dominiquepe, w ramach pocieszenia powiem Ci że mój Bono biegał jak łamaga do 6 miesiąca życia .. Matko, jak on wyglądał.. a ile razy się wywalił, bo mu się łapki zaplątały teraz już jest ok
i jeszcze Ci napiszę, że chociaż początkowo maluch miał swoje posłanie, to i tak niechętnie na nim leżał, koniec końców zostało poszarpane, a to co z niego zostało upodobał sobie kot rodzinki i dostał w spadku Bonek teraz ma swoje miejsca w domu, gdzie śpi, i nikt mu w paradę nie wchodzi. Mimo tego, iż walnie się czasem na poduchy, które są specjalnie dla niego układane - to i tak woli spać na chłodnej posadce.
a co do siusiania w domu.. mibec, podała Ci linki, poczytaj ja się wiele nauczyłam, i chociaż Bono potrafił jeszcze siknąć w wieku 6-7miesięcy w domu, tak o wyjścia zaczął prosić i jest ok
powodzenia
dzięki mój też woli spać w innych miejscach niz jego posłanie. przeważnie w sieni na zimnej posadzce pod wózkiem;P
amroz [Usunięty]
Wysłany: 20-08-2011, 19:51
klatkę kupiłem i polecam wszystkim. Już w pierwszy dzień sam bez podpowiedzi wchodził do niej i spał. Po dwóch dniach zacząłem zamykać drzwi klatki, nie protestował. Teraz ma to gdzieś czy drzwi zamknięte czy otwarte. Widać że lubi tam przebywać. Jest zamknięty jak wychodzimy i jest zamknięty jak śpimy. Nie piszczy w tym czasie i nie rozrabia, wstajemy rano, otwieramy klatkę i na spacer. W dzień nawet jak szuka sobie miejsca do poleżenia w pokoju to i tak nie wytrzymuje i wchodzi odpoczywać do siebie Nie wiem tylko dla czego wcześniej nie uwierzyłem hodowcą i nie kupiłem od razu. Genialna sprawa.
Mój labrador: Hermiona (*)
Suczka urodziła się:
30.08.2003-02.05.2018
Mój labrador: Fiona (*)
Suczka urodziła się:
23.01.2008-12.12.2019
Mój labrador: LOVE STORY Lualaba(*)
Pies urodził się:
14.09.2008-19.06.2022
Pomogła: 17 razy Dołączyła: 31 Paź 2008 Posty: 9860 Skąd: Warszawa
Wysłany: 20-08-2011, 20:13
amroz napisał/a:
Genialna sprawa.
Bo wszystko zależy od nauki przebywania w klatce, nic na siłę. Pies tak jak i człowiek, potrzebuje spokoju i azylu.Właśnie klatka powinna być takim miejscem.Miejscem w którym pies może wypocząć, zjeść kosteczkę, ukryć się i wyciszyć.Nigdy klatki nie mieliśmy ze względu na przeciwności lokalowe.
Dla mojej Fionki, substytutem klatki jest łazienka.Zwłaszcza tego lata, gdy burze nagminnie nas nawiedzają, Fiona spędza w niej dużo czasu.
Wolę by tam, przy akompaniamencie pralki spędzała czas burzy, niż by miała trzęść się pod stołem.
Mój labrador: Beza
Suczka urodziła się:
04.06.2011
Pomogła: 1 raz Wiek: 47 Dołączyła: 30 Sie 2011 Posty: 1715 Skąd: z domu.
Wysłany: 20-09-2011, 17:57 psychika i zachowanie.... wlasciciela :P
jesli temat nie chwyci, to przynajmniej bede wiedziala ze to ze mna jest cos nie halo
nie macie czasem dosc? nie psa, bron boze, chodzi mi o psie zachowanie po ktorym tylko usiasc i plakac poczucie bezsilnosci, smutku, zlosci na ukochana psinke?
sa momenty, ze wymiekam, i serio zbiera mi sie na placz. to zaraz mija. macie takie trudne momenty? szczerze, to mnie oslabia czasem, jak bezka wariuje, za nic sie nie slucha, psoci dokladnie na oczach czlowiekow
dzis malo nie padlam na laczce.... nioslam w torebce to, co chwile wczesniej pozbieralam, ta znienacka skoczyla i przegryzla woreczek.... zawartosc nie byla zbyt stala. zonk.
a czasem po prostu bardzo sie boje, ze nie wychowam jej odpowiednio, nie naucze potrzebnych rzeczy.
ufffff............
Mój labrador: ZARGO (Zagros Bella Mare)
Pies urodził się:
20.06.2011r.
Dołączyła: 07 Wrz 2011 Posty: 3242 Skąd: Gdynia
Wysłany: 24-09-2011, 18:49
A ja dzisiaj o mało zawału nie dostałam. Poszłam z Zargo na spacer. Szło nam się cudownie i długo. Byłam szczęśliwa, bo nie zawsze psiak tak ładnie chodzi . W jednym miejscu spotkaliśmy panią z pieskiem i psiny zaczęły się ganiać po krzakach. W pewnym momencie Zargo zapiszczał i wyszedł na chodnik kulejąc na przednią łapkę, położył się i zaczął ją lizać. Wystraszyłam się, że sobie złamał, ale jak dotykałam to wyglądała w porządku. Puściłam go więc, a on po kilku krokach znowu w pisk, położył się i popatrzył na mnie z takim bólem w oczkach... Niewiele się zastanawiając wzięłam go na ręce i w te pędy do domu, żeby szybko z nim pojechać do weta. Ale po drodze przykucnęłam i trzymając go na kolanach obejrzałam jeszcze raz łapkę. I znalazłam. W opuszkę wbił mu się jakby mały kolec... Wyjęłam go a Zargo jak nowo narodzony zaczął biegać i z ulgą w sercu poszliśmy na dalszy spacer
Mój labrador: ZARGO (Zagros Bella Mare)
Pies urodził się:
20.06.2011r.
Dołączyła: 07 Wrz 2011 Posty: 3242 Skąd: Gdynia
Wysłany: 24-09-2011, 18:55
Mnie do morderstwa daleko, ale rozwala mnie na łopatki siedzenie na spacerach. Chociaż dzisiaj byłam w siódmym niebie, tak ładnie szedł
Jednak takie kochane stworzenie z niego jest.
Mój labrador: Gloria
Suczka urodziła się:
24.12.2010
Pomogła: 1 raz Wiek: 43 Dołączyła: 01 Maj 2011 Posty: 139 Skąd: Puławy
Wysłany: 24-09-2011, 19:04
Ja też miałam okres, kiedy najchętniej bym swoją Glorię zamordowała, ale teraz już jest znacznie lepiej.. Czasem coś wywinie.. Ostatnio zjadła mi aparat, ale w sumie był do naprawy, więc teraz po prostu muszę kupić nowy. Nie wiem, czy trafił mi się taki egzemplarz, ale mój się uspokoił.. Może nauczyła się ze mną żyć..
Mój labrador: ZARGO (Zagros Bella Mare)
Pies urodził się:
20.06.2011r.
Dołączyła: 07 Wrz 2011 Posty: 3242 Skąd: Gdynia
Wysłany: 24-09-2011, 19:26
yesh,
Myślę, że one po prostu muszą dorosnąć. A my musimy się nauczyć postrzegać je jako dzieciaki, mniej lub bardziej niesforne. Tylko czasem to takie trudne...
Mój labrador: Beza
Suczka urodziła się:
04.06.2011
Pomogła: 1 raz Wiek: 47 Dołączyła: 30 Sie 2011 Posty: 1715 Skąd: z domu.
Wysłany: 24-09-2011, 20:18
na moje wlasne potrzeby stworzylam sobie teorie, ze kazdy miesiac zycia bezki to rok dzieciakowy tak wieb bezik ma trzy i pol latka, jeszcze jej sie zdarza narobic w gatki, za to z niepokojem obserwuje poczatki buntu czterolatka ale i rozumie duzo bardziej niz kiedy miala latka dwa no i przewiduje mase problemow do osiemnastki
ale potem juz z gorki
strasznie kocham ta swoja psinke. a najbardziej mnie zastanawia, ze do kotki ktora mam juz piec lat nidgy nie bylam tak przywiazana jak do tej wariatki mimo ze jest tu tak niedlugo
Mój labrador: Walley (Fallend Franklin)
Pies urodził się:
09.02.2011
Mój labrador: Honey (Hiraethog Rose Honey)
Suczka urodziła się:
25.05.2011
Pies urodził się: Pomogła: 3 razy Wiek: 40 Dołączyła: 07 Kwi 2011 Posty: 2222 Skąd: UK/Kwidzyn
Wysłany: 24-09-2011, 21:26
bo koty laza wlasnymi drogami a laby wlaza pod nogi i sie ciagna za nami jak ogonki hehehe
teoria z latkami sie nie sprawdza hehe moj wallek ma 32 tygodnie zdaje sie a napewno nie zachowuje sie jak 32 latek;p raczej jak 6 letni lobuziak dokuczajacy mlodszej siostrze
Moja BiBi ma 10 miesięcy i zauważyłem jedną rzecz, mianowicie im bardziej ja jestem nerwowy (nie koniecznie z jej powodu) tym bardziej ona daje mi w kość. Zaczyna gryźć przypadkowe papierki albo patyki, ciągnie się niemiłosiernie itd. Więc postanowiłem od jakichś 2 miesięcy nastawiać się pozytywnie wzorem Cesara Milana.
i co ???
i co ???
I świat stał się piękniejszy. Przed wyjściem z Bibi zostawiam cały stres i problemy z boku ponieważ najbliższą godzinę spędzam tylko z nią i ewentualnie spotkanymi psiakami. Problemy wychowawcze na dworze minęły, lepiej się słucha, nie jada tzw odpadów ludzkich w tym papierki, plastikowe butelki itp. Po prostu łatwiej i chętniej chce się uczyć.
Oczywiście trzeba cały czas pamiętać o układaniu naszego psiaka (samo się nie zrobi) no i darzyć go ogromnymi pokładami miłości tak jak on nas.
Mój labrador: Lola Pomogła: 1 raz Wiek: 42 Dołączyła: 05 Maj 2011 Posty: 363 Skąd: Mmaz.
Wysłany: 25-09-2011, 18:58
100nka napisał/a:
A propos mordowania...;p
Moja BiBi ma 10 miesięcy i zauważyłem jedną rzecz, mianowicie im bardziej ja jestem nerwowy (nie koniecznie z jej powodu) tym bardziej ona daje mi w kość. Zaczyna gryźć przypadkowe papierki albo patyki, ciągnie się niemiłosiernie itd. Więc postanowiłem od jakichś 2 miesięcy nastawiać się pozytywnie wzorem Cesara Milana.
więc może przytoczę swoją sytuację jaką niedawno miałam... pewnego dnia miałam bardzo nerwowy dzień, wkurzylo mnie pare osob juz rano, czekalam na kogos kto sie spoznial, potem wyszlam mega wkurzona na spacer z Lolcia a ona zamiast isc ciagnela i kręciłą się w kolko, wiec zabralam ja do domu bo myslam ze oszaleje, potem jeszcze mi zwiała wiec miałam apogeum złości wsciekla zostawilam ja w domu i pojechalam zalatwiac swoje sprawy... to co zastalam w domu po powrocie bylo straszne nie spodziewalabym sie tego po Loli zwłaszcza ze zawsze! ale to zawsze oprocz tego razu byl idelany porzadek więc nigdy wiecej nie zrobilam tego błędu co wtedy i nigdy wiecej nie zastalam w domu takiej rewolucji wiec uwazam ze toeria ze pies czuje i przejmuje nasz nastroj jest strzalem w dziesiatke! teraz non stop obserwuje Lolę na spacerach, przy jakis jej reakcjach... idealnie sie sprawdza z moim nastawieniem:)
[ Dodano: 25-09-2011, 18:59 ]
100nka napisał/a:
I świat stał się piękniejszy. Przed wyjściem z Bibi zostawiam cały stres i problemy z boku ponieważ najbliższą godzinę spędzam tylko z nią i ewentualnie spotkanymi psiakami. Problemy wychowawcze na dworze minęły, lepiej się słucha, nie jada tzw odpadów ludzkich w tym papierki, plastikowe butelki itp. Po prostu łatwiej i chętniej chce się uczyć.
dokładnie tak! u nas to samo jak mam nerwa to zaraz przypominam sobie o rewolucji w mieszkaniu i juz mi lepiej
Ja co prawda za pomysłami Cesara nie przepadam (kupiłam jego książkę, w której napisał, że szczeniaka nie powinno się głaskać przez 2 tygodnie po odebraniu od hodowcy, co dla mnie jest idiotyzmem, jak również cała jego teoria dominacji) - ale oczywiście, inni mogą się z nim zgadzać.
Nie mniej jednak, muszę się zgodzić z tym, że pies przejmuje nasz nastrój... A ja mam taką nerwową pracę, eh...
Mój labrador: Lola Pomogła: 1 raz Wiek: 42 Dołączyła: 05 Maj 2011 Posty: 363 Skąd: Mmaz.
Wysłany: 25-09-2011, 21:59
martyna250488 napisał/a:
Nie mniej jednak, muszę się zgodzić z tym, że pies przejmuje nasz nastrój...
tu nie chodzi o całą teorie ktora glosi Cesar, tylko o pewna czesc do ktorej sie odnieslismy a to jednak sie sprawdza
100nka [Usunięty]
Wysłany: 26-09-2011, 07:35
Dokładnie...Generalnie ludzie się sami nakręcają na problem z psem, a wcale go nie ma.
Wystarczy trochę odsapnąć, wyluzować się i dokładnie się przyjrzeć zachowaniom psa i sami jesteśmy w stanie dużo wywnioskować.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum