Wiek: 55 Dołączyła: 28 Sty 2009 Posty: 131 Skąd: Warszawa
Wysłany: 15-06-2011, 17:51 Traci władzę w nogach, słabnie, moczy się
Witam.
Moja Bezia od wczoraj coraz gorzej chodziła ( nawet niekoniecznie kulejąc, tylko z coraz większym trudem stawiając kroki) na tylne łapy.Po spacerze, na którym tylko 3x przyniosła patyczek a potem się położyła na trawie, nie mogła wejść na schody, dyszała, i odpoczywała do nocy. Na nocne siku trzeba ją było ciągnąć, a pod domem nie kucnęła, tylko patrzyła " daj spokój...". Dziś rano nie chciała wyjść z domu,tylko leżała a moje Potworki mówią, że patrzyła tylko wzrokiem "dobij mnie, ale mnie nie ruszaj". Ok. 12 dotarłam do domu, pies leżał jak kupa nieszczęścia w przedpokoju, na mój widok nie pomachał ogonem, nie podniósł głowy tylko zerknął. Na podłodze koło pupska było wilgotno ( nie pachniało moczem, było bez zabarwienia- i nie kałuża, tylko "maźnięcie mokrą szmatą"). Wytarłam, zmierzyłam temperaturę ( 38.4), pomacałam brzuch(niebolesny, miękki), łapy ( jak miała 8 mies. miała jałowy stan zapalny ale przednich łap, ból i obrzęk ale tym razem bez ewidentnych objawów stanu zapalnego), rozejrzałam się po mieszkaniu w poszukiwaniu "niespodzianek" i po chwili podłoga była znów wilgotna. Wykonałam telefon do wetki, kazała za godzinę być w lecznicy (nie dyżurowała dziś i musiała dojechać). Po godz. wyszłyśmy z domu i te 100metrów Bezik szedł ok. 10 min...Ostatnie kilka w przysiadzie- jak rasowy wilczur
Mój labrador: Teyla
Suczka urodziła się:
30.09.2009
Mój labrador: Fido
Pies urodził się:
15.06.2009
Mój labrador: Daisy [*]
Suczka urodziła się:
20.06.2007 - 26.10.2009
Pomogła: 7 razy Wiek: 41 Dołączyła: 21 Mar 2010 Posty: 8526 Skąd: Wrocław
Wysłany: 15-06-2011, 17:57
To pewnie złe trafienie, ale ze znacznym osłabieniem "tyłu" i "moczeniem" oraz osowiałością skojarzyło mi się od razu ropomacicze w dość rozwiniętym stadium.
Daj znać co powie wet
_________________ They gave me a Labrador Retriever cause other Angels
were busy Pies może być dowolnej rasy, pod warunkiem, że jest
to labrador
Wiek: 55 Dołączyła: 28 Sty 2009 Posty: 131 Skąd: Warszawa
Wysłany: 15-06-2011, 18:09
Sorki. Poryczałam się, stąd przerwa.
Wetka pobrała krew, moczu się nie dało nawet cewnikiem nakapać (tyle, żeby zbadać przede wszystkim ciężar właściwy) widać było tylko, że "na oko" wygląda jak woda.... Obadała brzuch (moja poprzednia suczka , wlczyca Hera odeszła z powodu powikłań po babeszjozie, dlatego mam hyzia na tym punkcie). Badanie przedmiotowe stawów i kręgosłupa bez niczego bólowego. Tenshii- ropomacicze odpada. Rok temu Beziulec miał sterylkę, wtedy też ( bo narkoza i zapalenie stawów w szczenięctwie) kontrolne RTG stawów wszystkich łap. Przez rok nie miała nietrzymania moczu, więc też odpada.
Wiek: 55 Dołączyła: 28 Sty 2009 Posty: 131 Skąd: Warszawa
Wysłany: 15-06-2011, 18:42
Chyba troszkę świruję...Sorry
U wetki Bezik trochę machał ogonem (nawet podczas cewnikowania i RTG). Dostała Onsior podskórnie, żeby dała radę chodzić i czekamy na wyniki.
Wyszłam z lecznicy jak tylko sucz zaczęła się podnosić i idziemy do domu. Przypominam- ok. 100metrów...
Przed klatką schodową psica staje i dopiero po długiej chwili schodek po schodku te 8 stopni zmęczyła... Po następnym odpoczynku półpiętro, a na drugim ze skowytem jedzie pupskiem i tylnymi łapami w dół. Próbuje wstać, ciągnie przednimi łapami do przodu, piszczy, i guzik .. Nie mogłam patrzeć na to. Wzięłam Bezika, moje 38 kilo szczęścia na ręce i po trochu wytaszczyłam na to trzecie piętro bez windy. W domu były Potworki, jakoś razem to ogarnęliśmy. Ale boję się o psicę.
Mam zaufanie do mojej wetki, ona nigdy żadnego znanego mi zwierzaka źle nie leczyła, i ma intuicję.Kiedy nie jest pewna diagnozy wysyła do specjalistów, nie gra boga wszechwiedzącego. Póki można, leczy zachowawczo, ale nie waha się rżnąć, kiedy trzeba. Często bywa, że kasuje tylko za leki, laboratorium i "grubsze" zabiegi ( nigdy nie policzyła mi np. za obcięcie pazurków kotki, czy oczyszczenie uszu Bezi- ja nie umiem..)- konsultuje najczęściej za free. Jestem pewna, że zbada Bezię na dziesiątą stronę. Ale czuję się bezradna.
[ Dodano: 15-06-2011, 19:13 ]
Wyniki powinny być rano, do tego czsu zwariuję...
[ Dodano: 15-06-2011, 19:15 ]
Bezia piszczy przez sen. Bieda mała.
[ Dodano: 15-06-2011, 19:35 ] mibec , tenshii , Bora - dzięki za wsparcie. Pozdrawiam. Jak będzie coś wiadomo, napiszę. Na razie na przemian siedzę na podłodze obok mojej suńki i popłakuję i zaglądam do kompa, czy jakaś dobra dusza nie odezwie się dobrym słowem... Niepewność i czekanie są do d...y
Żaba, specjalista nie jestem,ale troche to wygada jak wadliwe ustawienie dysku powodujace ucisk rdzenia kregowego..Trzymam mocno kciukasy za sunke i badz dzielna Jak sie Beza teraz czuje?
Wiek: 55 Dołączyła: 28 Sty 2009 Posty: 131 Skąd: Warszawa
Wysłany: 15-06-2011, 21:35
Bezia śpi naćpana po uszy, czasem tylko cicho piszczy.
To, co piszesz też jest w opcjach- na razie fotki z RTG i USG pojechały z wetką do ortopedy, "bo późno, gabinet zamnknięty, ale to mój student i mi nie odmówi". Mam czekać na telefon rano. Te zdjęcia to kręgosłup w różnych projekcjach, lędźwiowy przede wszystkim. Bezik lał się przez ręce, leżała na stole jak szmata, tylko te oczy proszące o pomoc.... Nerki , wątroba, śledziona OK, na pierwszy rzut, ale jeszcze radiolog ma obejrzeć...
Ze względu na prawie żadne zagęszczanie moczu (trochę w końcu nałapałam) może być też coś z przysadką, ucisk na jakiś tam nerw, i parę innych - trochę dużo tych opcji jest. Może być też jakaś koincydencja na zasadzie nieszczęścia chodzą parami...Badania podstawowe są OK ( leciutko poprzesuwane, ale mieszczą się w granicach), teraz czekamy na te bardziejsze.
Dzięki za wsparcie.
Kurcze Żaba, ja bym chyba zwariowala do rana...mam nadzieje,ze ortopeda postawi wlasciwa diagnoze,ale bez neurologa to sie chyba nie obejdzie jak podstawowe badania sa o.k.Najwazniejsze rozpoznanie,potem bedzie juz mozna pomoc jakos malutkiej.
Czas jest wyrocznia...daj koniecznie rano znac czy cos juz wiadomo.Sciskam Was mocno
Oby do rana.
Wiek: 55 Dołączyła: 28 Sty 2009 Posty: 131 Skąd: Warszawa
Wysłany: 15-06-2011, 22:21
Wiem, że to nie miejsce i czas na to, ale zaczynam nie mieć siły...Młodszy Potworek (choruje od 12 lat na różne takie tam sprzężone) odjechał mi dzisiaj na podłogę w trakcie kontrolnego pobierania krwi po siódmym wkłuciu, starszy Potwór złamał nadgarstek (już na szczęście zagipsowany...), musiałam się na cito zdecydować na szybką sterylkę kotki (bo jej dwie siostry z miotu mają ropomacicze)- zabieg jutro.Kilka dni temu straciłam pracę. Książę-Małżonek jest za granicą i wróci za czas jakiś. I Bezik się jeszcze rozjechał...
ODMIĘKAM...
Pomogła: 7 razy Dołączyła: 26 Lis 2007 Posty: 4631 Skąd: Polska
Wysłany: 15-06-2011, 22:34
Żaba napisał/a:
Wiem, że to nie miejsce i czas na to,
A ja uważam że i miejsce dobre i czas odpowiedni.
Żaba napisał/a:
zaczynam nie mieć siły...
Wierzę i mogę sobie tylko wyobrazić jak Ci musi być ciężko, ale kobiety mają to do siebie że są szalenie silne... nawet wtedy kiedy sytuacja jest beznadziejna, kiedy opadają ręce z rozpaczy, kobiety znajdują w sobie pokłady niewyobrażalnej siły, nadziei, chęci walki. Tego nie ma żaden nawet najsilniejszy na świecie facet.
Nie zapominaj że jesteś kobietą i masz tą siłę
Mój labrador: Hermiona (*)
Suczka urodziła się:
30.08.2003-02.05.2018
Mój labrador: Fiona (*)
Suczka urodziła się:
23.01.2008-12.12.2019
Mój labrador: LOVE STORY Lualaba(*)
Pies urodził się:
14.09.2008-19.06.2022
Pomogła: 17 razy Dołączyła: 31 Paź 2008 Posty: 9860 Skąd: Warszawa
Wysłany: 15-06-2011, 22:47
Żaba napisał/a:
na razie fotki z RTG i USG pojechały z wetką do ortopedy
To dobrze, nie jestem wetem i daleko mi do stawiania diagnozy jednak te objawy przypominają mi pierwszy atak spondylozy u mojej Hermiony. Ale patrząc na wiek Twojej suni to .. troszkę za młoda na spondylozę.
Biję się z myślami, co za cholerstwo ją dopadło .
Czekamy na diagnozę i trzymamy kciuki za malutką.Za Ciebie również byś była silna i nie wymiękała bo nie masz innego wyjścia, musisz być dzielna.
Wiek: 55 Dołączyła: 28 Sty 2009 Posty: 131 Skąd: Warszawa
Wysłany: 15-06-2011, 22:56
Wiesz, zostałam wychowana na p.....ną Siłaczkę- co to zasuwa, ogarnia, jest Matką- Ziemią i westalką. I nie ma prawa do chwili słabości, zwątpienia, złości to w ogóle a prośba o pomoc to wstyd i hańba...Mówienie o tym wszystkim to poniżanie się...A moje potrzeby, marzenia- to czyste fanaberie, szkodliwe dla wszystkich
Reszta mojego życia, to uczenie się czegoś zupełnie odwrotnego.
Bezia się obudziła i poprosiła o wyjście na siusiu...Wiem, że nie powinna, ale drapie drzwi...
Poleciała po schodach na pysio - na szczęście nie było wysoko... Nie mogę patrzeć, jak się męczy bidula moja
Wiek: 55 Dołączyła: 28 Sty 2009 Posty: 131 Skąd: Warszawa
Wysłany: 15-06-2011, 23:08
Nie dała rady wrócić na leże...
Posiusiała się na stojąco. Piszczała, jakby się strasznie wstydziła...Powycierałam bidulę i jakoś położyliśmy ją na kocyku...
Spróbujemy dotrwać do rana...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum