Skupianie uwagi na sobie można ćwiczyć poprzez kilka komend:
- trzymamy w ręku smakołyk, pokazujemy go psu, później przesuwamy go na wysokość swoich oczu i mówimy komendę "patrz. Jeśli pies spojrzy na nas chociaż przez sekundę to natychmiast go chwalimy i dajemy smakołyk. (można ćwiczyć to z klikerem). Stopniowo wydłużamy czas komendy. To ćwiczenie należy zaczynać zawsze w miejscu gdzie jest jak najmniej czynników rozpraszających np. w domu.
- jak najczęstsze przywoływanie psa do siebie, w domu, na spacerze, wszędzie gdzie tylko się da. Jeśli nie możemy puścić psa luzem to najlepiej ćwiczyć na długiej lince. Zawsze za prawidłowe przyjścia, dużo chwalenia i nagdrody i ponowne puszczanie psa (to jest tak naprawdę najlepsza nagroda )
To wszystko wymaga dużo, dużo cierpliwości.
Powodzenia
Mój labrador: Demi Z Grodu hrabiego Malmesbury
Suczka urodziła się:
04.2005
Mój labrador: Hela Błotna Sadzawka
Suczka urodziła się:
7.10.2010
Pomogła: 2 razy Wiek: 34 Dołączyła: 19 Mar 2011 Posty: 3472 Skąd: Warszawa
Wysłany: 26-02-2012, 20:24
u nas jest to samo i żadne smakołyki czy nauka skupiania nie działała..ale ostatnio byłam w szoku, bo udało mi się ją odwołać na piłkę, a już najlepiej jakby była to piłka piszcząca
[ Dodano: 26-02-2012, 20:24 ]
no i od tamtego czasu noszę piłkę w kieszeni, planuję też zakup piszczącej, bo ona lepiej odwraca uwagę psiaka
dominika92, na każdego psa działa co innego. Na jednego smakołyk na drugiego piłka, a na jeszcze innego patyk. Należy wykorzystywac to co wiemy, że na pewno przykuje uwagę danego psa. Dla mojej Negry nagroda numer 1 to smakołyk. Dla owczarka mojej koleżanki patyk. Nieważne co, ważne że skutkuje
W ostatnim czasie raz w tygodniu, ale to te zróżnie bywa bo wstyd mi już za Mareya , bo jest tak nachalny, że właściciele się boją , że ich psy będą zadeptane, wyliznane, podrapane, bo macha łapami. Mam też wrażenie że nawet psy się go boją bo on tyle milosci , przyjazni , chęci zabawy okazuje, że sme nie wiedzą co z tym robić.
Po mału tez mam coraz mniejsza ochotę spuszczania go ze smyczy w parku, bo chwilę sie pobawi ,pogania za paytkiem, a gdy tylko zaczne go wołać:do mnie, noga, to wtedy zaczyna się rozglądać i zaczyna uciekać i szukać psa. Mam wrażenie ,że właśnie na komędę do mnie chodź, on reaguje zupełnie przeciwnie, ucieka i nerwowo szuka psa bo czuje ze go wolam dlatego ze gdzieś w parku jest pies.
Mam dośc tych jego ucieczek, ganiania go, on zupełnie nie zwraca na mnie uwagi. W domu łazi za mną krok w krok, a po wyjściu z domu zamienia sie w diabła.
[ Dodano: 27-02-2012, 20:30 ]
Piszecie co działana psy, że patyk, że piłka że smakołyk. Marey dal tych rzeczy w domu się zabije, ale na dworzu , żeby Marey się na mnie skupił musiałabym na rękach trzymac jakiegoś małego pieska, wtedy byłbyvna mnie maksymalnie skupiony:P
Mam wrażenie ,że właśnie na komędę do mnie chodź, on reaguje zupełnie przeciwnie, ucieka i nerwowo szuka psa bo czuje ze go wolam dlatego ze gdzieś w parku jest pies.
Nie było przez przypadek tak, że jak wrócił w końcu do Ciebie to dostawał opierdziel i był zapinany na smycz i koniec biegania? Pies, który jest nauczony, że po przyjściu czeka na niego nagrodę i do tego będzie mógł znowu pobiegać nie ma po co uciekać. To co opisujesz robią psy, które są niewybiegane (maja za mało ruchu), albo są karcone za przyjście np. po 15 minutach wołania, albo te które wiedzą, że jak przyjdą do właściciela to zostaną zapięte na smycz i pójdą do domu. Marey jest młodym psem i jak każdy labek musi się wybiegać. To tak jakby nastolatkowi kazać siedzieć w pokoju i czytać lektury i pozwolić mu wyjść z kolegami na pół godziny co kilka dni. (przepraszam za porównanie) Po tygodniu dzieciaka nie mógłbyś do domu odwołać.
Ostatnio zmieniony przez AniaCz. 27-02-2012, 20:33, w całości zmieniany 2 razy
Mój labrador: Demi Z Grodu hrabiego Malmesbury
Suczka urodziła się:
04.2005
Mój labrador: Hela Błotna Sadzawka
Suczka urodziła się:
7.10.2010
Pomogła: 2 razy Wiek: 34 Dołączyła: 19 Mar 2011 Posty: 3472 Skąd: Warszawa
Wysłany: 27-02-2012, 20:32
kluszczonka, a nie uważasz, że to trochę bledne koło? Jeśli tylko raz w tygodniu bawi się z psami, to nie dziwne, że na ich widok tak się zachowuje bo jest to dla niego rzadkość. Nie mówię, że tak ekscytacja zniknie całkowicie, jeśli codziennie będzie miał zapewnioną zabawę z psami, ale może będzie mniejsza? A ile ma ogólnie ruchu dziennie, biegania luzem?
Musicie poćwiczyć przywołanie, zakup linkę treningową, to nie będziesz miała problemu z uciekaniem, a i łatwiej można pracować nad przywołaniem.
Plus co robicie na takich spacerach by psa zmęczyć? Aporty? Jakieś węszenie? Szkolenie?
Piszecie co działana psy, że patyk, że piłka że smakołyk. Marey dal tych rzeczy w domu się zabije, ale na dworzu , żeby Marey się na mnie skupił musiałabym na rękach trzymac jakiegoś małego pieska, wtedy byłbyvna mnie maksymalnie skupiony:P
To jest dowód na to, że jesteś kompletnie "nieatrakcyjny" dla swojego psa.
kluszczonka napisał/a:
W ostatnim czasie raz w tygodniu, ale to te zróżnie bywa bo wstyd mi już za Mareya
To masz już odpowiedź dlaczego twój pies Cię nie słucha i nie chce przyjść do Ciebie. Nie obraź się, ale muszę to napisać. Wstyd to powinno być Tobie, że biorąc sobie labka do domu pozwalasz mu biegać tylko raz w tygodniu. Tylko mi nie pisz proszę, że ma długą smycz i długą z nim spacerujesz bo to nie to samo. Każdy, a w szczególności młody pies musi się wybiegać, żeby wyładować swoją energię. Zabawy z innymi to podstawa, uczą psa odpowiednich zachowań. Za chwilę twój pies będzie dojrzałym samcem i zacznie być agresywny do innych czworonogów, bo nikt go nie nauczył jak ma się zachowywać w towarzystwie psów. Jak chcesz mieć normalnego, zrównoważonego psa to bierz się za szkolenie.
Od maleńkości ma kontakt z psami, codziennie chodziliśmy do parku, żeby sie pobawic, w ostatnim czasie jest gorzej ze względu na prace , że sie mijamy, i spotykam ewentualnie tylko przypadkowych ludzi z psami, którzy niekoniecznie chca aby marey bawił się z ich psami. A jemu nigdy dość, on może sie bawić 5h , po czym polezy przez 5 min i znowu będzie zaczepiał psa przez kolejne 5. Każdy właściciel zaprzyjaznionego psa, od maleńkości mówił , że Marej jest taki "az za bardzo", jakby miał adhd. A jak spotka sukę to juz wogóle porażka.
Na wspólych wyjazdach z zapzyjaznionym labem, gdzie psy luzno biegaly po lesie, Marey nigdy nie wróci na zawolanie, dopiero gdy sie tgo drugiego psa zawołało, on jest tak zafascynowany innymi psami , że nawet przebywając 48 h non stop z innym psem , bardziej będzie interesował sie tym co robi jego kumpel niz to co mówi do niego jego Pan.
[ Dodano: 27-02-2012, 22:29 ] dominika92, Plus co robicie na takich spacerach by psa zmęczyć? Aporty? Jakieś węszenie? Szkolenie?
W domu wszytkie zabawki sa super, piłki, Ale gdy tylko wyjde na dwór, rzucanie patyka trwa moze 3 min, piłka po 1 aporcie sie nudzi, sama musze po nia isc. Takze 5 minut zabawy a potem węszenie i wypatrywanie psa/potencjalnego kolegi do zabawy.
I co ważne - pies NIGDY nie może dostać nagrody w postaci kontaktu z drugim psem kiedy szaleje na smyczy, ciągnie, szarpie, szczeka i ogólnie ma świra. Bo jego zachowanie się wzmocni. To TY, a nie pies decydujesz dokąd i jak szybko idziecie i z kim się witacie a kogo mijacie. Sporo na ten temat i różne ćwiczenia opisałam i pokazałam na przykład tutaj:
Wiek: 36 Dołączyła: 17 Mar 2010 Posty: 646 Skąd: Gdańsk
Wysłany: 28-02-2012, 09:55
kluszczonka, Wiem co czujesz bo czytam to co myślę o swoim psie.Było identycznie. Bako ma kontakt z psami praktycznie codziennie. Jak tylko spuszczałam go ze smyczy pędził w te miejsca w których się bawi i sprawdza czy nie ma ekipy do zabawy. Jak tylko go wołałam Bako podnosi nochal w górę uszy nastroszy i nasłuchuje i wącha wiatr z której strony ktoś się zbliża. W domu za piłkę i sznur jest w stanie zrobić dosłownie wszystko, do pieca by za nimi wskoczył ale na spacerze nie ma opcji. Ma problem ze skupianiem się na mnie pomimo intensywnych treningów w różnych miejscach, bez psów i z psami, przed zabawą po zabawie w trakcie na smyczy i bez z zabawkami i ze smakołykami. Trening z linka to dla mnie prawdziwa katorga plącze się, jest brudna, ciężka, zupełnie nie praktyczna ćwiczę z nią na najbliższej polanie, bo nigdzie dalej po prostu nie chce mi się jej nosić. Tak było jak mój pies był w wieku od 1-2 lata. Teraz je skończył troszeczkę(minimalnie ) się wyciszył. Często zmieniam miejsce spacerów, nie chodzę z nim tam gdzie poprzedniego dnia się bawił czym unikam ucieczki zaraz po spuszczeniu ze smyczy. Smyczy 2m nie odpinam tylko puszczam z rak a ona się za nim ciągnie. Pies biega luzem, ja od początku skupiam na nim uwagę czyli zabawa piłeczka patyki te sprawy. Pozwalam biegać wołam i znów zabawa, smakołyki itd. Odpada moment w którym przywołuje psa i zapinam na smycz, bo smycz jest podpięta cały czas ja ja tylko podnoszę. Potem idę kawałek na smyczy znów puszczam zabawa smakołyki przywołanie aż spacer się kończy podnoszę smycz idę w stronę domu ale jak różnymi drogami w ten sposób pies nie kojarzy momentu przywołania i zapinania na smycz więc chętniej wraca, i nie zawsze to że jest na smyczy oznacza od razu kierunek dom Nie jest idealnie ale to rozwiązanie znów sprawiło że spacer to przyjemność, mam nad nim większą kontrole. Jak bawię się z nim od początku spaceru to w 99% przypadków ja pierwsza zauważam innego psa. Bawię się z Bako dalej np szarpakiem i przydeptuje smycz. Gdy Bako go zauważy już nie jest w stanie mi uciec.
Ja wypracowałam taka metodę i ona i służy być może nie jest ona do końca poprawna ale wiem kluszczonka, że próbowałaś już wszystkiego ja też. Uważam że czas też robi swoje, im pies starszy tym potem łatwiej( w naszym przypadku). Ale pracuj już teraz bo to dłuuuugi okres nauki. To chyba TAKI TYP
_________________ Pozdrawiamy!
Aneta, Błażej i Bako Galeria zdjęć
Podoba mi się Twoja metoda, na pewno ją wypróbuję, chociaż moze byc ciezko bo w centrum miasta mieszkam i poza 2 parkami nie mam nic do wyboru. Metoda przywiązanej smyczy jest ok, bo faktycznie na ten metaliczny dzwięk odpinanej smyczy od obroży marey zaczyna świrować i biegnie przed siebie jak popażony.
[ Dodano: 28-02-2012, 21:42 ]
Dzis bylismy w parku i było trochę lepiej, może dltego że poszliśmy do innego niż zwykle więc nie uciekał, chociaż rozglądał się non stop pomimo iż biegała za piłką , co chwilę odwracał łep i sprawdzal czy aby na pewno nie ma jakiegoś psa.
Co prawda Kawka to nie labrador, ale miałam ten sam problem. Kawa po prostu kocha psy. Wszystkie - małe i duże, szczekające, warczące, uciekające... Po prostu każde. Dodatkowym problemem było to, że Kawę znalazłam na ulicy, nie była przyzwyczajona do wracania na zawołanie. Kiedy spuszczaliśmy ją ze smyczy super się bawiła, ale jak przyszło do przypięcia smyczy i powrotu do domu, zaczynał się koszmar. Uciekała nawet wtedy, kiedy w pobliżu nie było psów. Gdy psy się pojawiały, to już zupełnie miała mnie w poważaniu.
Poszłam z nią na łąkę uzbrojona w kosmiczną ilość smaczków, puściłam ją luzem i dałam się wybiegać. Zabawę przerywałam jej wołaniem. Jeśli do mnie przyszła i pozwoliła chwycić za obrożę (umożliwienie zapięcia smyczy), dostawała smaczek. I powtórka. Znów zabawa. I powtórka. I tak do znudzenia. Po jakimś czasie za przyjście zamiast smaczka dostawała głaski i też wracała. Później włączyłam innego psa biegającego luzem. Do skutku. Teraz Kawa potrafi przerwać zabawę z psem i wrócić. Nigdy nie zabieram jej od razu do domu, tylko funduję jeszcze kilka minut spaceru na smyczy dla wyciszenia (jest bardzo rozchodzona po zabawie z innymi psami).
Niestety, kiedy Kawa jest na smyczy i zobaczy psa, zaczyna szczekać, wyrywać się, piszczeć. Wtedy zmieniam kierunek marszu nie zwracając na nią uwagi. Zaczynam widzieć pierwsze efekty. Szarpanie jest coraz słabsze, a odgłosy coraz cichsze.
Mój labrador: Demi Z Grodu hrabiego Malmesbury
Suczka urodziła się:
04.2005
Mój labrador: Hela Błotna Sadzawka
Suczka urodziła się:
7.10.2010
Pomogła: 2 razy Wiek: 34 Dołączyła: 19 Mar 2011 Posty: 3472 Skąd: Warszawa
Wysłany: 19-07-2012, 18:15
kryzys
Robię chyba wszystko co się da, ćwiczę ile się da..chodzę na linie z psem, bo inaczej się nie da..mój pies ma jakąś manię jeśli chodzi o psy..głuchnie, pies najważniejszy, za psem poleci n drugi koniec parku..ile tak można Jest to już męczące, niedługo kończy 2 lata, wszystkim wychodzi, tylko nam nie, mimo, że tyle ile ja z nią ćwiczę to chyba mało kto tyle ćwiczy, żeby było dobrze..
Póki co odkładam pieniądze na sterylkę, więc behawiorysta też odpada. Eh..kryzys
dominika92, a ile razy w tygodniu spotykacie się tylko na psie zabawy z Helą i innymi psiakami? czy to jest dla niej najwspanialsza rzecz na świecie? może jednak znajdzie się coś innego- aport? smaczki? jakaś Wasza wspólna zabawa?
Mój labrador: Demi Z Grodu hrabiego Malmesbury
Suczka urodziła się:
04.2005
Mój labrador: Hela Błotna Sadzawka
Suczka urodziła się:
7.10.2010
Pomogła: 2 razy Wiek: 34 Dołączyła: 19 Mar 2011 Posty: 3472 Skąd: Warszawa
Wysłany: 19-07-2012, 20:04
codziennie się bawi z psami Codziennie rano idziemy do parku najpierw ja z nią chodzę spokojnie, zazwyczaj przyjdzie jakiś pies, pobawią się chwile i właściciel idzie, potem przychodzi roczny labrador i się bawią razem codziennie bo się umawiamy z jego właścicielką:), potem rzucamy im aporty..Popołudniu też chodzę i widzi się z różnymi psami jeśli tylko jakiś będzie w parku..wieczorem to zazwyczaj spokojny spacer na smyczy albo w parku i ćwiczenie komend (oczywiście głownie przywołania) ,aportowanie...
Zdecydowanie jest to dla niej najwspanialsza rzecz na świecie Lubi aportować, lubi biegać za piłką, za frisbee, ale wszystko to przestaje mieć sens, jak widzi psa
Więc nie wiem już co mogę jeszcze zrobić, ekstra ciastka też nie działają,bo ostatnio specjalnie kupiłam wątróbkę i piekłam:P
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum