Wiek: 54 Dołączył: 14 Wrz 2011 Posty: 89 Skąd: Burton on Trent, UK
Wysłany: 15-09-2011, 18:40
ja mojego pierwszy raz spuscilem ze smyczy dopiero po jakims miesiacu, i tylko tam, gdzie nie bylo zadnych pokus, innych psow itp... inna sprawa ze byl bardzo rozpuszczony i nie reagowal na zadne komendy...
w sklepie typu castorama kupilem 15 mertow tasiemki i zatrzask jak przy smyczy i zrobilem linke treningowa. do tego mialem 10-metrowa smycz treningowa i jak polaczylem obie, moglem rzucac pileczke calkiem daleko... dopoki nie upewnilem sie, ze atos nie bedzie agresywny do innych psow i nie bedzie probowal uciekac, chodzil na tej lince... po trzech miesiacach, jak sie "ugrzecznil" (czyt. zaczal przychodzic na komende i pilnowac sie) linka poszla w kat... teraz uzywa jej moja siostra
poza tym, tak jak pisala mibec, kazdy pies jest inny - jeden od razu bedzie sie pilnowal, inny bedzie potrzebowal wiecej czasu
Mój labrador: Walley (Fallend Franklin)
Pies urodził się:
09.02.2011
Mój labrador: Honey (Hiraethog Rose Honey)
Suczka urodziła się:
25.05.2011
Pies urodził się: Pomogła: 3 razy Wiek: 40 Dołączyła: 07 Kwi 2011 Posty: 2222 Skąd: UK/Kwidzyn
Wysłany: 15-09-2011, 21:06
ja po kwarantannie chodzilam z ciastkiem na smyczy ze 2 tygodnie. w domu cwiczylismy chodzneie na smyczy i ''wesoly powrot'' hehehe czyli szalenczy bieg w ramiona panciusi jak byl malusi puszczalismy go ze smyczka by latwiej bylo go zlapac po jakims niedlugim czasie zaczelismy go spuszczac ze smyczki kilka razy podczas spaceru. nasteonie prawie cale spacery zabawa szalenstwo bylo bez smyczki i sie ciastus roozbestwil i nie chcial wracac hehehe teraz jest leipej ale bywa ze udeje gluchego na moje wolanie
od kiedy jest z nami honey wallek trzyma sie nas bardziej z nia szaleje ona ladnie wraca po chrupka i jakos jak narazie jest dobrze. honeyka spuszczana ze smyczka by wrazie czego latwiej bylo ja zlapac za jakis czas jak z wallkiem bedzie smigala bez smyczki i zobacxzymy jak to bedzie:) maja siebie bawia sie biegaja razem zadko wallciu zwraca uage na inne psy choc zauwazylam ze zaczal biec do ludzi z pilka hehehe a honey jak narazie nie leci do ludzi garnie do nich jak z nami idzie ale nie leci do przechodzacych obok jak narazie do psow tez nie.
Mój labrador: Reda
Suczka urodziła się:
03,12,2010
Mój labrador: Bonnie
Suczka urodziła się:
10.04.2014
Pomogła: 3 razy Wiek: 47 Dołączyła: 12 Mar 2011 Posty: 5261 Skąd: warszawa
Wysłany: 15-09-2011, 23:46
u nas pierwsze spuszczenie ze smyczki bylo ,takie juz powazne jak spotkalam sie z Paula i Funia raz ja spuscilam to wracac nie chciala,udawala glucha,wiec doszlam do wniosku ze prawdziwy spacer bez smyczy bedzie z piesem,ktory wraca i tak sie stalo Reda przychodzila nawet jak Paula zawolala Funie
teraz jak idziemy do lasu z cala rodzina to spuszczamy ja ,piesa do towarzystwa nie ma ,bo funcia bawi swoje malenstwa ,wiec w zastepstwie ma pilke
Mój labrador: Bianka
Suczka urodziła się:
4.12.2011
Pomogła: 1 raz Wiek: 35 Dołączyła: 28 Sty 2012 Posty: 1116 Skąd: skąd się wyśpię...
Wysłany: 18-06-2012, 23:08
słuchajcie, mieszkam na osiedlu domów jednorodzinnych, na obrzeżu miasta. oczywiście na osiedlu jej nie puszczam luzem, ale jak przejdziemy ruchliwą drogę, to rozciągają się pola i lasy. problem w tym, że jestem strasznie tchórzliwa; boję się, że jak ją spuszczę ze smyczy, to mi ucieknie i już nie wróci; mam czarne wizje, że pobiegnie za motocyklem i wpadnie prosto pod auto. mam na tym tle ciągłe spiny z ojcem, bo on się jej puszczać nie boi, raz mu uciekła za rowerem, dowiedziałam się o tym i w ogóle się krzywię, jak chce ją zabrać na spacer. mam mętlik w głowie, bo wiem, że kiedyś muszę się przemóc, ale równocześnie boję się cholernie o tę moją wariatkę. pomijam zupełnie fakt, że psychoza rujnuje moje relacje z ojcem. poradźcie coś.
Di, no to chyba linka jest najlepszym rozwiązaniem- z jednej strony pies ma swobodę na 10-15 metrów (w zależności od liny), a z drugiej masz ją cały czas pod kontrolą przy okazji można ćwiczyć przywoływanie do nogi z daleka my akurat nie mamy linki, ja rzadko chodzę bez smyczy z Moreno, puszczam go na łączkach, w parku, w miarę daleko od drogi ale wiem, że w miarę wróci na komendę (idzie mu coraz lepiej)
Di, u mnie psinka była pierwszy raz tak na dłużej bardzo późno została spuszczona, póki nie byłam pewna, że będzie wracać do mnie na zawołanie i w miejscach, gdzie było bezpiecznie. Pierwsze latanie luzem było na łące bez żadnych innych ludzi i psów. Ćwiczyliśmy dużo, co chwila przywoływałam, zapinałam i spuszczałam na nowo, oczywiście nauka ze smaczkami. Myślę, że linka treningowa to dobry sposób, my mamy taką około 10 metrową smycz i Kami nawet do dzisiaj lata z nią w parku, kiedy jest sporo ludzi i psów, w każdej chwili mogę ją złapać praktycznie, przydeptując albo chwytając smycz. Jak będziesz mieć taką linkę albo smycz długą, najlepiej jest przypinać psiakowi do szelek, będzie swobodnie latał, moja z czasem nauczyła się nie przydeptywać tej smyczy.
My spuściliśmy Lexi na jej pierwszym spacerze. Ale był to rozległy teren łąk, z dala od drogi.
Byliśmy pozytywnie zaskoczeni bo trzymała się nas cały czas. Aportowała ładnie patyczki. Jednak problem pojawił się kiedy zobaczyła ludzi.
Wyrwała do nich, nawet sie nie oglądając na nas. Można było krzyczeć, wołać..... ogłuchła całkowicie. Na szczęście przechodzili jakieś kilka metrów od nas więc można było szybko podbiec i ją oderwać od tej "ekstazy"..
I tu pojawia się pytanie jak ją nauczyć żeby nie leciała do każdej osoby którą zobaczy?
Na komende "do mnie" reaguje super w domu, czy jak jest na krótkiej smyczy... ale puszczona luzem - traci słuch
Mój labrador: Bianka
Suczka urodziła się:
4.12.2011
Pomogła: 1 raz Wiek: 35 Dołączyła: 28 Sty 2012 Posty: 1116 Skąd: skąd się wyśpię...
Wysłany: 03-04-2013, 20:39
missy, znam ból. Bianka, jak lata bez smyczy na łączce, to ja zachowuję się, jak wariatka - rozglądam się dookoła, czy ktoś nie jedzie/nie idzie/nie nadchodzi sarna/pies/motocykl/quad. Cyrk totalny. Lepiej, jak zabieram ze sobą drugą osobę - zawsze ktoś stoi na 'czatach'
missy napisał/a:
I tu pojawia się pytanie jak ją nauczyć żeby nie leciała do każdej osoby którą zobaczy?
Przede wszystkim musisz sprawić, że w oczach Lexi jesteś najatrakcyjniejsza na świecie. Więc super smaczki w saszetce i świetne zabawki (których na co dzień nie widzi) wyciągane zza pazuchy. Równocześnie ćwicz komendę 'STÓJ'. Podobno można wypracować sytuację, gdy pies na hasło 'STÓJ', dosłownie kamienieje w miejscu. Z Bianką na razie tak nie jest bez smyczy, ale na smyczy - działa.
missy napisał/a:
Na komende "do mnie" reaguje super w domu, czy jak jest na krótkiej smyczy... ale puszczona luzem - traci słuch
To jest chyba mentalna młodsza siostra Bianki xD Jakbym czytała o swojej suce.
I tu pojawia się pytanie jak ją nauczyć żeby nie leciała do każdej osoby którą zobaczy?
Na komende "do mnie" reaguje super w domu, czy jak jest na krótkiej smyczy... ale puszczona luzem - traci słuch
Ćwiczenie tej komendy najlepiej jest zacząć właśnie w domu. Opanujcie ją do perfekcji. Nawet kiedy bawi się czymś czy gryzie kostkę próbujcie ja do siebie przywołać i nagradzajcie super smakołykami. Potem stopniowo podnoście poprzeczkę i ćwiczcie komendę w niewielkim rozproszeniu (na spacerze, ale kiedy nikogo w podblizu nie ma, zawsze nagradzając psa super smakołykami, zabawą lub rzuceniem ulubionej zabawki). Ćwiczcie kilka-kilkanaście razy w ciągu spaceru i tak caaaaaaały czas
No i dużo cierpliwości musicie mieć
Dobra też jest nauka skupiania uwagi na właścicielu. Np. kiedy jesteście w parku i widzisz, że ktoś zbliża się w Waszą stronę zatrzymaj się, każ psu usiąść i trzymaj w ręce pyszny smaczek lub zabawkę i staraj się, aby pies był skupiony na Tobie a nie na mijających Was ludziach. Duuuuzo chwalenia, zabawy i smakołyków
My z Koko chodzimy na spacery już jakieś 2 tygodnie. I zastanawiam się kiedy mogę ją spuścić ze smyczy. Z tego, co zrozumiałam, bardziej zależne jest to nie tyle od wieku szczeniaka, co od stopnia wpojenia mu komend typu "noga", "wróć"..? No, ale w sumie chyba do końca nigdy nie można być pewnym jak pies zachowa się w otwartym otoczeniu bez smyczy... choćby i na smyczy się w miarę ładnie słuchał.
my na pierwsze spuszczania ze smyczy znalezliśmy taki placyk ogrodzony od jezdni krzaczorami, a od domów płotem i tam ćwiczylismy komendę "do mnie" stając w pewnej ogległości do siebie i psa na zmianę wołajac, przy czym jedna osoba za każdym razem zwiększała dystans. potem chodziliśmy do parków, lasu albo na pola ćwiczyć. po osiedlu to chodzę z nim na smyczy, spuszczam tylko w jednym miejscu, gdzie samochody nie jeżdżą.
zawsze jest ryzyko ze pies za czymś pogoni. mi sie to dwa razy przytrafiło, raz jak był malutki i sie przestraszył klaksonu - to poleciał prosto przed siebie, ale go odwołałąm i raz poleciał za wroną, prawie dostałam zawału, fakt że wrócił szybko, ale przebiegł prze ulicę. u nas na szczęście progi zwalniające są i to raczej takie mało ruchliwe uliczki, ale zawsze ryzyko istnieje.
my na pierwsze spuszczania ze smyczy znalezliśmy taki placyk ogrodzony od jezdni krzaczorami, a od domów płotem i tam ćwiczylismy komendę "do mnie" stając w pewnej ogległości do siebie i psa na zmianę wołajac, przy czym jedna osoba za każdym razem zwiększała dystans. potem chodziliśmy do parków, lasu albo na pola ćwiczyć. po osiedlu to chodzę z nim na smyczy, spuszczam tylko w jednym miejscu, gdzie samochody nie jeżdżą.
zawsze jest ryzyko ze pies za czymś pogoni. mi sie to dwa razy przytrafiło, raz jak był malutki i sie przestraszył klaksonu - to poleciał prosto przed siebie, ale go odwołałąm i raz poleciał za wroną, prawie dostałam zawału, fakt że wrócił szybko, ale przebiegł prze ulicę. u nas na szczęście progi zwalniające są i to raczej takie mało ruchliwe uliczki, ale zawsze ryzyko istnieje.
Ja mieszkam na wsi i mam dość duży ogródek, w którym Koko puszczam wolno, by sobie biegała. Więc może jako tako warto już powoli próbować puszczać ją wolno na łące?
Oj, ciężko to sobie wyobrażam Mam 2 smycze - jedną może 2 m, drugą o wiele dłuższą. Na tej długiej Koko jest szczęśliwsza bo ma większe pole manewru do hasania i wolę z niej korzystać, ale minus jest taki, że non stop się w nią zaplątuje Na krótkiej nie ma tego problemu. I pytanie: jak to rozwiązać? 10 m smycz? ojjj
możesz iśc na jakieś ogrodzone boisko, żeby piesek latał bez skyczy i nie było ryzyka ucieczki?
my zaryzykowaliśmy, taki szczeniaczek raczej na otwartym terenie za daleko od Was nie ucieknie, bo się będzie bał
Ogrodzonego terenu tu nie mam, oprócz własnego ogródka. W sumie mam sporo przestrzeni zielonej wokół siebie, jak to na wsi... tylko, że wokoło lasy i rzeki, do których nie chciałabym jednak, żeby wpadała, a wiem już, że ciągnie ją do wody bo mamy jedną taką trasę, na której jest płytka rzeka, w której pozwalam jej się napoić i Koko do niej ciągnie jak diabli Chyba pomysł z dwójką opiekunów wydaje się najrozsądniejszy
Pomogła: 6 razy Wiek: 31 Dołączyła: 19 Sie 2009 Posty: 3802 Skąd: Sosnowiec/Warszawa
Wysłany: 14-04-2014, 17:23
labidabi, ta 10m linka ma być bez żadnych rączek, supełków, metalowych oczek i puszczona luźno po ziemi - wtedy nic nie będzie się plątać. A jest po to, żebyś w każdej chwili mogła ją przydepnąć i przyciągnąć do siebie psa. Poczytaj o nauce przywołania, tam jest bardzo dużo o lince. Najlepiej kup linkę w jakimś budowlanym + przywiąż do jakiegoś karabinka i gotowe
_________________ Pozdrawiamy, Karolina, Browni i pinczeropodobny Emil
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum