Oddam 1,5-roczną sunię rasy labrador. Ma na imię Inez. Początkowo bardzo zaniedbana wychowawczo (nie zsocjalizowana, rozpuszczona), w wieku 6 m-cy adoptowana, była przygotowywana do asystentury dla osoby z niepełnosprawnością, ale jest zbyt żywa i potrzebuje właściciela sprawnego fizycznie, najlepiej preferującego aktywny tryb życia. Świetnie i szybko się uczy, lubi pomagać, współpracować, nie mniej potrzebuje zdecydowanej, konsekwentnej, ale miękkiej ręki, cierpliwości i serca.
Jest zaczipowana, wysterylizowana, zdrowa, szczepiona na bieżąco, zadbana, ma rodowód. Karmiona jest od dziecka Joserą, obecnie "Balance". Inne karmy są kiepsko tolerowane, z wyjątkiem barf-a. Jest nieopanowanym żarłokiem i często kradnie jedzenie, zwłaszcza dzieciom, ale wagę ma prawidłową. Uwielbia jabłka - są lepsze od kiełbasy
Kocha dzieci, jest bardzo łagodna - wskazane jest ewentualnie towarzystwo starszych dzieci ze względu na spontaniczne wybuchy radości psa i energię, jednak w stosunku do młodszych jest bardzo cierpliwa. Wobec innych psów nie jest dominująca nawet na własnym terenie, ale - gdy są blisko - wita się z nimi dość spontanicznie. Nie goni gołębi, kotami jest zainteresowana raczej jako czymś z czym "można się chyba pobawić", kaczki to fajna rzecz do gonienia i łapania, koń do obszczekania. Brak doświadczeń z innymi zwierzętami. Nie niszczy mieszkania, jeśli ma zajęcie w postaci konga. Rowerzyści, rolkarze, biegacze itp. zjawiska są jej obojętne, gorzej z piłkami i frisbee, które uwielbia. Dobre byłoby dla niej (ale nie konieczne) psie towarzystwo. Prawdopodobnie chętnie uprawiałaby sport lub jeździła na polowania (lubi tropić), świetnie pływa, ambitnie współzawodniczy z psami, nie ma lęków.
Warunki adopcji:
1. umowa adopcyjna,
2. przyszły właściciel musi znać i stosować metody pozytywnego wzmacniania (m.in. aby utrzymać efekty szkolenia i radzić sobie z nią) lub wyrazić gotowość uczestnictwa w szkoleniu metodami pozytywnymi (rozpoczęcie zaraz po adopcji),
3. pies domowy, bardzo potrzebuje bliskości człowieka - żadnych kojców, stróżowania, mieszkania w garażu, itp.
4. wizyta przedadopcyjna i poadopcyjna, stały kontakt przynajmniej przez pierwszy okres po adopcji.
Postanowiłam ją oddać, bo fizycznie nie daję rady zapewnić jej dostatecznego ruchu. Jest energiczna, bystra, skoczna, a ja powolna. Chodzi na luźnej smyczy, nie ciągnie (czasem napina lekko smycz, co dla mnie jest trudne, dla osoby sprawnej niezauważalne), nie szarpie, już nie ma pomysłów typu: pobiec za psem ciągnąc opiekuna - wyprowadza ją często szczupły 13-latek wraz z innym dużym psem (na ostatnich zdjęciach). Jest raczej posłuszna. Tyle, że często aż przebiera łapami, albo podskakuje w miejscu żeby pobiec, rozpędzić się, wskoczyć do wody. Dlatego psina jest ciągle strofowana i ograniczana, a mnie jej szkoda i nie chcę jej unieszczęśliwić, ani tym bardziej złamać.
Długo biłam się z myślami, bo jestem z nią związana, ale ja sobie dam radę, a pies jest bezbronny. Dlatego szukam naprawdę dobrego domku.
Nie chciałam się tu wypowiadać, ale dla mnie ta sytuacja jest wystarczająco stresująca i trudna, by znosić jeszcze oceniające komentarze.
nathaliena napisał/a:
Pamietam Lunkę i adopcyjną właścicielkę, eh, brak słów...
Ocenianie ludzi bez znajomości tematu to nadal - jak widzę - fajna rzecz... dla oceniającego...
Aleksandra napisał/a:
jakie ma smutne oczy, śliczna
Ma takie obwisłe fafle. A na tych konkretnych zdjęciach jest po prostu śpiąca.
Poza tym jest bardzo kochana i właśnie dlatego chcę znaleźć jej domek bardziej właściwy, jak ten w którym jest. Napracowałam się, zreformowałam psiczkę i to wyłącznie pozytywnymi metodami, przy pomocy trenera, behawiorysty, żywieniowca. Zapewniam jej maksymalnie dużo ruchu nawet własnym kosztem.
Ale z psa mającego charakter sportowca nie chcę robić asystenta osoby niepełnosprawnej, bo musiałabym to zrobić siłą/naciskiem, co mogłoby złamać psa.
Nie umiem opisać, jak bardzo się z nią związałam. Ale ja dam sobie radę, bo jestem człowiekiem. Pies jest bezbronny - nie obroni się przed przemocą, jaką byłoby naginanie jej na siłę do obowiązków asystenta.
Tak - czuję się winna i długo walczyłam o to, by dostosować się do psa. Niestety postępy choroby okazały się silniejsze, tego nie da się przeskoczyć, to nie są ograniczenia charakteru, tylko bariera fizyczna.
Bardzo więc proszę, zachować dla siebie swoje negatywne oceny.
To jednak Luna, czytałam jej wątek na Primie. Biedna sunieczka juz drugi raz musi szukać domku tylko dlatego że trafiła znowu na nie odpowiedzialnych ludzi, którzy potraktowali ją jako zabawkę.
A co ciekawsze Nevada, wtedy jako pierwsza ostro skrytykowała na forum poprzednią właścicielkę.... ot taki paradox
A co ciekawsze Nevada, wtedy jako pierwsza ostro skrytykowała na forum poprzednią właścicielkę.... ot taki paradox
Gdybyś doczytała, to zobaczyłabyś, że skrytykowałam sposób ogłoszenia, a nie to, że ludzie szukają nowego domu. Do dziś utrzymujemy stały, sympatyczny kontakt.
Kasia82 napisał/a:
tylko dlatego że trafiła znowu na nie odpowiedzialnych ludzi, którzy potraktowali ją jako zabawkę.
Tak? To zapraszam do siebie.
I przestań. Prosiłam, jak ludzi... w tym jest także mój dramat...
A ponadto - znasz receptę na to, by dokładnie ocenić charakter psa w przypadku adopcji? Takie ryzyko, jak niedobranie się opiekuna i psa zawsze istnieje.
Natomiast dzięki temu, że pracowali z nią behawiorysta, trener i ja przez ponad rok i 24 godziny na dobę, a także zainwestowałam w nią kupę sił i środków pies ma szansę na szczęśliwą przyszłość.
M.in. ryzykowałam już całkowite kalectwo gdy w ciągu kilku pierwszych miesięcy przeciągnęła mnie kilkanaście razy przez trawniki, klomby, śmietniki, naderwała mi ścięgno w ręce, bo inaczej wpadłaby pod samochód, latałam z nią - zamiast spać - po nocy, żeby przyzwyczaić do wychodzenia wieczorem (po ciemku) w dodatku co pół godziny żeby umiała się wtedy załatwić, bez względu na moje problemy spotykałam się z odpowiednio dobranym psim towarzystwem, żeby nauczyła się sygnałów psich, jeździłam specjalnie komunikacją miejską, pociągami, kolejkami, staczałam boje z ochroną w centrach handlowych, biurach, żeby ją zsocjalizować i dodatkowo na szkolenia indywidualne. Czytałam, oglądałam filmy, uczyłam się, szukałam sposobów, by pomóc psu zaistnieć we wspólnym świecie. Przez ponad rok podporządkowywałam swoje życie psu w nadziei, że uda się nam w końcu dograć. Na moim profilu na FB ma niemal 300 zdjęć, co niektórzy ocenili jako nieszkodliwego, ale bzika.
To nazywasz nieodpowiedzialnością i zabawą?
Nieodpowiedzialnością byłoby moim zdaniem złamanie psa tylko po to, by udowodnić swoje czy też by udowodnić, że każdego psa można nauczyć wszystkiego i wtłoczyć w każde ramki..
To byłoby bardziej bolesne dla niej, niż zmiana domku na dobry, przyjazny i aktywny.
Kocham ją niemal, jak własne dziecko. Ale właśnie kochający rodzic musi m.in. umieć wypuścić swoje dziecko z gniazda, żeby stworzyło własne życie, a nie trzymać na siłę przy sobie, gdy dziecku będzie to wyrządzało krzywdę.
Mój labrador: Bari (Waldi Niewierskie Łąki)
Pies urodził się:
20.12.2001
Mój labrador: Goya
Suczka urodziła się:
01.03.2012
Pomogła: 5 razy Dołączyła: 12 Gru 2010 Posty: 2513 Skąd: z labusiowej doliny
Wysłany: 25-07-2013, 15:35
nevada, jako dorosła, odpowiedzialna osoba, powinnaś wiedzieć, jakie ryzyko podejmujesz, adoptując psa.
Ja też mam w domu wariata, niszczyciela, psa- demolkę. Nic nie wskazywało na to, ze z niej taki diabeł, a jednak, do tego dochodzi agresja lękowa, lęk separacyjny, jest ciężko, klatka kennelowa była koniecznością. Trzeba się liczyć z tym, że wystąpić mogą duże problemy z psiakiem. A pisze o tym, by znów to biszkoptowe malenstwo nie zostało przekazane w kolejne i kolejne ręce, a trafiło do osooby, która się nie podda. Nie jest to ocenianie, ale raczej przygotowanie potencjalnych chętnych na to, co może się wydarzyć.
Możeto przykre, co napiszę, ale zawsze jestem przeciwnikiem adopcji szczeniaków i bardzo młodych psów, przez osoby starsze, właśnie dlatego, że mogą nie podołać fizycznie.
Mam nadzieję, że dziewczynka znajdzie wreszcie swój domek, na zawsze i świadomych, odpowiedzialnych ludzi, tego jej życzę
nevada,
Ja też mam w domu wariata, niszczyciela, psa- demolkę. Nic nie wskazywało na to, ze z niej taki diabeł, a jednak, do tego dochodzi agresja lękowa, lęk separacyjny, jest ciężko, klatka kennelowa była koniecznością. Trzeba się liczyć z tym, że wystąpić mogą duże problemy z psiakiem.
Zwróć uwagę, że z tym psem JUŻ nie ma problemów. W przeciwieństwie do Twojego, Inez NIE jest wariatem, niszczycielem, itp.
Jest po prostu energicznym, bystrym, piekielnie inteligentnym i ukochanym labkiem. Z początku zniszczyła mi wersalkę, dywan, narzutę, ale to się nie liczyło i nie liczy. Uwielbia do dziś zjadać/szarpać wszelkie zabawki ze sznurka, ściereczki, szmatki. Ale raczej nie niszczy moich przedmiotów, gdy ma swoje sznurkowe zabawki. Spuszczona na sekundę z oka potrafi ukraść śniadanie, albo ściągnąć sobie ściereczkę do naczyń z szafki. Trzeba mieć ją na oku, bo jest bardzo żywa i potrafi z tego powodu broić. Nie jest ideałem, ale pies jest psem i ma swoje "za uszami", ale jej charakter opisuje nadane jej nowe imię - mimo niemal białej barwy.
Zrozum! Ona jest cudownym psem. Ale ja jestem dla niej zbyt powolna. Ona potrzebuje aktywności. Będzie wspaniałym psem towarzyszącym w wycieczkach pieszych, rowerowych, wyjazdowych, w joggingu czy nordic walkingu - m.in. uwielbia jeździć autem, kocha lasy i tropienie w nich - tudzież w zabawach frisbee i piłkami, rzutkami, w biegach przez przeszkody, pływaniu itp.
To przede wszystkim ona się ze mną męczy... w tym jest problem... ja jestem tu w drugiej kolejności... i ja sobie dam radę...
Wybacz, nie spuszczę jej ze smyczy przy ruchliwej 6-pasmowej ulicy w centrum miasta, bo zdarza się jej rozbrykać, a jednocześnie nie mam serca jej ciągle strofować, a muszę, gdy za nią nie nadążam...
Nie mam w swoim otoczeniu ludzi aktywnych, którym mogłabym przekazać Inez.
Wiem, że Wam zależy na jakości adopcji, dlatego zwróciłam się do Was, ale proszę o odrobinę wczucia się w sytuację... Nie moją, tylko psa...
Mój labrador: Bono (*)
Pies urodził się:
ok. 13 lat
Mój labrador: Ayla (*)
Suczka urodziła się:
około 10 lat
Mój labrador: Figa, Merlin
Suczka urodziła się:
około 10 lat, około 10 lat
Pomogła: 1 raz Dołączyła: 15 Lis 2012 Posty: 349 Skąd: Warszawa
Wysłany: 25-07-2013, 16:36
Nevada dzień dobry. Na forum Fn.Prima (krynia) pisałam ,ze w Twojej sytuacji powinnaś wziąć sukę spokojną, dorosłą. Odpowiedziałaś wtedy, że prawdopodobnie to jest Twój ostatni pies i chcesz szczeniaka, żeby razem dożyć późnej starości. Nie oceniam powodów, dla których szukasz domu dla Luny/Inez, ale to pies ucierpi na tym najbardziej, Ty jak sama napisałaś dasz sobie radę. Pies od nowa będzie musiał uczyć się nowego życia, wszyscy niby wszystkimi czterema kończynami podpisujemy się pod tezą, że pies nie jest rzeczą, a mimo to traktujemy je nieco instrumentalnie.
Tak na marginesie, z tego co pamiętam masz córkę posiadającą labradora, czy ona nie mogłaby zabrać suni do siebie?
Tak na marginesie, z tego co pamiętam masz córkę posiadającą labradora, czy ona nie mogłaby zabrać suni do siebie?
Niestety, ich sytuacja się zmieniła i nie dadzą rady z drugim dużym psem, często wyjeżdżają też do teściów, bo mama uszkodziła kręgosłup. W ten sposób odpadły mi jednocześnie 2 potencjalne domki dla Inez.
Mój labrador: Bono (*)
Pies urodził się:
ok. 13 lat
Mój labrador: Ayla (*)
Suczka urodziła się:
około 10 lat
Mój labrador: Figa, Merlin
Suczka urodziła się:
około 10 lat, około 10 lat
Pomogła: 1 raz Dołączyła: 15 Lis 2012 Posty: 349 Skąd: Warszawa
Wysłany: 25-07-2013, 17:03
Chciałabym Ci pomóc, ale nie mogę wziąć czwartego psa. Mam dwoje starszych specjalnej zdrowotnej troski i jedno młode suczydło, które ma diabła pod skórą Prześlij linka do wydarzenia na FB, będę udostępniać i rozsyłać
Ludzie przestańcie krytykować oceniać bo to nie ma sensu,mamy znaleźć domek dla Inez.
Szacun dla Newady że zgłosiła się do forum a nie wywaliła psa w lesie.
Wiem że są sytuacje gdzie życie potrafi rozwalić nawet najlepszy plan.
Gdy jestem na wizytach PA nigdy nie zachęcam do adopcji psa,wręcz pokazuje ich złe strony,przeważnie zabieram ze sobą swoje psy i pozwalam im się na wizycie rozkręcić.
Jeżeli ktoś po takiej wizycie nadal chce psa to wiem że pies nie wróci z adopcji.
Więc nie komentujemy tylko szukamy domu.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum