Mój labrador: Yoko
Suczka urodziła się:
25.05.2007
Mój labrador: Serdusia
Suczka urodziła się:
01.09.2015
Suczka urodziła się: Pomogła: 10 razy Wiek: 39 Dołączyła: 17 Kwi 2009 Posty: 25678 Skąd: Kołobrzeg
Wysłany: 08-12-2009, 14:08
słowiczek, Najlepszym sposobem żeby zaczęła się słuchać jest wasza relacja.za każdym razem kiedy mała spojrzy na Ciebie zaczynaj ją nagradzam, albo mów dobry piesek.Ja tak zaczynałam ze swoją.Teraz na spacerach jest we mnie wpatrzona jak w obrazek.Cały czas ćwiczymy a jak się z nią bawię to w chowanego Yoko nauczyła się mnie pilnować i ostatnio nie mogę jej się nigdzie schować, bo cały czas jest przy mnie.Jak twoja sunia na razie ucieka to kup długą linkę tak jak napisała Bora i zacznij naukę na lince pamiętaj o ciepłym słówku jak przyjdzie do ciebie i o ciasteczku w nagrodę
Mój labrador: Nealla
Suczka urodziła się:
22.06.2009
Dołączyła: 20 Sie 2009 Posty: 319 Skąd: okolica Poznania
Wysłany: 08-12-2009, 14:30
tak, wiem, kaganiec i linka konieczna.
Przywołanie "do mnie" jest od samego poczatku ćwiczone i w domu w normalnych warunkach działa.
Wiem, że samo to nie przyjdzie tylko nauka i cierpliwość potrzebna.
Wiem, co mam robić i jak.
Tylko poprostu chciałabym być już na takim etapie jak Wy z Waszymi psiakami. Wasze psiaki są już starsze,mądrzejsze...Mój to jeszcze mały urwis w spódnicy,
ale ćwiczę i będę ćwiczyć.
Tylko moja młoda, bardziej mnie się w domu słucha a na zewnątrz męża...
Pomogła: 7 razy Dołączyła: 26 Lis 2007 Posty: 4631 Skąd: Polska
Wysłany: 08-12-2009, 14:33
słowiczek napisał/a:
Tylko poprostu chciałabym być już na takim etapie jak Wy z Waszymi psiakami. Wasze psiaki są już starsze,mądrzejsze...Mój to jeszcze mały urwis w spódnicy,
Hihihihih a gdzie.... Bora to oszołom, diabeł i mała nieznośnica To że starsza wcale nie znaczy że mądrzejsza i też ma odpały.
Mój labrador: Sara i Nero (nie lab)
Suczka urodziła się:
18.05.2006
Pomogła: 1 raz Wiek: 63 Dołączyła: 21 Cze 2008 Posty: 806 Skąd: prawie Gdańsk
Wysłany: 08-12-2009, 15:40
słowiczek napisał/a:
Tylko poprostu chciałabym być już na takim etapie jak Wy z Waszymi psiakami.
ciesz się wariactwami swojej suni, potem będzie ci ich brakować . Nie spiesz się, wszystko przyjdzie z czasem (i z kolejnymi latami pracy ). Ja też miałam takie chwile, że tęsknym okiem patrzyłam na ułożone ON-ki mijane na osiedlu i czerwieniłam się ze wstydu za to, co Sara wyprawiała na drugim końcu smyczy ......
Nie pozwalam innym psom ustawiać mi suki, bo nie bedzie jakiś mały smarkacz po niej skakał. Od razu interweniuję i każę psa od nas natychmiast zabrać. Nie bedzie jakiś pies ćwiczył sie na mojej suce. Jeśli widzę próbę sił po prostu odchodzimy i nie bedziemy sie z takim psem bawić, są inne, które bawić sie umieją i chcą.
A ja staram się nie wtrącać. Nigdy jej nie pomagałam i teraz widzę, że w końcu nauczyła się odganiać natarczywego napastnika
Pies urodził się: Pomogła: 1 raz Wiek: 42 Dołączyła: 13 Cze 2009 Posty: 604 Skąd: zagranica
Wysłany: 08-12-2009, 18:29
My np tez ostatnio mamy problem z przywoływaniem nie wiem czy to nie przypadkiem młodzieńczy bunt bo nigdy nie było z tym problemu znał hasło noga i było oki ale ostatnio to hasło działa odwrotnie i młody nie chce do domu wracać jak spuszczam go w lesie jest oki przychodzi do nas słucha i sam do samochodu wskakuje jak czas wracać .. Problem zaczyna sie jak jest na swoim terenie który dobrze zna
Mój labrador: Lorena[*]
Suczka urodziła się:
25.12.2007
Mój labrador: Nitka Jamnior
Suczka urodziła się:
09.04.2010
Mój labrador: Dolly chesapeak bay retriever
Suczka urodziła się:
01.02.2015
Pomogła: 3 razy Wiek: 37 Dołączyła: 02 Mar 2008 Posty: 3359 Skąd: Bielsko Biała
Wysłany: 08-12-2009, 19:05
Dydymus napisał/a:
Psy czasem muszą sobie parę spraw wyjaśnić i to że na siebie czasem powarczą nie znaczy że zaraz się krew poleje.
też tak uważam. Nigdy nie wtrącam się w relacje psów z jakimi Lorena się bawi, wszelkeigo rodzaju warczenie, odganianie czy nawet naskakiwanie na siebie to normalne sytuacje w stadzie , jeżeli zwierzaki spotykają się stale w jakiejś okreslonej grupie to muszą sobie ustawić hierarchię i wyjaśnić sytuacje.
Zaczynam interweniować dopiero gdy widzę, że sytuacja się zaostrza zważająć na charakter labkowy i umiejętności mojej sucz jak do tej pory udało się jej wszystkie sytuacje wyciszyć .
Mój labrador: Nealla
Suczka urodziła się:
22.06.2009
Dołączyła: 20 Sie 2009 Posty: 319 Skąd: okolica Poznania
Wysłany: 11-12-2009, 23:33
Zaczęłam naukę chodzenia bez smyczy...
Póki co, spuszczam ją ze smyczy wieczorem, kiedy aut mniej i ludzi się nie kręci. Czyli mniej pokus. I tylko na razie na krótkich odcinkach.
Jak tylko sucz poczuje wolność to szajba jej odbija...
Lata zadowolona jak oszołom. Oddala się ode mnie...ale mnie pilnuje.
Jak nie reaguje na komendę "do mnie" odwracam się i biegnę w drugą stronę. Zaraz jest koło mnie, ale nie podejdzie ( dopiero po którymś razie reaguje na "do mnie" ).
Kupiliśmy jej skórzany kaganiec i niestety śmieci tj. walające się worki, chusteczki hig. i inne papiery potrafi złapać w zęby i zadowolona ze swojej zdobyczy biega wokoło ale nie odda, nie zostawi... Ale żeby zeżreć to nie ma na to czasu...
Linka czeka...
Ale i tak myślę, że dam radę.
Tyle, że mojemu mężowi o wiele łatwiej wszystko przychodzi z psem a ja muszę się starać...
Mój labrador: Sara i Nero (nie lab)
Suczka urodziła się:
18.05.2006
Pomogła: 1 raz Wiek: 63 Dołączyła: 21 Cze 2008 Posty: 806 Skąd: prawie Gdańsk
Wysłany: 12-12-2009, 00:52
słowiczek napisał/a:
dopiero po którymś razie reaguje na "do mnie"
w ten sposób uczysz ją, że komenda "do mnie" oznacza "przyjdź, jak ci się zachce" .... Kolejność powinna być odwotna: najpierw musisz spowodować, zeby zaczęła do ciebie podchodzić i dopiero w trakcie tego mówisz komendę. Dzięki temu psica skojarzy sobie twoje słowa z czynnością czyli przybieganiem do pani. No i oczywiście za każde podejście super nagroda . Powodzenia
słowiczek napisał/a:
mojemu mężowi o wiele łatwiej wszystko przychodzi z psem a ja muszę się starać
tym się nie przejmuj, zaczniesz pracować sunią, to świata poza tobą nie będzie widziała. Moja też niby wpatrzona w pana (ciągle coś mu "spada" ze stołu), ale jak ją zawołam, to leci, mało nóg nie pogubi
Witam, jestem szczęśliwą posiadaczka 18 miesiecznego labradora. Wczoraj na spacerze spotkało mnie coś przykrego:( mój labek uciekł mi, wyglądało to tak jakby poczuł jakiś trop, zwierzyna lesna, suczka z rują nie wiem ale zaczął biec przed siebie jak opętany nie zwracajac na nas uwagi, zwiał mi przez cały las:( dogonilisny do dopiero przy wjezdzie, biegał obok ruchliwej ulicy, strasznie to przeżyłam, bałam się o niego niesamowicie, dzieki Bogu podbiegł do mnie po kolejnym zawołaniu i nic mu się nie stało. Jestem bardzo zmartwiona tą sytuacją, wcześniej zdarzało mu się uciekać ale tylko do innych piesków, chciał się bawić. Zaznaczę że Desperado chodził na szkolenie, zgodnie z zaleceniami trenera na spacerach był puszczany tylko na lince 10 metrowej ponieważ zwiewał do innych psów, matoda ta przyniosła super efekt, od paru miesięcy nie uciekł ani razu a do lasu jeżdzimy parę razy w tygodniu, co mu odbiło, nie puszcze go luzem chyba do końca zycia, jak pomyslę o tamtej sytuacji mam łzy w oczach,jak mam znowu zaufać dla swojego pupila?
[ Dodano: Czw 24 Gru, 2009 ]
Wiem że są świeta wiec mam nadzieje że chwilke po pomożecie mi, codziennie wchodzę na forum i szukam odpowiedzi:(
Mój labrador: Nuka (Bonnie Anpi Buffyland)
Suczka urodziła się:
04.12.2008 r.
Wiek: 41 Dołączyła: 13 Mar 2009 Posty: 264 Skąd: Kraków
Wysłany: 25-12-2009, 12:12
sylwia14056 moge tylko napisac, ze bardzo mi przykro, ze zdarzyla sie taka sytuacja, bo jest to bardzo stresujace dla wlasciciela. Powodu pewnie nigdy nie poznamy...moze czegos sie wystarszyl? moze cos poczul? nie wiadomo.
My tez kiedys mielismy podobna sytuacja, tyle ze na smyczy, co juz jest w ogole paranoja...Nuka wystraszyla sie psa za siatka, tak na nia szczeknal, ze az ja sama podskoczylam (ciemno bylo). Jak zaczela sp***rzac, bo inaczej tego ie mzna nazwac, to szok. Wyrwala mi smycz z reki i leciala proto pod samochod. Ale kierowca wlaczyl dlugie, zauwazyl ja i sie zatrzymala. A 5 m dalej byla mega ruchliwa ulica...nawet nie chce myslec...
Tak czy siak, nawet super wyszklony pies, to tylko pies i rozne rzeczy moga sie zdarzyc. Instynkt czy strach moga byc silniejsze niz wszystko. Ale wiadomo, ze sie wystrszylas. Tez nie podchodz do tego tak, ze teraz juz nigdy go nie puscisz bo to bez sensu przeciez. Moze zacznij znowu wychodzic na lince i obserwuj go. To mogl byc jednorazowy wyskok.
Mój labrador: Misty
Suczka urodziła się:
18.03.2009
Wiek: 45 Dołączyła: 19 Paź 2009 Posty: 139 Skąd: Kraków
Wysłany: 27-12-2009, 12:57
Ja mam straszną blokadę przed puszczaniem suczy luzem, a napewno nigdy jej nie puszczę w pobliżu ruchliwej jezdni.
Powody tego są nastepujące: miałam przez 14 lat kundelka znajdę, wychowywalismy się razem (byłam od niego 2 lata starsza). Niestety na starość mu kompletnie odbiło był slepy, głuchy atakował w nocy domowników i zaczął strasznie ciągnąć na smyczy. Pewnego dnia gdy jak zwykle szliśmy sobie na spacerek szarpnął się tak mocno, że zerwał obrożę i wbiegł prosto pod samochód. kierowca nawet się nie zatrzymał, musiałam pozbierać psa z jezdni, wrócić z nim do domu, zawinąć go w koc i biegiem do weta, bo niesczęsnik nadal żył. Samochód trafił go w głowe, praktycznie pies nie posiadał pyska, wszystko było we krwi w tym i ja. Wiadomo psa trzeba było uśpić, ale mi trauma pozostała.
Ładnych parę lat po tym byliśmy z moim TŻ na spacerku z naszą poprzednią suczunią Herą, była wtedy młodziutka i nagle jej odbiło, zerwała się ze smyczy i zaczeła lecieć w stronę mostu Grunwaldzkiego (krakusy wiedzą jaki tam jest ruch), nie reagowała na nic tylko szaleńczy bieg wprost pod samochody. Wtedy mó TŻ wykazał się niesamowicie, dogonił ją i skoczył wręcz jak komandos przyciskając uciekinierkę do ziemi, mi się tak nogi trzęsły, że nie mogłam do nich podejść.
Teraz jak widzę nawet obca osobę która prowadzi bez smyczy psa przy ruchliwej ulicy dostaję dreszczy, bo naoglądałam się jak ni z tego ni z owego psiaki nie pilnowane przez właścicieli wbiegały z plant na jezdnię.
Ludzie, którzy nie potrzebują innych ludzi, potrzebują innych ludzi, by im okazywać, że są ludźmi, którzy nie potrzebują innych ludzi. "Maskarada" T. Pratchett
Dziękuje slicznie za pomoc, dzisiaj odważyłam się puścić Desperado ze smyczy, nie zwiał, ładnie się bawił ale ja miałam stresa. mam nadzieję że tak jak napisała Yarenia to był tylko jednorazowy wyskok:) Pozdrawiam.
Ja Hexę puszczam w lesie, w parku.. ale przy ulicy też za nic w świecie bym jej nie puściła.. dla niej ulica to to samo co chodnik. Ona kompletnie nie boi sie samochodow. Jak stoje z nią przed pasami to ciągnie na drugą stronę, mimo, że przed nosem jadą auta, autobusy czy nawet tiry!! wystarczylo by zebym popuscila smycz a juz by wlazła pod koła sylwia14056, też myślę, że to był jednorazowy wyskok, może psiul coś poczuł i dlatego ogłuchł na wszystkie komendy. Trzymam kciuki żeby już było ok!
Mój labrador: Misty
Suczka urodziła się:
18.03.2009
Wiek: 45 Dołączyła: 19 Paź 2009 Posty: 139 Skąd: Kraków
Wysłany: 28-12-2009, 12:59
Ewelina dziękuję za zrozumienie.
AnTrOpKa, my też staramy się pozwalać wyszaleć małej poza miastem.
Mam znajomą która ma piękną starszą już labradorkę, ta psiczka wiele razy była już pod samochodem, bo jest prowadzana bez smyczy, a na widok jakkiegokolwiek psiura przelatywała przez jezdnię. My na spacerki w centrum chodzimy na smyczy, a nad wisłą używamy 10 metrowej linki treningowej, sprawdza się w 100%
Pozdrawiamy z Mistuchą
Ludzie, którzy nie potrzebują innych ludzi, potrzebują innych ludzi, by im okazywać, że są ludźmi, którzy nie potrzebują innych ludzi. "Maskarada" T. Pratchett
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum