Nazywam się Mokka. Jestem 4-letnim labradorem w kolorze czekolady.
DLACZEGO SZUKAM NOWEGO DOMU?
Nie, nie dlatego, że znudziłam się obecnym opiekunom. Nie, nie dlatego, że mają alergię na moją sierść. Nie powiększyła im się rodzina. Nie demoluję im domu. Nie, nie mają dosyć moich kłaków i rozchlapanej wody na podłodze. Moi obecni opiekunowie nie są niestety po prostu w stanie zapewnić mi tego, czego potrzebuję i stworzyć mi odpowiednich warunków do życia. Dlaczego? Życie potoczyło się tak, a nie inaczej – ktoś, kto postanowił wziąć mnie do swojego domu, nie chciał już niestety zabrać mnie ze sobą, gdy go opuszczał. Zostałam z moją panią, choć nie było to najlepsze rozwiązanie. Wiele osób radziło jej, żeby poszukała dla mnie lepszego domu, bo sama nie da sobie rady, ale ona bała się, że nikt mnie nie zechce. Nie potrafiła zdobyć się na to, żeby mnie oddać. Chciała spróbować być dla mnie opiekunem, choć w głębi duszy wiedziała, że zupełnie nie nadaje się do tego mentalnie a i tryb jej pracy oraz inne okoliczności tego nie ułatwiały. Było nam ciężko, choć jako tako dawałyśmy sobie radę. W pewnym momencie stanęła przed nią jednakże konieczność przeprowadzki bardzo daleko. Moje obecne życie wygląda więc tak, że ciągle zmienia się otoczenie w którym jestem i ludzie, którzy się mną zajmują. Raz jeżdżę z moją opiekunką samochodem kilka godzin w jedną, a za chwilę w drugą stronę. Sama jazda nie sprawia mi problemu, nie cierpię na chorobę lokomocyjną, ale jest to jednak męczące i stresujące. Kolejnym razem, gdy moi opiekunowie nie mogą wziąć mnie ze sobą, zostaję w moim rodzinnym mieście i wtedy zajmuje się mną ich rodzeństwo, czasem babcia, czasem rodzice. Każdy ma inny pomysł na moje wychowanie, każdy wymaga czegoś innego. Tu też większą część dnia jestem sama, bo zastępcy moich opiekunów też pracują. Samotność bardzo mnie męczy. Na dłuższą metę nie damy rady tak funkcjonować. Brakuje możliwości organizowania opieki nade mną, a moi opiekunowie nie zawsze mogą wziąć mnie ze sobą. Gdy tam już jestem, to praktycznie cały dzień spędzam sama, a później czeka mnie co najwyżej spacer na smyczy, bo nie mam tam warunków, żeby porządnie się wybiegać. Moi opiekunowie zdają sobie sprawę z tego, że nie jestem szczęśliwym psem. Że życie wesołego, towarzyskiego i kochającego ludzi labradora od początku powinno było wyglądać zupełnie inaczej. Wiedzą, że nie mogę wciąż być sama, ciągle się przemieszczać, a większość spacerów nie może odbywać się na smyczy. Bardzo potrzebuję stabilizacji i towarzystwa człowieka. Szukam kogoś, kto będzie moim prawdziwym przewodnikiem, potrzebuję jednego, spokojnego otoczenia. Uwielbiam być wśród ludzi, kocham głaskanie, przytulanie, lubię dzieci a dzieci lubią mnie. Bardzo lubię aktywnie spędzać czas, za piłką biegam jak rakieta. Potrzebuję zainteresowania i uwagi. Chciałabym mieć szczęśliwy i spokojny dom.
KILKA SŁÓW O MNIE:
Umiem chodzić na smyczy, choć powiem bez bicia – gdy dookoła jest dużo interesujących i nowych rzeczy, to bywam nieskoncentrowana i trzeba do mnie mówić kilka razy. Trzeba nade mną w tym aspekcie popracować, ale bardzo szybko się uczę, jeśli ktoś okaże mi uwagę, trochę cierpliwości i konsekwencji.
Jakie komendy potrafię? „Siad”, „Waruj”, „Leżeć”, „Głowa”, „Daj głos”, „Daj łapę”, „Noga”. Gdy nasypiesz mi jedzenie do miski i powiesz „Zostaw”, to zacznę jeść dopiero, gdy powiesz mi „Smacznego”.
Jestem bardzo szczupła, co u labradorów nie zdarza się zbyt często. Nie raz byłam za to chwalona przez weterynarzy, którzy wiedzą, jak wielu z moich braci i sióstr boryka się z dużą nadwagą. Moja opiekunka zawsze przywiązywała dużą wagę do mojego odżywiania, kupowała dla mnie karmę o dobrze zbilansowanym składzie. Prawidłowa waga przekłada się również na dobre zdrowie.
Dość dobrze znoszę jazdę autem, nie mam choroby lokomocyjnej.
Nie niszczę tego, co znajduje się w moim otoczeniu. Nie gryzę z nudów kapci, nie drapię w meble.
Potrzeby fizjologiczne zawsze załatwiam poza domem.
Uwielbiam jeść marchewki, lubię też jabłka. Znasz taką zabawkę dla psów KONG? Jeśli dostanę ją wypełnioną różnymi smakołykami, to prawdziwą przyjemność sprawia mi próba wydostania ich ze środka.
Kocham biegać, aportować piłeczki.
Mam wszystkie aktualne szczepienia, jestem zaczipowana, moi opiekunowie pamiętają o tym, żeby regularnie zabezpieczać mnie przed kleszczami i straszną babeszjozą, której te są nosicielami.
Za małego szczeniaka, w moim psim dzieciństwie cierpiałam na lęk separacyjny. Gdy zostawałam sama w domu, to czułam się bardzo źle i co tu dużo mówić – zdarzało mi się trochę nabroić, np. pogryźć książkę albo podrapać w drzwi, żeby rozładować jakoś stres związany z tym, że zostałam sama. Moja pani przeczytała później jednakże o tym, że powinnam mieć dla siebie w domu miejsce ograniczone przestrzenią, w którym czułabym się bezpiecznie podczas ich nieobecności. Za radą specjalisty kupiła więc klatkę kennelową, która stanęła w jednym z pokojów. Do kompletu dostałam czerwoną leżankę, przez jakiś czas trenowałam wchodzenie i wychodzenie z klatki. Bardzo mi się tam spodobało! Od tamtego czasu często w ciągu dnia i w nocy spałam sobie w tej klatce przy zupełnie otwartych drzwiczkach. To jest takie moje, bezpieczne miejsce. Nie boję się dzięki temu zostawać sama w domu.
Jak każdy chyba labrador jestem w stanie zrobić dla jedzenia wszystko. Tak już po prostu mamy, łakomstwo to chyba cecha szczególna każdego z nas. Co tu dużo mówić – zdarzyło mi się „na nielegalu” ściągnąć z talerza kanapkę lub kotleta. Muszę się jeszcze do jednej rzeczy przyznać — zdarza mi się na spacerze wziąć do pyska leżące na ziemi jabłko lub wyrzuconą przez kogoś kanapkę czy kość. Moi opiekunowie ćwiczyli ze mną komendę „Zostaw” i powiem szczerze, że czasem udaje im się mnie przekonać, żebym upuściła to, co już mam w pysku. Z czasem pokusa jest zbyt wielka… To moja słaba strona.
Ogólnie wiem, gdzie jest moje miejsce, mam bardzo wygodną leżankę. Ale czasem lubię „przycwaniakować” i pod osłoną nocy umościć się na sofie w salonie. Oczywiście, gdy tylko słyszę jakikolwiek odgłos świadczący o tym, że w pobliżu są moi opiekunowie, to bezszelestnie wręcz spełzam na podłogę i udaję, że nic się nie stało. Ale tak robi przecież większość z nas – niby nie wolno, ale jednak owoc zakazany smakuje najlepiej.
To moja cała historia. Jeśli czujesz, że masz w swoim domu miejsce dla mnie, jeśli wiesz, że byłbyś w stanie się mną zaopiekować i stworzyć mi spokojny i zaufany dom, to wiedz, że odwdzięczę się moim oddaniem i przyjaźnią. Zadbam o Twój uśmiech każdego dnia.
Jeśli zdecydujesz się przyjąć mnie do swojego domu, to będę mieć ze sobą kilka rzeczy: książeczkę zdrowia, klatkę kennelową z leżanką, posłanie w czekoladowym kolorze, smycz automatyczną, szelki, obrożę, zabawkę edukacyjną KONG, miskę na wodę, miskę na karmę, psie woreczki do sprzątania, etui na psie smakołyki i kliker treningowy.
Preferujemy dom, gdzie Mokka nie zastawałaby zbyt długo sama
Nie wydajemy psów do budy lub do kojca.
Kontakt w sprawie adopcji:
☎ 608 391 927 (Ryszard), 607 492 249 (Martyna), 509 267 878 (Monika),
✉ adopcje@labradory.org
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum