Powiem Wam, że wśród moich znajomych, wszystko zależy jakie kierunki skończyli, są tacy co na pracę (i pensję) naprawdę nie narzekają i mają się dobrze mieszkając w Polsce, część znam takich co przyjechali do Irlandii dorobić się na mieszkanie jakieś, żeby nie brać kredytów, po powrocie do kraju, również mają się dobrze. Ludziom którym nie zależy na powrocie do kraju, albo czeka ich brak pracy to zostają tutaj. Rynek polski jest przesycony pewnymi zawodami, trzeba patrzeć na to wybierając szkołę. Sama zrezygnowałam z nie-przyszłościowego kierunki, bo zorientowałam się, że po nim pracy nie ma i przyjechałam tutaj do Irlandii. Jak dla mnie w Polsce studiowania takich kierunków jak pedagogika sięga apogeum, wiem, że część idzie na to z powołania, ale bardzo duża część znajomych studiowała to, żeby tylko mieć wyższe wykształcenie.
Mogę wypowiedzieć się o pracy w Irlandii. szału nie ma, zwłaszcza od kryzysu. O pracę bardzo ciężko i połowa znajomych siedzi na zasiłkach. Wypłaty co tydzień, wiadomo życie lepsze pod tym względem bo łatwiejsze. Chociaż my narzekać nie możemy bo pracujemy oboje na cały etat, często z nadgodzinami. Wcale nie jest już tak kolorowo gdy tylko jedna osoba pracuje. ale oczywiście wszystko zależy jakim zawodem dysponujemy, i jaką pensję się dostaje. Bardzo dużo Irlandczyków po kryzysie wyjeżdża do Australii, bo o pracę tu ciężko. Tak jak kiedyś wszyscy przyjeżdżali tutaj "w ciemno" i znajdywali po kilku dniach pracę, tak teraz jest to prawie niemożliwe dla tych co siedzą tutaj latami
oj jak ja to dobrze znam - myslalam ze przez te kilka lat cos sie zmienilo
Jeśli cokolwiek się zmieniło to tylko na gorsze, jeszcze te 5 lat temu myślałam, że musi się ułożyć, że nastaną lepsze czasy, że nie warto uciekać, dziś widzę jaka byłam naiwna. Pracodawcy mają w rękach teraz taką władzę nad pracownikiem, że jeśli próbujesz o cokolwiek zawalczyć to ci powiedzą "jak się nie podoba to proszę zmienić miejsce zatrudnienia" bo na twoje miejsce jest 100 osób które zapewne zrobią to taniej i nic w tym momencie nie znaczysz. Namnożyło się tych agencji pracy tymczasowej, że ciężko już znaleźć gdziekolwiek pracę bezpośrednio a oni są mistrzami w omijaniu prawa.Nie dość, że Polska nie słynie z wysokich zarobków to i na tych najniższych półkach znajdzie się pośrednik, który jeszcze na tobie zarobi.W rezultacie stajesz się niewolnikiem we własnym kraju
_________________ "Pozostajesz na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś"
" zastaw się a postaw się " no bo przecież trzeba się pokazać jak to sie nie powodzi
coz jak ktos tak robi to ma nie pokolei w glowie ...
Ja caly czas powtarzam, ze na emigracji mozna sie towarzysko spotkac z rodakami, ale ani praca ani mieszkanie w miejscach gdzie Polakow jest duzo nie wchodza w rachube ... niestety inne narodowosci trzymaja ze soba, wspieraja sie... ja przez pierwsze trzy miesiace w UK nauczylam sie zeby rodakow unikac.
ale ani praca ani mieszkanie w miejscach gdzie Polakow jest duzo nie wchodza w rachube ... niestety
z tym się zgodzę , niestety mi się tak trawiło mala miejscowość , a połowa ludności to Polacy Tylko gdzie teraz jest mało Polaków ??? Kiedyś żartowałam sobie z moim znajomy Anglikiem , mówię mu , ucz się Polskiego bo wszędzie gdzie nie pojedziesz , to sie po polsku porozumiesz , od słowa do słowa , żarcik , żarcikiem i wyszło " otwierasz lodówkę, a tam Polak "
FadGoś, u nas jest sporo Polakow, ale sa dzielnice gdzie ich malo (sa troche drozsze, ale niestety wolalam kupic dom w gorszym stanie, ale w lepszej dzielnicy); a praca? Pracuje sie tam gdzie sie trafi, ale trzeba caly czas szukac - generalnie tam gdzie potrzebujesz dobrze mowic to Polakow malo, bo 3/4 jest zbyt leniwa zeby jezyk rozwiajac.
Btw: wiecie jaka jest roznica w Angli miedzy Polakiem-turysta a rasista?
Mój labrador: Pola
Suczka urodziła się:
27.03.2010
Wiek: 37 Dołączyła: 17 Maj 2010 Posty: 5230 Skąd: Pabianice
Wysłany: 14-09-2012, 15:00
Pewnie, że za granicą też dobrze nie jest, pewnie, że "wszędzie dobrze gdzie nas nie ma", pewnie, że nigdzie ma tak dobrze jak w domu, pewnie, że wyjazd to wielkie ryzyko i wyrzeczenia, ale... nie ma się co licytować kto ma lepiej/kto ma gorzej, gdzie jest lepiej/gdzie jest gorzej, bo wszystko ma swoje plusy i minusy... trzeba się z tym liczyć. Nie mniej jednak, taka masowość Polaków w obcych krajach, szczególnie UK, znikąd przecież się nie wzięła. Wskaźniki bezrobocia i płacy minimalnej, mówią same za siebie.
się rozpisałam , a tu mi temat przenieśli
Aniela możesz tu dorzucić moją ostatnia wypowiedź ?
----------------------
Doklejam mod.
-----------------------
mibec napisał/a:
wiecie jaka jest roznica w Angli miedzy Polakiem-turysta a rasista?
tego nie słyszałam nata, Na pewno w PL dobrze nie jest ale powiem Ci że mi czasami uszy więdną jak przyjeżdżam do PL i słyszę jak to mi sie niby dobrze powodzi bo ktos tam w jukeju jest i takie kokosy ma , a ile to sie tam nie zarabia oczywiscie nikt nie mysli o tym że ja tutaj tez mam rachunki do zapłaty i takie same wydatki jak w PL , tylko nie wiem dla czego każdy to przelicza na zlotowki , bo niby pi raz drzwi zarabiam 5000zł bo przecież to jest min w jukeju a gdzie jeszcze mój Marcin . Taaaaa szkoda że rzeczywistość jest inna
Mój labrador: Pola
Suczka urodziła się:
27.03.2010
Wiek: 37 Dołączyła: 17 Maj 2010 Posty: 5230 Skąd: Pabianice
Wysłany: 14-09-2012, 15:24
FadGoś, wiem, rozumiem, słyszalam podobne teksty jak wróciłam z Irl po kilku miesiacach... niektórzy, po prostu lubią być naiwni, zamiast pozostać realistami.. A przeliczanie jest śmieszne, bo zarabia się w innej walucie, ale i płaci się też w innej walucie, więc porównywanie jest komiczne
Ja nie bywam czesto w Polsce, srednio raz w roku, a na teksty o kokosach, ktore zarabiam zawsze odpowiadam: "przyjedz, bo sie tu marnujesz.... " - wiekszosci jednak brak odwagi, ale i glupie komentarze (przynajmniej w oczy) sie koncza.
Ja jeszcze dorzucę od siebie.. w Polsce wiem, że jest bardzo ciężko, ale nie można wyobrażać sobie Irlandii czy UK jako utopii
, bo powiem Wam wszędzie jest podobnie, wszędzie decydują o pracy czy awansie znajomości. u nas w firmie pracuje kilka Polaków, na wybicie się nie ma po prostu szans, jeżeli ktoś awansuje to są to dzieci czy znajomi menagerów. Nie wiem czemu ale mam wrażenie, że szefostwo myśli, że my Polacy to powinniśmy cieszyć się z tego co mamy, bo i tak nie jesteśmy "u siebie". tak jest wszędzie. Udaje się złapać dobrą pracę, ale to trzeba być odpowiednio wykształconym w dobrym kierunku, o poziomie angielskiego nie wspomną. Szkoła/ studia tutaj są strasznie drogie! Wyższe szkoły nie są tak dostępne dla wszystkich jak w Polsce, na dobrych uczelniach, np na kierunkach medycznych studiuje tylko elita, za studia dzienne też płaci się i to nie małe pieniądze. Nie ma najmniejszych szans, że zarobisz na nie sama, więc trzeba mieć zamożnych rodziców. To jest jeden z powodów dla których chcę wrócić do Polski, a przynajmniej na jakiś czas.
My mieszkami sami w domu, mamy auto ale staramy się żyć oszczędnie, bowiem wszystko odkładamy co się da. Nie zarabiamy najniższej krajowej ale widzę, że sytuacja zmieniałaby się gdybyśmy zdecydowali się na dzieci. Macierzyński płatny, ale szybko się kończy i potem albo oddaję prawie pół wypłaty na przedszkole albo siedzę w domu. I powiem Wam, że rewelacji finansowej by nie było Dlatego wszystko trzeba przemysleć, na dzień dzisiejszy brakuje mi tutaj wykształcenia, żeby je zdobyć muszę wrócić do Polski no i oczywiście rodziny, gdybym miała tu kogoś albo tż byłoby łatwiej i może wtedy byłby myśli o pozostaniu tu na stałe.
bo zarabia się w innej walucie, ale i płaci się też w innej walucie, więc porównywanie jest komiczne
tylko wydatków nikt nie przelicza tylko sobie zarobki przeliczają
Cytat:
Ja nie bywam czesto w Polsce, srednio raz w roku
to tak jak ja (chyba że sytuacja mnie zmusza to jestem 2x do roku ) i kontakt z takimi wszystko wiedzącymi ograniczyłam do "cześć " , mogą sobie myśleć że mi się w d.... poprzewracało , w nosie to mam , nie mam ochoty na słuchanie bzdur o których " zastaw się " naopowiadał
Dołączyła: 28 Mar 2009 Posty: 2422 Skąd: Za górami za lasami
Wysłany: 14-09-2012, 16:04
Fajny temat
U nas też tli się myśl o wyjeździe.
Jak dobrze pójdzie mój mąż wyjedzie w styczniu.
Jak się uda to dołączymy do niego.
Jeżeli nie to wróci do Polski i zacznie szukać pracy.
Najgorszy strach jest taki, że ma stałą pracę którą musi zostawić.
Ale ja podobnie jak katerina marzyłam o tym, że kiedyś skończy się ta farsa.
Ale jak nie widzę perspektyw na życie tu i teraz to trzeba podjąć ryzyko.
Nie ryzykujesz - nie masz nic - niestety
_________________ "Próżnoś repliki się spodziewał,
Nie dam Ci przytyczka, ani klapsa
Nie powiem nawet pies cię je..ł
bo to.. mezalians byłby dla psa.."
boski J. Tuwim"
nie kazdy pracodawca sie na to zgadza - ja przed wyjazdem zlozylam wniosek, ale naiwnie przyznalam sie po co oczywiscie mi odmowili, wiec decyzja o wyjezdzie byla jeszcze trudniejsza.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum