tym ogromem nieszczęścia....
_________________ ,,Pomyśl czasami o cierpieniu,którego wolisz nie widzieć...,,
Ostatnio zmieniony przez tenshii 09-02-2013, 10:32, w całości zmieniany 2 razy
Jeśli mowa o wolontariacie...Ja jestem wolontariuszem we wrocławskiej fundacji dogoterapeutycznej....A polega to na tym, że szkolę swoją Aidochę i pracujemy z dziećmi w ramach fundacji
_________________
,,Na świecie nie ma lepszego psychiatry,od szczeniaka liżącego Cię po twarzy" E.Abbey
buuterfly, na pewno musisz się nastawić na to , że będąc wolontariuszem w schronie nie będziesz tylko karmić zwierzaków , miziać ich i wyprowadzać na spacery, ale niejednokrotnie a w zasadzie najczęśćiej będziesz musiała patrzeć na ich cierpienie, walki między sobą, śmierć, nie raz będziesz świadkiem trudnych decyzji. Musisz się z tym liczyć, będąc wolontariuszm w takim miejscu trzeba trochę zmienić swoje podejście i myślenie o psach.
Jeżeli jesteś wrażliwa, płaczliwa, nie lubisz drastycznych widoków, zapachów itd to możesz mieć problemy.
Od dziecka byłam przyzwyczajana do takich widoków Dam rade...Owszem jestem płaczliwa i wrażliwa. Ale to mi w niczym nie pomoże.Czasami trzeba zagryźć zęby i iść do przodu...Mam w sumie dopiero 21 lat ,ale widziałam już mnóstwo aktów przemocy, śmierci itd. I niekoniecznie zwierzaków. Kiedyś chodziłam również do 21 letniej dziewczyny,która jako dziecko spadła ze schodów i stała się ,,rośliną,,....Podłączona do wszelakich rurek i maszyn,w pieluszce....Niezwykle upokarzające dla młodej dziewczyny....Dla niej. Ale jeśli na codzień widząc gdzieś taką osobę ryczała bym, tak przy niej się uśmiechałam i dzielnie pracowałyśmy razem przy rehabilitacji. W rodzinie również mam takie chorutkie dzieciaczki.Nawet aż troje Jeden-Kubuś jest dzieckiem z ADHD.Do tego ma wodogłowie. I kto wie co jeszcze. Następna dziewczynka-Amelka ma porażenie mózgowe.U trzeciego szkraba lekarze wciąż próbują zdiagnozować choróbsko....Chłopczyk ma 7 lat a jego nóżki i rączki mają średnice ok 7 cm Więc już troszku zdążyłam się nauczyć Ale dziękuję serdecznie za rade A teraz idę z moją psiną bo zawaliła focha,że jeszcze nie wyszła na siusiu i wpatruje się przez okno balkonowe na okolice
_________________ ,,Pomyśl czasami o cierpieniu,którego wolisz nie widzieć...,,
Wiek: 39 Dołączyła: 04 Mar 2009 Posty: 375 Skąd: SZCZECIN
Wysłany: 03-12-2009, 20:26
buuterfly, Mój chrześniak też urodził sie z lekkim wodogłowiem, naszczęście rozwiją się normalnie z tym że znacznie wolniej, ma 2 latka a jeszcze sam nie siedzi... więc pomyślałam sobie żeby troche podszkolić Figutka i ćwiczyć z chrześniakiem. Znacie może jakieś nieskomplikowane ćwiczenia które można wykonywać z psem i takim małym chłopcem? a o wolontariacie w schronisku też myślałam... ale zależy jak będzie z czasem. napewno pomogę w ten sposób że adoptuję choć jednego:)
Adoptować to też chce Ale to dopiero za jakiś dłuższy czas...Takiego małego kundelka ze schronu.A jakiego dokładnie to się okaże. On sam mnie wybierze.Tak jak Lunka Te ,,moje,, dzieciaczki za daleko mieszkają odemnie żebym mogła ich nawet odwiedzać A schron mam w Gorzowie. Z czasem też u mnie krucho....Bo pracuje w centrum handlowym.A wiadomo,że tam świątek piątek i niedziela A jak mam jeden dzień wolnego w tygodniu to staram się ogarnąć mieszkanko tak konkretnie i posiedzieć w kuchni Tylko,że przecież nie muszę tam spędzać 7 dni w tyg, 24h na dobe. Jakoś wyskrobie troszke czasu... Narazie jednak wolontariat zawieszony Wkręcała nas tam moja koleżanka....Ale jej piesek,też labek, zachorował i narazie się wstrzymamy
_________________ ,,Pomyśl czasami o cierpieniu,którego wolisz nie widzieć...,,
Wiek: 39 Dołączyła: 04 Mar 2009 Posty: 375 Skąd: SZCZECIN
Wysłany: 03-12-2009, 23:11
No wsłaśnie o to chodzi a jeszcze musisz mieć czas żeby swoim psiorem się zająć. Ale myślę że chociaż raz w tygodniu pojść do schroniska na choćby godzine to i tak byłoby coś. Ja się też nad tym zastanawiam ale boję się trochę tego co tam zobacze (ostatnio w schronie byłam z klasą w podstawówce i mało pamiętam), boję się też jak pojdę wybrać psiaka do adopcji.. wybrać jednego z masy potrzebujących.. będzie ciężko. Ale musimy jakoś małymi kroczkami zmieniać ten nasz psi świat. p.s. znam kilka osób z Fg )
Mój labrador: Tsunami, Joy
Suczka urodziła się:
07.07.2007; 20.03.2009
Suczka urodziła się:
Wiek: 38 Dołączyła: 26 Lis 2007 Posty: 1371 Skąd: Kraków
Wysłany: 03-12-2009, 23:37
U nas wolontariat w krakowskim schronie polega na myciu podłóg, sprzątaniu odchodów, czasem wyprowadza się tylko łagodne psy na spacer, czasem kąpie jakiegoś i ewentualnie pomaga przy drobnych zabiegach profilaktycznych. Jest to ciężka praca fizyczna, śmierdzi się po wyjściu ze schroniska gorzej niż siedząc w chlewni, satysfakcja jest niewielka, bo ci, którzy mają swoje własne psy, ciężko akceptują to w jakich warunkach zwierzęta schroniskowe żyją, co jedzą, jak się zachowują. Najczęściej jest tyle pracy, że indywidualny kontakt z danym czworonogiem jest niemożliwy. Smutny jest widok psów starszych, chorych, agresywnych - ale pocieszające są szczeniaczki i fakt, że szybciutko znajdują nowe domy i w schronisku najczęściej nie przebywają długo.
Polityka krakowskiego schroniska jest okropna - ludzie zajmujący się tym bardzo niesympatyczni, weterynarze często za mało kompetentni, także ja osobiście karmę wysyłam do Harbutowic, gdyż w Krakowie nawet słowa dziękuje nie usłyszysz, a czy naprawdę psy tę karmę dostaną to szczerze nie mam pojęcia.
Tyle o tym jak sytuacja wygląda u nas.
A ile ok piesków przebywa w Krakowie? Bo napewno o wiele wiele więcej niż u nas.W tamtym roku w grudniu było ok.160 psów. Ile jest teraz nie mam pojęcia.Ludzie prowadzący nasz schron są baardzo mili. Jak koleżanka zadzwoniła i powiedziała,że chcemy pomóc jakoś to pani prezes mało nie płakała z radości Wiadomo....Teraz zima to dużo trzeba przy tych pieskach robić....Apropo tych adopcji....Jak to jest z wystawianiem na allegro(oczywiście za darmo) piesków ze schronu? Czy wolno coś takiego robić? Bo jak koleżanka wyżej wspomniała nie każdy ma siłe zeby iść do schronu i patrzeć na tyle nieszczęścia.Łatwiej było by np obejrzeć zdjęcie piesa w necie.I w ten sposób go adoptować.I tak z tą moją wolontariuszką myślałyśmy dlaczego oni nie mają takiej np aktualizowanej strony z piesami albo nie wystawią chociąż szczeniąt na allegro?Niby jest jakaś strona TOZu ale tam nawet na maila nie odpowiadają. Sami utrudniają ludziom kontakt i możliwość adopcji.
_________________ ,,Pomyśl czasami o cierpieniu,którego wolisz nie widzieć...,,
buuterfly, ..... ma 2 latka a jeszcze sam nie siedzi... więc pomyślałam sobie żeby troche podszkolić Figutka i ćwiczyć z chrześniakiem. Znacie może jakieś nieskomplikowane ćwiczenia które można wykonywać z psem i takim małym chłopcem?
Nie obraź się ale z tym bym trochę uważała...Tzn...jeśli masz doświadczenie w pracy z dziećmi z niepełnosprawnością - myślę tu np. o pedagogice czy rehabilitacji.... To oczywiście nie ma o czym mówić....Jednak jeśli nie masz doświadczenia, powinnaś uważać....czasami niewiedzą można zrobić większą krzywdę niż nie robić nic....Mogę Ci poradzić, żebyś skontaktowała się z rehabilitantem prowadządzym dziecko i z nim opracowała ćwiczenia i ćwiczyła wspólnie z nim...jeśli psa masz nie wyszkolonego, to, do tego, żeby nauczyć psa pracy z dziećmi prowadzi bardzo długa droga - i nie jest ona ani prosta ani szybka.....
_________________
,,Na świecie nie ma lepszego psychiatry,od szczeniaka liżącego Cię po twarzy" E.Abbey
asiolczuch, a gdzie szkoliłaś swojego psiaka do dogoterapi ja słyszałam że najlepsze szkolenia są przy fundacji CZE-NE-KA sama bardzo bym chciała zrobić z miom młodym takie szkolenie ale troche za daleko to dla nas i zastanawiam się czy gdzieś bliżej wlkp. są takie szkolenia.. Ale swoją drogą bez wyszkolonego psa i wiedzy nigdy nie podjełabym się pracy przy dzieciach.. takie chore dziecko to nie przedmiot na którym można potrenować ..
O Czenece są różne opinie..... Jedne dobre, inne złe.....Moja koleżanka kończyła tam kurs i jest zdania tego, że jeśli w Polsce wejdą uregulowania prawne dotyczące dogoterapii to uznawane będą właśnie takie kursy jakie robi min. Czeneka lub np. Bydgoszcz....Ze względu na ilość godzin realizowanych na tych szkoleniach.
Powiem Ci tak w tej chwili w jaki sposób szkolisz psa do dogo zależy od fundacji/stowarzyszenia w którym np. byś była ...Nie polecam pracy na własną rękę....To trudne, najlepiej przynależeć do jakiejś organizacji dogoterapeutycznej/kynoterapeutycznej...
Ja swoje suczydło szkolę cały czas w fundacji, w której jestem.....I jest to ciągła praca - jeździmy na różne kursy/warsztaty, szkolimy się ciągle..To nie jest tak, że jak skończysz jeden kurs to już wystarczy....Niestety to ciągła nauka... Do tego jestem pedagogiem specjalnym więc praca z dziećmi przychodzi mi łatwiej....Do wyszkolenia psa pod kątem dogo jest naprawdę długa droga, przede wszystkim musisz sprawdzić czy twój labiszon nadaje się do pracy z dzieciakami.....Pomimo tego, że labradory są jedną z ras predysponowanych w dogoterapii, jednak nie każdy labek do tego się nadaje....
_________________
,,Na świecie nie ma lepszego psychiatry,od szczeniaka liżącego Cię po twarzy" E.Abbey
To i ja napiszę
Ja jestem z kolei wolontariuszka w Obornickim schronisku. Co robie- ogólnie pomagam ,wyprowadzam psiaki z łańcucha na spacer, chodze z nmi do weta itp.
Raz miałam przyjemnosc wziasc udzial w jednodniowym wolontariacie na zawodach jeździeckich- sprzątaliśmy boksy.
Miałam tez propozycje od mojego instruktora abym we wakacje przychodzila do stajni pomagac i przy okazji skorzystalabym z darmowych jazd Tylko wtedy z tego nie skorzystałam bo nie mialam jak dojezdzac ale mam nadzieje ze w te wakacje uda mi sie tam troche pojeździć Bo skoro jest taka opcja to naprawde warto z niej skorzystac Równoczesnie zachecam wszystkich do pomocy jako wolontariusz
_________________ "Adoptując psa nie zmienimy świata, ale świat zmieni się dla tego jednego psa..."
Ja pomagam jak tylko mogę. Lecz muszę się przyznać... w zeszłe wakacje miałam się zgłosić do wolontariatu do schroniska, obiecywałam, a że sprawy potoczyły się tak a nie inaczej nie udało się. Czuję się winna, ale za to jak tylko widzę psa zwłaszcza teraz w zimę podkarmiam i troszczę się o bezpieczny nocleg. Na to jak się sprawy toczą nie mam wpływu, raz pies trafia do rodziny raz znika
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum