Mój labrador: Czeko
Pies urodził się:
24 czerwca 2008
Wiek: 49 Dołączyła: 24 Sie 2008 Posty: 103 Skąd: Warszawa
Wysłany: 11-01-2009, 21:43 Czy i w jakim wieku Wasze labki się wyciszyły, dojrzały?
Błagam napiszcie,że tak,bo jestem dzisiaj w kiepskim humorze
Moja psinka zgotowała nam dziś miłą niedzielę,przegryzając kabel od telefonu i światełka od choinki.
kabel od światełek odkryliśmy dzisiaj,ale musiał to zrobic wcześniej,cud,że przy tak nadgryzionym kablu,mieszkanie nam się nie spaliło
Poza tym ,mam problem w ciągu tygodnia.Zostawiam młodego na dwie, czasami trzy godziny samego i za każdym razem,jak wracam,coś jest zniszczone.
Specjalnie wychodzę z nim wcześniej na długi spacer,żeby go wymęczyc,ale to nic nie daje.
mam wrażenie,że jak zamykam drzwi wejściowe,to w psie budzi się diabeł.
A jak jesteśmy w domu,to aniołek śpi jak zabity,przez 3 h.albo i dłużej.
Nie wiem,co mam robic.???
Niestety nie wszyscy są tacy wyrozumiali,jak ja i widzę,że mojemu małżonkowi cierpliwość się kończy
_________________
Ostatnio zmieniony przez tenshii 03-10-2012, 21:01, w całości zmieniany 2 razy
Dołączyła: 26 Sie 2008 Posty: 187 Skąd: okolice Krakowa
Wysłany: 11-01-2009, 21:54
blekitny.zamek napisał/a:
Nie wiem,co mam robic.???
Może postaraj się o klatkę i naucz psa przebywania w niej.
Moja też kiedyś przegryzła kabel od telefonu i to tak precyzyjnie że myśmy słyszeli ale nas nie było słychać. Nie niszczyła mebli, raczej drobniejsze przedmioty(np.dość drogie okulary do czytania), jednak straty były większe niż koszt klatki. Wyrosła z tego ale nie tak szybko, miała chyba ze dwa lata...
Mój labrador: Kaja
Suczka urodziła się:
04/09/2007
Wiek: 79 Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 351 Skąd: Lublin
Wysłany: 11-01-2009, 23:13
blekitny.zamek, radzę Ci ostrożnie poinformować małżonka o konieczności zachowania cierpliwości na dłużej, bo labki dłuuugo dojrzewają..
I niestety do tego czasu mieszkanie trzeba odpowiednio zabezpieczyć. Moi znajomi zrobili kratki z drewna mocowane w drzwiach, co załatwiło im sprawę..
Dla pocieszenia powiem Ci, że moja diablica prawie puściła nas z torbami... , a co najmiej udało jej się obniżyć nam "standart życiowy".
Baszka [Usunięty]
Wysłany: 11-01-2009, 23:27
blekitny.zamek, BlueDiego, ma rację... ja dołożę konsekwencję w wychowaniu,a za jakiś czas ,zapomnisz o dzisiejszych wybrykach(jak w moim przypadku) bo psiur odpłaci Ci przywiazaniem...słodkimi ślepkami...i rozumieniem Ciebie.WYTRWAŁOŚĆI!!!
A czy Zamykasz go ... czy Dajesz swobodę.
Z wiedzy o moim szkodniku, podpowiadam to drugie. Gdy tylko zamykałem go wychodząc, demolkę taką urządzał, że po wejściu cofałem się sprawdzać numer domu, czy to ... aby na pewno ten. Od czasu gdy powiedziałem, że mam to w rzyci... sytuacja się odmieniła. Owszem dalej mam lekkego cykora, gdy zdarza się, że musi zostać sam, z drugiej jednak strony tak organizuję życie domowe, że większość zdarzeń jest ustawiana pod niego. I ja czuję się lepiej... i pies merda ogonem... no a chata rada, że jeszcze na remont trochę poczeka. Dużo optymizmu życzę, bo w ślad za tym przychodzi prawdziwa radość bycia szcześliwym posiadaczem laba.
Kala jeszcze nie dorosła ... ciekawe kiedy to nastąpi ...
ale w domu to ona jest grzeczna niesłychanie, śpi i chrapie cały dzień
za o na dworze czasami diabeł w nią wstępuje obecnie spotęgowany wrażeniami śnieżnymi
_________________
Baszka [Usunięty]
Wysłany: 12-01-2009, 00:08
gusia1972, Twoja jeszcze nie dorosła?,a co powiesz o moim "staruszku" ?, a na spacerze szaleje jak szczeniak.
Mój labrador: Sara i Nero (nie lab)
Suczka urodziła się:
18.05.2006
Pomogła: 1 raz Wiek: 63 Dołączyła: 21 Cze 2008 Posty: 806 Skąd: prawie Gdańsk
Wysłany: 12-01-2009, 00:15
blekitny.zamek, z domowych demolek moja wyrosła jakiś rok temu, ale na spacerach nadal wariuje. Dzisiaj byłyśmy na pierwszym swobodnym (po cieczce) spacerze w lesie - Sara szalała tak, że momentami zaczęłam wątpić, czy uda mi się ją przywołać. Na całe szczęście wystarczyło raz schować się za drzewem i suka przypomniała sobie, że trzeba się pańci pilnować. A poza tym ja przyjęłam do wiadomości, że to "futro wypełnione energią i pełne zwariowanych pomysłów" - do tego stopnia, że kiedyś popędziłam z nią do weta na badania, bo coś za spokojna była .
JA NIE WIEM CZY zarusia wyrosla z rozrabiania....bo jak narazie jestesmy w polsce i mala ciagle z kims jest i nigdy nie jest sama...ale juz niedlugo wracamy do Anglii..zacznie sie praca.. i normalne zycie...i wtedy zobaczymy.... co mala bedzie robic..podczas naszej nie obecnosci
_________________ Jeśli w niebie nie ma psów, to chcę pójść tam gdzie po śmierci idą one...
Nasza ponad dwuletnia Hana z niszczenia co prawda wyrosła (juz nie mam cykora o ściany, dywaniki itp).
Pozostała jej jedna przypadłośś, mianowicie wojuje ile sił na naszym łóżku, rozwala poduchy, wyciąga spod nich piżamy i roznosi po całym mieszkaniu, mamląc je przy tym tak, ze jak wracam mogę je wyciskać!!!!!!!!!
Wyczytałam, że w ten sposób chce nas cały czas czuć pod naszą nieobecność!!!
Czy Wasze laby tez tak robią? Dodam jeszcze, ze nie wystarczy zamknięcie drzwi do sypialni, bo wniestety nie mam w sypialni drzwii w ogóle!!!!
Dla mnie to spory problem, bo piżamy są uszkodzone i tak wymemlane, ze co dzień śpimy w innych! Kończą mi sie zapasy, powoli zaczynam mieć deficyt bielizny nocnej!!!hehehe
_________________ "Pies zadaje ból tylko wtedy, gdy umiera"
... Negro na zawsze w naszych serduszkach ...
To ja was też nie pocieszę mój prawie trzy letni labek nadal pod nieobecność członków rodziny urządza sobie demolki i wszsytko niszczy, myślałam, że przeszło jak pojawił się drugi pies, owszem jest lepiej, a trochę czasu było nawet super (bez demolek) ale znów widzę, że jak wracam do domu to leży tynk koło ściany i inne rzeczy poszarpane, pogryzione, teraz jeszcze mam tak, że jak ten drugi pies młodszy zacznie demolke to ten starszy się przyłącza czyli mały ściąga wszystkie rzeczy z góry a potem wpólnie je gryzą i tak zawsze jak nikogo nie ma i obojetnie czy są po spacerze krótkim czy bieganiu kilkugodzinnym w lesie, jedyną rzeczą jaka mogła wyciszyć mojego labka na dłuższy czas to było jak męczył się psychicznie na szkoleniu, a nie fizycznie biegając, ale szkolenie się skończyło i demolki wróciły ale od wiosny na następne idziemy..., powodzenia trzeba byc cierpliwym. Ja już nie zwracam na to uwagi jak wracam, nie krzycze bo i tak nie zrozumie za co to, a poprostu sprzątam i już i ciesze się, że je widze a one mnie:) takie coś uczy bardzo cierpliwości i wydaje mi się, że jak tak nie zwracam uwagi na to to mniej jest takich akcji w domu.
To ja na pocieszenie napisze,że Chopper od małego był grzeczny pod naszą nieobecność,nie niszczył,nie gryzł,czasem jak nie schowaliśmy to pogryzł kapcia,zresztą kapcie gryzie do dziś.Ale demolek nam nie robił.Kiedyś ktoś mądry powiedział nam,że ludzie popełniają podstawowy błąd,będąc ze szczeniakiem przez pare miesięcy non-stop,a potem nagle go zostawiają samego co jest dla niego wielkim szokiem.Nasz zostawał od 7 tyg.życia sam po pare godzin(2-3),bo my pracowaliśmy,wpadałi do niego mój brat i bratowa co pare godzin,sprzątnęli siku i kupe,dali jeść,pobawili się,czasem posprzątali porwane gazety(wtedy na nasze szczęście pracowali na zmiany) i zostawiali go dalej samego.Myślę,że choć nieświadomie wtedy,ale zrobiliśmy mądrą rzecz,miał do dyspozycji początkowo kuchnie i przedpokój,a potem stopniowo rozszerzyliśmy mu wejścia do pokoi.Teraz wysiaduje czasami i 10 h sam i jedyne co zrobi to wezmie sobie naszego jaśka z łózka i zaniesie na przedpokój
Mój tak jak Chopperek, zostaje i nic nie niszczy. Jak był malutki to kilka kapci załatwił i kabelek od telefonu, ale to wszystko przy naszej obecności. Raz w życiu była demolka - poprzesuwane dywany, meble itp. Więcej nigdy, chociaż zawsze ma całe mieszkanie do dyspozycji.
blekitny.zamek napisał/a:
A jak jesteśmy w domu,to aniołek śpi jak zabity,przez 3 h.albo i dłużej.
a czy nie lepiej aby wtedy się bawił, a spał jak was nie ma?
Dołączyła: 26 Sie 2008 Posty: 187 Skąd: okolice Krakowa
Wysłany: 12-01-2009, 17:25
wacha napisał/a:
jedyną rzeczą jaka mogła wyciszyć mojego labka na dłuższy czas to było jak męczył się psychicznie na szkoleniu, a nie fizycznie biegając
Moja też się uspokoiła w domu jak poszła do szkoły. I właściwie cały czas się czegoś uczy, jak nie w szkole to ze mną w domu.
Na zostawanie w samotności ja miałam jeszcze inny sposób - przed wyjściem z domu kazałam zawarować, rozsypywałam trochę karmy po podłodze i zanim zamknęłam za sobą drzwi pozwoliłam jeść. Tak jest do dziś choć i bez tego poszłaby pewnie spać.
Mój labrador: Czeko
Pies urodził się:
24 czerwca 2008
Wiek: 49 Dołączyła: 24 Sie 2008 Posty: 103 Skąd: Warszawa
Wysłany: 12-01-2009, 18:55
blekitny.zamek napisał/a:
A jak jesteśmy w domu,to aniołek śpi jak zabity,przez 3 h.albo i dłużej.
a czy nie lepiej aby wtedy się bawił, a spał jak was nie ma?[/quote]
Pewnie,że lepiej,tylko jak to zrobić. Przed wyjściem wychodzę z nim na godzinny spacer na pola i do lasu.
Ktoś napisał,że lepiej,jak pies ma wolny dostęp...na początku miał i tak za każdym razem,zbierałam wywalony kubeł ze śmieciami,patelnie,którą zrzucił z pieca na podłogę,obgryzioną książkę pożyczoną przez syna w szkolnej bibliotece itd.
Wrzuciłam w wyszukiwarkę klatki,obejrzałam,ale nie za bardzo mam na nią miejsce
Postanowiliśmy,że założymy do dużego pokoju(nie mam drzwi) furtkę,taką,jak dla małych dzieci na schody. To załatwi sprawę bezpieczeństwa komputera i innych cennych rzeczy.
A w przedpokoju,no cóż,może co najwyżej zjeść szafę i obgryźć ściany. Chociaż,mój małpiszonek pewnie jeszcze coś wymyśli
Dzięki za odpowiedzi,większość psiaków jednak się uspokoiła,więc jestem dobrej myśli
pozdrawiam
_________________
Baszka [Usunięty]
Wysłany: 12-01-2009, 19:06
Ja robiłam kiedys to co BarbaraS, i był spokój,po powrocie czysto,ale ostatnio zostawiłam Firetowi suszone ucho (jeden z przysmaków) jakie było moje zaskoczenie gdy po kilku godz. nieobecności wracam i ucho jest prawie nienaruszone,psiur wita mnie rozespany....a ucho zniknęło w mojej obecności w ciągu 10 minut.
blękitny.zamek czytam ostatnią wypowiedz...i TAK ograniczony dostęp na razie to jest to
U nas to była tragedia.. Od początku psiak zostawał sam. Raz na godzinkę, później na dwie, trzy i było OK. Aż pewnego pięknego dnia.. TRACH! Wszystko się zmieniło i zaczęły się demolki.. Za meble tylko raz się wziął (poobgryzał drewniane oparcie na fotelu), no ale płyty, zdjęcia, buty (jego pasja!), dywaniki (druga jego pasja!), gąbki z łazienki, z kuchni, ścierki, piżamy, skarpetki (zjadał je podczas naszej nieobecności, a później nimi wymiotował pół nocy.. ), zalał nawet mieszkanie, a przy okazji sąsiadów..
Z wiekiem mu nie przechodziło.. Wybieganie nie pomagało, nic nie pomagało.. Suszone uszy, wielkie kości, napakowany kong, chowanie przysmaków, chowanie zabawek a przed wyjściem "oddawanie" tych ulubionych.. Kupiliśmy więc klatkę i to najlepsze rozwiązanie na jakie mogliśmy wpaść. Psiak w niej sobie przebywa nawet jak jesteśmy w domu, śpi w niej i widocznie czuje się tam dobrze. Gdy wyjeżdżamy gdzieś zabieramy kołnierz weterynaryjny, bo niestety nadal niszczy.. Znacznie mniej, no ale dywan zawsze musi być nadgryziony czy poprzesuwany..
A Hojruś ma już skończone 2 lata..
Dodam jeszcze tyle, że jak zdarza się iż jesteśmy cały dzień w domu - pies anioł. Na dworze szaleje, ale przywołany - zawsze przychodzi. Słucha się. Nie mamy żadnych problemów, ale to nieszczęsne siedzenie w domu w samotności..
_________________ Oto jest miłość: dwoje ludzi spotyka się przypadkiem, a okazuje się, że czekali na siebie całe życie...
Ostatnio zmieniony przez cranbi 12-01-2009, 19:40, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum