Wysłany: 29-05-2013, 16:31 Dr n. wet Jan Siembieda - przestroga(?) i opinia po wizycie
Na wstępie historia choroby Torka:
Cytat:
W okresie 8 dni Torek dwukrotnie złapał kontuzję prawej tylnej łapy. Z kontuzjami jeździliśmy do naszego weta (Mariusz Kniat). W sobotę 18.05 dostał dwa zastrzyki (przeciwbólowy i przeciwzapalny), byliśmy na konsultacji w poniedziałek 20.05, było lepiej, ale Torek dostał zakaz zabaw do czwartku (23.05). W sobotę 25.05 wybraliśmy się nad wodę razem z Morenem i Orisem. Tam Torek w pewnym momencie dostał głupawki, wybiegł z wody na górkę a potem z niej zeskoczył, łapiąc kontuzję ponownie. W ciągu godziny byliśmy znowu u Mariusza Kniata i powtórka z rozrywki - lekarstwa. Wtedy p. Kniat już podejrzewał, że może to być coś gorszego, przekazał mi kontakt do dr Atamaniuka, żebym się umówił na prześwietlenie. Pojechaliśmy w poniedziałek na kontrolę do Kniata, wcale u Torka nie było lepiej. Niestety dr Atamaniuk pierwszy wolny termin miał na 10.06, a Kniat wspomniał, że nie możemy czekać, należy prześwietlenie wykonać szybko, ponieważ podejrzewa problemy z kolanem i/lub biodrem. Wówczas podał nam kontakt do Siembiedy.
To nazwisko kojarzyłem, jako nazwisko fachowca, który na dodatek wbija wynik prześwietlenia do rodowodów. Zadzwoniłem do Siembiedy i powiedział, że przyjmie mnie tego samego dnia. Ucieszyłem się i pojechałem.
I tu zaczyna się historia z dr Siembiedą.
Postaram się być obiektywny, choć ciężko mi będzie.
Zaznaczam, iż jest to moja prywatna opinia o dr Siembiedzie oparta na jednym (pierwszym i ostatnim) spotkaniu.
Pojechaliśmy na ulicę Canaletta 89 - http://www.siembieda.pl/
Pan doktor przyjął nas od razu, może dlatego, że nikogo w lecznicy nie było poza nami, doktorem i komarami.
Od razu zauważyłem u doktora pewną komunistyczną znieczulicę, no ale pomyślałem - robił RTG milion razy, może po prostu jest psychicznie uodporniony i/lub zmęczony i/lub ma gorszy dzień.
Bez podania lekarstw położyliśmy Torka na stół, gdzie dr zaczął go, że tak zażartuję, "badać". Kazał mi mocno trzymać psa. Torek niemiłosiernie się wyrywał, cierpiał - to było widać. Doktor "badał" mu nogę (kurde, Kniat też, później Bieżyński, ale jakoś u nich Torek nie cierpiał!). Kiedy próbowałem uspokoić Torka, mówiąc do niego, dr wydarł się na mnie, żebym "nie gadał do psa, tylko go mocno trzymał". No "SS", pomyślałem... No ale cóż - nie mam wyboru, Atamaniuk nie ma czasu... W normalnych warunkach, pewnie Siembiedzie rzuciłbym wiązankę i wyszedł bez zapłaty, ewentualnie z kopem w komunistyczne cztery litery.
Torek wyrywał się mocno, w pewnym momencie wyrwał z moich rąk przednią łapę, dr znowu się wydarł, żebym mocno go trzymał i "dlaczego nie wziąłem nikogo do pomocy". No ludzie, litości... Może dlatego, że nigdy pies się tak nie wyrywał, bo mu nigdy żaden człowiek krzywdy nie robił...?
Skończył badanie bez znieczulenia. Później głupi jaś.
Pierwszy raz ktoś podał Torkowi głupiego jasia "na oko", nie pytając o wagę ani go nie ważąc. Dobra - doświadczenie, więc dobiera na oko. Nie ma problemu.
Przeprowadziliśmy z doktorem nawet ciekawą rozmowę, kiedy u Torka zaczynały działać leki. Muszę przyznać, że rozmowa była na poziomie, konkretna, ciekawa i miła. Musi być jakiś plus.
Potem niestety było już gorzej. Torek był traktowany jak kawał mięcha w ubojni, wrzucony na stół i na chama wsadzony do koryta. Kiedy zaczął próbować się "ratować" (Siembieda nie podał mu innych leków poza głupim jasiem. Przy poprzednim RTG inny lekarz podał mu jeszcze środek, dzięki któremu pies spał), Siembieda przywiązał mu najpierw jedną łapę sznurem z Praktikera do stołu. Potem przywiązał równie mocno drugą łapę. Kiedy Torek próbował podnieść szyję, przewiązał mu też szyję - coś na wzór stryczka, tak, żeby się podduszał - bomba.
/I tu chciałem napisać kilka wulgaryzmów, ale Admini by to usunęli/
Wiem, mogłem uciec z psem od doktora - niby tak, ale żaden inny liczący się diagnosta nie miał dla mnie czasu a czas gonił...
Zrobił zdjęcia, zdjęliśmy Torka ze stołu, by zeszły z niego leki. Dostał taką dawkę głupiego jasia, że przez następne 4h tylko leżał i nie mógł chodzić. No super, bomba.
Siembieda wysłał mnie do ortopedy, jak się okazało, kumpla. Za konsultację zapłaciłem u tego "znajomka ortopedy" 150 zł... Znajomek nie jest nikim znanym ani nie jest autorytetem (nazwisko aktualnie nie jest do niczego potrzebne, jak ktoś będzie chciał, to podam na PW). Dla porównania dr Bieżyński (poważany autorytet) za konsultację wziął 50 zł.
Dlatego też, dr Siembieda dostał ode mnie przydomek "RZEŹNIK" i oby nasze drogi nigdy się nie zeszły. Niby miły starszy pan, fajny do pogawędki, ale do zwierząt - masakra.
Jako dowcip podam to, że był pierwszym wetem, który zapytał "czy ten pies gryzie". I w sumie dziwię się, że Torek go nie chapnął. Ja bym go ugryzł, gdybym tylko mógł...
Resztę pozostawiam Waszej ocenie.
Pewnie nie byłem do końca obiektywny, bo jeszcze mnie nerw trzyma, pewnie dlatego, że byłem wtedy bezsilny, po prostu musiałem na to patrzeć.
Co do dokładności i jakości zdjęć trudno mi się wypowiadać, bo się na tym nie znam. Dr Siembieda jest w tym zakresie podobno autorytetem i jest dobry (tak słyszałem, ciężko mi to potwierdzić).
Z moich prywatnych obserwacji (Torek miał 2-gi raz robione RTG) wynika, że albo p. dr ma faktycznie olbrzymie doświadczenie i tylko zerka na zdjęcie, żeby powiedzieć, czy jest wszystko w porządku, albo nie przykłada się do pracy.
Dlaczego tak sądzę? Dlatego, że przy pierwszym RTG, mimo, że robił je człowiek właściwie niezbyt znany (z przychodni Arkadia we Wrocławiu), to jednak czułem, że dokładnie bada przypadek. Powiększał zdjęcie, przyglądał się, opowiadał mi, pokazywał wszystko. Innymi słowy, na mój gust, przykładał się do swojej pracy. Zalał mi mózg taką ilością informacji, że długo się nie mogłem po tym pozbierać
U dr Siembiedy było tylko jedno hasło "wszystko OK" i tyle. Obejrzenie zdjęcia zajęło mu tyle, co przygotowanie go do wydruku, czyli kilka chwil, bez powiększania i jakiegoś solidnego przyglądania się zdjęciu.
Tak jak wspomniałem - albo wynika to z niesamowitego doświadczenia, albo po prostu z niedbalstwa. Chcę wierzyć w to pierwsze, ponieważ dr Siembieda powiedział, że "wszystko jest OK", a człowiek z Arkadii (7 miesięcy temu), zrobił bardzo długi opis zdjęcia, gdzie wytknął dużo nieprawidłowości w budowie, z podejrzeniem dysplazji.
Aktualnie nie mam siły i serca, by umawiać się jeszcze do Atamaniuka, by obejrzał zdjęcie, bo w sumie dość mi zmartwień i nie chcę dokładać teraz jeszcze dysplazji...
Zaznaczę jeszcze, żeby nie było, że u Atamaniuka nigdy nie byłem i nie chcę go faworyzować, ale słyszałem o nim raczej dobre opinie. O Siembiedzie były różne, ale nie miałem wyboru. Przekonałem się na własnej skórze, że jednak jest rzeźnikiem
Poprzednie RTG robione w Arkadii, może nie należało do mistrzostwa świata, ale było przeprowadzone w sposób humanitarny, z zachowaniem szacunku do zwierzęcia a także jego bezpieczeństwa (dawkowanie leków a nie jedna wieeelka dawka na cały dzień). Z Arkadii Torek wychodził bez większych problemów. Od Siembiedy ciągnął go on (tak, Siembieda) na siłę za smycz (jak krowę na ubój). Mi kazał iść z przodu i wołać psa. Szkoda tylko, że Torek rozkładał się jak żaba, bo nie miał siły iść. Do samochodu musiałem go wkładać, bo nie miał siły (to nie był jego pierwszy głupi jaś, więc mam porównanie...).
No niestety i ja nie mam milych wspomnien z dr Siembieda robil mojej poprzedniej suni usg ja nie oczekuje od weta wylewnosci i milych slow sunia malutka a obchodzil sie z nia jak z bydleciem pan dr niestety popadl chyba w rutyne dzis juz napewno wybralabym dr Atamaniuka
Już wiem dlaczego zdjęcia są tak dokładne. Jak pies jest tak związany
My też prześwietlaliśmy Taja w Siembiedy i takie wiązanie psa nie miało miejsca, u nas wrażenia po wizycie nie pozostawiały żadnego niesmaku, nie miało miejsca żadne złe traktowanie psa mimo,że też nie był łatwy do opanowania . Zdjęcie wykonane też na głupim jasiu, oboje trzymaliśmy Taja z Tż, co do samych zdjęć żaden wet później nie miał zastrzeżeń więc u nas na szczęście taka niemiła przygoda się nie zdarzyła
torrezowaty napisał/a:
Obejrzenie zdjęcia zajęło mu tyle, co przygotowanie go do wydruku, czyli kilka chwil, bez powiększania i jakiegoś solidnego przyglądania się zdjęciu
W tej kwestii też nie miałam zastrzeżeń bo u nas oglądał dokładnie zdjęcie
Może rzeczywiście miał jakis gorszy dzień ? Albo po prostu już się wypalił zawodowo
Przykre,że musieliście tak kiepsko trafić
Mam nadzieję,że Torek szybko powróci do zdrowia, życzymy Wam dużo siły ! 3mamy kciuki
Mój labrador: Teyla
Suczka urodziła się:
30.09.2009
Mój labrador: Fido
Pies urodził się:
15.06.2009
Mój labrador: Daisy [*]
Suczka urodziła się:
20.06.2007 - 26.10.2009
Pomogła: 7 razy Wiek: 41 Dołączyła: 21 Mar 2010 Posty: 8526 Skąd: Wrocław
Wysłany: 30-05-2013, 19:50
Jako wykładowca też nie ma dobrych opinii, i nie dlatego, że stawia złe oceny, a dlatego, że jak podobno sam mówi "studenci i tak nie będą robić tego co on, więc ta wiedza im niepotrzebna"
Przykre i tyle
_________________ They gave me a Labrador Retriever cause other Angels
were busy Pies może być dowolnej rasy, pod warunkiem, że jest
to labrador
Mój labrador: Reda
Suczka urodziła się:
03,12,2010
Mój labrador: Bonnie
Suczka urodziła się:
10.04.2014
Pomogła: 3 razy Wiek: 47 Dołączyła: 12 Mar 2011 Posty: 5261 Skąd: warszawa
Wysłany: 30-05-2013, 22:32
masakra
a na"oko" to ponoc chlop w szpitalu umarl
jak mozna podac psu leki bez wazenia zwierzaka?
u nas po pol godzinie jak Reda miala problem z wybudzeniem sie dostala leki i w ciagu 10 minut stala juz na lapach o wlasnych silach
jedna wielka Porazaka
Pewnie dlatego nie przywiązał Taja, bo "miałaś kogoś do pomocy".
Tak czy inaczej, robienie zjęć bez uśpienia psa, uważam za bandytyzm, bo takie wyginanie łap na prawo i lewo boli, szczególnie, gdy jedna jest kontuzjowana! Ciekawe, jakby czuł się p. dr, gdybyśmy zerwali mu najpierw więzadło krzyżowe, potem go przywiązali i wyginali mu wszystkie kończyny bez znieczulenia? Poszlibyśmy za to siedzieć pewnie...
Dentystę, który wyrywa zęby bez znieczulenia nazywamy barbarzyńcą...
To, że pies ma wyższy próg bólu niż ludzie, to wiemy, ale z drugiej strony, na prześwietlenie poszedłem dlatego, żeby docelowo ulżyć psu a nie po to, by jeszcze bardziej go męczyć. Gdybym chciał go męczyć, to w ogóle nie robiłbym operacji i się nie przejmował tym, że go coś boli...
Pattina napisał/a:
u nas oglądał dokładnie zdjęcie
To tylko niestety potwierdza moje przypuszczenia, że potraktował mnie "po macoszemu"...
Pattina napisał/a:
Przykre,że musieliście tak kiepsko trafić
Też żałuję, bo wbrew pozorom, nie lubię wypisywać takich opinii w internecie. Nawet nie chciałem tego robić, ale pewna osoba z tego forum mnie do tego przekonała, gdy usłyszała historię "na żywo"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum