Kochana Psinko nie wiedziałam o twoim istnieniu do dnia dzisiejszego.
Czytając od pierwszego postu twoją historię płakałam i płazę nadal,
Nie potrafię zrozumieć jak można było wyrządzić ci tyle krzywdy.
Vivuś ja wiem iż w życiu musi być równowaga i wiem ze osoba która tego dnia Cie skrzywdziła nie zazna spokoju, i wróci to do niej prędzej czy później, to zło .
(nie mówię tu o wypadku i śmierci Psinki)
Teraz już nie ma znaczenia, jak doszło do twojej śmierci,
Sunieczko kochana, bardzo żałuję ze poznałam Cię dopiero po twojej śmieci,
i nie było mi dane spotkać Cię ,
Twoja historia nauczyła mnie jednego iż nie ważne czy woda czy ląd na swojego podopiecznego trzeba uważać , pilnować ..
Jestem zdania iż pies jest jak dziecko a dziecka nikt NORMALNY by nie zostawił bez opieki w pobliżu wody ...
Wiem też ze żadne więcej "mądre rady" ludzi aby nauczyć szczeniaka chodzenia bez smyczy w mieście mnie już nie przekonają ..
Vivien teraz już biegasz o własnych siłach po zielonych łąkach za tęczowym mostkiem, gdzie nie ma bólu, zła i cierpienia..
Kochana sunieczko skrzywdzona przez los,
Nie zdążyłaś poznać swojego człowieka ale ja wiem ze on gdzieś Był /Jest
Mój labrador: Bujka
Suczka urodziła się:
30.10.2010
Wiek: 43 Dołączył: 08 Mar 2011 Posty: 169 Skąd: Gniezno
Wysłany: 09-02-2013, 22:57
Ja miałem ten zaszczyt zobaczyć psinkę osobiście. Nie wyobrażam sobie co czuła jak tam wpadła.... Od dzisiaj 100 razy się zastanowię zanim moją sunię wypuszczę gdzie kol wiek aby sobie popływała.
[*] biedna sunia
Historia Vivi, ktora dzis poznalam wzbudzala we mnie caly wachlarz emocji... Na poczatku byla wscieklosc... zamiast cieplego domu, pelnej miski, zabawy i demolowania domu tulaczka i pseldo opiekun, kawalek sznura, i tragedia, bo kura byla na rosol , psinka lezala w stodole, bez jedzenia, opieki... Potem nadzieja... znalazla sie bohaterka, ktora nie przeszla obok Vivi obojetnie, zarejstrowala sie na forum nie majac nawet laba, po co? Zeby znalezc pomoc, wsparcie... Kiedy ogladalam zdjecia Vivi u tymczasowych opiekunow (wam wszystkim naleza sie medale) caly czas mialam rogala na twarzy. Moze malutka nie miala stalego domu, ale podbila tyle ludzkich i psich serduch, ze na pewno otrzymala mase milosci i pomimo swojej niedyspozycji byla szczesliwym psiurem. Teraz jest tam za teczowym mostem, jest tam tez moja Sonia i pewnie cala masa waszych psiakow, i pewnie teraz biega na zdrowych czterech lapkach i bawi sie z naszymi piechami Tak wiec kochami glowy i uszy do gory, nie byla z nami dlugo, ale swoim zyciem, zabawa i przedewszystkim determinacja zostala prawdziwa ikona psiego przyjaciela,, o takich piechach pamietamy zawsze...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum