Mój labrador: Nealla
Suczka urodziła się:
22.06.2009
Dołączyła: 20 Sie 2009 Posty: 319 Skąd: okolica Poznania
Wysłany: 09-10-2009, 10:42
A jak tam szczerze napiszę, że tak do końca nie przemyśleliśmy sprawy kupna labradora.
Owszem, nosiliśmy się z zamiarem kupna psa ale nie wiedzieliśmy jeszcze jakiego. Troszkę dzieci naciskały i gdy nadarzyła się okzaja kupna labka, poczytaliśmy troszeczkę i skoro to pies domownik i łagodny do dzieci to zdecydowaliśmy się. Nie wiedzieliśmy na co .
Teraz nie oddałabym go. Pomimo labiszonowych wad .
Cała rodzinka kocha tego naszego labiszonka i już sobie życia bez niego nie wyobrażamy.
Ale czasami doprowadza mnie do szewskiej pasji ta psia wszystkożerność .
Aga_i_Bruno [Usunięty]
Wysłany: 09-10-2009, 18:55
To ja tak ogólniej napiszę nawiązując właściwie do pierwszej wypowiedzi.
U nas było naprawdę strasznie momentami, myśleliśmy, że i my i Bruno wyjdzie z siebie. On właściwie z siebie wychodził, bo dostawał ataków szaleństwa, kiedy był sfrustrowany. A wyglądało to jak prawdziwy atak, bo wtedy biegał wokół mnie i się na mnie rzucał z pazurami i zębami.
Uratowało nas szkolenie. Trener powiedział nam na spokojnie, że psie adhd też istnieje i że trzeba z tym żyć. I że nasz pies potrzebuje dużo ruchu, ale co ważniejsze dużo dyscypliny (nie w sensie fizycznego dyscyplinowania -to broń boże nie), a więc żelaznej konsekwencji. Ustawiliśmy też jasną hierarchię i przeżyliśmy prawdziwy psi "makeover" dokładnie jak w tych programach typu Superniania.
Z tego co kiedyś slyszałam pies może się wściekać jak zostaje sam w domu, jeśli uważa się za przewodnika stada. Bo to trochę tak jakby czuł się naszym rodzicem, a my dzieci wychodzimy z domu i on wariuje bo nie wie, co się z nami dzieje, a czuje się odpowiedzialny. Nasz Bruno jak przestał się zachowywać jak przewodnik stada (może nie jest całkiem podwładnym, ale już nam nie szefuje), uspokoił się też w domu, więc może coś w tym jest?
A co do niszczenia rzeczy pod naszą nieobecność - nadal musimy pilnować, żeby nie miał dostępu do najsmakowitszych kąsków, a więc butów (ten zapach!) i brudnych ubrań albo ręczników (ach ten zapach!). Ostatnio zostawiłam sandałki zaledwie na 3 godziny i jak wróciłam, były w kawałkach. Oj byłam zła! Ale rozumiem, że mu po prostu pachniały
Wysłany: 09-05-2011, 11:55 Mój pies chce mnie wykończyć...
Przepraszam jeśli jest założony taki temat i proszę w takim razie o przeniesienie wątku.
Mojego psa spłodził szatan... jestem tego pewna, bo nigdy w życiu nie widziałam psa który tak demoluje mieszkanie. Pies rzadko zostaje sam w domu bo boję się, że nie będę miała do czego wrócić. Ostatnio został na 3 godz (oczywiście musiałam zapiąć go na smycz) i... nie potrafiłam wejść do domu. Morris zerwał CAŁĄ podłogę (część jej zjadł...). Niszczy wszystko co jest w jego zasięgu. Można wymieniać w nieskończoność szkody; podłoga na przedpokoju, meble, buty, ciuchy, okulary, prześcieradła, koce, dywany, kosmetyki, ZJADA ŚCIANĘ, zrywa tapety... . Jestem załamana psychicznie. Wstyd mi zapraszać znajomych... bo wygląda jak na melinie... zresztą kto nie przyjdzie jest obskoczony, obgryziony, wylizany. Ja wiem, że on się cieszy, ale moja 3-letnia chrześnica nie może do nas przychodzić. Panicznie się boi Morrisa który po niej skacze i ją podgryza (skaczące 25 kg może być dla dziecka przerażające). Nie mam siły do niego. Coraz częściej się kłócę z domownikami, że ja labradora wcale nie chciałam. Oczywiście nie jest tak, że nie kocham naszego psa, ale codziennie pojawiają się myśli, że nie wytrzymam. Jestem surowa. Cóż taka moja natura. Jestem osobą którą Morris częściej słucha niż innych domowników (mimo, że nie ja go kupiłam i nie ja jestem właścicielem), ale mam dosyć. Pracuję popłudniami i doszło do tego że do godz 17.00 nie mogę nigdzie wyjść! Nie ma mowy o zakupach, lekarzach! NIC! bo ten pies chyba wysadził mi lokum. Zbliża się lato, a ja będę wiecznie siedzieć w domu (wiadomo na basenie pies niemile widziany). Do znajomych nie mogę go zabrać, bo jest mi wstyd, że szczeka (non stop), gryzie im rzeczy, kopie w ogródkach, skacze im do samego karku...
Proszę pomóżcie mi jakoś... czy on w ogóle z tego wyrośnie?
Mój labrador: Demi Z Grodu hrabiego Malmesbury
Suczka urodziła się:
04.2005
Mój labrador: Hela Błotna Sadzawka
Suczka urodziła się:
7.10.2010
Pomogła: 2 razy Wiek: 34 Dołączyła: 19 Mar 2011 Posty: 3472 Skąd: Warszawa
Wysłany: 09-05-2011, 12:07
jak można zapinać psa na smycz jak wychodzi się z domu? rozumiem, że demoluje, dużo ludzi ma tu problem z tym.
po pierwsze jak wyglądają spacery psa i szkolenie? na ile wychodzi, jak wygląda spacer itp?
po drugie dlaczego nie chowasz rzeczy które jesteś w stanie chować? u mnie jest pochowane WSZYSTKO na wysokość psa i tam gdzie może doskoczyć. co znaczy że jesteś surowa? wracasz i krzyczysz na niego za to co zrobił? jeśli tak to może go to napędzać..
myślę że nie może być tak że pies nie zostaje sam w domu bo demoluje. bo to błędne koło. jeśli nie będzie do tego przyzwyczajany to będzie tak zawsze.
próbowałaś przed wyjściem wymęczyć psa na długim spacerze z piłką oraz szkoleniem i zabawą z innymi psami? zostawiać mu coś co pachnie wami albo konga wypchanego pasztetem zamrożonego ? to jest zajęcie dla psa na 2h
[ Dodano: 09-05-2011, 12:09 ]
a szczerze to czytając tego posta odnosi się wrażenie jakbyś rzeczywiście nie kochała tego psa i chciała się go pozbyć..rozumiem frustrację i zmęczenie, też mam psa szalonego i niszczyciela...ale owszem to minie. mojej już mija przy odpowiedniej pracy. nie muszę już chodzić za nią krok w krok jak kiedyś nawet jak jestem w domu. teraz np. wróciła z działki gdzie biegała 3 dni i psa nie ma. anioł.
Mój pies nauczył się otwierać półki i szafę... . Normalnie nie zapinałabym go... ale uwierzcie... nie zostałby mi kawałek podłogi w mieszkaniu. Daję mu zabawki, świńskie uszy, miski z wodą, jedzeniem, jego dwa kocyki. Pies siada na komendę, daje łapę, prosi, nie rzuci się do miski dopóki ja na to nie pozwolę. Jestem surowa, bo u mnie nie odstępstw. Kanapa to nie miejsce dla psa, jak widzę jak próbuje stawać na meblach to go ściągam, jak gryzie to go wyprowadzam z pomieszczenia... i nie ma zlituj (niestety, inni w domu tak nie robią). Krzyczę na psa, bo jestem paskudnym cholerykiem. Najpierw kogoś zbesztam, a później myślę... . Na spacery chodzi różnie, ja go biorę na 3 godz do lasu, mój brat jeździ z nim na rowerze. Na spacerach ciągnie do ludzi i szczeka na reklamówki (;)) na spacerze czasem luzuje mu się w tej biszkoptowej główce i zaczyna skakać i gryźć (mnie lub, częściej towarzysza spaceru).
Pomogła: 4 razy Dołączyła: 28 Mar 2009 Posty: 2422 Skąd: Za górami za lasami
Wysłany: 09-05-2011, 12:45
Haadija, a ja bym proponowała zapisać go na jakieś szkolenie.
Wydaje mi się to jedynym rozsądnym wyjściem z tej sprawy.
Skoro jesteś choleryczką - sama nie dasz rady go wyszkolić, bo do tego potrzeba duuuuużo cierpliwości.
Zamiast wiązać psa na smyczy kup klatkę i przyzwyczajaj go do zostawania w niej podczas waszej nieobecności.
U nas mimo iż zawsze ktoś jest w domu i bardzo rzadko zdarza się aby Funia zostawała sama to nigdy, ale to nigdy nic nie zniszczyła podczas naszej nieobecności. Jedynym grzechem jaki popelnia to spanie na naszej kanapie jak nas nie ma.
Ps. Moja suczka też nie ma prawa wchodzić na meble (nie uważam się za surową).
_________________ "Próżnoś repliki się spodziewał,
Nie dam Ci przytyczka, ani klapsa
Nie powiem nawet pies cię je..ł
bo to.. mezalians byłby dla psa.."
boski J. Tuwim"
po 1. w takim przypadku należy wymęczyć psa przed wyjściem. też miałam problem z niszczeniem, teraz codziennie przed pracą chodzę na godzinny spacer z bieganiem i aportowaniem, pies po powrocie wraca i idzie spać - nie niszczy
po 2. pochować wszystkie rzeczy, tak jak mówi dominika92, po co stwarzać psu okazje do niszczenia?
po 3. zostawić mu zabawki, niech ma się czym zająć. pani wychodzi z domu, pies zostaje sam... i co? trauma, co tu robić - szuka zajęcia. nie pozwól by szukał sobie go sam, zorganizuj mu je! kong, gryzaki, zabawki... jest dużo opcji
po 4. jak wchodzisz do mieszkania nie witasz się z psem, jak wychodzisz nie zwracasz na niego uwagi, czyli:
15 min przed wyjściem pies dla ciebie nie istnieje - nawet na niego nie patrz. wychodząc zostaw mu coś smacznego - niech wie, że wyjście pani nie oznacza tragedii, a coś fajnego - dostanie smakołyk. zacznie kojarzyć twoje wyjścia z czymś pozytywnym, a nie negatywnym. po powrocie nie witasz się z psem - nie może kojarzyć powrotu z radością. jak skacze odwracasz się, ignorujesz go kompletnie. wierz mi, miałam identyczne problemy, z którymi właśnie takimi sposobami się uporałam
skakanie na gości. Naucz gości, że wchodząc do domu również muszą ignorować psa. Pies widząc nowych ludzi, którzy dodatkowo się eksytują na jego widok, wariuje. Nic dziwnego, że się cieszy i skacze... Od razu się nie nauczy wszystkiego, trzeba robić to stopniowo, małymi krokami... z psem jest jak z dzieckiem. Czy pies ma wyznaczone swoje miejsce w domu, gdzie może się wyciszyć? Jeżeli nie, to koniecznie wyznacz miejsce, gdzie ma przebywać chociażby w trakcie wizyty gości. Przychodzą ludzie – pies szaleje. Odsyłasz go na miejsce, gdzie się wycisza i dopiero wtedy może się przywitać z gośćmi – tak to u mnie wygląda, cały czas nad tym pracujemy, bo tak jak mówiłam, nic od razu w tym temacie polecam ci ten oto wątek http://forum.labradory.or...?t=4902&start=0
tematów jest mnóstwo.. poświęć czas na lekturę i przede wszystkim czas na pracę z psem.. on sam się niczego nie nauczy, więc nie możesz od niego oczekiwać posłuszeństwa – on nie wie czego od niego oczekujesz, skąd ma wiedzieć? musisz mu to pokazać... ale nie siłą czy złością, bo to nic nie daje jeżeli jesteś nerwowa i wiesz, że nie dasz rady sama ogarnąć tego wszystkiego,to tak jak mówi ppaula2, pomyśl o szkoleniu.
i wierz mi
Haadija napisał/a:
Mojego psa spłodził szatan.
Twojego psa nie spłodził szatan, to typowy młody lab, który nie ma wyznaczonych granic... wiele osób się borykało z takimi problemami, ja w pewnym stopniu również się do nich zaliczam
Jeszcze pozostaje rozmowa z innymi domownikami, w tym z właścicielem psa, aby zaczął zajmować się psem tak jak Ty się starasz. Chociaż jak komuś się nie chce to ciężko przekonać. Rafi po dłuższej rozłące ze mną zawsze trochę cofa się w rozwoju (oprócz mnie słucha się też bardzo taty mojej dziewczyny i jej samej, ponieważ oni rozumieją jego potrzeby), ogólnie to z Rafim był ten sam problem o jakim wspominasz. Moim zdaniem podejście masz dobre, oprócz tego momentu ze smyczą, ale skoro tylko Ty trzymasz się zasad, a inni to olewają to ułożenie takiego 'lambadora' będzie trwało długo, ponieważ podczas Twojej nieobecności pies będzie oduczany pozytywnych nawyków. Może oduczany to złe słowo, ale jeśli nikt nie będzie ich utrwalał to będzie ich zapominał, tak jest z Rafim. Życzę cierpliwości, bo o to najciężej przy takim osobniku. I najlepiej odkryj potrzeby psa, ja sie staram tak robić i współpraca układa się coraz lepiej, polecam to samo.
Kanapa to nie miejsce dla psa, jak widzę jak próbuje stawać na meblach to go ściągam, jak gryzie to go wyprowadzam z pomieszczenia... i nie ma zlituj (niestety, inni w domu tak nie robią
no to czas porozmawiać z domownikami i ustalić jasne zasady, których wszyscy będą przestrzegać...
[ Dodano: 09-05-2011, 13:12 ]
powiedz jeszcze czy on ma też zabawki jak jesteś w domu, czy tylko jak wychodzisz? bo skoro zostawiasz mu jakieś tam rzeczy przed wyjściem, to powinien się nimi zająć, ale jeżeli ma tego pod dostatkiem podczas twojej obecności w domu, to może się po prostu nudzi tym, i dlatego znajduje sobie ciekawsze zajęcia ;p
Mój labrador: Demi Z Grodu hrabiego Malmesbury
Suczka urodziła się:
04.2005
Mój labrador: Hela Błotna Sadzawka
Suczka urodziła się:
7.10.2010
Pomogła: 2 razy Wiek: 34 Dołączyła: 19 Mar 2011 Posty: 3472 Skąd: Warszawa
Wysłany: 09-05-2011, 13:25
Haadija, ale ucho to pies zje w 15 min i po robocie:P a kong to trochę inna sprawa właśnie gdy chce się mieć spokój lub zostawić psa samego, jak się pokombinuje to i na ponad 2h starczy! ja raz tak Heli zrobiłam że nie mogła sobie poradzić i pół dnia miałam spokój a to też jest rozrabiak.
poza tym moim zdaniem jeśli wracasz do domu i krzyczysz na psa jeśli on coś zbroił to też nie pomoże. dlatego też powinnaś zacząć od tego żeby nauczyć się kontrolować swoje emocje.
kolejna rzecz to tak jak dziewczyny piszą konsekwencja i cierpliwość. jeśli każdy robi co innego to nic dziwnego że pies jest zagubiony- dostaje sprzeczne informacje.
rzeczywiście lepiej pomyśl nad zakupem klatki bo przywiązywanie psa to nie jest dobry pomysł. oczywiście klatka nie służy do tego żeby zamykać go tam za karę, nie można go też od razu zamknąć tam na kilka godzin a stopniowo przyzwyczajać żeby to było dla niego bezpieczne miejsce gdzie chętnie wchodzi.
Mój labrador: Dharma
Suczka urodziła się:
30.12.2010
Dołączyła: 11 Maj 2011 Posty: 4 Skąd: Szczecin
Wysłany: 12-05-2011, 10:17
Witam! Przeczytałam Wasze posty i jestem lekko zaniepokojona:-))
Dopiero dołączyłam do forum, moja Dharma ma skończone 4 miesiące i rzeczywiście lubi "podjadać". Zjadła już dwie ładowarki do telefonów i kabel od lampki. Kocha też wszelkiego rodzaju obuwie i tu pilnujemy aby żadne buty nie leżały w zasięgu jej zębów. Ale byłam przekonana, że to tylko takie szczenięce wybryki, jak będzie starsza to jej przejdzie... A tu widzę, że nie koniecznie... Widzę, że będzie jazda:-))
ps. Jak na razie pod naszą nieobecność pies śpi...
Mój labrador: Neska
Suczka urodziła się:
25.02.2002
Wiek: 36 Dołączyła: 28 Gru 2010 Posty: 599 Skąd: Kraków
Wysłany: 12-05-2011, 10:39
Jeżeli szczeniak śpi jak was nie ma - bardzo dobrze to wróży. Przyzwyczajony do tego, że zostaje nie wpadine w lęk separacyjny i nie będzie niszczył wszystkiego.
Nie koniecznie jest tak ,że dorosły pies też będzie niszczył. Moja nie niszczy w ogóle, ale ma codziennie dlugie spacery i treningi.
Wiek: 36 Dołączyła: 27 Mar 2011 Posty: 41 Skąd: Tarnów
Wysłany: 12-05-2011, 11:06
Diego mimo, że ma tylko 3 miesiące, potrafi zostać sam w domu już prawie 8 godzin bez niszczenia ani siusiania - cały ten czas po prostu przesypia.
Mam na niego sposób - pies zostaje sam w sypialni, gdzie czuje się najbezpieczniej, ma tam wodę, a ja przed wyjściem rozsypuję mu po pokoju chrupki - tak się nimi zajmie, że nawet nie zauważy, że pańcia wychodzi . Jeśli w trakcie nieobecności znajdzie chrupkę, to tylko dobrze to skojarzy, że jak nie ma pańci to cuda na podłodze się znajduje .
Kupili Morrisowi kolczatkę (żeby na spacerze był spokojny)... i kolejna kłótnia, bo ja nie rozumiem procederu zakładania czegoś takiego psu. Nie wiem, może się mylę? Może to dobre rozwiązanie?
Mój labrador: Demi Z Grodu hrabiego Malmesbury
Suczka urodziła się:
04.2005
Mój labrador: Hela Błotna Sadzawka
Suczka urodziła się:
7.10.2010
Pomogła: 2 razy Wiek: 34 Dołączyła: 19 Mar 2011 Posty: 3472 Skąd: Warszawa
Wysłany: 12-05-2011, 15:51
Haadija, nie , to nie jest dobre rozwiązanie. dobrym rozwiązaniem jest szkolenie i praca z psem. zaproponuj szelki easy walk, jeśli już koniecznie chcecie żeby coś pomogło.
tak młodemu psu już kolczatkę zakładać..błagam
spróbuj ich przekonać do tego: http://forum.labradory.org/viewtopic.php?t=5431
Ja nie chcę żeby mu te świństwo zakladali! Była o to już awantura. Powiedziałam, że sama im to założę i będę szarpać, dyskusja się wtedy skończyła i myślałam, że temat zamknięty. Dzisiaj zauważylam kolczatkę w domu. Wyrzucę im to do śmietnika! Nie mam siły do tych ludzi. Za jakiś czas wyjeżdżam za granicę i tylko szkoda mi psa... .
Mój labrador: Demi Z Grodu hrabiego Malmesbury
Suczka urodziła się:
04.2005
Mój labrador: Hela Błotna Sadzawka
Suczka urodziła się:
7.10.2010
Pomogła: 2 razy Wiek: 34 Dołączyła: 19 Mar 2011 Posty: 3472 Skąd: Warszawa
Wysłany: 12-05-2011, 15:56
Haadija, pokaż im szelki, powiedz że to lepsze rozwiązanie, psa nie boli, nie ciągnie, a szelki znajdują się w takim miejscu że uniemożliwiają ciągnięcie, pokaż im filmik który zamieszczony jest w tym temacie.
Pokazałam. Mówiłam już to wcześniej i nic. Naprawdę nic. Mówiłam już to sto razy, że są lepsze i bardziej "ludzkie". Kupiłabym mu sama szelki, ale uwierzcie będąc studentem nigdy nie mam kasy. Mam ochotę wyjść z tego domu i nie widzieć co robią. W końcu jakby nie było to nie jest mój pies, więc nie mam prawa im rządzić.
kolczatka to świństwo,ale aż taka straszna krzywda znowu się psu nie dzieje, nie używamy,choc nie raz miałam ochotę ,obyło sie bez właśnie przez ludzi na tym forum,którzy podpowiedzieli co i jak ale dalej uważam że są gorsze rzeczy,widuję laby w kolczatkach i wcale ale to wcale nie wyglądają na niezadowolone,ale fakt przeważnie ta kolczatka jest wywinieta kolcami do zewnatrz,może więc jednym ruchem własciciel obraca ją gdy trzeba,a gdy nie trzeba jest w niebolesnej pozycji,
[ Dodano: 12-05-2011, 22:35 ]
uwierzcie na dzisiejszym spacerku przydałaby się ,niby chodzi jak zegarek a numer mi wyciął niezły,
_________________ "Miłość do psa jest najdziwniejszą rzeczą,przy niej relacje z ludźmi stają się nudne jak owsianka" John Grogan "Marley and me'--------------------
galeria Brandusa-zapraszamy http://forum.labradory.or...er=asc&start=40
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum