Wysłany: 14-10-2013, 14:36 BOLEŚNIE DOŚWIADCZONY PRZEZ LOS PIĘKNY KONGO W ŁODZI-PILNE!
numer: 915
numer chip: 616093900057738
imię: Kongo
płeć: pies
wiek: ok. 5 lat
wielkość: duza
rasa: owczarek niemiecki
data przyjęcia: 2013-06-21
przebywa w boksie: kojec za pawilonem VI
opis: Kongo trafił do nas z okolicy ulic Obywatelska/Laskowicka, przywieziony przez Straż Miejską. Świadkowie widzieli jak ktoś wyrzuca go z jadącego samochodu.
Psiak od początku pobytu był bardzo zestresowany, praktycznie bał się wszystkiego. Nerwowym szczekaniem reagował "obronnie"na ludzi, inne psy i całą nową rzeczywistość.
Widać było, że potrzebuje bardzo długiej resocjalizacji.
Widać było też, że nie poradzi sobie w boksie z innymi psami - swoją lękliwością, niestabilnością i nerwowymi reakcjami spowoduje w stadzie sytuacje, które będą stanowiły zagrożenie i dla niego i dla innych psów.
Pierwsze dwa tygodnie kwarantanny, z powodu przepełnienia i braku pojedynczego, zewnętrznego kojca spędził "wtłoczony" w ciasny boks w schroniskowym szpitaliku - miejscu przeznaczonym na krótkie, leczniczo-rekonwalescencyjne pobyty dla psów w trakcie i po leczeniu.
Wciśnięty w kąt, nerwowym warczeniem , szczerzeniem zębów i szczekaniem przepędzał każdego, kto chciał się z nim zaprzyjaźnić. Codziennie musiał być jednak wyprowadzany "na chwytaku", by umożliwić umycie boksu. To dodatkowo pogłębiało traumę psa.
Wreszcie udało się umieścić Kongo w pojedynczym kojcu na zewnątrz. Pies potraktował boks jako swój azyl, gdzie "zaszył się" do budy, wyraźnie pokazując, że nie chce kontaktów z ludźmi i światem zewnętrznym. Praktycznie z tej budy nie wychodzi. Nie nawiązuje kontaktu z opiekunami i wolontariuszami. Podczas karmienia i sprzatania siedzi ukryty, na jedzenie i załatwienie potrzeb fizjologicznych wychodzi, gdy jest cicho, spokojnie i "nikt się nie kręci".
Raz udało nam się "na siłę" wyprowadzić go na zewnątrz, podnosząc dach budy, zarzucając mu po długich próbach petlę na szyję i prawie demontując całą budę, by "wydobyć" z niej Kongo ( z tego spaceru pochodzą zdjęcia psa).
W przypadku większości psów, wzbraniających się przed wyjściem na zewnątrz , taki pierwszy spacer wystarcza, by przełamać opór i strach oraz pokazać, że ludzi i świata zewnętrznego "nie ma się co bać".
Ale nie w przypadku Kongo - choć na spacerze z jednym z naszych spokojnych, asertywnych wolontariuszy zachowywał się poprawnie, ale lekkie powarkiwanie na obcych i ogon trzymany międzi tylnymi łapkami wskazywało na olbrzymi lęk i napięcie.
Ten spacer pokazał, że Kongo nadal chce być "pozstawiony w spokoju", nie chce opuszczać boksu, a na "natrętnych dwunogów", oprócz warczenia i odstraszania szczerzeniem zębów znalazł "nową sztuczkę". Gdy ktoś wchodzi do boksu, by nawiazać z nim kontakt i psiak czuje, że dach budy będzie podnoszony, wciska się w wąziutki przesnyk między ścianami budy i boksu, obserwując stamtąd natręta i warcząc.
Bardzo martwi nas stan psychiczny Kongo i właściwie bark perspektyw dla jego szybkiej poprawy.
Jak twierdzą znawcy psich zachowań o wiele łatwiej i szybciej jest wyeliminować u psa złe zachowania wynikajace np. z postawy dominacyjnej, nadmiernej ekscytacji, fiksacji itp., niż tak silnie utwalone zachowania zwiazane z traumą, strachem i agresją lękową.
Nie znamy przeszłości psa, nie wiemy, co przeżył i dlaczego został porzucony, nie znamy przyczyn jego zachowań.
W obecnej sytuacji jedyną słuszną, ale niemożliwią do przeprowadzenia w schronisku taktyką wydaje się być powolne oswajanie psa z bliską obecnością człowieka, poprzez jak najczęstsze, najlepiej codzienne przebywanie z nim w boksie - po prostu spokojne siedzenie, niezwracanie na niego zbytniej uwagi, nienarzucanie się, przyzwyczajanie, że bliskość człowieka nie wiąże się z niczym złym.
Celem ma być to, że Kongo "przełanie się", zaufa i sam podejdzie do człowieka.
Jednak do tego jeszcze długa droga.
Na razie udało się uzyskać to, że pies podchodzi, skuszony smakołykami i spokojnie bierze je z ręki, jednak zbyt szybkie próby nawiazania dalszych kontaktów kończą się "postraszenia" intruza, a następnie wycofaniem się psa.
Przypadek Kongo pokazuje, że "nic za szybko" i "nic na siłę".
Pies wymaga bardzo długiej, systematycznej pracy w spokojnych warunkach.
Bardzo trudno o to w warunkach schroniskowych - opiekunowie często się zmieniają, wchodzą do boksu tylko na parę minut, by nakarmić i posprzatać, nie są w stanie poświęcić psu dłuższego czasu. Wokół panuje gwar, hałas, zapach strachu, stresu, nerwowości.
Opiekujace się psem wolontariuszki też są w schronisku tylko w weekend, a wobec olbrzymiej ilosci psów czekających na pomoc, są w stanie poświęcić tylko kilkanaście minut w sobotę i niedzielą, by posiedzieć przy schowanym w budzie Kongo.
Naszym marzeniem jest, by Kongo "złamał serce" miłośnikowi rasy, który zechce mu pomóc, lecz zdajemy sobie sprawę, że jest to prawie niemożliwe.
Kongo jest pięknym, niezwykle "dekoracyjnym" psem, wspaniale prezentującym się na zdjęciach, jednak na razie nie możemy odpowiedzieć na najczęściej zadawane przez chętnych do adopcji pytania o jego charakter, stosunek do innych psów, kotów, dzieci, rodziny.
To jeden z naszych najtrudniejszych przypadków, wymaga spokojnego, asertywnego opiekuna , który będzie dysponował czasem, warunkami i chęcią, by "poświecić się" zsocjalizowaniu psa.
Na pewno decyzja o adopcji Kongo musi być bardzo przemyślana. Chętnie przyjmiemy też propozycje pomocy Kongo w schronisku.
Może się okazać, że Kongo nigdy nie otworzy się całkowicie na świat zewnętrzny, będzie psem "jednego opiekuna", ale na pewno możliwe jest jego dalsze, spokojne i szczęśliwe życia, jeżeli trafi na odpowiednich ludzi i do odpowiedniego miejsca.
Nie wiemy tylko, czy pies będzie miał tyle szczęścia, czy nie czeka go śmierć w schronisku.
W chwili obecnej Kongo nie zostanie wydany do stróżowania, gdyż tak ograniczony kontakt z człowiekiem pogłębi tylko "zdziczenie" psa.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum