Teraz nie ma co się sprzeczać , kto winien , co powinien i dlaczego tego nie zrobił . Vivce to życia nie zwróci Nie byliśmy tam , nie widzieliśmy wiec nie oceniajmy . Ja nie napisze że nigdy , bo bym skłamała , nie mam pojęcia co czeka mnie w życiu i mojego psa , jest powiedzenie " nigdy nie mów nigdy " i jest okrutnie prawdziwe Wspominajmy Viv za czasów jak żyła , nie waznie czy u Ani czy u Arlety , kochał z nas ja każdy .
P.S myszkapatii, dominika92, nata, nie wiem czy kiedyś czytałyście o śmierci Kaizena , jest to przestroga dla wszystkich , aby zrozumieć trzeba przeczytać jak to wszystko wyglądało , a nie oceniać
Mój labrador: Pola
Suczka urodziła się:
27.03.2010
Wiek: 37 Dołączyła: 17 Maj 2010 Posty: 5230 Skąd: Pabianice
Wysłany: 19-09-2012, 14:04
FadGoś napisał/a:
nie wiem czy kiedyś czytałyście o śmierci Kaizena , jest to przestroga dla wszystkich , aby zrozumieć trzeba przeczytać jak to wszystko wyglądało , a nie oceniać
Dlatego napisałam wyraźnie
nata napisał/a:
I nikomu nic do tego...
Ja też już nie mam nic do dodania w temacie... oprócz własnego smutku.. [*]
Rysia, rozumiem o czym piszesz, ale z drugiej strony nie mówimy o jakiejś nadzwyczajnej, ciężkiej do przewiedzenia sytuacji. Pomost - głęboka woda i pies przywiązany do wózka.
Idealny przykład, nic nawet o pomoście nie było wspomniane, ale właściwie była to oficjalna wersja uznana przez użytkowników
Cytat:
Mój pies też się kiedyś zaczął topić bo znalazł w rzece patyka za dużego i przewrócił się na plecy. Tylko wbrew temu co piszą niektórzy, ja patrzę na swojego psa non stop.
A jakby się wtedy utopił? Jeśli zachłysnął by się wodą i nie zdążyłabyś do niej dopłynąć?
Cytat:
ja też myślę,że to wina opiekuna...pies przebywający pod nadzorem nie utopiłby się,nie trwa to przecież sekundy.
Też nie rozumiem. Twój pies także prawie się utopił mimo, że był pod twoim nadzorem, udało się go odratować w ostatniej chwili. a jakbyś wyciągneła go chwile później?
Nigdy pies mi nie zginął, ba, nawet mi nigdy nie zaginął, ale jakbym go nie pilnowała, nawet jakbym patrzyła na nie 24/7 to wiem że ZAWSZE mogą uciec. I nic na to nie poradze. Mam bardzo odwoływalne psy, ale co jeśli po prostu zerwałby się któryś na przód i wyrwał, mimo, że jesteśmy zawsze przynajmniej 400/500 metrów od ulicy i tak moge któregoś nie dogonić. To co, zawsze trzymać na smyczy, mimo, że idealnie się odwołują bo... bo co?
Strasznie współczuje Arlecie... nie wiem co powiedzieć.... strasznie współczuje też Vivienne...
a co do tego, że Vivka była "specjalna" gdyby inny pies na zlocie się utopił, to już by takiej tragedii nie było? Bo nie wiem o co chodzi z tym, że Viv była inna. "Należała" do forum, ale czy w takim razie wszyscy powinni ponosić odpowiedzialność? Bo jak ktoś napisał, nawet jakby oddał psa pod czyjąś opieke ( tutaj DT Arleta) to i tak gdyby coś się stało miałby pretensje do siebie..
ale nie miałem możliwości przewidzieć co się stanie, więc nawet go nie wołałem tak jak powinienem.
Możliwośc miałes tylko tego nie zrobiłeś....
Nikt nie naskakuje na wlascicielke vivki tylko nikt nie moze sie pogodzic z tym i nie moze sobie wyobrazić jak mozna bylo nie dopilnować zeby była bezpieczna ... to było takie proste....
_________________ ,,On jest Twoim przyjacielem,Twoim partnerem, Twoim obrońcą, Twoim psem. Ty jesteś Jego życiem, Jego miłością, Jego panem. On będzie Twój, wierny i posłuszny do ostatniego bicia Jego serca. Ty jesteś Mu winien zasłużyć na takie oddanie."
Wiek: 42 Dołączyła: 29 Cze 2011 Posty: 853 Skąd: Warszawa
Wysłany: 19-09-2012, 14:22
[quote="szalej"]
Cytat:
ja też myślę,że to wina opiekuna...pies przebywający pod nadzorem nie utopiłby się,nie trwa to przecież sekundy.
Też nie rozumiem. Twój pies także prawie się utopił mimo, że był pod twoim nadzorem, udało się go odratować w ostatniej chwili. a jakbyś wyciągneła go chwile później? [quote]
No i właśnie stąd wiem,że nie trwa to sekundy....raz jeden jedyny wyluzowałam i straciłam swojego psa z oczu na chwilę i wtedy właśnie o mały włos się nie utopił.I to byłaby WYŁĄCZNIE moja wina,do końca życia będę to pamiętać i do końca życia sobie tego nie wybaczę.Gdybym go pilnowała nie doszłoby do tego.Na szczęście w miarę szybko zareagowałam i dało się go jeszcze uratować.
Mój labrador: Fifka
Suczka urodziła się:
3.07.2009
Wiek: 42 Dołączyła: 19 Sie 2009 Posty: 17027 Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 19-09-2012, 14:22
nata napisał/a:
nie wiem czy kiedyś czytałyście o śmierci Kaizena , jest to przestroga dla wszystkich , aby zrozumieć trzeba przeczytać jak to wszystko wyglądało , a nie oceniać
Kochani postanowiłam opisać ten straszny wypadek który przydarzył się wczoraj 14.02.2010 w naszym Wrocławskim Parku Wschodnim
Ku przestrodze … i bezsilności ….
A więc wczoraj spotkaliśmy się w parę osób z psami z Grupy Wrocławskiej w Parku Wschodnim – do tej pory to był nasz ulubiony park, położony na uboczu, rozległy … przyjazny psom i ich właścicielom …. Doszliśmy do końca Parku do zakrętu, przeszliśmy za wodospadzik i nagle … Kaizen wbiegł na lód …. Lód już cienki załamał się pod nim … nie wypłynął od razu prąd go porwał i wcisnął pod lód.
Akcja ratownicza była szybka, całość szukania i wyciągania jak teraz wracam do tego trwała około 2 minut … każdy miał zajęcie … jedni byli w wodzie i go szukali, reszta łapała psy które nie rozumiały co się stało i chciały kąpać się z ludźmi … potem staraliśmy się pomóc Kazeinowi, przywrócić mu akcję serca … wydobyć jakoś wodę … mieliśmy nadzieję, ale tak naprawdę to wydaje mi się, że było już za późno … rozmawiałam później z koleżanką – (kończy weterynarię pomagała nam też telefonicznie instruując jak przeprowadzić masaż i sztuczne oddychanie) powiedziała, że zapewne szybko się utopił wystarczyły dwa chałsty wody w tej panice bez powietrza
Taki wypadek ciężko przewidzieć można powiedzieć, że tak widocznie miało być … los tak chciał … ale …
Doszłam do pewnych wniosków … - jak ratować ludzi poszkodowanych w wypadkach to prawie każdy wie … w tej wczorajszej grupie pewnie by się znalazły z 3-5 osoby które choć teoretycznie potrafiłyby przeprowadzić bez problemu masaż serca czy sztuczne oddychanie czy choćby ta słynna „boczna bezpieczna pozycja” … ale z ratowaniem psa wszyscy mieliśmy problem … jak go ułożyć ? głową w dół ? a może w górę ?? jak naciskać aby ruszyć tą wodę ? a masaż ?? gdzie ?? a gdzie wdychać powietrze ??
Części informacji się dowiedzieliśmy, rozdzwoniliśmy się szybko do znajomych wetów …
Ale zauważyłam potrzebę, przeszkolenia z ratownictwa psów … oni jak widać też ulegają wypadkom musimy wiedzieć jak im pomóc
Więc prosiłabym aby ruszyć ten problem … wśród znajomych ratowników ludzkich – oni może wiedzą jak udzielać pierwszej pomocy psom, może udzielą nam instrukcji ?
… wśród weterynarzy którzy są tu na forum ?
Kaizenku [‘] ciągle widzę Cię z kijaszkiem w pysku biegającego i cieszącego się zdobyczą
Byq Mariusz – strasznie Ci współczuję, jak można to powiedzieć … byłeś bardzo dzielny w tej całej sytuacji, było to nasze pierwsze spotkanie, ale mam nadzieję, że nie ostatnie, może już czekają na Ciebie inne cztery łapy z którymi będziesz mógł iść przez życie …
Mój labrador: Demi Z Grodu hrabiego Malmesbury
Suczka urodziła się:
04.2005
Mój labrador: Hela Błotna Sadzawka
Suczka urodziła się:
7.10.2010
Wiek: 34 Dołączyła: 19 Mar 2011 Posty: 3472 Skąd: Warszawa
Wysłany: 19-09-2012, 14:33
szalej, tylko że nie bardzo jest to możliwe, bo byłam tuż przy niej, a poza tym mój pies nie ma wózka który ciągnął by go na dno..rozumiem do czego zmierzasz. Zdaje sobie sprawę, że są wypadki, na które nie mamy wpływu, choćbyśmy zrobili wszystko dobrze..Współczuję wszystkim co to widzieli, ale bardziej współczuję psu, bo nadal uważam, że można było tego uniknąć, wiedząc że jest głęboko i wiedząc, że takiego psa wózek może pociągnąć na dno..nie chodzi o to by psy były cały czas na smyczy ale w sytuacjach potencjalnie niebezpiecznych owszem..Nie chcę już nic pisać. Wszystkich ponoszą emocje, mnie osobiście dlatego, że myśląc, że można było zapobiec takiemu cierpieniu nie mogę się z tym pogodzić. Odniosłaś się do mojego posta więc odpisałam, ale teraz naprawdę już milknę niech Viv odpoczywa w spokoju.
szalej, tylko że nie bardzo jest to możliwe, bo byłam tuż przy niej, a poza tym mój pies nie ma wózka który ciągnął by go na dno..rozumiem do czego zmierzasz. Zdaje sobie sprawę, że są wypadki, na które nie mamy wpływu, choćbyśmy zrobili wszystko dobrze..Współczuję wszystkim co to widzieli, ale bardziej współczuję psu, bo nadal uważam, że można było tego uniknąć, wiedząc że jest głęboko i wiedząc, że takiego psa wózek może pociągnąć na dno..nie chodzi o to by psy były cały czas na smyczy ale w sytuacjach potencjalnie niebezpiecznych owszem..Nie chcę już nic pisać. Wszystkich ponoszą emocje, mnie osobiście dlatego, że myśląc, że można było zapobiec takiemu cierpieniu nie mogę się z tym pogodzić. Odniosłaś się do mojego posta więc odpisałam, ale teraz naprawdę już milknę niech Viv odpoczywa w spokoju.
Bo jak ktoś napisał, nawet jakby oddał psa pod czyjąś opieke ( tutaj DT Arleta) to i tak gdyby coś się stało miałby pretensje do siebie..
To ja napisałam pisząc o moim psie. Ja jestem jego opiekunem ja za niego odpowiadam, także gdyby coś się stało gdyby był na spacerze z moją mamą lub znajomym to to również moja wina bo to mój pies - moja odpowiedzialność...
Gusia napisał/a:
że zapewne szybko się utopił wystarczyły dwa chałsty wody w tej panice bez powietrza
Mam nadzieję, że tak było z Viv, że nie cierpiała długo.
_________________ "Mieszańce chroni więc sama natura, psy rasowe chroni mądry dobór hodowlany, "rasowych bez rodowodu" nie chroni nikt i nic. O tym naprawę nie wolno zapominać!"
"Znowu powiał śmierci wiatr,
Zdmuchnął piękną świecę.
Choć nie chciała wcale zgasnąć,
To jednak uległa.
Nie ma siły na tą chwilę,
Nie zna jej nikt z Nas.
Cóż tu począć można,
Gdy dosięga Nas.
Znowu powiał chłodny wiatr,
Dmucha ile sił.
I choć mocny tli się knot,
To nie wygra z Nim.
Jedno tylko wiem na pewno,
I w to wierzę wciąż.
Tam po drugiej stronie lustra,
Gdzie istnieje lepszy świat...
...już nie wieje wiatr."
Straszny wypadek, okropna śmierć . Biegaj Vivciu szczęśliwa po drugiej stronie [*]
Współczuję Arlecie i wszystkim którzy tam byli bo trudno sobie wyobrazić co muszą teraz przeżywać .
Nikogo z nas tam nie było i czytając suche fakty i opis łatwo pisać, że na miejscu kogoś zrobiłoby się co innego, zapobiegłoby się itd. Nie życzę nikomu żeby kiedykolwiek znalazł się w podobnej sytuacji. Na pewno i bez tutejszych komentarzy opiekunka i inni się obwiniają, cierpią, żałują i na 100% chcieliby cofnąć czas, bo tak jest zawsze, nawet jak zrobiło się wszystko. Myślę, że nie ma potrzeba kopać leżącego
Gratuluję wyobraźni [a raczej jej braku]. Rzadko się zdarza, że rzeka zamarza właśnie z racji tego, że jest w ciągłym ruchu. Jeżeli pozwoliłeś swojemu psu na spacery po zamarzniętej rzece to jesteś jedyną osobą, która brakiem odpowiedzialności i wyobraźni spowodowała jego śmierć. Lód nie był gruby skoro załamał sie pod 30-kilku kilogramowym psem.
I właśnie o to chodzi. Nikt nie twierdzi, że pies został wciągniety do wody i trzymany pod nia aż się utopi. Można było temu zapobiec gdyby tylko opiekun Viv wykazał się większą odpowiedzialnością.
Nikt nie napisał, że pies miał pozwolone na spacerki po lodzie ale że nagle wbiegł na lód, jest różnica
Opluwanie, szukanie winnych życia Viv nie przywróci
Jeszcze raz żegnaj maleńka
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum