Mój labrador: Bianka
Suczka urodziła się:
4.12.2011
Pomogła: 1 raz Wiek: 35 Dołączyła: 28 Sty 2012 Posty: 1116 Skąd: skąd się wyśpię...
Wysłany: 06-02-2013, 09:56
Daisy0311, powiedz rodzinie, że są na najlepszej drodze do wykończenia Daisy. Czekolada, ciastka, wszystko co słodkie? Bardzo łatwo uszkodzić trzustkę takiemu maleństwu, a jestem pewna, że wtedy z problemami zdrowotnymi pieska i opłaceniem leczenia u weta będziesz musiała sobie radzić sama.
Jest jeszcze drugi aspekt dokarmiania przy stole:
Też mi się wydawało, że jak raz na jakiś czas rzucę psu coś ze stołu, to się nic nie stanie. A jednak - stało się. Pies wypracował sobie mechanizm złodzieja; jeżeli czegoś nie dostał od ludzi siedzących przy stole, była w stanie skoczyć i sama sobie wziąć, nie mówiąc już o wyrywaniu z ręki jedzącego czy prosto z ust. Potrzebowałam rady szkoleniowca, żeby móc zacząć oduczać tego Biankę. Ile łez i wstydu to wiem tylko ja.
To wszysto co tu piszecie to ja dobrze o tym wiem i oni tez tylko to jest ta dziadowska mentalnośc nie raz potrafiłam przez kilka dni do nich nie dzwonić nie oddzywać sie a oni mi mowią że mam fioła na punkcie psa i jeszcze zaden pies nie zdechł od kawałka czekolady potrafiłam zawdzonić do weta przy nich i włączyć na głosno mówiacy zeby słyszeli co mowi a oni i tak pozniej swoje ze weterynarz tylko tak gada zeby pies jadł tylko ich karme także jak oni teraz przyjeżdzaja pies jest zamkniety w pokoju dla jego dobra tą godz wytrzyma a ja wiem ze od tego mu nic nie bedzie i nic nie zje
Mój labrador: Bianka
Suczka urodziła się:
4.12.2011
Pomogła: 1 raz Wiek: 35 Dołączyła: 28 Sty 2012 Posty: 1116 Skąd: skąd się wyśpię...
Wysłany: 06-02-2013, 10:57
Daisy0311, więc dobrze, jeśli nie da się załatwić tego rozsądnie, niech Daisy siedzi w pokoju. Nic jej się nie stanie, a z drugiej strony ciężko się skłócić z całą rodziną. Wiem, że do pewnych rzeczy nikogo nie da się przekonać 'po dobroci' i nie zazdroszczę Ci - to trudna sytuacja.
Daisy0311 napisał/a:
oni mi mowią że mam fioła na punkcie psa
Fioł fiołem, ale jakby zachorowała od tego zżerania słodkiego, to byś się na leczenie nie wypłaciła. Trzymaj się ciepło
Mój labrador: Lejla(karłowaty labrador :D)
Suczka urodziła się:
19.01.2012r
Wiek: 114 Dołączyła: 31 Maj 2012 Posty: 666 Skąd: Wrocław
Wysłany: 30-03-2013, 17:40
Znam ten ból dalej i nic nie mogę zrobić. Do tej pory próbowałam wszystkiego, na prawdę wszystkiego. Nawet posadzenie psa przy stole nie poskutkowało. Podczas obiadu sadzałam ją nawet w kagańcu, żeby sobie to jakoś niemiło kojarzyła. NIC! do 5 miesięcy pies nie siedział przy stole i nie żebrał, ale oczywiście ktoś musi to zepsuć I tak jak Bianka, Lejla też umie sobie wskoczyć, wyrwać jedzącemu i dać mega popis. Znalazł ktoś może jakąś nową skuteczną i drastycną metodę?
Mój labrador: Bianka
Suczka urodziła się:
4.12.2011
Pomogła: 1 raz Wiek: 35 Dołączyła: 28 Sty 2012 Posty: 1116 Skąd: skąd się wyśpię...
Wysłany: 30-03-2013, 18:14
bina071 napisał/a:
Znalazł ktoś może jakąś nową skuteczną i drastycną metodę?
Oprócz swojego miejsca w jadalni (odsyłam na nie Biankę, gdy zaczynamy jeść), robię jeszcze tak:
- kiedy Bianka swobodnie chodzi sobie między ludźmi, jest spokój. Jeżeli próbuje przełożyć głowę pod ramieniem lub spojrzeć na talerz: pada komenda "Odejdź", ale nie patrzę na nią, tylko jakby odsuwam ją ruchem ciała (każdy domownik robi tak samo);
- jeżeli zaczyna szczekać, ma 3 minuty na uspokojenie - jeżeli nie przestaje, wylatuje za drzwi, do przedpokoju, gdzie zostaje już do końca naszego posiłku i wycie, szczekanie, charczenie, drapanie nie przynosi jej skutku - wyleciała, że tak powiem, 'na amen', a kolejną szansę otrzyma przy kolejnym posiłku (Ania poradziła mi to, żeby Bianka nauczyła się, że bardziej jej się opłaca siedzenie cicho niż jemy, niż szczekanie i żebranie, które i tak nie przynosi efektu);
- jeżeli zdarzy się jej coś jeszcze ukraść, należy ją złapać i zabrać jej zdobycz; i to bezwzględnie. Od kiedy doskonale wie, że to, co cudem znalazło się w jej łapach i tak zostanie zabrane - ilość prób zmniejszyła się drastycznie;
- no i jeszcze jedno: kiedy po skończonym posiłku pies jest grzeczny i nie dopuścił się żadnej akcji 'KRADNĘ', otrzymuje swój smaczek ze swojego słoiczka
Mój labrador: Roxy
Suczka urodziła się:
24.12.2012
Dołączyła: 24 Lut 2013 Posty: 470 Skąd: Warszawa
Wysłany: 19-04-2013, 10:07
my na szczęście nie mamy problemu z żebraniem. od samego początku kiedy tylko Roxy pojawiała się w momencie naszego posiłku - jedzenia lub przygotowywania - był komentarz "nie, to nie jest dla ciebie". widząc, że nic nie wskóra, odpuszczała. zdarza jej się czasami próbować coś chapnąć, ale szybko reagujemy komendą "zostaw" i o dziwo, działa
teraz jak jemy przy stole to nawet nie podchodzi, bo wie, że i tak nie dostanie
Di my też za późno wzięliśmy się za oduczania żebrania
U nas w domu to jest tak że ja mu nie pozwalam...ale bratowa i mama mu dają i to jeszcze żebym ja nie widziała tego To jest frustrujące!
Ja mam dość psa złodzieja- nic nie można zostawić na stole/blacie bo zaraz znika. Ostatnio nawet zdarzyło mu się ukraść moją kanapkę z blatu kiedy odwróciłam się dosłownie na sekundę. Zabrałam mu "zdobycz" z pyska i odesłałam na miejsce.
Dzisiaj przyjeżdża siostra- i ona też zaangażuje się w szkolenia Fadziocha
_________________ "Pies jest symbolem bezinteresownej miłości, bezgranicznego oddania. Rozprasza samotność i pozwala zapomnieć o rozpędzonym świecie, jest częścią natury, czułością i śmiechem..."
Mój labrador: Bianka
Suczka urodziła się:
4.12.2011
Pomogła: 1 raz Wiek: 35 Dołączyła: 28 Sty 2012 Posty: 1116 Skąd: skąd się wyśpię...
Wysłany: 19-04-2013, 13:51
fadziochowa, widzę, że rozumiesz moją frustrację, dodatkowo potęgowaną zachowaniem innych domowników Ale jeśli masz w siostrze sprzymierzeńca, to dacie radę;)
A takie akcje, że magia; obracasz się i czegoś nie ma, to znam, jak własną kieszeń Teraz co prawda sytuacja jest wprost diametralnie lepsza od chwili, kiedy zaczynałyśmy walkę z Biankowym instynktem złodzieja, ale... dużo cierpliwości trzeba. Dlatego ściskam za Was kciuki:*
Mój labrador: Roxy
Suczka urodziła się:
24.12.2012
Dołączyła: 24 Lut 2013 Posty: 470 Skąd: Warszawa
Wysłany: 20-04-2013, 17:40
no i stało się - Roxy w końcu została dokarmiona przez teściów. po powrocie od weta i jego komentarzu, że mała jest troszkę za szczupła, wczoraj zostawiliśmy ją na wieczór pod opieką rodziców mojego TŻ. teściowa tak się przejęła, że pomimo wielokrotnych próśb, żeby psa nie dokarmiać, Roxy została uraczona wołowinką.
walczymy dzisiaj z niemałą biegunką
cóż powiedzieć.. ehh..
Mój labrador: Bianka
Suczka urodziła się:
4.12.2011
Pomogła: 1 raz Wiek: 35 Dołączyła: 28 Sty 2012 Posty: 1116 Skąd: skąd się wyśpię...
Wysłany: 20-04-2013, 18:23
Ska napisał/a:
teściowa tak się przejęła, że pomimo wielokrotnych próśb, żeby psa nie dokarmiać, Roxy została uraczona wołowinką.
No i człowiek powinien być świnia i zrobić awanturę. Prosi się, błaga, tłumaczy, a jakby do głuchego. Jezu, czy naprawdę labradory muszą wyglądać jak utyte balerony?!
Z całym szacunkiem do teściów, ale dzisiejszy dzień, kiedy Roxy ma biegunkę, oni też powinni się nią zająć: jakby ze dwadzieścia razy musieli iść z psem na dwór, czy raz po raz sprzątać zabrudzoną podłogę, to może by się na drugi raz zastanowili..
Mój labrador: Teyla
Suczka urodziła się:
30.09.2009
Mój labrador: Fido
Pies urodził się:
15.06.2009
Mój labrador: Daisy [*]
Suczka urodziła się:
20.06.2007 - 26.10.2009
Pomogła: 7 razy Wiek: 41 Dołączyła: 21 Mar 2010 Posty: 8526 Skąd: Wrocław
Wysłany: 21-04-2013, 09:53
Ska napisał/a:
mała jest troszkę za szczupła
w jej wieku lepsza lekka niedowaga niż nadwaga
_________________ They gave me a Labrador Retriever cause other Angels
were busy Pies może być dowolnej rasy, pod warunkiem, że jest
to labrador
aangela1 [Usunięty]
Wysłany: 21-04-2013, 17:12
No niestety, ale tutaj trzeba ostro.
Ja wychodzę z założenia, że mój pies, moja sprawa jak go wychowuje i układam.
Kilka ostrych awantur i podziałało, nikt nie może się wtrącać w sposób naszego funkcjonowania z psem.
Mój labrador: Roxy
Suczka urodziła się:
24.12.2012
Dołączyła: 24 Lut 2013 Posty: 470 Skąd: Warszawa
Wysłany: 21-04-2013, 20:54
jako że teściowie wcześniej mieli psa, myśleli, że wiedzą co robią
ale powiem Wam, że się nawet cieszę z zaistniałej sytuacji, bo teściowa mocno się faktem biegunki przejęła i może na przyszłość posłucha naszych zaleceń. szkoda mi tylko wczoraj było Roxy, bo trochę męczyła się przy załatwianiu.
na szczęście dzisiaj już jest super
Mój labrador: Bari (Waldi Niewierskie Łąki)
Pies urodził się:
20.12.2001
Mój labrador: Goya
Suczka urodziła się:
01.03.2012
Pomogła: 5 razy Dołączyła: 12 Gru 2010 Posty: 2513 Skąd: z labusiowej doliny
Wysłany: 21-04-2013, 21:12
Moi rodzice też dokarmiają, ale na szczęście same zdrowe dla Barusia rzeczy. Choć nie powiem, na początku trzeba było im wytłumaczyć, co może, a czego nie. Bari jest alergikiem, wiec nie kombinują z przysmakami, bo wiedzą, że może się to źle skonczyć.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum