Wysłany: 15-10-2012, 18:15 Jak radzicie sobie ze stratą pieska?
Cześć wszystkim. Niektórzy już mnie tu poznali, jestem tu od niedawna. Znalazłam to forum ponieważ niedługo (na wiosnę), jeśli wszystko pójdzie dobrze stanę się właścicielką labradorki Mam też nadzieję, że wtedy dołączę jej zdjęcie i tak dalej
Ale nie o tym temat. Jak sobie radzicie ze stratą pieska oraz ze świadomością, że one jednak prędzej czy później (oby jak najpóźniej) odchodzą. Czy jest jakiś na to sposób?
Moja historia jest taka, że niedawno odeszła ode mnie moja ponad 14 letnia suczka. Lady była kundelkiem, ale najukochańszym na całym świecie. Ktoś mógłby mi zarzucić, że może to za szybko żeby decydować się na nowego psa. Lady umarła 3 września. Ale to wcale nie jest tak. Ja oprócz tego, że kochałam Lady to bardzo też zawsze podobały mi się labradory i decyzja o kolejnym psie, właśnie tej rasy pojawiłaby się również wtedy gdyby moja Ladunia jeszcze żyła. Taki był plan żeby były w domu dwa pieski. Ale teraz jej nie ma wśród nas i przyznam szczerze że pustka jest przeogromna
Pierwszy tydzień był najgorszy. Chodziliśmy wszyscy struci, właśnie zaczęłam pracę, to był początek września (jestem nauczycielką).....a nie mogłam się nad niczym skupić.
Nie będę się bardzo rozpisywać, w każdym razie teraz jest już lepiej choć nadal potrafię się czyms bardzo wzruszyć jeśli przypomnę sobie coś o niej.
Tak czy inaczej nie zmienia to mojej chęci wobec labradora bo tak jak juz pisałam.....on tak czy inaczej miał się pojawić.
Jak radzicie sobie z tą nieprzyjemną wiedzą, że Wasze pieski kiedyś będą musiały odejść?
Mój labrador: Bianka
Suczka urodziła się:
4.12.2011
Wiek: 35 Dołączyła: 28 Sty 2012 Posty: 1116 Skąd: skąd się wyśpię...
Wysłany: 15-10-2012, 19:38
Każdy będzie musiał kiedyś odejść. Nie myślę o tym, nie zastanawiam się nad tym, że kiedyś będę musiała się z nią rozstać. Łapię każdą chwilę, celebruję, staram się z nią spędzać jak najwięcej czasu. Uczę ją i paradoksalnie - bardzo dużo uczę sama siebie. Gdy Bianka pojawiła się w moim życiu okazała się być tym, co trzyma mnie w ryzach. Jest moim osobistym lekiem na samotność.
Aggie:), mój dziadek, tłumaczył mi, że kiedy ukochane zwierzę na zawsze zamyka oczy, w tym samym momencie inne dostaje szansę, żeby je otworzyć, a jakaś cząstka naszego zwierzaka pozostaje na tym świecie. I chyba coś w tym jest, albo na siłę próbuje sobie to wmówić, ale los często pokrętnymi dróżkami prowadzi do tego, że odnajdujemy spojrzenie naszego ulubieńca w innym.
Odkąd mam Odiego, czuję jakby znowu był ze mną kotek, którego miałam w dzieciństwie. Teraz w taki sam sposób patrzą na mnie brązowe zamiast żółtych oczu. Może, za X lat też odnajdę Odiego w innym zwierzaku, a zanim to nastąpi, staram się, cieszyć każdym spędzonym razem dniem.
Mój labrador: MAJA
Suczka urodziła się:
??.04.2004 - 28.08.2012 (*)
Mój labrador: FIFI
Suczka urodziła się:
2011 (umownie: 30.09)
Dołączyła: 18 Cze 2012 Posty: 2125 Skąd: warszawa
Wysłany: 15-10-2012, 22:03
Aggie, poczytaj posty w części Tęczowy Most, poznasz odpowiedź na postawione przez siebie pytanie... Każda kolejna historia, każdy nowy temat rozpoczęty czy kontynuowany po stracie Psiego Przyjaciela w tym dziale odpowiada na pytanie jak ci, którzy tracą ukochanego czworonoga, przechodzą przez tę stratę. Znajdziesz w nich emocje, ból, rozpacz... O to pytasz?
Nie potrafiłabym... Nie wyobrażam sobie życia bez niego... To właśnie jemu zawdzięczam wszystko - nawet życie. To on wyleczył mnie z choroby. Kocham go najmocniej na świecie. Jest dla mnie wszystkim.
_________________ Nauczyłeś mnie prawdziwie kochać, bezgranicznie ufać, wierzyć w sens istnienia. Wyleczyłeś mnie z depresji, uratowałeś mi życie. Właśnie Tobie wszystko zawdzięczam. Jesteś moim oczkiem w głowie, światełkiem w tunelu, lekiem na smutek. Kocham Cię.
Moja pierwsza sunia odeszła na moich rękach w wieku 12 lat (ja miałam wtedy 20 ale pamiętam jakby to było wczoraj), kolejną powypadkową znajdę pochowałam niespełna rok później... Zwierzęta tak jak ludzie pojawiają się w naszym życiu, robią w nim sporo zamieszania i wcześniej czy później od nas odchodzą... Ciężkie to doświadczenie, bolesne ale trzeba nauczyć się z tym żyć... Moje obecne sunie Diana i Sara mają 9 i 10 lat. Diana ma chore stawy. Gdybym miała myśleć każdego dnia, że więcej ich nie zobaczę, oszalała bym... Cieszę się każdym kolejnym dniem ich życia, daję im z siebie wszytko co mogę najlepszego, aby gdy nadejdzie ten ostatni, ostateczny dzień nie wyrzucać sobie, że mogły mieć lepiej.
_________________ Ratując jednego psa, nie zmienimy świata...ale świat zmieni się dla tego jednego psa.
Wiek: 42 Dołączyła: 16 Sie 2010 Posty: 523 Skąd: Małopolska
Wysłany: 20-10-2012, 00:23
Witajcie !!! Jestem miłośniczką zwierząt, szczególnie psów i kotów, nigdy nie byłam obojętna na los zwierząt, a mój mąż nazywa mnie Matką Polką, bo choć teraz nieczęsto się zdarza porzucanie zwierząt w mojej okolicy, to jeśli już się zdarza to oczywiście zwierzak ( zawsze pies albo kot) znajduje u mnie miejsce, choćby tymczasowo dopóki nie upewnię się, że zwierzak jest "NICZYJ" i nie znajdę mu dobrego domu i dobrych odpowiedzialnych właścicieli - zresztą jakiś czas temu na tym forum w temacie o innych rasach potrzebujących pomocy zamieszczałam ogłoszenie o znalezionym i przebywającym u mnie Grzywaczu Chińskim, któremu udało mi się znaleźć świetny dom i wspaniałego właściciela, z którym jestem w stałym kontakcie, ale przejdę do tematu, teraz mam 28 lat i od dziecka zawsze w naszym domu były psy i koty, przyszło mi płakać niezliczoną ilość razy, kiedy odchodziły z tego świata nasze zwierzęta, umierały śmiercią naturalną, albo też ginęły pod kołami samochodów, albo znikały w tajemniczych okolicznościach - na zawsze... . Zawsze to były bardzo ciężkie dla nas chwile, dla całej rodziny, pewnie było tak dlatego, bo dla nas zawsze to byli członkowie rodziny, ktoś mi kiedyś powiedział - przestań rozpaczać, przecież to tylko pies, nie powiem co wtedy pomyślałam o tym człowieku, a tym bardziej co mu powiedziałam. Podobno moje spojrzenie mogło wtedy zabić, ale teraz mam 2 psy : Oskarek - mały mieszaniec ratlerka, ma 6 lat i 8 miesięcy, Ramzes - moje rude labowate szczęście, ma 3 lata i 9 miesięcy i kociak Leon - ma niewiele ponad rok, wzięty przeze mnie z litości przed wyrzuceniem go przez poprzednich właścicieli, a byłby jeszcze jeden kociak nazwany przez nas Junior, którego przygarnęłam pod swój dach, ponieważ ktoś się pozbył biedaka, widocznie nie był komuś potrzebny, a co tam trzeba było wyrzucić małego około 5 miesięcznego kociaka, ktoś go przecież przygarnie i jak zwykle trafiło na mnie, 4 października wzięłam tego biedaka do domu, bo nie dało się wytrzymać tego płakania - w sensie miauczenia i nawoływania, jakby mówił weź mnie ale kociak ma już nowy dom, u starszej pani, która kocha go całym serduchem i rozpieszcza malucha. Nauczyłam się nie myśleć o tym, że one kiedyś prędzej czy później odejdą, żyjemy dniem dzisiejszym i choć wiem że kiedyś nadejdzie ten dzień kiedy one pójdą za tęczowy mostek, to łapię się na tym, że nigdy się na to nie można przygotować, na żadną śmierć nie można być gotowym, kiedy ktoś z naszych bliskich umiera, a lekarz powie proszę się przygotować na najgorsze, to czy my jesteśmy się w stanie na to przygotować? - nie, bo choć wiadomo, że taka kolej rzeczy to mimo wszystko kiedy nadchodzi koniec, pytamy dlaczego. Zawsze bardzo przeżywałam odejście każdego ze swoich czworonożnych przyjaciół, nawet teraz to przeżywam, więc staram się zapewnić tym zwierzakom, które mam najlepsze warunki, daję im przyjaźń, opiekę, a one bezgraniczną miłość, którą odwzajemniam, ważny jest każdy dzień, każda chwila, każde spojrzenie i każdy miziak za uszkiem, żeby nigdy niczego później nie żałować
_________________ "Nie ma znaczenia ile masz pieniędzy, ani ile rzeczy, możesz być biedakiem, ale mając psa jesteś bogaty" - Louis Sabin
Pierwszy prawdziwie moj piesek Lucky odszedl za pozno, bo nie potrafilam podjac ostatecznej decyzji, choc bialaczka go doslownie zjadala - nigdy sobie nie wybacze tego, ze tak dlugo trzymalam go przy zyciu przez egoizm. Fakt: odebralam lekcje i nigdy wiecej do takiej sytuacji nie dopuszcze. Wiem ze za jakis czas stane przed taka decyzja, jak Barniuszkowe lapki odmowia wspolpracy - chyba dlatego staram sie zapewnic mu jak najlepsze zycie, jak najpelniejsze wrazen, przygod, bo wiem ze on nie ma wiele czasu przed soba.
Lucky'ego oplakiwalam dlugo - nie potrafilam jesc w domu, bo on zawsze siedzial przy mnie, nie potrafilam spac, bo go nie bylo, nie moglam sie uczyc, bo zawsze to robilam majac jego cieple cialko przy moich nogach... minelo wiele lat i nadal go pamietam
Na co dzien raczej nie mysle o tym ze Barney, moj ciapkowaty syneczek, odejdzie, choc jednak gdzies tkwi to we mnie. Mysle ze dlatego pojawil sie w naszym zyciu Booster, zebysmy nie zostali sami jak nadejdzie czas Barneya. Booster to okaz zdrowia, pomimo ciezkiego zycia, wiec jakos mysli o jego odejciu nie przychodza - mam nadzieje, ze on zostanie z nami jeszcze wiele, wiele lat.
Ból w końcu osłabnie, pustka da się znieść. Ale czytając historie takie jak Mai lub Nera wracają wspomnienia ostatnich wspólnych chwil, wspomnienia naszej drogi. Znowu wraca ból i tesknota, pomimo że upłyneło już 8 lat
Mój labrador: Hermiona (*)
Suczka urodziła się:
30.08.2003-02.05.2018
Mój labrador: Fiona (*)
Suczka urodziła się:
23.01.2008-12.12.2019
Mój labrador: LOVE STORY Lualaba(*)
Pies urodził się:
14.09.2008-19.06.2022
Dołączyła: 31 Paź 2008 Posty: 9860 Skąd: Warszawa
Wysłany: 28-10-2012, 20:27
Aggie:) napisał/a:
Ktoś mógłby mi zarzucić, że może to za szybko żeby decydować się na nowego psa.
Mój poprzedni pies odszedł na moich rękach .. to był wtorek... w akcie rozpaczy wyrzuciłam wszystko : miski, obroże,smycze,posłanie, zabawki i przysięgałam na wszystko co święte..nigdy więcej ...
W niedzielę, w moim domu była Hermiona.
zuzia napisał/a:
Znowu wraca ból i tesknota
Tak.. to nie prawda, że czas leczy rany...nie prawda.
Dzisiaj mijają dwa miesiące odkąd od nas odeszłaś. Wiadomo, śmiejemy się często, rozmawiamy i tym podobne, no cóż...życie toczy się nadal. Ale wystarczy jedna chwila, jedno wspomnienie gdy nadal nie potrafię opanować łez. Tak jak wczoraj....bo przypomniałam sobie te ostatnie godziny, które z nami spędziłaś. Co mogę Ci więcej napisać? Mam nadzieję, że jesteś gdzieś, że nas widzisz, że opiekujesz się na swój sposób naszym domem, w którym tak lubiłaś mieszkasz....może Laduniu zostaniesz aniołem stróżem kolejnego pieska, który z nami zamieszka? Wiem, że gdzieś jesteś. Po Twojej śmierci....czytałam tak wiele rzeczy, tak wiele wypowiedzi na temat duszy zwierząt, otworzyłam oczy na wiele tematów, teraz wiem o wiele więcej....to wszystko właśnie dzięki Tobie. Zwierzęta mają dusze i po śmierci odchodzą do swojego Stwórcy, tak samo jak my ludzie. Przecież tak samo jak my odczuwają, tęsknią, mają rodziców. Tak samo jak my, mają tego samego stworzyciela. Nie może być inaczej.
Mam nadzieję, że spotkałaś się z moim dziadziem. On tak kochał zwierzęta, mam nadzieję że to on jako pierwszy przywitał Cię po tamtej stronie. Przecież prosiłam go o to.....a przed dniem w którym umarłaś przecież mi się śnił. To nie mógł być zwykły przypadek.
Ladusiu mam nadzieję, że nie jest Ci smutno, że w naszym domu pojawi się kolejny piesek. Ty na zawsze pozostaniesz w pamięci i wiesz co....Ty już zawsze będziesz tą pierwszą suczką, która z nami zamieszkała Ja bardzo chcę obdarzyć miłością kolejnego psiaka, ale nawet w najmniejszym stopniu nie oznacza to, że przestaję myśleć o Tobie. Ja po prostu w swoim życiu jestem "skazana" na psy. Dopóki sama będę żyła.
Wczoraj pan skończył robić dla Ciebie tabliczkę na grobie. Bardzo się postarał i zrobił to bardzo dokładnie. Nigdy o Tobie nie zapomnimy czarna suczko kundelko, Ty też pamiętaj o nas.
Aga
_________________ Lady-1.06.1998 - 3.09.2012[*]
“Until one has loved an animal a part of one's soul remains unawakened.”
Kocham Cię Laduniu, najbardziej rasowa kundelko, biegaj szczęśliwa za TM.
Mój labrador: MAJA
Suczka urodziła się:
??.04.2004 - 28.08.2012 (*)
Mój labrador: FIFI
Suczka urodziła się:
2011 (umownie: 30.09)
Dołączyła: 18 Cze 2012 Posty: 2125 Skąd: warszawa
Wysłany: 03-11-2012, 13:37
LADUNIU, biegaj szczęśliwa za Tęczowym Mostem. Czuwaj nas swoją Panią i stworzeniami, które zagoszczą w Twoim dawnym domku.
Aggie, nie przestajemy kochać naszych czworonożnych Przyjaciół, którzy odchodzą. One są zawsze z nami - w naszych sercach... I w naszych wspomnieniach pięknych, wspólnych chwil... W tym wszystkim, co wniosły w nasze życie i co w nim zmieniły...
A kiedy obdarzamy miłością i troską inne stworzenie dając mu jego własny czas i jego własne miejsce w naszych sercach - to powiększamy tylko nasze serca, tworzymy w nich nowe miejsce - nie wyjmując z nich przecież tych Psiaków, które odeszły.
Nasi odchodzący czworonożni Przyjaciele pozostawiają nam pewne przesłanie.
Daj szczęście i miłość kolejnej istocie. To jak spełnienie "Testamentu Kochanego Psa", który kiedyś cytowałam na forum, w wątku mojej Majeczki. Ona odeszła 28 sierpnia...
Mój labrador: MAJA
Suczka urodziła się:
??.04.2004 - 28.08.2012 (*)
Mój labrador: FIFI
Suczka urodziła się:
2011 (umownie: 30.09)
Dołączyła: 18 Cze 2012 Posty: 2125 Skąd: warszawa
Wysłany: 03-11-2012, 14:15
Majeczka jest z nami cały czas. Bo jest - i zawsze będzie - w naszych sercach.
Kochamy Ją i za Nią tęsknimy. I też jest tak, jak pisałaś o sobie - czasem moment wystarczy, by łzy płynęły same...
Od miesiąca rozkwita nasza Nowa Miłość. Ona nie zmienia tęsknoty, nie zmienia wspomnień. Nie osusza tych łez. Ale wnosi nowe zadania, nową radość: Radość dawania siebie, Radość troszczenia się, Radość kochania istoty, która oddaje się człowiekowi bez reszty. Wnosi nową, piękną Miłość, przed którą nie trzeba się bronić...
Anna Maja - bardzo podobają mi się Twoje posty o Majeczce, jesteś człowiekiem o ogromnym sercu. Bardzo się cieszę, że odkryłam to forum, pozwala mi wierzyć w ludzi....a to że odkryłam to właśnie pewnie również była sprawka Lady.
Ja wprawdzie z jednej strony, przez pierwszy tydzień po odejściu suni zarzekałam się, że "już nigdy psa"....ale tak naprawdę nigdy tak nie myślałam zupełnie na serio. Bo po prostu jest mi ciężko sobie wyobrazić, aby w moim domu nie było psa. Ale podjęłam świadomą decyzję, że jeszcze nie teraz, nie w tej chwili. Czekam do wiosny, wybrałam hodowlę, zbieram wyprawkę, gromadzę swoją wiedzę na ten temat. Chcę wiedzieć jak najwięcej, spłacam tym samym dług wobec Lady.....przyznaję, że choć bardzo się starałam, aby było jej jak najlepiej na pewno podczas jej życia popełniłam trochę błędów. Pozwoliłam jej tak szybko jeść (myślałam, że po prostu tak ma być, ze psy tak MAJĄ jeść)....pewnie to przyczyniło się do jej wrzodów. Nie popełnię już tych samych błędów, mam nadzieję że Ladunia mi wybaczyła i że to wszystko rozumie. Gdy ją dostałam miałam 13 lat. Choć zawsze byłam odpowiedzialna, to niewiele jednak podczas swojego nastoletniego życia wiedziałam o zwyczajach psa, jednak zawsze chciałam i starałam się ze wszystkich sił, aby miała raj na ziemi, była całowana, przytulana, rozpieszczana, niczego jej nie brakowało.
Twoja Maja odeszła sama, my musieliśmy odprowadzić Ladunię za TM. Nie było łatwo, ale zaczynała już cierpieć, nie mogliśmy tego przedłużać. Nie było z nią kontaktu....ona już chyba widziała świat za TM bo tak wpatrywała się w przestrzeń. Nie była już sobą.
Nie pojechałam z nią ten ostatni raz do weterynarza, zrobił to mój tato.....bo ja po prostu stchórzyłam, nie miałam wystarczająco siły. Pożegnałam się z nią w domu.....gnębiły mnie wyrzuty sumienia z tego powodu....chyba powinnam była jechać. Ale to JA po raz ostatni nosiłam ją na rękach i kołysałam ją.....te jej ostatnie minuty przed tym jak zaczęła znowu wymiotować i lecieć z rąk.
Ten pierwszy tydzień był taki fatalny. Dopiero co zaczęłam pracę po wakacjach, trzeba było skupić się na wszystkim, a ja nie mogłam.....płakałam w każdym koncie, gdy tylko nikt nie widział.
Teraz jest lepiej. Jestem gotowa na nową miłość.....ale cierpliwie poczekam na nią do wiosny.
_________________ Lady-1.06.1998 - 3.09.2012[*]
“Until one has loved an animal a part of one's soul remains unawakened.”
Kocham Cię Laduniu, najbardziej rasowa kundelko, biegaj szczęśliwa za TM.
Mój labrador: MAJA
Suczka urodziła się:
??.04.2004 - 28.08.2012 (*)
Mój labrador: FIFI
Suczka urodziła się:
2011 (umownie: 30.09)
Dołączyła: 18 Cze 2012 Posty: 2125 Skąd: warszawa
Wysłany: 03-11-2012, 19:08
Aggie, po pierwsze - nie możesz doszukiwać się jakiejś swojej winy w chorobie Laduni. Choroba wrzodowa miewa różne podłoża, także bakteryjne!!!
Przecież zapewniłaś Suni wspaniałe życie - pisałaś, ze Ona miała ponad 14 lat! Niewielu właścicieli ma tyle szczęścia ...
Jesteś doskonałym przyjacielem - nie pozwoliłaś Jej cierpieć. Ja wiem, jak trudna jest to decyzja. Ale w imię miłości i przyjaźni trzeba wyjść poza własne emocje - gdy nasze stworzenie traci komfort życia ( a stan braku kontaktu z otoczeniem to z pewnością nie jest komfort życia) - naszą rolą jest pomóc mu w przejściu za Tęczowy Most. Nie możemy wówczas myśleć o sobie... To byłby egoizm...
Tylko Ty możesz poczuć, kiedy jesteś gotowa na nową miłość. Czasem to spada na nas całkiem niespodziewanie. Trzeba tylko słuchać własnego serca. Jeśli czujesz, że chcesz poczekać - poczekaj. Daj sobie czas jeśli go potrzebujesz.
Ale jeśli w międzyczasie coś się zmieni, jeśli będziesz gotowa, jeśli poczujesz że to właśnie ten moment - nie odkładaj nowej miłości w czasie. Liczy się tylko Twoja gotowość. Nie to, co inni powiedzą, nie to, czy już wszystko przeczytałaś (i tak wciąż będziesz szukała odpowiedzi na nowe pytania... dokształcisz się na bieżąco)... Jeśli będziesz gotowa - po prostu otwórz swoje serce dla jakiejś psiej istotki. Daj jej to, z czego cieszyć się mogła przez 14 lat Twoja Ladunia - Twoją miłość.
Piszesz o konkretnej hodowli. Pewnie, jeśli masz jakieś plany hodowlane lub myślisz o wystawach - na konkretny miot z konkretnego miejsca trzeba poczekać. Ale jeśli nie o to chodzi, jeśli nie planujesz wystaw itd - pamiętaj też, że jest tak strasznie, tak przerażająco dużo labradorów skrzywdzonych przez los - nie, przepraszam, skrzywdzonych przez ludzi - które czekają na miłość, na dom, na to, by ktoś je pokochał.
Może na widok któregoś z nich zadrży Ci serce? Wtedy nie wahaj się. Idź za głosem serca.
Niezależnie od tego, czy będzie jeszcze jesień, zima czy już wspomniana wiosna.
Poczekam na konkretną suczkę z konkretnej hodowli...taką podjęłam decyzję. Zależy mi na wystawach w miarę możliwości no i na tych wszystkich badaniach itp...zawsze myślałam o labradorze, to było moje marzenie odkąd mój Śp. Dziadek mówił mi o tych psach, jakie są miłe, rodzinne i tym podobne. Mój dziadek kochał zwierzęta, myślę że mam to w dużej mierze właśnie po nim, był sędzią na wielu wystawach i sam hodował spaniele angielskie. Założył Związek Kynologiczny w Rzeszowie. W każdym razie....ja jakoś nie liczyłam tych lat u Ladusi. Ona zawsze była wesoła, pełna energii, była takim naszym wiecznym szczeniakiem. Śmialiśmy się, że będzie żyła dwieście lat bo miała z nami zupełnie bezstresowe życie. Planowałam labradora jeszcze za życia Laduni i za czasów kiedy była w pełni sił. Zawsze chciałam mieć zarówno rasowego pieska i kundelka i pokazywać ludziom, że są oba inne to kocham je zupełnie tak samo. Zawsze jednak były inne sprawy. A to studia, a to wyjazdy, szukanie pracy, problemy z pracą i tym podobne, czas leciał, no cóż życie.
Teraz żałuję, że kolejna suczka nie pojawiła się właśnie gdy Lady była w pełni sił, bo myślę że wtedy łatwiej byłoby znieść jej odejście. Nikt przecież nie potrafi tak pocieszyć w trudnych chwilach jak właśnie pies.
Także planuję labradorkę i zobaczę czy mój dziadziuś miał rację . Swoją drogą niewyobrażalnie mi go brakowało właśnie wtedy gdy Ladunia była taka słaba....chociaż to już będzie w grudniu sześć lat jak umarł. Poprosił nas abyśmy się zaopiekowali jego kotem i tym sposobem Buras od kilku lat już mieszka z nami.
Nie jest wykluczone, że kiedyś będzie też i kundelek. Moim marzeniem jest, żeby mieć kilka psów, tych rasowych i również tych ze schroniska, tych biednych, brzydkich, zabiedzonych, kochać je i mówić im że są dla mnie najcudniejsze. I jeszcze chciałabym mieć swoją własną hodowlę labradorów, ale na dzień dzisiejszy nie jest to możliwe....wszystko kwestia pieniędzy, chyba nie dałabym rady na razie.
Tak więc czekam na labradorkę i powiem szczerze, że tymi wystawami, konkursami, szkoleniami chcę po części trochę uczcić pamięć nie tylko Lady ale również dziadka. Niestety nie doczekał tego, ale mam nadzieję że choć trochę byłby z tego zadowolony. Chociaż nie chcę żeby mnie ktoś zrozumiał w ten sposób, że liczą się dla mnie tylko te medale i sukcesy. Pies jest przede wszystkim do kochania. A ja tej miłości mam w sobie bardzo dużo.
A Ladunia będzie zawsze w moim sercu i tak jak pisałam, już nic tego nie zmieni że była moim pierwszym pieskiem. Tym "zwykłym" najukochańszym kundelkiem, a jakim mądrym, jak umiała słuchać, pocieszać. I teraz patrzy na mnie ze zdjęcia tymi swoimi mądrymi brązowymi oczami. I mam nadzieję, że gdzieś sobie biega albo odpoczywa z moim dziadkiem....przecież tyle razy się nią tutaj na ziemi opiekował jak ja musiałam gdzieś wyjechać. I to ona właśnie tyle rzeczy mnie nauczyła, dlatego tak bardzo bolą słowa "to tylko pies".....które niestety usłyszałam od niektórych ludzi w pracy w tym pierwszym najcięższym tygodniu.
Nie zamieniłabym tych 14 lat na żadne bogactwa świata.
[ Dodano: 02-12-2012, 20:34 ]
Już jutro mija trzy miesiące odkąd nie ma Cię z nami moja kundeleczko Laduniu kochana. Często Cię wspominamy, myślimy o Tobie i mamy nadzieję, że jesteś szczęśliwa i że na nas patrzysz.
Pozostaniesz na zawsze w naszych sercach
[ Dodano: 02-12-2012, 20:38 ]
Laduniu jutro mijają już trzy miesiące
Na zawsze pozostaniesz w naszych sercach, mamy nadzieję że jesteś szczęśliwa i że na nas patrzysz od czasu do czasu.
_________________ Lady-1.06.1998 - 3.09.2012[*]
“Until one has loved an animal a part of one's soul remains unawakened.”
Kocham Cię Laduniu, najbardziej rasowa kundelko, biegaj szczęśliwa za TM.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum