Przyjaciele forum Zgłoszenie
FAQFAQ    SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  ProfilProfil
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Agresja dominująca
Autor Wiadomość
Xen 


Dołączyła: 16 Paź 2015
Posty: 9
Skąd: Śląsk
Wysłany: 16-10-2015, 12:27   Agresja dominująca

Witajcie. Nie mam pojęcia czy podobny temat już był, także z góry przepraszam za założenie nowego wątku, jeśli jednak coś podobnego było.
Postaram się krótko i na temat.
Mój labek (2,5l) jest agresywny. Przypuszczam, a właściwie jestem przekonana że to agresja dominująca. Od małego był tresowany przeze mnie, szło mu świetnie. Jednak wszystko psuła reszta domowników. W domu pojawiał się alkohol, krzyki i kłótnie, gdy mnie nie było w domu, nie było również zasad dla psa. Pozwalano mu wchodzić na łóżko, generalnie robić co mu się podoba. Gdy szczekal dostawał jeść, nawet w trakcie gdy inni jedli a on chciał coś dostać - jedzenie leciało pod stół i dostawał swoje. Ja się temu nie dawałam, pies do tej pory ma u mnie wyznaczone granice - zakaz wstępu do mojej sypialni itp. Stosuje się. Choćby drzwi były zamknięte to nie wejdzie. Natomiast reszta posłuszeństwa leży w gruzach. Siadać, leżeć i dawać łape potrafi. Tylko tyle udało mi się z niego wyciągnąć. Od ok. 7 miesiąca życia ma ataki agresji. Nagle. Niespodziewane. Rozrywa skórę i krew się leje strumieniami. Nawet po sterylizacji, w ten sam dzień, ledwo się ruszając pogryzla. Uraz ręki, ból i ograniczone ruszanie przez ponad tydzień. Po każdym jej ataku osobie poszkodowanej robi się słabo, ja parę razy zaslablam. Nie wiem czy każdy pies tak ma, że trafia w szczególny punkt czy jak to jest, ale to boli jakby rękę bez znieczulenia odrywali. Po takim ataku nie da się pracować, gotować, robić rzeczy które robi się codziennie. A łagodnym przypadku, przynajmniej jest to bardzo utrudnione. Behawioryste odwlekalam, bo po kontakcie z jednym w moim mieście się zrazilam - zero profesjonalizmu i cena ok. 100 zł za godzinę nie jest na moje możliwości. Dopiero niedawno postanowiłam w końcu coś z tym zrobić. Trenujemy. Staramy się. Beh twierdzi że najpierw posłuszeństwo. Tylko karma z ręki, bo tego co karmi pies nie ugryzie. Jeśli będzie posłuszna to agresji nie będzie. Uważacie to za Słuszne? Jest tu ktoś, kto zna taki przypadek? Lub podobny? Byłam tu z Wami na forum jakiś czas temu, wiem że można liczyć na pomoc i porady, bo chcecie dobrze dla psów. Wet ostatnio stwierdził że widzi przerażenie w naszych oczach i nie wróży tego dobrze, według niego to duży pies który może zabić, nasz strach nie minie i będzie trzeba uśpić. Załamało mnie to kompletnie i chodzę przybita, nie wiem co mam myśleć i pomyślałam o Was. Rozmowa z kimś kto to przeżywał dużo by mi pomogła. Nie dam jej uśpic i chce walczyć, bo pomimo ataków. Na ogół, jest cudownym i kochanym pieskiem..
 
 
tenshii 
Ania & labradość



Mój labrador: Teyla
Suczka urodziła się:
30.09.2009

Mój labrador: Fido
Pies urodził się:
15.06.2009

Mój labrador: Daisy [*]
Suczka urodziła się:
20.06.2007 - 26.10.2009

Pomogła: 7 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 21 Mar 2010
Posty: 8526
Skąd: Wrocław
Wysłany: 16-10-2015, 12:50   

Miałam kiedyś sukę, która miała być moim psem asystującym. Niestety źle wybrałam szkołę. Na pierwszych 3 zajęciach było ok - szkolenie klikerowe, pies pięknie uczył się podstawowych komend. Na 4 spotkanie, kiedy pies miał 12 tygodni przyjechała właścicielka szkoły. Zapytałam co zrobić aby szczenię nie gryzło po rękach, a ona wyciągnęła do psa palec, szczenię potraktowało to jako zaproszenie do zabawy i złapało palec w zęby. Wtedy ta kobieta złapała psa za kark, i przygwoździła pyskiem do ziemi. Pies najpierw walczył, potem przeraźliwie piszczał, i się poddał. Wtedy go puściła. Całe pysio w błocie. Suka automatycznie schowała się pod mój wózek i nie chciała wyjść. Od tego zdarzenia bała się ludzkiej ręki - głaskania, zakładania obroży.
W wieku 4 czy 5 miesiecy po raz pierwszy zaatakowała przy misce. Zaczęłam z nią pracować. Specjaliści mówili, że wystraszyła się człowieka i przyjęła postawę ataku ze strachu. Pracowałam z nią około 9 miesięcy.
Jeśli chodziło o miskę to najpierw karmiłam ja z ręki. Potem wrzucałam do miski po kulce karmy. Następnie smarowałam całą pięść czymś pachnącym jak np wędzony kurczak i wstawiałam pięść do pustej miski żeby pies mógł ją lizać - dostawał za to nagrodę. Po opanowaniu tego etapu wsadzałam do miski otwartą dłoń z kulką karmy, a z drugiej nagradzałam czymś lepszym za grzeczne jedzenie z ręki w misce. W końcu sypałam do miski suche i co chwilę z odległości dorzucałam coś lepszego. Potem tę odległość zmniejszałam, aż w końcu zaczęłam wkładać rękę do miski ale koniecznie pachnącą i z czymś dobrym. Na końcu wkładałam suchą pustą rękę do miski a z drugiej nagradzałam za spokój. Opanowałyśmy to. Opanowałyśmy wchodzenie i schodzenie z łóżka na komendę.
Ale pies i tak dziwnie się zachowywał. Coraz dziwniej.
W wieku niecałych 2,5 roku potrafiła warczeć na nas gdy wchodziliśmy do pokoju, ale nie za każdym razem. Zaczęły się historie z warczeniem na sufit albo ścianę. Z witaniem dobrze znanych osób w pozycji brzuchem do gory, merdającym ogonem i odłosniętymi zębami.
Aż w końcu któregoś dnia rzuciła się na mnie tak po prostu i gdyby te jej zwidy (bo to były zwidy) natychmiast jej nie przeszły, dziś bym już nie żyła. Wybiła się do lotu z zębami i zaraz się zatrzymała bo zdała sobie sprawe co robi. Opuściła głowę, a zaraz potem spróbowała zaatakować ponownie ale już nie tak mocno.
Poszliśmy do weterynarza. Przypuszczenia były 3: niedoczynność tarczycy, która wpływa na zachowania agresywne. Zbadaliśmy standardowe parametry tarczycowe (były OK), ale wysłaliśmy jeszcze krew do testu na przeciwciała antytyreoglobulinowe, bo kiedy tarczyca jest młoda w zwykłych wynikach może nadal wyglądać na zdrową. Wszystko jednak okazało się w porządku. Wet stwierdził, że pies ma chorobę psychiczną (być może uruchomioną dodatkowo w wyniku tego ataku z dzieciństwa), albo guza mózgu.
W związku z tym, że nadal zachowywał się coraz dziwniej i zagrażał nam został uśpiony w wieku 2 lat i 4 miesiecy :(

Moja Daisy była psem bez papierów. Jej matka była goldenką, nie wiem kim byl ojciec i przodkowie. Mogła coś odziedziczyć po nich. Teraz się tego nie dowiem.

Skontaktuj się z dobrym behawiorystą. Broń Boże takim, który będzie chciał psa łamać.
Wiem, że na zachowanie mogą wpływać żywienie, choroby somatyczne (znam przypadek psa, który atakował bo bolały go plecy i bał sie głaskanai w tym miejscu) ale także niestety psychiczne.
_________________
They gave me a Labrador Retriever cause other Angels
were busy

Pies może być dowolnej rasy, pod warunkiem, że jest
to labrador
 
 
 
Xen 


Dołączyła: 16 Paź 2015
Posty: 9
Skąd: Śląsk
Wysłany: 16-10-2015, 13:53   

tenshii napisał/a:
Miałam kiedyś sukę, która miała być moim psem asystującym. Niestety źle wybrałam szkołę. Na pierwszych 3 zajęciach było ok - szkolenie klikerowe, pies pięknie uczył się podstawowych komend. Na 4 spotkanie, kiedy pies miał 12 tygodni przyjechała właścicielka szkoły. Zapytałam co zrobić aby szczenię nie gryzło po rękach, a ona wyciągnęła do psa palec, szczenię potraktowało to jako zaproszenie do zabawy i złapało palec w zęby. Wtedy ta kobieta złapała psa za kark, i przygwoździła pyskiem do ziemi. Pies najpierw walczył, potem przeraźliwie piszczał, i się poddał. Wtedy go puściła. Całe pysio w błocie. Suka automatycznie schowała się pod mój wózek i nie chciała wyjść. Od tego zdarzenia bała się ludzkiej ręki - głaskania, zakładania obroży.
W wieku 4 czy 5 miesiecy po raz pierwszy zaatakowała przy misce. Zaczęłam z nią pracować. Specjaliści mówili, że wystraszyła się człowieka i przyjęła postawę ataku ze strachu. Pracowałam z nią około 9 miesięcy.
Jeśli chodziło o miskę to najpierw karmiłam ja z ręki. Potem wrzucałam do miski po kulce karmy. Następnie smarowałam całą pięść czymś pachnącym jak np wędzony kurczak i wstawiałam pięść do pustej miski żeby pies mógł ją lizać - dostawał za to nagrodę. Po opanowaniu tego etapu wsadzałam do miski otwartą dłoń z kulką karmy, a z drugiej nagradzałam czymś lepszym za grzeczne jedzenie z ręki w misce. W końcu sypałam do miski suche i co chwilę z odległości dorzucałam coś lepszego. Potem tę odległość zmniejszałam, aż w końcu zaczęłam wkładać rękę do miski ale koniecznie pachnącą i z czymś dobrym. Na końcu wkładałam suchą pustą rękę do miski a z drugiej nagradzałam za spokój. Opanowałyśmy to. Opanowałyśmy wchodzenie i schodzenie z łóżka na komendę.
Ale pies i tak dziwnie się zachowywał. Coraz dziwniej.
W wieku niecałych 2,5 roku potrafiła warczeć na nas gdy wchodziliśmy do pokoju, ale nie za każdym razem. Zaczęły się historie z warczeniem na sufit albo ścianę. Z witaniem dobrze znanych osób w pozycji brzuchem do gory, merdającym ogonem i odłosniętymi zębami.
Aż w końcu któregoś dnia rzuciła się na mnie tak po prostu i gdyby te jej zwidy (bo to były zwidy) natychmiast jej nie przeszły, dziś bym już nie żyła. Wybiła się do lotu z zębami i zaraz się zatrzymała bo zdała sobie sprawe co robi. Opuściła głowę, a zaraz potem spróbowała zaatakować ponownie ale już nie tak mocno.
Poszliśmy do weterynarza. Przypuszczenia były 3: niedoczynność tarczycy, która wpływa na zachowania agresywne. Zbadaliśmy standardowe parametry tarczycowe (były OK), ale wysłaliśmy jeszcze krew do testu na przeciwciała antytyreoglobulinowe, bo kiedy tarczyca jest młoda w zwykłych wynikach może nadal wyglądać na zdrową. Wszystko jednak okazało się w porządku. Wet stwierdził, że pies ma chorobę psychiczną (być może uruchomioną dodatkowo w wyniku tego ataku z dzieciństwa), albo guza mózgu.
W związku z tym, że nadal zachowywał się coraz dziwniej i zagrażał nam został uśpiony w wieku 2 lat i 4 miesiecy :(

Moja Daisy była psem bez papierów. Jej matka była goldenką, nie wiem kim byl ojciec i przodkowie. Mogła coś odziedziczyć po nich. Teraz się tego nie dowiem.

Skontaktuj się z dobrym behawiorystą. Broń Boże takim, który będzie chciał psa łamać.
Wiem, że na zachowanie mogą wpływać żywienie, choroby somatyczne (znam przypadek psa, który atakował bo bolały go plecy i bał sie głaskanai w tym miejscu) ale także niestety psychiczne.


Wystraszyłaś mnie tym wpisem jeszcze bardziej. Mój pies gryzie mocno i agresywnie, ale nie wydaje mi się by chciała, czy mogła zabić - atakuje tylko ręce, ewentualnie nogi. Nie wiem natomiast jakby to było gdyby do ataku doszło w pozycji leżącej, gdybym nie mogła się wydostać, nikogo nie byłoby w domu. Zawsze ktoś jest, kto może mi pomóc.. Zawsze pomaga przekupstwo. Ja niestety pod presją tego co się dzieje, przez straszny ból i wszystkie inne czynniki nie umiem stanowczo jej uspokoić. Od razu krzyczę i wołam kogoś kto jest w domu. Pewnie źle robię, ale okropnie się boję, że kiedyś za późno krzyknę i ugryzie w nieodpowiednie miejsce. Ze upadne a ona to wykorzysta. Boję się też, że już nigdy nie będę mogła mieć psa, że już nigdy żadnemu nie zaufam. Ja mojego psa już się nawet boję głaskać. Podczas tego też potrafiła się rzucić. Co masz na myśli pisząc "złamać psa"? Bić, itd? Pracujemy z Panem Andrzejem Szpilarewiczem(jeśli ktoś stąd jest ze śląska i kojarzy, proszę o info!), na razie ćwiczymy tylko posłuszeństwo. Pan nie widział nawet ataku, nie jestem przekonana czy on w ogóle zdaje sobie sprawę z tego JAKIE ona robi szkody, do jakiego uszczerbku na zdrowiu doprowadza. Ale poza tym, i popieraniem kolczatki, wydaje się w porządku.. Wet go strasznie polecał. U mnie w mieście jest jedynie dwoje behawiorystów, niestety. Nie mam za bardzo z czego wybierać. :(

[ Dodano: 16-10-2015, 15:04 ]
Zapomniałam jeszcze dodać - mój pies także jest bez rodowodu. Ojciec ma rodowód, matka nie. Od pierwszego dnia, gdy ją zabrałam, była strasznie dzika i szalona. Jak to beh ostatnio określił - ma za dużo energii, jest pełna entuzjazmu, fascynuje się wszystkim.. Chociażby biegała przez parę godzin, jak wróci do domu i zobaczy że ktoś przyszedł, ma siłę żeby się cieszyć i skakać. Tak samo na zabawy z psem. Według niego to trzeba trochę wyhamować, intensywnie z nią ćwiczyć, bawić się, ćwiczyć, bawić się i tak w kółko. Chodzimy na lince 15m na łąki i ćwiczymy przywołania. Beh stwierdził, że dobry byłby łańcuszek zaciskowy, bo na normalnej obroży efekty byłyby za parę dobrych miesięcy(i generalnie, gdy jest na oboży, żadne przywołania na nią nie działają. Mogłabym mieć tonę kości i pasztetu, a i tak by nie przyszła) Próbowaliśmy na łańcuszku i było trochę opornie, ale dobrze. Natomiast, gdy wet usłyszał moją opowieść z dokładnymi szczegółami na temat jej ataku - stwierdził że najlepsza będzie jak na razie kolczatka, najszybsze efekty, a z takim gryzieniem, to niedługo będę nieżywa. Ja zawsze byłam temu przeciwna. Zawsze walczyłam z każdym, kto tej kolczatki używał.. Ale spróbowałam, bo skoro ona JUŻ jest agresywna, i jest już w tym tak głęboko, to jej ta kolczatka nie zaszkodzi. Jednego dnia było szkolenie, drugiego założyliśmy kolczatkę, a następne dni chodziła już na normalnej obroży i jest ogrooomny postęp. Po jednym dniu na kolczatce. Zawsze leciała do kotów i innych psów, potrafiła się położyć na chodniku, zaprzeć łapkami i czekać na psa(czasami i 10 minut musiałam stać i próbować ją przekonywać, jak próbowałam pociągnąć smyczą to smyrała brzuchem po betonie:/), a teraz wystarczy lekkie pociągnięcie smyczą i jak aniołek, idzie przy nodze. Myślę że da się ją jeszcze "odratować", każdy widzi w niej potencjał (nawet forumowiczki tutaj, dawno temu, po samych zdjęciach), ja też tak sądzę, nowej komendy nauczyłam ją w parę minut, już to robi sama, bez rozkazu, bez smaczka.. To samo z tą smyczą. Uczy się szybko, wciąż przyswaja wiedzę jak szczeniak. Będziemy działać, trenować, próbować.. Jak to nie pomoże to zostaje opcja oddania psa do behawiorysty na jakiś okres czasu.. Jak ta opcja nie pomoże, to wtedy już nie wiem.. :cring: :cring: Mam ciągle czarne scenariusze przed oczami.
 
 
Axelka 
biszkopcińska



Mój labrador: Axa
Suczka urodziła się:
27.09.2012

Mój labrador: Ori
Pies urodził się:
2010 ?

Dołączyła: 12 Lip 2013
Posty: 259
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 16-10-2015, 16:53   

Nie ma co załamywać się tylko trzeba zacząć pracę z psem.
Powinien was zobaczyć dobry szkoleniowiec zajmujący się psami z agresją. Nie wiem czy akurat behawiorysta....?
Po pierwsze posłuszeństwo, posłuszeństwo i....posłuszeństwo.
Może ktoś poleci tobie dobrego szkoleniowca z twoich okolic bo musisz najpierw sporo nauczyć siebie i potem psa.
Nie wiem czy jest to problem agresji domunującej, lękowej czy frustracji. przez neta nikt ci nie pomoże. Dlatego tak istotne jest udanie się do profesjonalisty od zachowań agresywnych - szkoleniowca.
Bo behawiorystów potworzyło się na pęczki....korespondecyjne kursy...itp....
a praca z problemem zachowań agresywnych wymaga naprawdę dobrego szkoleniowca.
Na razie po prostu pracuj z psem, unikaj sytuavji w których dochodzi do agresji.Łańcuszek i kolczatka to narzędxie szkoleniowe. Użyte przez fachowca na pewno pozwoli uniknąć pewnych zachowań.

Uszy do góry i szukaj naprawdę dobrego, profesjonalnego szkoleniowca.
 
 
Xen 


Dołączyła: 16 Paź 2015
Posty: 9
Skąd: Śląsk
Wysłany: 16-10-2015, 17:04   

Axelka napisał/a:
Nie ma co załamywać się tylko trzeba zacząć pracę z psem.
Powinien was zobaczyć dobry szkoleniowiec zajmujący się psami z agresją. Nie wiem czy akurat behawiorysta....?
Po pierwsze posłuszeństwo, posłuszeństwo i....posłuszeństwo.
Może ktoś poleci tobie dobrego szkoleniowca z twoich okolic bo musisz najpierw sporo nauczyć siebie i potem psa.
Nie wiem czy jest to problem agresji domunującej, lękowej czy frustracji. przez neta nikt ci nie pomoże. Dlatego tak istotne jest udanie się do profesjonalisty od zachowań agresywnych - szkoleniowca.
Bo behawiorystów potworzyło się na pęczki....korespondecyjne kursy...itp....
a praca z problemem zachowań agresywnych wymaga naprawdę dobrego szkoleniowca.
Na razie po prostu pracuj z psem, unikaj sytuavji w których dochodzi do agresji.Łańcuszek i kolczatka to narzędxie szkoleniowe. Użyte przez fachowca na pewno pozwoli uniknąć pewnych zachowań.

Uszy do góry i szukaj naprawdę dobrego, profesjonalnego szkoleniowca.



Przecież pisałam, że pracuję z psem.
W moich okolicach nie ma także szkoleniowców od agresji - jest tylko jedna szkółka dla psów i tyle.

[ Dodano: 16-10-2015, 17:10 ]
przy okazji - ktoś z Was wie, co się stało z dogomanią, czemu nie da się zarejestrować?
 
 
tenshii 
Ania & labradość



Mój labrador: Teyla
Suczka urodziła się:
30.09.2009

Mój labrador: Fido
Pies urodził się:
15.06.2009

Mój labrador: Daisy [*]
Suczka urodziła się:
20.06.2007 - 26.10.2009

Pomogła: 7 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 21 Mar 2010
Posty: 8526
Skąd: Wrocław
Wysłany: 16-10-2015, 19:47   

Skąd jesteś?

Walcz o tego psa i postaraj się skontaktować z kimś od agresji.

Pamiętaj jednak, że jeśli po takich konsultacjach i pracy nie będzie postępów albo będą marne (czego Wam nie życzę), to Twój pies będzie zagrażał Tobie i innym. Ja zawsze zamierałam gdy na ulicy ktoś chciał pogłaskać Daisy. Raz zabraliśmy ją na wakacje nad morze i ciągle 'napadały' ją dzieci a ja miałam ataki wewnętrznej paniki i czym prędzej zabierałam psa.
Od jej uśpienia minęło 6 lat, moje obecne psy są krainą łagodności, a ja do dziś boję się, gdy podczas snu odsłaniają zęby bo im się coś śni. To jest we mnie i nie wiem czy mnie to opuści.

Walcz, zrób wszystko co możliwe.
Ale pamiętaj, że odpowiadasz za bezpieczeństwo swoje i otoczenia.
_________________
They gave me a Labrador Retriever cause other Angels
were busy

Pies może być dowolnej rasy, pod warunkiem, że jest
to labrador
 
 
 
Xen 


Dołączyła: 16 Paź 2015
Posty: 9
Skąd: Śląsk
Wysłany: 17-10-2015, 09:45   

tenshii napisał/a:
Skąd jesteś?

Walcz o tego psa i postaraj się skontaktować z kimś od agresji.

Pamiętaj jednak, że jeśli po takich konsultacjach i pracy nie będzie postępów albo będą marne (czego Wam nie życzę), to Twój pies będzie zagrażał Tobie i innym. Ja zawsze zamierałam gdy na ulicy ktoś chciał pogłaskać Daisy. Raz zabraliśmy ją na wakacje nad morze i ciągle 'napadały' ją dzieci a ja miałam ataki wewnętrznej paniki i czym prędzej zabierałam psa.
Od jej uśpienia minęło 6 lat, moje obecne psy są krainą łagodności, a ja do dziś boję się, gdy podczas snu odsłaniają zęby bo im się coś śni. To jest we mnie i nie wiem czy mnie to opuści.

Walcz, zrób wszystko co możliwe.
Ale pamiętaj, że odpowiadasz za bezpieczeństwo swoje i otoczenia.


Jastrzębie-Zdrój.

Moja nie gryzie obcych. Tylko swoich.

Wiem, to jest najgorsze.. :cring:
 
 
tenshii 
Ania & labradość



Mój labrador: Teyla
Suczka urodziła się:
30.09.2009

Mój labrador: Fido
Pies urodził się:
15.06.2009

Mój labrador: Daisy [*]
Suczka urodziła się:
20.06.2007 - 26.10.2009

Pomogła: 7 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 21 Mar 2010
Posty: 8526
Skąd: Wrocław
Wysłany: 17-10-2015, 12:05   

Xen napisał/a:
Moja nie gryzie obcych. Tylko swoich.

dasz głowę za to, że nie ugryzie obcego?

W Katowicach masz Jacka Gałuszkę. Może sie tam przejedź, albo zaproś go do siebie?
_________________
They gave me a Labrador Retriever cause other Angels
were busy

Pies może być dowolnej rasy, pod warunkiem, że jest
to labrador
 
 
 
Xen 


Dołączyła: 16 Paź 2015
Posty: 9
Skąd: Śląsk
Wysłany: 17-10-2015, 16:05   

Nie dam głowy, ale nawet jak me męczyły ja dzieci to nie pokazała nawet zębów. Sprawdzę zaraz.
 
 
tenshii 
Ania & labradość



Mój labrador: Teyla
Suczka urodziła się:
30.09.2009

Mój labrador: Fido
Pies urodził się:
15.06.2009

Mój labrador: Daisy [*]
Suczka urodziła się:
20.06.2007 - 26.10.2009

Pomogła: 7 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 21 Mar 2010
Posty: 8526
Skąd: Wrocław
Wysłany: 18-10-2015, 10:23   

Nie wiesz dlaczego gryzie, nie przewidzisz kiedy zaatakuje :(
To jest właśnie problem z agresją.
Musi ją zobaczyć specjalista od agresji
_________________
They gave me a Labrador Retriever cause other Angels
were busy

Pies może być dowolnej rasy, pod warunkiem, że jest
to labrador
 
 
 
Xen 


Dołączyła: 16 Paź 2015
Posty: 9
Skąd: Śląsk
Wysłany: 19-10-2015, 09:53   

Z tego co wyczytałam to Jacek Gałuszka nie jest specjalistą od agresji?
 
 
tenshii 
Ania & labradość



Mój labrador: Teyla
Suczka urodziła się:
30.09.2009

Mój labrador: Fido
Pies urodził się:
15.06.2009

Mój labrador: Daisy [*]
Suczka urodziła się:
20.06.2007 - 26.10.2009

Pomogła: 7 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 21 Mar 2010
Posty: 8526
Skąd: Wrocław
Wysłany: 19-10-2015, 10:41   

Dla mnie to jest bardzo mądry człowiek w dziedzinie szkolenia psów i walki z agresją.
_________________
They gave me a Labrador Retriever cause other Angels
were busy

Pies może być dowolnej rasy, pod warunkiem, że jest
to labrador
 
 
 
Xen 


Dołączyła: 16 Paź 2015
Posty: 9
Skąd: Śląsk
Wysłany: 19-10-2015, 11:58   

Według wielu osób tak, także to nic dziwnego. Zadzwonię do niego i zobaczę, co powie.

[ Dodano: 19-10-2015, 18:02 ]
Dzwoniłam, to jednak nie agresja dominująca. To agresja domowa. I 4 z 7 stopni agresji.
 
 
Ola550 


Mój labrador: Luna
Suczka urodziła się:
31.10.2014

Wiek: 27
Dołączyła: 11 Lip 2015
Posty: 2
Skąd: Ługowina
Wysłany: 26-10-2015, 15:33   

Ja mam trochę podobny problem. Luna niedługo będzie miała rok, jest kochanym psem, ale czasami na spacerach zachowuje się bardzo dziwnie. Zazwyczaj tak się dzieje, gdy rozszalała biega po podwórku, wtedy podbiega do mnie i gryzie za buty (głównie sznurówki), spodnie lub nogi. W sumie nie tylko mnie, bo również moje młodsze rodzeństwo. Starszemu nic nie robi. Nie mogę jej wtedy ani uspokoić, ani odciągnąć, zachowuje się jakby widziała we mnie największe zło - nawet obcych tak nie traktuje, bo tylko szczeka. Raz zniszczyła buty, raz lekko ugryzła w nogę, gdy chciałam wskoczyć na ławkę. Wcześniej się tak nie zachowywała, dopiero na początku jesieni coś jej się uroiło. W najbliższej okolicy nikogo nie ma, nawet weterynarza, a z samochodem jest problem. Gdy powiedziałam o problemie starszej siostrze, która nota bene wzięła Lunę z hodowli, odparła, że jej na to pozwalam. Luna nie ma rodowodu, w jej książeczce nie ma wpisanych rodziców.
Nie wiem, co mogę zrobić. Miał ktoś taki, lub podobny, problem?
 
 
tenshii 
Ania & labradość



Mój labrador: Teyla
Suczka urodziła się:
30.09.2009

Mój labrador: Fido
Pies urodził się:
15.06.2009

Mój labrador: Daisy [*]
Suczka urodziła się:
20.06.2007 - 26.10.2009

Pomogła: 7 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 21 Mar 2010
Posty: 8526
Skąd: Wrocław
Wysłany: 27-10-2015, 09:45   

Xen napisał/a:
Dzwoniłam, to jednak nie agresja dominująca. To agresja domowa. I 4 z 7 stopni agresji.

i jak? Będziecie współpracować?
Coś podpowiedział?
_________________
They gave me a Labrador Retriever cause other Angels
were busy

Pies może być dowolnej rasy, pod warunkiem, że jest
to labrador
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group


POMAGAJĄ NAM

POLECAMY


logo portalu - wejdź