tu Kasia od Lesa. Chciałabym podzieli się informacjami nt.dni, w których pies jest u mnie.....
Les jest bardzo ładnym labradorem, słodkim i mega spokojnym, tzn. nie zwraca uwagi na żadne zwierząta, nawet takie, które zza siatek chciałyby go zjeśc.poprostu sobie idzie.Jest przyjazny do ludzi, każdego wita merdaniem, albo w ogóle nie interesują go jak nie trzeba.W domu jest przegrzeczny, dużo śpi, nie reaguje na to co dzieje się na dworze, jak trzeba wraca na wskazane miejsce i tam siedzi, nie prosi się o jedzenie, nie jest nachalny. Nie wiem jeszcze jak zachowuje się gdy zostanie sam, bo pod nieobecnośc nas jest zaprowadzany do teściów. Jednak gdy ja jestem w domu a narzeczony wychodzi, to pies albo nie zwraca na to uwagi albo odprowadza go do drzwi i wraca się położyc.W nocy śpi, potrafi wytzrymac bez załatwiania się nawet do 10 godzin i nic nie prosi.Cieszy się jak bierzemy smycz do ręki, w zasadzie sam nam ją podaje jak widzi, ze chcemy isc.
Jednak mam problem z dwiema rzeczami, które bardzo mnie martwią
Otóż pies jak idzie na spacer to w połowie drogi zatrzymuje się, siada i nie chce isc dalej.Nic nie dziala, smakolyki, proszenie wolanie, oddalanie sie. Tesc mówi, że z nim potrafi chodzic 5 godzin po lesie a potem w jakiejs odleglosci od domu robi to samo.....do zadnego domu nie chce isc..........
Drugi problem to taki,ze pies nie chce wychodzic sobie na balkon.Jest taka ladna pogoda, ma tam picie i jedzenie. Na poczatku wyszedl i siedzial grzecznie, lezal. A potem zaczal nas wolac szczekaniem i trwalo to bardzo dlugo, nie mozemy na to pozwolic, w naszym bloku mieszka 20 rodzin, przeszkadza.
Teraz to juz wogole nie chce isc na balkon nawet jak ja tam siedze i go wolam.........
Obawiam sie, że on poprostu potrzebuje domu z ogrodem i martwi mnie to ze jemu jest źle i że chcialby czegoś innego.......wczesniej mieszkalam wlasnie w domkach, mialam pieski i wiem jak się zachowują takie co śpią w domu a w dzień siedzą sobie na podwórku. On jest właśnie taki.
Ma 7 lat i nie wiem czy uda mi się jeszcze zmienic jego przyzwyczajenie.......
A poza tym ,został już wykąpany, stał grzecznie jak żadnen inny, nawet na łące latał sobie juz bez smyczy, było ok.........ale co z tego jak potem idzie i nagle na chodniku siada i koniec.....................nigdzie nie mogę z nim pójśc.........................................
Mój labrador: Bari (Waldi Niewierskie Łąki)
Pies urodził się:
20.12.2001
Mój labrador: Goya
Suczka urodziła się:
01.03.2012
Pomogła: 5 razy Dołączyła: 12 Gru 2010 Posty: 2513 Skąd: z labusiowej doliny
Wysłany: 16-03-2012, 20:57
Kasiu, co sugerujesz? Chcesz go oddać do domu z ogrodem, bo nie lubi siedzieć na balkonie?
Jeśli chodzi o siadanie podczas spaceru - być może 5-godzinny spacer to za dużo dla jego stawów i po prostu jest zmęczony? Podajecie mu jakieś preparaty na stawy? W tym wieku to wskazane. Niewiadomo jaki tryb życia prowadził wcześniej, być może spacerował tylko wokół bloku. Wszystko powoli. Mój Bari zaczynał od 10 minutowych spacerów, kiedy go zabrałam ze schroniska. A na penwo nie zafundowałabym mu 5-godzinnego spaceru nawet teraz. Chyba, że z długimi przerwami, nie wiem w jakiej kondycji jest Les.
kuna29 napisał/a:
Obawiam sie, że on poprostu potrzebuje domu z ogrodem i martwi mnie to ze jemu jest źle i że chcialby czegoś innego
pies nie potrzebuje domu z ogrodem. Przecież i tak nie zostawiłabyś go na cały dzień samego w ogrodzie. Ja mam dom z ogrodem i dużą działką, a mój Bari nawte na minutę sam tam nie chce zostać. Dla psa ważna jst obecność człowieka, a czy mieszka w bloku, czy w domu z ogrodem nie decyduje o tym, czy będzie szczęśliwy. Dom z ogrodem-owszem dla psa szaleńca, który potrzebuje przestrzeni, by się wybiegać, ale nie dla spokojnego psiaka..
Jeśli nie chce wychodzić na balkon- dlaczego go chcecie zmuszać do tego? Ja np. też nie lubię siedzieć na balkonie i żaden z moich trzech labów też nie. Abis, który robi za dzielnicowego- owszem, po to, by np, poszczekać na coś, a chyba nie chciałabyś, żeby siedział na balkonie i szzcekał na coś, co go zainteresuje? Jesteście razem od kilku dni, musicie się "siebie" nauczyć i wszystko robić powolutku, małymi kroczkami. Życzę powodzenia i wytrwałości.
Z opisu-trafił Wam się wspaniały pies, w najcudowniejszym wieku, grzeczny i spokojny misiek do przytulania, czego chcieć więcej? Dla mnie to, że pies nie chce wychodzić na balkon nie jest żadnym problemem. Uwierz, ludzie mają dużo gorsze problemy z psami.
wiem, że ludzie mają gorsze problemy z psami, ale to na pewno nie jest kwestia zdrowia, bo jak wychodzi nawet na 5 min. pod blok to nie chce wrócic. Pójdzie ze mną pod sklep a z powrotem już nie chce isc. Tak naprawdę to z każdym spacerem coraz bardziej tak robi, po przejściu paru kroków dosłownie co chwilę siada.Z tym balkonem to nie jest taki problem, bo nie chce to trudno, nie musi ale na spacery przecież musi wychodzic a ja nie mam czasu od 5 rano do 8 z nim stac pod blokiem, przecież pracuję.dużo nam nim pracujemy, próbujemy wszystkiego, poprostu się martwię, bo nie chcę, żeby pies męczył się ze mną a ja z nim dlatego piszę. Tak naprawdę to nawet nic o nim nie wiem, ani jak żył wcześniej ani jakie ma doświadczenie za sobą. Chciałam mu szybko pomóc, żeby nie trafił do schroniska, jest to decyzja przemyślana i wiele osób angażuje się do pomocy, żeby nie był samotny, zeby miał dużo ruchu, ale poprostu trochę opadłam z sił, kiedy widzę, ze nic nie skutkuje a jeszcze ze spaceru na spacer się pogłębia......będę robiła co w mojej mocy i czekam na chocby najmniejszy postep,ale powoli kazde wyjscie staje sie dla mnie stresem........bede pisac jak to dalej wyglada.
kuna29, z Twojego opisu wygląda, że jest to labek idealny. Nie trzeba mu ogrodu, nie tędy droga. Być może on tęskni za swoim panem. Możliwe, że potrzebny behawiorysta. Postaram się znaleźć kogoś na razie chociaż na telefon.
Pamiętam, że Bora pisała o swojej suni, że miała takie stawanie nawet na środku ulicy. Może coś doradzi.
Pies jest u Ciebie bardzo krótko, przecież on ma swoje przeżycia, pewnie musi się zaaklimatyzować. Tutaj na forum ludzie adoptowali psy które nigdy z kojca nie wyszły, nie wiedziały co to spacer, bały się jego panicznie i wszystko przeszło, nauczyły się życia. Pies jak dziecko, trzeba nad nim popracować.
Mój labrador: Bari (Waldi Niewierskie Łąki)
Pies urodził się:
20.12.2001
Mój labrador: Goya
Suczka urodziła się:
01.03.2012
Pomogła: 5 razy Dołączyła: 12 Gru 2010 Posty: 2513 Skąd: z labusiowej doliny
Wysłany: 16-03-2012, 22:49
Kasiu, jakiś czas temu była u mnie Nelka na DT, labradorka, którą wykupiłam od faceta, który znęcał się nad nią. Całe swoje życie- 3 lata spędziła w stodole i była katowana (wskazywały na to zarówno obrażenia na ciele, jak również na psychice). Na dzień dobry mnie ugryzła. Była przerażona, bała się wszystkiego, bała się nawet sikać i przez 24h się nie załatwiła. Bała się wejść do samochodu, wyjść z niego, o wejściu do domu nie było mowy, stała, jak zamurowana. Przy najbliższej okazji, gdy była uchylona brama- zwiała mi. Była w ogromnej traumie, w domu stała w miejscu, gdzie ją postawiłam-sama się nie przemieszczała w ogóle. To trwało kilka tygodni, otwierała się bardzo powoli. Ale do domu i tak bała się wejść, zatrzymywała się i stała nieruchomo kilka metrów przed wejściem, takie sytuacje miały też miejsce na spacerach.
Pracowaliśmy z nią, nie mogliśmy zrozumieć dlaczego tak jest, przecież dawaliśmy jej wszystko. Nie dało się jej przekonać nawet na smaczki, gdy nie chciała wejść do domu, wysypywaliśmy ściezkę ze smakołyków pod same drzwi, zostawialiśmy ją na kilka minut, wracaliśmy i co? Nietknięte smaczki leżały, a ona stała w tym samym miejscu.
Teraz jest radosnym, pełnym życia psem, chociaż w nowym domu miała dość poważne problemy - warczała na nowych właścicieli, bywało, ze nie pozwalała zbliżyć się do siebie - zdażyła przyzwyczaić się do nas. Na to wszystko potrzeba cierpliwości.
Les też ma pewne przeżycia za sobą na pewno, stracił osobę, która była przy nim całe życie - to nie przejdzie bez echa, jeśli był przywiązany do właściciela.
Mój Bari też nie wejdzie do domu, jeśli ja nie wejdę, nie lubi wychodzić na spacery beze mnie, nie lubi, gdy wyjeżdżam, być może Les tak okazuje tęsknotę za swoim Panem/Panią? Może boi się? Dajcie mu czas..
Przecież takie same sytuacje będa w następnym domu, gdybyście go oddali. To nie jest Wasza wina, on po prostu potrzebuje czasu i cierpliwości, wyrozumiałości, on też to przeżywa i z pewnoscią jest mu ciężko. Ogród nic tutaj nie zmieni.
kuna29, ja o swojej Sambie wiedziałam, że miała być towarzystwem dla dziecka autystycznego, przeszła przez co najmniej 4 domy i wylądowała na łańcuchu To wszystko. Była niby radosna, ale zamknięta w sobie. Myślałam, że nigdy nie uda mi się do niej dotrzeć, że nigdy nie połączy nas ta specyficzna więź. Minęło trochę czasu zanim zaufała mi na tyle, by uchylić mi drzwi do swojego świata. Ale udało się
Les jest u Ciebie bardzo krótko. Nie poddawaj się. Daj mu czas. Pozwól poznać Ciebie i Twoją rodzinę w jego własnym tempie.
dziękuję za wsparcie. Będę próbowała żeby wszystko było ok.Powoli pewnie się uda......napiszę za jakiś czas czy są jakieś postępy.
[ Dodano: 22-03-2012, 09:06 ]
witam wszystkich ponownie. Miałam napisać jak tam dalej u mnie sytuacja wygląda więc piszę:)))
Otóż wszystko jest ok, z każdym dniem obserwuję jak mój pies Bastuś (wcześniej Les) otwiera się na życie z nami. Spacery też już nie są problemem. Zrozumiałam, że on się boi nowych miejsc dlatego staje i się zastanawia, ale mamy już na to sposób- miłość jest silniejsza i jak widzi, ze się oddalam przed nim to musi do mnie dobiec:) Na początku się przeraziłam, że może będzie cieżko ale z czasem zrozumiałam psa a on nas i dopasowalismy się już do siebie prawie w 100%. Dostał nawet swoją kanapę z poduchami, a niech ma:))))Jest to pies najmądrzejszy na świecie i nasza wielka miłość:)Niedługo dam zdjęcia. Te na górze w ogóle nie przedstawiają tego jak Bastuś jest piękny.
Pozdrawiam:)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum