Wysłany: 03-11-2014, 20:33 Pozostawienie psa na rok czasu...?
mam do was pytanie z powodu bardzo trudnej sytuacji musze pozostawić mojego pupila na rok u znajomych oczyście odwiedzać go bede 2-3 razy w tyg .... czy nie skrzywdzę go? szukałem informacji naen temat lecz nie znalazłem może wy mi pomożecie
Mój labrador: Dora - za Tęczowym Mostem [*]
Suczka urodziła się:
5.05.2001 - 27.09.2014
Mój labrador: Gloria
Suczka urodziła się:
23.09.2014
Pomógł: 1 raz Dołączył: 03 Paź 2014 Posty: 49 Skąd: Warszawa
Wysłany: 03-11-2014, 23:14
Znam podobny przypadek po sąsiedzku, w budynku, w którym mieszkam.
Nie ma tutaj jednej, dobrej, trafnej odpowiedzi. Nie oszukujmy się - przyjemności psu na pewno nie zrobisz, choć rozdzierającego dramatu też nie przy tej częstotliwości odwiedzin, jaką deklarujesz. Psu po prostu zatraci się poczucie tego, czyj on właściwie jest i utracisz z nim znaczną część więzi, czyli tego olbrzymiego i mozolnie budowanego kapitału, ale nie jest to proces nieodwracalny. Dokładnie takie coś obserwuję jak wspomniałem po sąsiedzku. Przy psie, który jest zrównoważony, łagodny, przyjazny wobec ludzi, da się z tym żyć, ale... no właśnie, zawsze jest jakieś „ale”. Ja bym tego swojemu psu nigdy nie zrobił, ale z drugiej strony współczesne życie, szczególnie w patologicznej pod wieloma względami Polsce jest, jakie jest, i czasami nie ma wyjścia, a sytuacje życiowe naprawdę są nieraz tak skomplikowane, by nie powiedzieć dramatyczne, że nie krytykuję Cię oczywiście, bo rozumiem, jak to bywa. Oby udało Ci się wybrnąć z tej sytuacji w takim czasie, o jakim piszesz, to myślę, że odbudowanie więzi z psem będzie jak najbardziej możliwe.
Dziękuje wam za odpowiedź ja obawiam się jak on sobie poradzi praktycznie z nowymi osobami....bedzie tam mial dom duzy ogród ne jak teraz mial w bloku....Nie chce go oddawac na tak długi czas serce sie kraja ale nie mam wyjścia Czy on będzie tęsknił?? więź jest między naami tak mi się wydaje bynajmniej bo nawet jak żona z nim na spoacerze a ja odejde to strsznie szczeka piszczy stoi nieruchomo:(
Siekiera będzie tęsknił napewno ale jak mus to mus.Ja ostatnio zrobiłam eksperyment i oddałam psa koledze którego Chopper ubustwia wprost i poprosiłam żeby poszedł z nim a ja w drugą strone.O jezu skowyt był niemiłosierny jak zobaczył że odchodze bez niego,zaparł się jak koń i obroża puściła tak parł do mnie.Za to koleżanki suczka poszła z nim bez oporu nie ohlądając się za panią.Każdy pies jest inny.
Mój labrador: Marron (Marian, Maryś, Maroni)
Pies urodził się:
02-07-2009
Mój labrador: Lutek (z DT na DS)
Pies urodził się:
25-01-2002 (RiP 30-03-2017)
Dołączyła: 26 Sie 2014 Posty: 404 Skąd: Szczytniki Poznań
Wysłany: 06-11-2014, 13:02
A ponadto, czego oczy nie widzą i tak dalej. Jeśli pies zostanie u kogoś w domu a Ty po prostu się pożegnasz, nie wylewnie, to jakiś smaczek załatwi sprawę. Co innego jest oddalić się kiedy pies widzi np na spacerze właśnie a co innego zostawić go pod stałą opieką kogoś nowego. Ważne aby ta opieka była właściwa i by pies miał zajęcie.
Mój labrador: Bari (Waldi Niewierskie Łąki)
Pies urodził się:
20.12.2001
Mój labrador: Goya
Suczka urodziła się:
01.03.2012
Pomogła: 5 razy Dołączyła: 12 Gru 2010 Posty: 2513 Skąd: z labusiowej doliny
Wysłany: 06-11-2014, 13:12
Madlen napisał/a:
Co innego jest oddalić się kiedy pies widzi np na spacerze właśnie a co innego zostawić go pod stałą opieką kogoś nowego.
u mnie nie przeszłoby, moje psy są za bardzo związane ze mną. Czy to na spacerze, czy w domu. Goya potrafi nie jeść przez kilka dni i nie ma chęci na spacer, czy zabawę, a Baruś leży pod drzwiami, płacze i szczeka, szuka mnie w każdym zakamarku.
Bardzo współczuję sytuacji.
u mnie nie przeszłoby, moje psy są za bardzo związane ze mną. Czy to na spacerze, czy w domu. Goya potrafi nie jeść przez kilka dni i nie ma chęci na spacer, czy zabawę, a Baruś leży pod drzwiami, płacze i szczeka, szuka mnie w każdym zakamarku.
Bardzo współczuję sytuacji.
Raz Chopper mieszkał u Ani i Dolara przez 5 dni i...no właśnie niby było ok,spacery,jedzenie,mizianie i zabawy,ale na każdym zdjęciu jakie dostawałam był smutek w oczach.Jak wróciliśmy do domu to zwyczajnie się na nas obraził,fakt na 1 dzień,ale jednak.I poza domem Ani nie chce zostawać więcej u nikogo,bo 2 godzinach stoi pod drzwiami,skomli,szczeka albo zaczyna się biegunka ze stresu.Spacery ze znajomymi bezemnie to tylko wkoło bloku i to mój pies dyktuje warunki wtedy.
Mój labrador: PUMA
Suczka urodziła się:
18.09.2009
Pomogła: 9 razy Dołączyła: 13 Sie 2011 Posty: 4947 Skąd: Wrocław
Wysłany: 06-11-2014, 13:19
Dla mnie też niewyobrażalne. Najdłużej zostawiłam 'samego' Zefirka na 2 tygodnie, w tym czasie został w mieszkaniu z innymi domownikami więc nie zmieniło się nic oprócz tego, że mnie nie było.
Przestał wychodzić z pokoju, nie chciał jeść, spacerować, bardzo przeżywał moją nieobecność. Teraz zabieram go wszędzie jeśli chodzi o wyjazdy.
Ale znam też psy, które świetnie się czują pod opieką innych a nawet obcych sobie ludzi.
Mój labrador: Asior
Pies urodził się:
27.06.2005 -08.02.2021
Pomogła: 5 razy Wiek: 39 Dołączyła: 18 Wrz 2008 Posty: 7384 Skąd: Nowa Sól
Wysłany: 06-11-2014, 18:51
Siekiera, ja powiem tak. Jak wyjeżdżałam w zeszłym roku na wakacje Asiora musiałam dać do koleżanki. Co prawda TŻ był w domu ale tak jak on pracuje to pies całymi dniami byłby sam.
Wróciłam po tygodniu. Koleżanka wypuściła Asiora na korytarz podszedł obwąchał mnie i wrócił do mieszkania bo kurczak z ryżem się studził
Dopiero po jakimś czasie gdy już usiadłam i się odezwałam zaczął czubek skakać z radości. Pies który jak na skazanie idzie na spacer z TŻ-em a nie ze mną. Poradził sobie super w nowym otoczeniu/ Mieszka tam jego najlepsza psia koleżanka a i moja znajoma go rozpieszczała. Psy mają łatwość aklimatyzacji, aczkolwiek pies jak człowiek każdy ma inny charakter.
Ryniu napisał/a:
Przyzwyczai się bez problemu. To przecież dotyczy wielu osób, które wyjeżdżają na studia stacjonarnie i też wizyty w domu są co kilka tygodni.
TRu jest inna sytuacja niż ta o której piszesz Ryniu jak ktoś wyjeżdża na studia to pies zostaje w domu RODZINNYM z innymi DOMOWNIKAMI zmienia mu się w życiu tylko to, że nie ma jednej osoby z rodziny. Tu zmieni się psu WSZYSTKO.
Jakbym JA miała zostawić psa u kogoś na rok to nie chciałabym psu robić wody z mózgu i nie odwiedzałabym go co 3 tygodnie.....
_________________ "Mieszańce chroni więc sama natura, psy rasowe chroni mądry dobór hodowlany, "rasowych bez rodowodu" nie chroni nikt i nic. O tym naprawę nie wolno zapominać!"
Ja zostawilam w tym roku obie moje sunie u zaprzyjaznionej sasiadki na 10 dni. Dusia ,zaakceptowala sytuacje natychmiast i nie okazywala oznak smutku czy tesknoty.Z Blondi bylo jednak zupelnie inaczej,odzywala tylko na spacerach,w domu byla bardzo zgaszona,na drugi dzien przestala jesc na 2 dni,piszczala po nocach,piszczala pod drzwiami w dzien,w nocy nie mogla sobie znalezc miejsca,siadala przy lozku sasiadki i budzila ja piszczeniem Kiedy wrocilismy psy byly juz przyprowadzone do domu. Dusia, dostala z radosci glupawki,a Blondi lezala na lozku,podniosla glowe i patrzyla na nas chlodnym wzrokiem,byla jakas taka...majestatyczna jak sfinks. Nie bylo radosci w tym dniu z jej strony,pare razy skromnie zamerdala ogonem i wyraznie nas unikala.Wielka radosc pojawila sie z przebudzeniem na drugi dzien
AnIeLa napisał/a:
Jakbym JA miała zostawić psa u kogoś na rok to nie chciałabym psu robić wody z mózgu i nie odwiedzałabym go co 3 tygodnie.....
ja tez nie,przynajmniej nie Blondi,bo Dusi to by chyba roznicy nie zrobilo
Mój labrador: Shila (Cocker Spaniel)
Suczka urodziła się:
2013
Mój labrador: Kiara [*]
Suczka urodziła się:
06.2007 - 04.07.2012
Wiek: 32 Dołączyła: 13 Mar 2014 Posty: 38 Skąd: Płock
Wysłany: 07-11-2014, 13:52
Od jakiegoś czasu prowadzę domowy hotelik. Pozwolę sobie opisać 3 różne przypadki, z którymi miałam do czynienia.
1. Skubi - mały kundelek. Opiekowałam się nim przez 3 miesiące. Pies był od maleńka ze swoją rodziną, był bardzo przywiązany i chyba wcześniej nie zostawał u obcych osób. Gdy tylko go przywiozłam latał po całym domu jak szalony. Potem leżał czujnie obok mnie. Postanowiłam wykorzystać to co on lubi czyli piłki. Skubi był psem blokowym, więc wzięłam go na działkę, gdzie biegał za piłkami. Był prze szczęśliwy. Potem może jeszcze dwa niepewności i potem pies czuł się jak u siebie. Gdy zawiozłam go do domu był prze szczęśliwy jak zobaczył swoją właścicielkę.
2. Coco - pinczerek. Mega rozpuszczony pies, ale zarazem bardzo delikatna. W wieku 4 lat po raz pierwszy została u obcych osób. Plusem było to, że była razem z kotką z rodziny. U Coco też najgorsze były pierwsze ok. 3 dni. Opiekowałam się nią chyba 3 tyg. Po tym czasie przyjechała po nią mama właścicielko, którą bardzo dobrze znała. Pomimo tego nie przejęła się zbytnio jej obecnością. Poem dowiedziałam się, że Coco potrzebowała całego dnia sam na sam z właścicielką, ponieważ po powrocie nie mogła się odnaleźć.
3. Przyjechał do mnie pan z psem rasy Flat Coated Retriever. Wieku dokładnie nie pamiętam, w każdym bądź razie pies był całkiem młody. Jego pobyt u mnie nawet nie doszedł do skutku, ponieważ pies był tak bardzo przywiązany, że gdy tylko jego właściciel wyszedł po coś do samochodu, pies był gotowy przeskoczyć bramę. Wcześniej zostawał tylko w swoim mieszkaniu i to też nie sam.
Tak jak wcześniej pisali forumowicze, wszystko zależy od psa.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum