Mój labrador: Neska
Suczka urodziła się:
21.11.2005r.
Pomogła: 6 razy Wiek: 43 Dołączyła: 28 Lis 2007 Posty: 4151 Skąd: Teraz Czaplinek
Wysłany: 12-07-2011, 11:02
Czasami gdy pies sobie nie radzi z takimi emocjami, poprostu jest dobrze zrobić mu jego azyl np. klatka, ciemna łazienka czy pokój, tak aby miał miejsce w którym się wyciszy i będzie czuł się bezpieczny.
Mój labrador: Nera
Suczka urodziła się:
08.05.2010
Pomogła: 1 raz Wiek: 42 Dołączyła: 14 Gru 2010 Posty: 1653 Skąd: Kraków
Wysłany: 12-07-2011, 11:13
moja Nera nie boi się ani petard ani huku burzy natomiast błysków, zawsze wtedy biegnie na swoje posłanie i tam pozostaje całą burze, rzadko kiedy zdarza się że przychodzi do mnie. ale przez to też np nie mam możliwości zrobienia jej zdjęcia z fleszem bo aparat zostaje obszczekany i obwarczany.
A co do huku, to jak byłam mała często uruchamiałam filmiki z hukiem petard i burzy kiedy się bawiłyśmy lub ćwiczyłyśmy, zresztą z różnymi dźwiękami tak robiłam bo maluch nie był przyzwyczajony do odgłosów dużego miasta i przez pierwsze dni uciekała np na odgłos przejeżdżającego tramwaju lub karetki, ale przy pomocy smaków, filmów i zabawy udało nam się to wszystko wyeliminować
Mój labrador: Reda
Suczka urodziła się:
03,12,2010
Mój labrador: Bonnie
Suczka urodziła się:
10.04.2014
Pomogła: 3 razy Wiek: 47 Dołączyła: 12 Mar 2011 Posty: 5261 Skąd: warszawa
Wysłany: 12-07-2011, 11:20
u mnie Reda tez tych blyskow sie boi,kiedys z nia wyszlam na dwor jak zblizala sie burza ,ale nie dlatego zeby ja nastraszyc,a po,to aby sie zalatwila i chcialam zobaczyc jej zachowabie ,wiec na grzmoty nie reagowala, natomiast blyskow sie bala,wiec jak tylko sie zalatwila to do domu wrocilysmy
Dołączyła: 11 Sie 2009 Posty: 1121 Skąd: środa wlkp
Wysłany: 12-07-2011, 11:38
kiedys ogladalam taki program w ktorym wlasnie kazali ignorowac psa i zachowywac sie jakby nigdy nic, jakby nic sie nie wydarzylo, ze gdy zaczyna sie trzasc, sapac i biec do nas nie powinnismy go w tym trakcie glaskac ani pocieszac bo ponoc wtedy upewniamy go w tym ze takie zachowanie ,,nagradzamy" i wyrabiamy w nim niepotrzebnie dodatkowy lek.
_________________ Wiedza rodzi szacunek, a uszanowanie odmienności psa pozwoli człowiekowi w pełni cieszyć się z niezwykłych chwil spędzonych z ukochanym zwierzęciem!!!
Lepsze poznanie naszego psa to szcześliwsze ,,wspólne" życie !!!
http://www.suwaczek.pl/ca...png[/img][/url]
Dzięki za informacje mam jakieś płyty styropianowe, obije je grubym materiałem i dodam zaczepy, tak żeby zrobić rozkładalną "budę bezpieczeństwa". Muszę wygrzebać płytki z meteorologii, ja pouczę się do licencjatu a pies zapozna się z dziwnymi odgłosami
My z Grapkiem wyszliśmy na dwór,właśnie na burzę W domu się denerwował i szczekał,zasłony były zaciągnięte i pewnie dlatego,poprostu nie znał żródła dźwięku. Jak wyszliśmy pooglądał sobie błyski,posłuchał grzmotów, dodatkowo padało co uwielbiał i teraz w największą burzę chce wyjść na balkon Holka trochę trzęsła tyłkiem ale też jej przeszło,no bo przecież była jedynym panikarzem w domu
Do wszystkich mądrych rad, udzielonych przez poprzedników, pozwolę sobie dorzucić jeszcze fragment książki "Mój pis się nie boi" Nicole Wilde dotyczący lęku przed burzą:
Pies urodził się: Pomogła: 1 raz Wiek: 38 Dołączyła: 24 Lis 2008 Posty: 2487 Skąd: z nikąd
Wysłany: 13-07-2011, 21:44
wiem co to za ból mieć psa który boi sie burzy i huków. Miałam takiego pieska, wystarczył mały huk a ten już sie kulił, burza dla niego to było coś strasznego . W końcu przy jakimś huku tak się wystraszył, że uciekł i wrocił po tygodniu. A przy następnym uciekł i niestety nie wrócił.
Nestor na szczęście nie boi się burzy , on chyba wdał sie we mnie bo ja uwielbiam burze i on też w najgorsze grzmoty i błyskawice kładzie się na plecach żeby po brzuchu go wyczochrać
Za to sąsiadka ma małego kundleka, który boi się nawet jak .... trzepie się dywany. Wtedy się kuli a ona go tuli i całuje i uspokaja. Jeszcze bardziej wychuchanego i wydmuchanego psa nie widziałam, wiecznie na rączkach u pani, wiecznie karmiony chudym mięskiem, nawet suchej karmy nie tknie, na siusiu ( mają własne podwórko) nie ma mowy żeby wyszedł sam, zawsze ktoś z nim musi być bo się tak wszystkiego i wszystkich panicznie boi, że sam się nie załatwi. Ze strachu to obszczekuje i piszczy przy tym, strasznie wymaminsynkowali tego psa ( małżenstwo po 50, mają jednego około 30 letniego syna to i jak syn dorósł to miłość przelali na psa) . Po prostu mówię Wam, nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. Jedynego psa którego się nie boi to Nestor, bo od małego się bawili, ale innych psów i ludzi sie boi, jak mnie widzi czy kogoś obcego to chce się zawyć na śmierć i od razu swojej pani sam wskakuje na ręce .
Blondi w domu nie boi sie burzy w ogole ,ale jak kiedys bylysmy na spacerze i nas burza zlapala ,to z podkulonym ogonem rwala do domu.Innym razem wyszlysmy podczas burzy na siku , jak zagrzmialo to pies sie zjerzyl i zaczal glosno warczec z podkulonym ogonem:)
sąsiadka ma małego kundleka, który boi się nawet jak .... trzepie się dywany. Wtedy się kuli a ona go tuli i całuje i uspokaja. Jeszcze bardziej wychuchanego i wydmuchanego psa nie widziałam, wiecznie na rączkach u pani, wiecznie karmiony chudym mięskiem, nawet suchej karmy nie tknie, na siusiu ( mają własne podwórko) nie ma mowy żeby wyszedł sam, zawsze ktoś z nim musi być bo się tak wszystkiego i wszystkich panicznie boi, że sam się nie załatwi. Ze strachu to obszczekuje i piszczy przy tym, strasznie wymaminsynkowali tego psa ( małżenstwo po 50, mają jednego około 30 letniego syna to i jak syn dorósł to miłość przelali na psa) . Po prostu mówię Wam, nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. Jedynego psa którego się nie boi to Nestor, bo od małego się bawili, ale innych psów i ludzi sie boi, jak mnie widzi czy kogoś obcego to chce się zawyć na śmierć i od razu swojej pani sam wskakuje na ręce
To niestety jest bardzo częsty obrazek - pies przerażony i jak piszesz "wymamisynkowany" i pańcia, która pociesza swoje maleństwo...
Niedawno miałam z Saszką spotkanie face to face z dwoma tiutiającymi starszymi pańciami, których totalnie niewychowane i agresywne ze strachu małe pieski latały sobie luzem, obszczekując wszystko co się da. Szłam sobie z Saszką ćwicząc kontakt i sportowe chodzenie przy nodze bez smyczy, a z naprzeciwka, kilkanaście metrów od nas szły pańcie z psami bez smyczy. No i jak psy zobaczyły Saszkę, to najpierw jeden zaczął ujadać, dołączył drugi, doskakiwały, odskakiwały, a cóż pańcie na to?
"Ojej, jakie nasze pieski dzielne, nie boją się nawet takiego dużego psa! ciumku-ciumku, dobra Bunia, ciumku-ciumku"
No szlag mnie niemal trafił, kiedy te małe gnoje obszczekiwały Saszę, która bardzo starała się zostać w trybie pracy i nie zawracać sobie głowy takim drobiazgiem, ale wiecie co, sama miałam ochotę ( chociaż jestem za pokojowym rozwiązywaniem konfliktów) przywalić z buta i psom i pańciom. Nie zdziwię się, jeśli kiedyś jakiś pies nie wytrzyma i wytarmosi te małe krzykacze, a wtedy oczywiście będzie afera, że pies zagryzł nieszkodliwego , małego, kochanego pieseczka
No szlag mnie niemal trafił, kiedy te małe gnoje obszczekiwały Saszę,
Gocha2606 napisał/a:
ale wiecie co, sama miałam ochotę ( chociaż jestem za pokojowym rozwiązywaniem konfliktów) przywalić z buta i psom i pańciom.
[ Dodano: 14-07-2011, 01:53 ]
U mnie tez jest babka z dwoma miniaturami ktore wiecznie na wszystko szczekaja.Blondi kiedys glupawki dostala jak ja zaczely atakowac nie tylko szczekaniem ,ale rowniez zebami i galopem przebiegla po jednym Pancia malo zawalu nie dostala i od tamtej pory omija nas szerokim lukiem
Mój labrador: Hermiona (*)
Suczka urodziła się:
30.08.2003-02.05.2018
Mój labrador: Fiona (*)
Suczka urodziła się:
23.01.2008-12.12.2019
Mój labrador: LOVE STORY Lualaba(*)
Pies urodził się:
14.09.2008-19.06.2022
Pomogła: 17 razy Dołączyła: 31 Paź 2008 Posty: 9860 Skąd: Warszawa
Wysłany: 14-07-2011, 06:21
Gocha2606 napisał/a:
No szlag mnie niemal trafił, kiedy te małe gnoje obszczekiwały Saszę
Mam ten problem z Lovelaskiem.To pies który niczego się nie boi.Lubi burzę a wszelkie odgłosy go bardzo interesują. Ale... no właśnie jest jedno ale.Boi się małych szczekaczy.Jak taki ujada to Lovi chowa się za moje nogi.Unika kontaktu i woli odejść.
Raz miałam taką sytuację, gdy taki szczekacz ujadał na mojego Lovelaska, właścicielka się śmiała a ja wnerwiona powiedziałam " to nie jest śmieszne, bo jedno moje słowo i z pani dziamgota zostanie mokra plama, więc radzę zabrać pieseczka" poskutkowało, teraz pańcia zabiera psa na ręce gdy nas spotyka.
Mój labrador: Neska
Suczka urodziła się:
21.11.2005r.
Pomogła: 6 razy Wiek: 43 Dołączyła: 28 Lis 2007 Posty: 4151 Skąd: Teraz Czaplinek
Wysłany: 14-07-2011, 09:46
aganica, a maszkogoś zaprzyjaźnionego z taką popierdułką żeby ćwiczyć? Jeśli nie to tylko omijać ci pozostaje.
No właśnie kultury spacerów nie mamy żadnych, a jeszcze wkurza mnie jak psa wyprowadzają dzieci które nie dają sobie z nim rady. I co z tego że ja idę z dwoma i one są odwoływalne, gdy nagle podlatuje do nich jakiś bo uciekł ze smyczy bądź na niej nie był i nie słucha właściciela.
W którymś programie o psach (niestety na starość zaczynam już zapominać, więc ciężko mi powiedzieć co to był za program) była taka metoda - nagrać odgłosy burzy na kasetę (zapewne można też znaleźć na necie odgłosy ) i stopniowo puszczamy psu. Najpierw bardzo cicho nagradzając przy tym jeśli pies nie reaguje lub też odwracając jego uwagę komendami/ćwiczeniami/smakołykami. Z czasem stopniowo zwiększa się głośność odgłosów.
Sam nie miałem takiego problemu więc ciężko mi coś powiedzieć ale może warto spróbować .
pozdrawiam
Mój labrador: Nera
Suczka urodziła się:
08.05.2010
Pomogła: 1 raz Wiek: 42 Dołączyła: 14 Gru 2010 Posty: 1653 Skąd: Kraków
Wysłany: 14-07-2011, 11:50
Gocha2606 napisał/a:
Nie zdziwię się, jeśli kiedyś jakiś pies nie wytrzyma i wytarmosi te małe krzykacze, a wtedy oczywiście będzie afera, że pies zagryzł nieszkodliwego , małego, kochanego pieseczka
Gocha to już gdzieś było, i to całkiem niedawno york został zagryziony przez huskiego
Ćwiczymy z filmami na razie na cichym poziomie (co dzień będzie ciut głośniej) i na razie jest ok, w tym artykule od Gocha2606 było coś o elektryczności statycznej. Może uda mi się dorwać gdzieś Voigta i Anię.
Co do małych psów, to my ćwiczyliśmy z nadpobudliwym Thelim i Odie nie panikuje jeżeli coś małego na niego szczeka i nauczył się zgrabnych uników przed małymi zębiskami. Ku wielkiej "radości" właścicielki drobiazga, spokojnie stara się odwrócić go łapą na plecy i powąchać/polizać na co karaczanek ucieka do pańci z prędkością dźwięku (bojąc się utraty życia/jajek) .
Mój labrador: Nera
Suczka urodziła się:
08.05.2010
Pomogła: 1 raz Wiek: 42 Dołączyła: 14 Gru 2010 Posty: 1653 Skąd: Kraków
Wysłany: 14-07-2011, 17:08
aganica napisał/a:
W Warszawie.
no właśnie
a co do małych psów, to u mnie w kamienicy jest taka mała jamniczka która obszczekuje wszystko i wszystkich, jest to jedyny pies którego Nera niezbyt do końca lubi bo ta złośliwa bestia jest zazdrosna o ich wspólnego kolegę i kiedy on bawi się z Nerą ta mała złośnica potrafiła nawet po kostkach ją podgryzać żeby przerwać im zbawę. A Rudy (ten trzeci pies) jest idealnym mediatorem między dziewczynami, zawsze gdy sytuacja robi się napięta wchodzi między nie, rozdziela je i wysyła tysiące sygnałów co by je uspokoić. Pamiętam jak zaraz po pierwszej lekturze "sygnałów uspokajających" to zaobserwowałam, to parę dni się zachwycałam.
Mój labrador: Hermiona (*)
Suczka urodziła się:
30.08.2003-02.05.2018
Mój labrador: Fiona (*)
Suczka urodziła się:
23.01.2008-12.12.2019
Mój labrador: LOVE STORY Lualaba(*)
Pies urodził się:
14.09.2008-19.06.2022
Pomogła: 17 razy Dołączyła: 31 Paź 2008 Posty: 9860 Skąd: Warszawa
Wysłany: 14-07-2011, 17:41
inkapek napisał/a:
a maszkogoś zaprzyjaźnionego z taką popierdułką żeby ćwiczyć?
Na nasze labo-spotkania przychodzą różna psy, małe i duże.Agresywnych krzykaczy nie dopuszczamy do stada.Lovi małe psy, jeżeli nie dziamgoczą traktuje obojętnie, z lekką pogardą / nie zawraca sobie nimi głowy/,nie podchodzi... można powiedzieć traktuje jak powietrze.
W maju na naszą działkę przyjechała moja siostra z......... terierem walijskim, kto zna tą rasę, wie że z tym psem ciężko współpracować.Prosiłam by nie zabierała Froda bo może być nieciekawie.Po prostu bałam się o Lovelaska.Terier walijski gdy podejmuje walkę, nie ustąpi aż do ostatniej kropli krwi.
Krew mnie zalała gdy zobaczyłam że nie posłuchali mojej prośby.
Na początku psy się unikała, było dobrze, oba schodziły sobie z drogi.Nawet uwierzyłam w to że się zakumplują. Byłam w wielkim będzie.Frodo zaakceptował to że jest na obcym terenie, na terenie Loviego i tylko dlatego go unikał.
Sytuacja diametralnie się zmieniła po za terenem działki .Ja głupia poszłam sama z wszystkimi psami do lasu o... ja głupia i naiwna.
Pierwszy atak nastąpił zaraz za ogrodzeniem.Lovi na komendę " ustąp" dużym łukiem odbiegł w bok.
Kolejny atak...znowu komenda, zadziałało .. Lovi schował się za moje suki.
Kolejny atak i tego już mój pies nie zdzierżył, nie posłuchał komendy.
Powiem wam, to był przerażający widok i te odgłosy /gotujących się psów/
Lovi jednym ruchem, chwycił Froda za kark, podrzucił do góry, tak że pies upadł na plecy.
Wtedy Lovi chwycił go za gardło i przydusił do ziemi. Na szczęście nie zacisnął szczęk, tylko go przyciskał do podłoża tak że Frodo nie był w stanie się uwolnić, jedynie spazmatycznie ujadał i warczał.
Wiem że nie powinnam tego robić ale zaufałam swojej intuicji i wyrwałam teriera za szczęk mojego psa i zaniosłam ... właściwie to" zabiegłam "z nim na działkę by szwagier mógł obejrzeć, ewentualne rany.
O dziwo pies był cały, zero ran, nawet nie był zaśliniony przez mojego psa.
Stwierdziłam że mam mądrego psa, bardzo mądrego..... nie chciał zabić wroga. ufffff..
Kolejny atak i tego już mój pies nie zdzierżył, nie posłuchał komendy.
Powiem wam, to był przerażający widok i te odgłosy /gotujących się psów/
Lovi jednym ruchem, chwycił Froda za kark, podrzucił do góry, tak że pies upadł na plecy.
Wtedy Lovi chwycił go za gardło i przydusił do ziemi. Na szczęście nie zacisnął szczęk, tylko go przyciskał do podłoża tak że Frodo nie był w stanie się uwolnić, jedynie spazmatycznie ujadał i warczał.
Wiem że nie powinnam tego robić ale zaufałam swojej intuicji i wyrwałam teriera za szczęk mojego psa i zaniosłam ... właściwie to" zabiegłam "z nim na działkę by szwagier mógł obejrzeć, ewentualne rany.
O dziwo pies był cały, zero ran, nawet nie był zaśliniony przez mojego psa.
Stwierdziłam że mam mądrego psa, bardzo mądrego..... nie chciał zabić wroga. ufffff..
Pewnie, że masz mądrego psa - prawdopodobnie on by trzymał skubańca tak długo pod sobą, aż Frodo by nie odpuścił i nie okazał mu uległości. A potem by go puścił i od tej pory Frodo miałby przed nim respekt
Za taką wersją wydarzeń przemawia m.in. to, że Frodziak nie został zadraśnięty, ba! nawet nie był ośliniony, czyli Lovi dokładnie się kontrolował, nie użył zębów, a tylko pokazał, że takiego zachowania ( czyli ataków na niego) sobie nie życzy.
A wracając do burzy - dziś grzmiało, błyskało w Katowicach aż mnie włosy na rękach stawały dęba. Sasza, która od dłuższego czasu na burzę nie reaguje ( odwrażliwiałam jej burzę i fajerwerki podobnie, jak to jest opisane w książce "Mój pies się nie boi"), dzisiaj była bardzo niespokojna, dyszała, szukała sobie bezpiecznego miejsca między moją kanapą a stolikiem, "dopraszała" się o kontakt socjalny patrząc błagalnie w oczy i liżąc mnie po ręce i szukała wsparcia.
Przypomniało mi się, że mam zachomikowane dwie pastylki ekstraktów Bacha "Rescue Remedy", którymi Piot Leszczyński częstował na naszym ostatnim wykładzie - zachowałam sobie je na wnerwienie w czasie stania w korkach, które w Katowicach są masakryczne w sezonie pozaurlopowym. I postanowiłam wypróbować jedną malutką pastyleczkę na Saszy - zjadła ze smakiem, bo to słodziutkie, nie minęło 15 minut i wyluzowała, odwróciła się na boczek i zasnęła. Ja też
A pod wieczór obudziłyśmy się wypoczęte i chętne na spacer.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum